wtorek, 24 lutego 2015

Lacroix w muzeum



Tę wystawę odkryłem przypadkowo, jak to często bywa. Mowa o Muzeum Cognacq-Jay, które dało wolną rękę Christianowi Lacroix. Dzięki temu przestrzeń muzeum została wypełniona rozmaitymi przedmiotami, które odnoszą się do sztuki i kultury XVIII wieku, bądź faktycznie pochodzą z tego okresu.  Muszę przyznać, że do pójścia tam popchnęła mnie ciekawość ekspozycji. Podejrzałem trochę w internecie i wydało mi się to na tyle interesujące, by zobaczyć na żywo. Oprócz samej mody, interesuje mnie bowiem także sam sposób ekspozycji, aranżacji przestrzeni, konteksty w jakich prezentowane są dzieła sztuki itd... W końcu to „muzealne” mody. 
Nie będę Was trzymał w niepewności. Od razu powiem, że dawno już nie byłem tak zadowolony w sensie estetycznym. Tak, tak – nie jest prawdą, że nic mi się nie podoba ; ) Ale do rzeczy. O czym w ogóle jest ta wystawa i co tak zachwyca? 
Na początku trzeba powiedzieć, że Cognacq – Jay, to nazwiska założycieli paryskiego domu towarowego La Samaritaine: Ernesta Cognacq Marie-Louise Jaÿ. Byli oni także znanymi kolekcjonerami sztuki osiemnastowiecznej. Jeśli do tego dodamy nazwisko Lacroix – znawcy i miłośnika kultury XVIII wieku, to w zasadzie zagadka dania projektantowi „wolnej ręki” zostaje rozwiązana.
Wystawa w zasadzie wystawa poświęcona jest kulturze XVIII wieku (TUTAJ). Poszczególne pomieszczenie poświęcone są zagadnieniom takim jak teatr, egzotyka, dzieciństwo, antyczne inspiracje, Boucher, dżentelmeni, pisanie listów itp. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie ręka Lacroix, który oprócz tego, że jest projektantem, pracuje także dla teatrów. I to po prostu widać. Bardzo podobały mi się interpretacje tematów, jakich dokonał Lacroix zestawiając ze sobą obrazy, przedmioty czy fotografie, które dzieli od siebie niemal dwieście lat. Każdy bowiem temat związany z wiekiem XVIII jest „uwspółcześniany” przez projektanta. Pokazuje on w ten sposób, że kultura i sztuka XVIII nieustannie inspiruje, ale też że artyści sięgają niezależnie od czasów, w jakich żyją, do podobnych problemów. W zasadzie niemal każda sala mnie zachwycała. Wynikało to z dużej różnorodności obiektów, no i co tu kryć – również wiedzy Lacroix, który te obiekty wyszukał i zestawił razem. Wśród tych przedmiotów są także i stroje projektowane przez niego, ale nie dominują one i zawsze ich obecność jest uzasadniona. Nie miałem poczucia „nachalnej reklamy”. 
Powtórzę się, ale dawno nie miałem takiej przyjemności. Zastanawia mnie tylko to, czy wszyscy zwiedzający taką przyjemność mieli. Nie zrozumcie mnie źle, ale wydaje mi się, że jest ona raczej dla opatrzonych już widzów, z jakąś wiedzą o XVIII wieku. Ale może się mylę... Z drugiej strony nie byłoby w tym nic złego, bo przecież nie ma wystaw dla wszystkich. Bardzo wielu polskich muzealników wciąż tak myśli, że wystawy mogą być dla wszystkich, ale to przecież nieprawda. Zawsze zakłada się (świadomie lub mniej świadomie) określonego widza (odbiorcę). Przecież już samo formułowanie tekstów na wystawie wskazuje do kogo są one adresowane. Nie wszystkie są przecież równie łatwo napisane. Rezygnacja z opisów, też powoduje, że automatycznie wykluczona zostaje jakaś grupa osób, itd...
Wracając jednak do wystawy przygotowanej przez Lacroix, z pewnością jest ona dla ludzi otwartych, którym nie przeszkadza łączenie ze sobą, arbitralnie przecież, odległych od siebie dzieł sztuki. Im więcej się jednak wie, tym większa radość z odkrywania połączeń zastosowanych przez projektanta.
Marzą mi się takie wystawy w Polsce. Żeby publiczność uczyła się myśleć w sposób swobodny. Niestety dominują u nas wystawy tematycznie zachowawcze, co wzmacnia myślenie schematami, poruszanie się po utartych ścieżkach. A można przecież inaczej. Dlatego właśnie wystawa przygotowana przez Lacroix pozostanie na dłużej w mojej pamięci.


PS. Zdjęcia robiłem komórką, więc nie ma oszałamiającej jakości. Ale też muszę powiedzieć, że to celowy zabieg. Niestety jest tak, że człowiek się skupia albo na przeżywaniu, albo na robieniu dobrych zdjęć. Chyba się starzeję, bo coraz mniej mam ochotę jeździć z aparatem i pstrykać. Wolę przeżywać i podziwiać, czego i Wam życzę w jak największej ilości.
 
 
 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz