niedziela, 25 stycznia 2015

Raoul Dufy



Ten urodzony w 1877 roku artysta (zm. 1953) miłośnikom mody znany jest przede wszystkim ze współpracy z paryskim projektantem, Paul’em Poiret. Jej najbardziej spektakularnym efektem jest wspaniały płaszcz, La Perse, o którym pisałem bardzo dawno temu, w drugim miesiącu istnienia bloga TUTAJ Artystyczna relacja między nimi jest jednak znacznie szersza. Zaczęła się w 1911 roku i wynikała z ogromnej chęci Poireta, by projektować suknie z tkanin o wymarzonych przez niego, ale niedostępnych, wzorach. Projektant podszedł to tego z ogromnym entuzjazmem. Stworzył mały warsztat, zatrudnił chemika i nawet sam brał udział w eksperymentach. Raoul Dufy wykazał się nie mniejszym entuzjazmem i pracowitością. Sam wycinał drewniane klocki służące do druku i sam drukował próbne partie. Tak rozpoczęta współpraca nie mogła się nie udać. Sukces projektów i tkanin był na tyle duży, że do Dufy’ego zapukała firma tekstylna Bianchini-Férier założona w Lyonie w 1888 przez trzech mężczyzn (Charlesa Bianchini, François Atuyer’a i François Férier’a). Jej oferta dla projektanta tkanin–malarza był tak chojna i atrakcyjna, że Dufy zgodził się pracować dla nich. Pełnił tam stanowisko dyrektora artystycznego w latach 1912-1928. Na szczęście współpraca z Poiretem nie zakończyła się. Projektant nadal kupował tkaniny zaprojektowane przez artystę i szył z nich swoje suknie, na przykład: LasBuloński / Bois de Boulogne, 1919 



Warto też poświęcić uwagę samym wzorom tkanin Dufy'ego przechowywanych przez największe muzea na świecie, jak Metropolitan Museum (tutaj) czy Muzeum Victorii i Alberta (tutaj). 
Przygotowując się do grudniowego wykładu w Domu Bretanii, przypomniałem sobie o książce, którą kupiłem wieki temu (nigdy nie wiadomo, co się przyda). Przepych i blask jedwabnictwa lyońskiego to katalog wystawy, jaką oglądałem w Muzeum Narodowym w Warszawie w 2004. poświęconej właśnie jedwabnictwu lyońskiemu. Tam można znaleźć wiele przykładów tkaniny, jakie wypuściła firma Bianchini-Férier. Nie tylko tych sygnowanych przez Dufy'ego. Firma jest z resztą do dziś znana miłośnikom jedwabi, a wielbiciele retro wciąż mogą zamawiać wzory tkanin projektowane przez francuskiego artystę TUTAJ. Warto tutaj dodać, że dostępność projektowanych przez niego tkanin (Bianchini-Férier miało swój sklep przy 24bis Avenue de l'Opera w Paryżu) powodowała, że inni projektanci także projektowali z tkanin przez niego projektowanych. Przykład takiej sukni znaleźć możemy w Muzeum w Kyoto (tutaj). No i oczywiście firma Bianchini-Férier współpracowała z innymi artystami również, np. Sonią Delaunay.
Wróćmy jednak do Raoul’a Dufy i Poireta, który pracowali razem także na innych obszarach. Otóż w 1925 roku, w czasie trwania Wystawy Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu, Poiret zacumował na Sekwanie trzy barki. Jedna z nich – Orgues zawierała duże malowidła stworzone właśnie przez Dufy’ego. Stanowiły one tło do prezentowania najnowszych modeli Poireta. 14 dużych płócien, każde składające się z trzech horyzontalnych pasów o odmiennej tonacji kolorystycznej (nie bez powodu przecież mówiono o nim jako o fowiście) przedstawiało Paryż i okolice wraz z dancingami, regatami itd... Ponadto jako ilustrator wielokrotnie rysował projekty Paula Poiret. Na przykład TUTAJ
Postać Raoul'a Dufy jest wciąż dość popularna, więc nie będziecie mieli większych problemów, by pooglądać jego projekty. Z pewnością przypadną one do gustu wszystkim miłośnikom Art Déco.

środa, 7 stycznia 2015

Wojna i moda 1914-1918



W mijającym roku wystaw poświęconych modzie okresu I wojny światowej było kilka (np. ta jeszcze trwa), co jest oczywiste ze względu na datę - obchodziliśmy setną rocznicę jej wybuchu.. Oczywiście połączenie wojny i mody nie jest czymś, co przychodzi do głowy jako pierwsze. Jednak czy to się komuś podoba czy nie, wiele domów mody (nie tylko w Paryżu) działało. Funkcjonowała również praca, która pisała o tym co się nosi, jak się nosi i dlaczego. Właśnie wokół prasy, a w zasadzie obecności mody w prasie skupia się problematyka wystawy, która niestety się już kończy. Mam na myśli wystawę Wojna i ubiór. Modowa ilustracja w okresie I wojny światowej prezentowana w berlińskiej Kunstbibliothek. Mimo, że trwa ona już od września ubiegłego roku, to ja miałem przyjemność oglądać ją zupełnie niedawno,. Kiedy się patrzy na plakat reklamujący wystawę, czy zdjęcia wybrane na stronę internetową trudno spodziewać się czegoś bardzo atrakcyjnego.   

A tutaj taka niespodzianka ! Wystawa nie jest wielka, ale przecież pokazuje niewielkie z reguły obiekty, więc w sumie jest do oglądania dużo ilustracji. Ekspozycja jest podzielona bardzo czytelnie na trzy zasadnicze części wyznaczone przez następujące miasta: Berlin, Wiedeń i Paryż. Podział ten jest podkreślony zarówno kolorem jak i układem przestrzennym. Zwiedzanie można zacząć w „dowolnym mieście”. 

Nie zamierzam opisywać, obrazków, których nie mogę pokazać (to osobna historia – o niej za chwilę). Co jednak chcę powiedzieć, zwłaszcza w kontekście plakatu wystawy, to że wystawa prezentuje niesamowitą wręcz różnorodność stylistyczną zdjęć i ilustracji zważywszy na tak wąski okres czasu – 4 lata. Oglądanie tej wystawy to niesłychana przyjemność dla oka.  Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Jak nie stare fotografie, to ilustracje z modą od estetyki Warsztatów Wiedeńskich po estetykę fowistów. Do tego trzeba dodać rozmaitość fasonów.  Ale i dowiedzieć się można wielu rzeczy. Z ręką na sercu – ile znacie tytułów prasowych poświęconych modzie w  tym czasie? I nie mam na myśli tylko Paryża? Poza tym we francuskiej stolicy nie pracowali tylko Francuzi. Ta wystawa przedstawi Wam lub przypomni  Wam o takich projektantach jak Gustave Beer (najpierw pracował w Berlinie, następnie w Paryżu) czy Christoff Von Drecoll (najpierw Wiedeń, później Paryż). Bynajmniej nie były to wówczas drugoligowe nazwiska. Dowiedzieć się też można też, w jaki sposób Wiedeń i Berlin rywalizowały z Paryżem w dziedzinie mody i stylu. Czas spędzony na wystawie nie będzie straconym. 
Jak widać powyżej, na wystawie można robić zdjęcia. No i zrobiłem, ale same ujęcia ekspozycji. Pomyślałem bowiem, że katalog wystawy (wcześniej byłem w księgarni) z pewnością to wszystko zawiera, więc nie widziałem sensu dublowania. No i tu czekała mnie inna niespodzianka. Album kupiłem w ciemno, że się tak wyrażę, i dopiero w domu go odpakowałem. Trudno mi jest jednak powiedzieć, że jestem rozczarowany. Katalog wystawy bowiem, to w zasadzie książka towarzysząca wystawie niesamowicie ją uzupełniająca. Znajdziecie tam teksty różnych autorów pogłębiające zagadnienia wystawy – omówienie poszczególnych tytułów prasowych, samych okładek, sytuacji mody w Berlinie, w Wiedniu i w ogóle jej roli w tym okresie. 
A zatem zostałem bez zdjęć swoich „ulubionych” ilustracji z wystawy, ale za to z masą dodatkowej wiedzy głównie dotyczącej ilustracji modowej. 
Co jeszcze bardzo mi się podobało na wystawie, to fakt, że przed wejściem na na główną salę znajdowały się dodatkowe czarno-białe plansze, które pokazywały modę lat 1914 – 1918 rok po roku, podkreślając najistotniejsze cechy modnej sylwetki. Taki prosty zabieg, ale bardzo pomocny. Tym bardziej, że ilustracje na samej wystawie były ułożone problemowo, a nie chronologicznie. Żeby więc poukładać w głowach, pokazano plansze w ujęciu chronologicznym z komentarzem. Naprawdę super. 

Na koniec dodam, że album do wystawy dostępny jest w językach niemieckim i angielskim.