wtorek, 20 maja 2014

Haute couture, czyli co?



Dzisiaj mocno w kontekście wystawy, która dopiero co została otwarta w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi (tutaj). Podtytuł tej wystawy to „Z historii haute couture”. A zatem powstaje podstawowe pytanie czym jest to „haute couture”. Większość z Was odpowie: to „wysokie  krawiectwo”. Ok, i co dalej?
Generalnie im dalej tym trudniej, ponieważ haute couture zmieniało się przez te 150 lat swojego istnienia. Uznaje się, że pierwszym domem mody haute couture był ten założony przez Charlesa Fredericka Wortha i jego wspólnika w 1857/58 roku. Gdyby haute couture było równoznaczne z szyciem na miarę/ na zamówienie, to o historii haute couture mówilibyśmy od ładnych kilku stuleci. Ale tak nie jest. Worth bowiem wprowadził znaczące zmiany, które okazały się dalekosiężne. Przede wszystkim wyszedł z roli biernego zleceniobiorcy na pozycję tego, który proponuje klientce swoją wizję ubioru (prezentuje „kolekcję”). Ale jeszcze istotniejsza jest kwestia formalna, tj. założenie w 1868 roku Chambre syndicale de la Confection et de la Couture pour Dames et Fillettes – Izby zrzeszającej tworzących konfekcję oraz krawców damskich i dziewczęcych. Nazwa jasno pokazuje, że w swoich początkach haute couture nie było ściśle wydzielone od konfekcji, którą nazywano właśnie w ten sposób (confection), a nie prêt-à-porter. Zasadniczym celem tej organizacji była obrona wspólnych interesów i praw. Ustalano także zasady, które ostatecznie przyniosły sezonowy rytm powstawania nowych kolekcji oraz określone sposoby ich prezentacji. Pracowni zrzeszonych w ten sposób było naprawdę dużo. Ostatnio znalazłem informację, że pod koniec XIX wieku mogło być ich nawet ponad 1000. Oczywiście znaczących i liczących się było znacznie mniej. Ważne jest też to, że Worth sam wykreował siebie na artystę, co nie pozostało bez wpływu na innych. Zmierzam do tego, że około 1908 roku zmieniono zasady przynależności do Izby Mody. Przede wszystkim z samej nazwy usunięto wszystko poza „haute couture” - Chambre Syndicale de la Couture Parisienne. Haute couture stało się czymś elitarnym, ocierającym się o sztukę. Projektanci haute couture generalnie nie wyobrażali sobie tego, by w sposób twórczy projektować ubiory do produkcji seryjnej. Uważali, że takie szycie zabija kreatywność. Zmiany w tym sposobie myślenia, wywołane zmianami rynku, nastąpiły dopiero po II wojnie światowej.  Couturiers zaczęli tworzyć pojedyncze kolekcje dla domów towarowych, licznie tworzyć własne butiki. Jednak dopiero młode pokolenie (Yves Saint Laurent, Pierre Cardin, Hubert de Givenchy czy André Courrèges) znalazło spełnienie w projektowaniu wzorów do seryjnego szycia. Zachodzące zmiany społeczne wymusiły także zmianę struktury paryskich domów mody. Wielu nowych projektantów wchodzących na rynek w ogóle nie było zainteresowanych tworzeniem couture, gdyż uważali oni to za coś przestarzałego, konserwatywnego i zbyt elitarnego, by sprawdzało się w ówczesnych czasach.  Odpowiedź Paryskiej Izby Mody pojawiła się wkrótce. W 1973 roku powstała Fédération Française de la Couture, du Prêt-à-Porter des Couturiers et des Créateurs de Mode. Do dziś są te trzy izby: haute couture, prêt–à–porter oraz moda męska. Kolekcje prêt–à–porter przejęły dotychczasową rolę haute couture – kreowania trendów. Haute couture pozostało nieco z boku, jak szanowana matrona na rodzinnej imprezie. Wobec powyższego trudno uznać za prawdę to, co mówi wiele osób – że prêt–à–porter jest „do noszenia”, a haute couture, to są „te fantazje na wybieg”. Dopóki prêt–à–porter nie nabrało znaczenia kobiety nosiły haute couture, bo ono się po prostu do tego idealnie nadawało.  Pomysł z określaniem haute couture jako czegoś „odlotowego” wziął się zapewne z tego, że wobec pojawienia się izby prêt–à–porter, haute couture mogło/ musiało szukać nowej roli dla siebie. Dużą rolę odegrał w tym nie tylko Galliano zatrudniony u Diora w końcu lat 90., ale i ostentacyjny w projektach Christian Lacroix dekadę wcześniej.
Żeby jednak uprościć, a nie utrudniać, powiem, że i prêt–à–porter i haute couture są do noszenia :). Pierwsze z nich to szycie seryjne (nie mylić z masowym) w standardowych rozmiarach, sprzedawane gotowe w sklepach. Drugie to zaś szycie na zamówienie, ale z modeli z prezentowanej kolekcji, wykończane ręcznie, ze szczególnym pietyzmem. Obydwie „linie” są kontrolowane przez Francuską Izbę Mody i przynależność do nich łatwo sprawdzić tutaj.
Moją intencją nie jest tworzenie definicji, które już ktoś ułożył, a jedynie przybliżenie zjawiska, o którym mówi wystawa, by ułatwić poruszanie się po niej.  Proszę więc nie mieć mi za złe, że nie jestem wyczerpujący w tym temacie. Z resztą trudno być – to temat rzeka :)