niedziela, 30 listopada 2014

Yves Saint Laurent - biografia



Choć książka Yves Saint Laurent Laurence Benaïm ukazała się niedawno, to nie mogę powiedzieć, bym podchodził do niej po raz pierwszy. Jeszcze w latach 90. biografię tę wydało wydawnictwo Amber. Nabyłem ją wówczas i mam do tej pory.

Nowe wydanie, opracowane przez Wydawnictwo Bukowy las jest ponownie przetłumaczone, a także uzupełnione o dwa rozdziały (co oczywiste, bo przecież w latach 90. YSL jeszcze projektował), tekst z ostatniej konferencji prasowej z 2002, krótki wywiad z YSL, chronologię i bibliografię. Są to powody dla których ponownie, z ciekawością sięgnąłem po tę książkę. Czytanie jej nie było „podróżą w nieznane”, więc od razu mogę powiedzieć, że bardzo lubię tę książkę.Niniejsza biografia Yves Saint Laurenta ma niemal 500 stron. Jest to zatem pozycja idealna na długie, zimowe wieczory. Nawet jeśli ktoś czyta szybko, warto dozować sobie treść, by nie zgubić się w ilości faktów. Autorka bowiem przedstawia życie YSL na szerokim tle. By lepiej pokazać znaczenie wielu faktów, czy osób ogrywających jakąś rolę w biografii projektanta, autorka przybliża je na zasadzie dygresji. Bez obaw. Zdecydowanie nie jest to chaotyczny zbiór myśli. Laurence Benaïm nigdy nie traci z oczu swojego bohatera. Prowadzi ona czytelników niemal przez całe życie projektanta. Po ilości filmów i książek poświęconych Yves Saint Laurentowi, wydaje się, że już w zasadzie wszystko wiadomo: początki u Diora, projektowanie dla Diora, załamanie nerwowe, założenie własnego domu mody, sukces sukni mondrianowskiej, kolekcje inspirowane latami 40., Baletami Rosyjskimi, Chinami, Marokiem; kolekcje hołdy dla artystów i artystek. W międzyczasie eskapady do Marrakeszu, sex, narkotyki, alkohol itd... Pod tym względem książka nie przyniesie nam żadnych rewolucyjnych faktów. Ale za to przybliży czytelnikom w wyraźny sposób pracę projektanta. Niniejsza biografia została wydana po raz pierwszy w 1993 roku, kiedy YSL jeszcze żył i projektował zarówno kolekcje prêt-à-porter jak i haute couture. Mało tego. Powstała we współpracy z Pierre'm Bergé i Yves Saint Laurentem. To dzięki temu możemy zajrzeć w głąb domu mody. 
Z tego powodu również, jak się możemy spodziewać, pewne kwestie zostały nieco wygładzone, zwłaszcza te z życia prywatnego projektanta i jego partnera. Książka z pewnością nie jest laurką na cześć projektanta, ale Ci którzy żądni są soczystych, pikantnych szczegółów mogą czuć się rozczarowani niniejszą biografią. Z drugiej strony wszyscy ci, którzy idąc na film Yves Saint Laurent byli zaskoczeni, że tak mało poświęcono w nim uwagi pracy projektanta, będą z lektury zadowoleni.
Na kartach książki, jak wspominałem znaleźć można wiele pobocznych wątków i postaci. Sprawia to, że nawet jeśli ktoś nie interesuje się YSL, ale zajmuje go (ją) powojenna historia haute couture, książka ta będzie właściwym wyborem. Można tam wyłowić informacje o innych projektantach, dziennikarkach, modelkach, aktorkach. O polityce również. No i najcenniejsze informacje – te o zmieniającym się rynku mody, o zarządzaniu firmą itd. Specjalnie nie przywołam teraz żadnej z anegdot, czy postaci, gdyż chciałbym poświęcić niektórym z nich odrębne wpisy.
Na co jeszcze chciałbym zwrócić uwagę, to fakt, że można czytać tę książkę nie tylko jako biografię konkretnego projektanta, ale jako studium rozkwitu i upadku artysty. To jest niesamowite, jak bardzo pod tym względem biografia YSL jest „typowa” dla niezwykle utalentowanych ludzi. Nie tylko projektantów. Książka Benaïm może być więc czytana także pod tym kątem.
Nie znaczy to jednak, że książkę tę da się łatwo i przyjemnie pochłonąć. Styl pisania nie jest aż tak gładki, miejscami może nawet przyciężki, ale z pewnością nie banalny czy zbyt prosty. Nie jest to książka, od której się zaczyna. Warto być nieco bardziej zaawansowanym w historii mody, by wyciągnąć z tej biografii jak najwięcej. Ale za to jest lekturą obowiązkową dla tych, którzy poważnie zajmują się historią powojennej mody. 
Biografia Benaïm ma też kilka drobnych wad, ale nie przysłaniają one ogromu pracy autorki i jest niesamowitej wręcz wiedzy. Wspominałem już o tym, że niektórzy za wadę poczytać mogą niezbyt wnikliwy opis prywatnych poczynań YSL – z kim, gdzie i kiedy pił, palił, uprawiał sex itd... Ja nie uważam tego za wadę. Po pierwsze nie ma biografii, która powiedziałaby wszystko o danym człowieku, a po drugie wolę jednak czytać o pracy projektanta, a o jego życiu osobistym wiedzieć wszystko to, co ma związek z pracą i wpływ na nią i nic poza tym. Pod tym kątem autorka spisała się świetnie.
Co mi się zdecydowanie nie podobało to ilość wtrąceń, pojedynczych wyrazów w języku angielskim. Uważam, że to nie jest dobry pomysł. Bo przecież: "Yves Saint Laurent stał się French star krawiectwa". (s.207) brzmi naprawdę dziwnie, a takich zdań jest sporo. No i ilustracje. Jest ich wiele, zgrupowanych we wkładce, tak, jak było to w innych książkach z tej serii Bukowego lasu. Doceniam to, ale mimo wszystko brakowało mi wielu ilustracji, które pojawiły się w pierwszym wydaniu. Zdaję sobie sprawę, że starania o te fotografie mogłyby uczynić książkę jeszcze droższą. A już cena 69,90 złotych nie jest mała. Nawet biorąc pod uwagę wszystkie zalety książki... Na szczęście nadchodzi świąteczny czas i można wpisać ją na listę prezentów. Moim zdaniem nie powinniście się zawieźć. Pamiętam jak czytałem tę książkę pierwszy raz (jako osiemnastolatek) i wówczas nie byłem w stanie dobrze jej zrozumieć. Skupiałem się więc na życiu YSL, ale zawiłości zarządzania domem mody mnie przerastały. Kiedy po latach do niej wróciłem zrozumiałem, ze jest naprawdę dobrą biografią. Minęło kilka kolejnych lat i wracam do tej książki ponownie. Teraz w nowym wydaniu. I wciąż uważam, że jest dobra. Warto ją przeczytać.

środa, 26 listopada 2014

Lecoanet & Hemant



Kilka dni temu dodałem na stronę z kolekcją tę suknię:

 

Pochodzi ona z domu mody założonego przez Hemanta Sagar’a i Didiera Lecoanet’a (nazwa Lecoanet & Hemant kojarzy mi się z nazwą Hector & Karger - imię jednego i nazwisko drugiego projektanta  - ot, taka dygresja). Jej fason jest tak uniwersalny, że trudno dokładnie datować. Moim zdaniem pochodzi z lat 90. Suknia ta jest doskonałym przykładem umiejętności krawieckich, drapowanie bowiem nie jest łatwą techniką. Została stworzona na zamówienie, w związku z tym ma wybity na metce numer. Mam nadzieję, że pozwoli mi on w przyszłości na odtworzenie historii sukni. Oczywiście z pewnością podzielę się tą informacją. Wracając jednak do pary projektantów....
Między 1984 a 2000 rokiem pokazywali oni w Paryżu swoje kolekcje couture. Ich dom mody mieścił się przy 84, rue du Faubourg-Saint-Honoré. Dziś ich nazwiska nie są aż tak znane, gdyż zmienili wyraźnie rejon swojej działalności – są w Indiach. Biorąc pod uwagę fakt, że Hemant Sagar urodził się w New Delhi nie jest to bardzo zaskakujące. Dopiero gdy miał 19 lat zjawił się w Paryżu, gdzie zaczął uczęszczać do Ecole de la Chambre Syndicale de la Couture Parisienne. Tam właśnie poznał Francuza, Didier’a Lecoanet’a. Jeszcze w szkole zaczęli ze sobą pracować. Później, co oczywiste, założyli własny dom mody. Styl swojego domu mody określali w skrócie „East meets West”. Najbardziej typowy dla nich fason to „suknia -korkociąg”,  skręcona wokół ciała, zainspirowana przez sari – tradycyjny ubiór indyjskich kobiet (Moda Top, nr 15; jesień’95). Zatem kolorystyka i fason sukni z kolekcji dobrze reprezentuje styl projektantów. Nota bene na stronie Victoria & Albert Museum też można znaleźć ich suknię tutaj.

Obecnie projektanci koncentrują się bardzo na takich zagadnieniach jak ekologia i etyka w projektowaniu, czego ich ubiory są oczywiście przykładem. Można o tym przeczytać tutaj.

Na ich oficjalnej stronie tutaj możecie zapoznać się z ich krótkimi życiorysami oraz tym, co robią. 
Na Youtubie znajdziecie zaś kilka starych nagrań z kolekcjami haute couture
wiosna-lato 1997:

Jesień-zima 1998:

Wiosna-lato 1999:


niedziela, 16 listopada 2014

Paryż, 1900 rok


Ostatnio, w Domu Bretanii mówiłem o paryskiej modzie około roku 1900. Zasadniczym punktem było scharakteryzowanie pod tym względem Wystawy Światowej z 1900 roku. Można ją było zwiedzać pomiędzy 15 kwietnia a 12 listopada owego roku. Z możliwości tej skorzystała ogromna ilość ludzi – frekwencja wyniosła ok. 48 milionów zwiedzających.
Prezentowano na tej wystawie zdecydowanie więcej niż tylko to, co związane z modą. Zainteresowani mogą przejrzeć zawartość pawilonów tutaj. Szczególnie interesujące dla mnie są dwa z nich: Palais du Costume oraz Palais des Fils, Tissus et Vêtement.
 

Obydwa zlokalizowane były w sąsiedztwie Wieży Eiffla.
Dzięki nim można było się zapoznać zarówno z modą dawną jak i współczesną. Oczywiście obydwa pawilony miały także dodatkowe zadanie – utrwalać wizerunek Paryża jako stolicy (kobiecej) mody. Dziś ich zawartość, jak i wygląd możemy poznawać jedynie dzięki archiwalnym materiałom, których na szczęście zachowało się trochę.
Najistotniejsze wydaje mi się to, że prezentacja historycznych ubiorów traktowana jest jako pierwsze muzeum mody. Pośród eksponatów, można powiedzieć muzealnych, były również rekonstrukcje. Prezentacja historyczna obejmowała również okres starożytny. Oczywiste braki uzupełniono zatem tworząc nowe ubiory. Całość dziejów mody prezentowano na woskowych manekinach do złudzenia przypominających ludzi (znamy takie manekiny z muzeów figur woskowych) zaaranżowanych w sceny.
Nawiasem mówiąc na takich manekinach prezentowano również modę współczesną w drugim ze wspomnianych pawilonów. W ogóle ciekawa jest kwestia prezentacji ubiorów – manekiny wyglądające jak ludzie zaaranżowane w sceny na długo zagościły na muzealnych wystawach. To ogromny temat i tutaj nie zamierzam go kontynuować. Warto jednak dodać, że wśród ponad miliona  zwiedzających ten pawilon, była prawdopodobnie Madeleine Vionnet. Z resztą należy wymienić także inne nazwisko – pana Félix’a, couturier’a, który był pomysłodawcą i osobą odpowiedzialną za Palais du Costume. Dziś jest to postać mało znana, ale wówczas konkurował z największym z domów mody – Maison Worth.
W roku 1900 wciąż funkcjonował założony w 1868 roku Chambre syndicale de la Confection et de la Couture pour Dames et Fillettes. Zrzeszał on ponad 1000 członków. Wyraźne rozdzielenie couture od konfekcji miało dopiero nastąpić za kilka lat (ok. 1908). Dlatego też w pawilonie, gdzie prezentowano współczesny ubiór, znalazła się tylko grupa przedstawicieli Izby mody. Byli to: Aine-Montaillé; P. Barroin; Bonnaire; Boué Sœurs; Callot Sœurs; G. Doeuillet et Cie; Félix; Laferrière; Lebouvier (Blanche); Lacroix (Margaine); Ney Sœurs; Paquin; Perdoux; Bourdereau, Véron et Cie; Raudnitz (Ernest); Raudnitz et Cie; Redfern; Rouff; Mayer (Sara), Morhange (A.) et Cie; Vaganay; Worth  (podaję za: Paris Haute couture, Paryż 2013). Za organizację prezentacji przedstawicieli Chambre syndicale odpowiadała Jeanne Paquin.
Źródło: kolekcja muzealne mody
Zachowane archiwalne zdjęcia tutaj pokazują ogromną halę z regularnie rozmieszczonymi gablotami, w których podziwiać było można ofertę domów mody (i nie tylko). Jest to o tyle ważne, że dla większości osób zwiedzających była to pierwsza możliwość podziwiania na żywo ubiorów od najbardziej znanych krawców. Bo i gdzie mieliby je zwykli Paryżanie oglądać wcześniej? Przecież na ich zakup mogła sobie pozwolić elita. Do tej zaś zwykli ludzie nie mieli dostępu... Najbardziej efektowną gablotę prezentował dom mody Worth, tym samym podkreślając swoją czołową pozycję. Przy prezentacji zastosowano elektryczne oświetlenie, co razem z innymi elementami stworzyło dosłownie olśniewający efekt. Porządku wokół musiała pilnować policja, zdarzały się bowiem przepychanki. Tak wielka była chęć obejrzenia tej zainscenizowanej gabloty. Sam pewnie bym tam chodził wielokrotnie : )
Jeszcze jedna kwestia związana z Wystawą w 1900 warta jest przypomnienia. Otóż w cieniu Wystawy odbyły się pierwsze poza Grecją nowożytne Igrzyska Olimpijskie. Także pierwsze, w których wystartowały kobiety.
To taki mini skrót tego, o czym mówiłem w Domu Bretanii. Na krótką relację czeka również pierwszy wykład poświęcony domom towarowym. Wkrótce to nastąpi. Cierpliwości :)

P.S. W tym roku odbyła się wystawa w Petit Palais zatytułowana Paris 1900, la Ville spectacle. Choć skończyła się ona już dawno, to na stronie jest wiele materiałów, z którymi myślę, że warto się zapoznać tutaj.

wtorek, 4 listopada 2014

Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa - recenzja



Zacznijmy od najważniejszych kwestii, czyli od tego, że książkę autorstwa doktora Krzysztofa Trojanowskiego Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa wydało Wydawnictwo PWN. To nie byle jakie wydawnictwo i zgodnie z oczekiwaniami książka wygląda imponująco. Naprawdę dawno nie byłem tak podekscytowany książką wydaną w Polsce i to o tematyce związanej z modą.

Pierwszy rzut oka już zapowiada przyjemności dla zmysłów. Format, kolory, papier – wszystko daje radość. Wewnątrz mnóstwo ilustracji; nie dość, że nie publikowanych u nas, to jeszcze w dobrej jakości. Aż chce się czytać. I tak właśnie zrobiłem - czytałem, czytałem i czytałem. To w końcu aż ponad 400 stron :) Autor jest romanistą, dzięki czemu sprawnie pozyskał wiedzę głównie z francuskiej prasy okresu II wojny światowej. Materiałów nie było mało, czego łatwo można się domyślić. Dzięki temu autor posiadł naprawdę znaczącą wiedzę na temat tego, co działo się w Paryżu i poza nim w latach 40-tych XX wieku. Przyjemnie wiedzieć, że ma się do czynienia z kompetentnym człowiekiem. Niestety nie miałem okazji poznać autora osobiście, ale i tak chylę czoła przed jego wiedzą.
Czy to zatem oznacza, że książka jest doskonała? Niestety nie. Nie kwestionuję bardzo przyjemnej estetyki. Ta jest na 5+. Nie kwestionuję również wiedzy autora. Ta jest na 5. Co jednak psuje mi przyjemność obcowania z tą książką, to sposób w jaki autor posługuje się swoją wiedzą. Moim zdaniem autor nie panuje nad materiałem w wystarczający sposób. Poruszane tematy są niepotrzebnie rozbijane, zawartości rozdziałów nierzadko nie odpowiadają ich tytułom. Sama kolejność rozdziałów wielokrotnie budziła moje zdziwienie i wątpliwości z powodu braku konsekwencji. Oczywiście jest możliwe, że to ja nie odczytałem sposobu opowieści autora. Jednak autor w poprzedzającym treść książki ustępie „od autora” nie zdradza jaki przyjął porządek opisywania historii. Odczytanie tego pozostawia zatem czytelnikowi. Zanim jednak przejdę do przykładów tego, o czym wspomniałem powyżej, podkreślę jeszcze raz, że nie są to zarzuty skierowane wobec wiedzy Pana Trojanowskiego. Chodzi mi o to, że książka nie jest dobrze skonstruowana. Wiem, oczekujecie przykładów.  Oto one w porządku przypadkowym:
- nie rozumiem dlaczego po rozdziale „Ścisła reglamentacja” nie ma od razu „Zrób to sama”, (co się wydaje logiczne), ale pojawia się między nimi rozdział „Klienci dawni i nowi”.
- zaś przed rozdziałem „Ścisła reglamentacja”, również wbrew mojej logice, jest rozdział „Paryż kontra Belin". Przed nim zaś "Walka z zimnem". A zatem logiczny ciąg" walka z zimnem-ścisła reglamentacja-zrób to sama jest dwukrotnie rozbity rozdziałami o innym charakterze.
- rozdział „Moda męska” również rozbija rozdziały poświęcone modzie damskiej.
- rozdział „Prowokacja i konspiracja” moim zdaniem powinien być w okolicy rozdziału „Paryż kontra Berlin”, ale autor ułożył je daleko od siebie. Nie rozumiem również dlaczego autor zwlekał aż do przedostatniego rozdziału, by powiedzieć, o często mało chlubnej postawie paryskich projektantów, o ich związkach z Niemcami. Przecież to miało znaczenie dla tego, jak funkcjonowały i co proponowały ich domy mody. To powinno być najpóźniej w połowie książki, by czytelnik mógł przez ten pryzmat dokonywać swojej oceny sytuacji. Tym bardziej, że była ku temu okazja – właśnie rozdział „Paryż kontra Berlin”, który jest w pierwszej połowie książki.
- rozdział „Walka z zimnem” wypełnia raczej tematyka futer, co niekoniecznie jest jednoznaczne z zimnem (futra to także po prostu luksus). O walce z zimnem możemy natomiast poczytać w rozdziale „Paryski szyk”. Mało tego. O Żydach będących często kuśnierzami i o polityce wobec nich nie przeczytamy tam, gdzie jest temat futer, ale w ostatnim rozdziale „Od aryzacji do weryfikacji”.  Nie rozumiem takiego rozbijania problemu...
- rozdziały „W duchu odnowy moralnej” i „Moda Vichy” w zasadzie mogły by być jednym rozdziałem. Ich treść jest bardzo zbliżona do siebie.
- rozdział „Paryski szyki” ma podtytuł „spodenki się feminizują”, ale znów niestety temat kobiecych spodni nie jest tam omówiony do końca i pojawia się w innych rozdziałach. Z resztą hasło „spodenki się feminizują” choć urocze i poetyckie to jednak nieprecyzyjne. Mogłoby się również odnosić się do szycia sukienek z męskich spodni. To też w pewnym sensie feminizacja spodni, ale oczywiście opisana w innej części książki.
- rozdział „Moda męska” zawiera również informację o męskich wodach. To jest OK. Ale dlaczego autor dopisał tam również fragment o damskich perfumach? Nie wiem. Ale ten rozdział jak w soczewce pokazuje problem, o którym mówię. Niby mowa o modzie męskiej, a tam wciśnięte damskie perfumy. Mało tego. Moda męska pojawia się też w rozdziale „Prowokacja i konspiracja”. Staram się zrozumieć to rozbicie ubiorów męskich; ale dlaczego autor słowem nie wspomniał, że do tematu męskich ubiorów powróci jeszcze w dalszej części książki? To przecież tak bardzo ułatwiło by życie czytelnikowi.
- nie wiem do końca czemu służy rozdział „Z umiarem i romantycznie” – jego treść spokojnie mogłaby uzupełnić inne rozdziały. Pomijam już, że sam tytuł niewiele mówi, choć tu znów przyznaję (bez ironii) ładnie brzmi. Nawiasem mówiąc książka w ogóle jest napisana ładnym językiem.
- w rozdziale „Prowokacja i konspiracja” jest na przykład mowa o tym, że kiedy nakazano Żydom noszenie żółtej gwiazdy, niektórzy przyszywali sobie inne oznaki na znak solidarności z dyskryminowaną grupą. Ale o konsekwencjach takich zachowań przeczytamy dopiero wiele stron dalej.
OK, wystarczy tych przykładów. Myślę, że jest jasne, o czym mówię. Jestem oczywiście ciekawy czy mieliście podobne odczucia podczas czytania tej książki. Przyznam szczerze, że to rozbicie problemów i niekonsekwentna narracja bardzo psuły mi przyjemność obcowania z tekstem.
Podczas czytania tej książki rodziły się w mojej głowie pytania i wątpliwości również innej natury. Przydałoby się dookreślenie tego, co autor rozumie pod pojęciem moda. Mam bowiem wątpliwości czy wszystkie opisane zjawiska wynikały z mody. Możliwe jest przecież, że część ze zjawisk była powszechna, bo równie powszechne były potrzeby wynikające z wojennej sytuacji. Mam tu na myśli np. torebki na maskę gazową. Poza tym niektóre elementy ubioru pojawiały się dzięki pomysłowości kobiet przyciśniętych do muru przez rynkowe braki. Oczywiście czasami niemożliwe jest, by takiego rozdziału dokonać – czy to jest kwestia mody czy po prostu potrzeby – ale warto, by autor uczulił na to czytelników, by krytycznie podchodzili to tematu mody w czasie II wojny światowej.
Ta kwestia pojawia się również z ostatnim rozdziałem „Paryż – Warszawa”. Autor z jednej strony wyraźnie mówi, że sytuacja w Polsce była nieporównanie gorsza ze względu na agresywną wręcz politykę okupacyjną, ale nie unika tworzenia porównań z Francją. No i czytelnik (ja) wówczas zadaje sobie pytanie: czy te podobieństwa, które wskazuje autor, to podobieństwa mody, czy podobieństwa sytuacji – wojny? To naprawdę, jak wspomniałem, niełatwe zadanie. Może nawet nierozstrzygalne, ale znów – autor powinien wzbudzić w czytelniku ostrożność, zachęcić ewentualnie do samodzielnego rozstrzygnięcia. W moim odczuciu tego brakuje.
Na koniec jeszcze techniczna uwaga, choć szalenie istotna dla komfortu czytelnika. Dlaczego zrezygnowano ze wskazywania numeru ilustracji w głównym tekście? Ilustracje mają swoje numery, ale nie znajdujemy ich w tekście. Autor opisuje coś i zamiast napisać w nawiasie: ilustracja numer XX, to jest cisza. Tekst biegnie swoją drogą, jakby nie było ilustracji w ogóle. A przecież są i stanowią jeden z najważniejszych atutów tej książki. 

Generalnie, co powtórzę, książka jest fantastycznie wydana, ma ciekawą treść, ale mimo to czytanie jej może być męczące, zwłaszcza dla nieprzygotowanego czytelnika. Przy tym rozproszeniu problemów łatwo zgubić się w gąszczu wiadomości. Dobrze jednak, że Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa pojawiła się na polskim rynku wydawniczym, bo wypełnia dużą luką w wydawnictwach poświęconych modzie. Z pewnością warto się z nią zapoznać.
Na koniec przypomnę, iż powyższy tekst jest moją opinią na temat wymienionej książki i nie musi być on zgodny z odbiorem innych osób. Dlatego zachęcam do przeczytania i wydania własnej oceny.

P.S. W środę 10 grudnia można się spotkać z Autorem w Warszawie. Szczegóły TUTAJ