wtorek, 4 listopada 2014

Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa - recenzja



Zacznijmy od najważniejszych kwestii, czyli od tego, że książkę autorstwa doktora Krzysztofa Trojanowskiego Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa wydało Wydawnictwo PWN. To nie byle jakie wydawnictwo i zgodnie z oczekiwaniami książka wygląda imponująco. Naprawdę dawno nie byłem tak podekscytowany książką wydaną w Polsce i to o tematyce związanej z modą.

Pierwszy rzut oka już zapowiada przyjemności dla zmysłów. Format, kolory, papier – wszystko daje radość. Wewnątrz mnóstwo ilustracji; nie dość, że nie publikowanych u nas, to jeszcze w dobrej jakości. Aż chce się czytać. I tak właśnie zrobiłem - czytałem, czytałem i czytałem. To w końcu aż ponad 400 stron :) Autor jest romanistą, dzięki czemu sprawnie pozyskał wiedzę głównie z francuskiej prasy okresu II wojny światowej. Materiałów nie było mało, czego łatwo można się domyślić. Dzięki temu autor posiadł naprawdę znaczącą wiedzę na temat tego, co działo się w Paryżu i poza nim w latach 40-tych XX wieku. Przyjemnie wiedzieć, że ma się do czynienia z kompetentnym człowiekiem. Niestety nie miałem okazji poznać autora osobiście, ale i tak chylę czoła przed jego wiedzą.
Czy to zatem oznacza, że książka jest doskonała? Niestety nie. Nie kwestionuję bardzo przyjemnej estetyki. Ta jest na 5+. Nie kwestionuję również wiedzy autora. Ta jest na 5. Co jednak psuje mi przyjemność obcowania z tą książką, to sposób w jaki autor posługuje się swoją wiedzą. Moim zdaniem autor nie panuje nad materiałem w wystarczający sposób. Poruszane tematy są niepotrzebnie rozbijane, zawartości rozdziałów nierzadko nie odpowiadają ich tytułom. Sama kolejność rozdziałów wielokrotnie budziła moje zdziwienie i wątpliwości z powodu braku konsekwencji. Oczywiście jest możliwe, że to ja nie odczytałem sposobu opowieści autora. Jednak autor w poprzedzającym treść książki ustępie „od autora” nie zdradza jaki przyjął porządek opisywania historii. Odczytanie tego pozostawia zatem czytelnikowi. Zanim jednak przejdę do przykładów tego, o czym wspomniałem powyżej, podkreślę jeszcze raz, że nie są to zarzuty skierowane wobec wiedzy Pana Trojanowskiego. Chodzi mi o to, że książka nie jest dobrze skonstruowana. Wiem, oczekujecie przykładów.  Oto one w porządku przypadkowym:
- nie rozumiem dlaczego po rozdziale „Ścisła reglamentacja” nie ma od razu „Zrób to sama”, (co się wydaje logiczne), ale pojawia się między nimi rozdział „Klienci dawni i nowi”.
- zaś przed rozdziałem „Ścisła reglamentacja”, również wbrew mojej logice, jest rozdział „Paryż kontra Belin". Przed nim zaś "Walka z zimnem". A zatem logiczny ciąg" walka z zimnem-ścisła reglamentacja-zrób to sama jest dwukrotnie rozbity rozdziałami o innym charakterze.
- rozdział „Moda męska” również rozbija rozdziały poświęcone modzie damskiej.
- rozdział „Prowokacja i konspiracja” moim zdaniem powinien być w okolicy rozdziału „Paryż kontra Berlin”, ale autor ułożył je daleko od siebie. Nie rozumiem również dlaczego autor zwlekał aż do przedostatniego rozdziału, by powiedzieć, o często mało chlubnej postawie paryskich projektantów, o ich związkach z Niemcami. Przecież to miało znaczenie dla tego, jak funkcjonowały i co proponowały ich domy mody. To powinno być najpóźniej w połowie książki, by czytelnik mógł przez ten pryzmat dokonywać swojej oceny sytuacji. Tym bardziej, że była ku temu okazja – właśnie rozdział „Paryż kontra Berlin”, który jest w pierwszej połowie książki.
- rozdział „Walka z zimnem” wypełnia raczej tematyka futer, co niekoniecznie jest jednoznaczne z zimnem (futra to także po prostu luksus). O walce z zimnem możemy natomiast poczytać w rozdziale „Paryski szyk”. Mało tego. O Żydach będących często kuśnierzami i o polityce wobec nich nie przeczytamy tam, gdzie jest temat futer, ale w ostatnim rozdziale „Od aryzacji do weryfikacji”.  Nie rozumiem takiego rozbijania problemu...
- rozdziały „W duchu odnowy moralnej” i „Moda Vichy” w zasadzie mogły by być jednym rozdziałem. Ich treść jest bardzo zbliżona do siebie.
- rozdział „Paryski szyki” ma podtytuł „spodenki się feminizują”, ale znów niestety temat kobiecych spodni nie jest tam omówiony do końca i pojawia się w innych rozdziałach. Z resztą hasło „spodenki się feminizują” choć urocze i poetyckie to jednak nieprecyzyjne. Mogłoby się również odnosić się do szycia sukienek z męskich spodni. To też w pewnym sensie feminizacja spodni, ale oczywiście opisana w innej części książki.
- rozdział „Moda męska” zawiera również informację o męskich wodach. To jest OK. Ale dlaczego autor dopisał tam również fragment o damskich perfumach? Nie wiem. Ale ten rozdział jak w soczewce pokazuje problem, o którym mówię. Niby mowa o modzie męskiej, a tam wciśnięte damskie perfumy. Mało tego. Moda męska pojawia się też w rozdziale „Prowokacja i konspiracja”. Staram się zrozumieć to rozbicie ubiorów męskich; ale dlaczego autor słowem nie wspomniał, że do tematu męskich ubiorów powróci jeszcze w dalszej części książki? To przecież tak bardzo ułatwiło by życie czytelnikowi.
- nie wiem do końca czemu służy rozdział „Z umiarem i romantycznie” – jego treść spokojnie mogłaby uzupełnić inne rozdziały. Pomijam już, że sam tytuł niewiele mówi, choć tu znów przyznaję (bez ironii) ładnie brzmi. Nawiasem mówiąc książka w ogóle jest napisana ładnym językiem.
- w rozdziale „Prowokacja i konspiracja” jest na przykład mowa o tym, że kiedy nakazano Żydom noszenie żółtej gwiazdy, niektórzy przyszywali sobie inne oznaki na znak solidarności z dyskryminowaną grupą. Ale o konsekwencjach takich zachowań przeczytamy dopiero wiele stron dalej.
OK, wystarczy tych przykładów. Myślę, że jest jasne, o czym mówię. Jestem oczywiście ciekawy czy mieliście podobne odczucia podczas czytania tej książki. Przyznam szczerze, że to rozbicie problemów i niekonsekwentna narracja bardzo psuły mi przyjemność obcowania z tekstem.
Podczas czytania tej książki rodziły się w mojej głowie pytania i wątpliwości również innej natury. Przydałoby się dookreślenie tego, co autor rozumie pod pojęciem moda. Mam bowiem wątpliwości czy wszystkie opisane zjawiska wynikały z mody. Możliwe jest przecież, że część ze zjawisk była powszechna, bo równie powszechne były potrzeby wynikające z wojennej sytuacji. Mam tu na myśli np. torebki na maskę gazową. Poza tym niektóre elementy ubioru pojawiały się dzięki pomysłowości kobiet przyciśniętych do muru przez rynkowe braki. Oczywiście czasami niemożliwe jest, by takiego rozdziału dokonać – czy to jest kwestia mody czy po prostu potrzeby – ale warto, by autor uczulił na to czytelników, by krytycznie podchodzili to tematu mody w czasie II wojny światowej.
Ta kwestia pojawia się również z ostatnim rozdziałem „Paryż – Warszawa”. Autor z jednej strony wyraźnie mówi, że sytuacja w Polsce była nieporównanie gorsza ze względu na agresywną wręcz politykę okupacyjną, ale nie unika tworzenia porównań z Francją. No i czytelnik (ja) wówczas zadaje sobie pytanie: czy te podobieństwa, które wskazuje autor, to podobieństwa mody, czy podobieństwa sytuacji – wojny? To naprawdę, jak wspomniałem, niełatwe zadanie. Może nawet nierozstrzygalne, ale znów – autor powinien wzbudzić w czytelniku ostrożność, zachęcić ewentualnie do samodzielnego rozstrzygnięcia. W moim odczuciu tego brakuje.
Na koniec jeszcze techniczna uwaga, choć szalenie istotna dla komfortu czytelnika. Dlaczego zrezygnowano ze wskazywania numeru ilustracji w głównym tekście? Ilustracje mają swoje numery, ale nie znajdujemy ich w tekście. Autor opisuje coś i zamiast napisać w nawiasie: ilustracja numer XX, to jest cisza. Tekst biegnie swoją drogą, jakby nie było ilustracji w ogóle. A przecież są i stanowią jeden z najważniejszych atutów tej książki. 

Generalnie, co powtórzę, książka jest fantastycznie wydana, ma ciekawą treść, ale mimo to czytanie jej może być męczące, zwłaszcza dla nieprzygotowanego czytelnika. Przy tym rozproszeniu problemów łatwo zgubić się w gąszczu wiadomości. Dobrze jednak, że Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa pojawiła się na polskim rynku wydawniczym, bo wypełnia dużą luką w wydawnictwach poświęconych modzie. Z pewnością warto się z nią zapoznać.
Na koniec przypomnę, iż powyższy tekst jest moją opinią na temat wymienionej książki i nie musi być on zgodny z odbiorem innych osób. Dlatego zachęcam do przeczytania i wydania własnej oceny.

P.S. W środę 10 grudnia można się spotkać z Autorem w Warszawie. Szczegóły TUTAJ

11 komentarzy:

  1. Agnieszka o modzie5 listopada 2014 07:38

    Bardzo dobra, kompleksowa recenzja Panie Piotrze. Dziękuję. Wynika z niej, że autor nie przemyslał koncepcji swojej książki, bo inaczej ułożyłby wtedy rozdziały, nie dokonał redakcji autorskiej, gdyż wówczas usunąłby perfumy dla kobiet z rozdziału o odzieży dla mężczyzn, a powtarzając informacje - nie uwierzył w inteligencje czytelników. Zdziwiła mnie informacja, że rozdział o kolaboracji z Niemcami, szczególnie paskudnej w przypadku Chanel, ale także godnej postawie np. Lelonga nie znajduje się na początku książki. To ona determinowała w tamtych czasach rozwój krawiectwa we Francji. Wynika z Pana recenzji, że jest to raczej zbiór starannie sfiszkowanych źródeł niż własnych przemyśleń i ocen. Jeśli tak jest, to szkoda, bo oznacza to zmarnowanie wspaniałej okazji, aby dobrze przedstawić w Polsce ten nieco dla nas bulwersujący temat. Zaś co do futer ... We wspaniałym albumie "Moda. Historia mody XX wieku" Instytutu Ubioru w Kioto na str. 148 znajduje się przykład wojennych ograniczeń i rzeczy funkcjonalnych - jest to kostium z żółtej wełny obszyty futrem lamparta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że pisze to Pani z perspektywy osoby, która sama napisała i wydała książkę (Elegantki).
      Książkę koniecznie proszę przeczytać, bo dowie się z niej Pani, że postawę Lelonga można oceniać z wielu stron. Nie była ona tak jednoznaczna. Ale też i okupacja Francji wyglądała zdecydowanie inaczej niż to, co działo się w Polsce...

      Usuń
    2. Agnieszka o modzie5 listopada 2014 19:22

      Raczej z pozycji historyka przeszkolonego w Instytucie Historycznym na Warszawskim. Jako autorka to raczej nie, bo to nie ten rodzaj pracy. Moja książka jest bardziej dziennikarska (choć opartą o warsztat akademicki), ale tu zdecydowanie widzę zadatki na dobrą pracę warsztatową historyczną, zatem się czepiam. Taka dola autora, że się go czepiają, jak warsiawiacy tramwajów za okupacje.

      Usuń
    3. Pani Agnieszko! Może jednak lepiej najpierw przeczytać książkę, niż oceniać ją na podstawie subiektywnej recenzji. Podkreślam - SUBIEKTYWNEJ. Ja jestem nieprofesjonalnym fanem mody francuskiej i dla mnie byłą to lektura pasjonująca. Nie znam obcej literatury w tej dziedzinie, ale na polskim rynku jest to na pewno pozycja znacząca i odkrywcza. O konstrukcji, układzie i zawartości rozdziałów zawsze można dyskutować, ale jeśli uważnie się wczytać, trudno odmówić Autorowi logiki jego koncepcji. Nawet w powtarzanym przez Panią zarzucie o opisanych w rozdziale o modzie męskiej perfumach damskich, uważny i inteligentny czytelnik znajdzie logiczne ku temu uzasadnienie. Wbrew temu, co pisze Recenzent, to jest przemyślana książka, a że nasz Recenzent miałby inny pomysł na kompozycję, to trudno się dziwić, bo też znacząco różne są jego i Autora doświadczenia zawodowe. Radzę Pani przystąpić do lektury bez bagażu zarzutów Recenzenta, a jestem przekonany, że potoczysta narracja i bogactwo faktów zawarte w świetnej edytorskiej szacie sprawi Pani ogromną przyjemność.

      Usuń
    4. Zgadzam się z przedmówcą. Nie czytałam książki Pana Krzyżanowskiego i może zgodziłabym się z zarzutami Recenzenta, ale czy ta recenzja jest naprawdę bardzo dobra i kompleksowa? Skupia się przecież prawie wyłącznie na jednym aspekcie: konstrukcji tekstu. Tak naprawdę niewiele dowiadujemy się o tezach i całościowej zawartości merytorycznej książki (chyba, że sami sobie ją poskładamy z fragmentów opinii), nie dowiadujemy się o stylu ani metodologii pracy i bardzo niewiele dowiadujemy się o zawartości źródłowej. Dobra recenzja powinna też coś więcej mówić o autorze, oprócz tego, że jest romanistą i że się go nigdy nie spotkało. Bądźmy krytyczni w stosunku do książki, ale w stosunku do jej recenzji trochę też :).

      Usuń
  2. Szanowny Panie Piotrze,
    Bardzo ciekawa recenza, ale zabrakło mi tu jednej rzeczy: osadzenia tej pozycji w kontekście istniejącej wcześniej historiografii. Oczywiście książka Krzysztofa Trojanowskiego pisana po polsku, skierowana jest do polskiego czytelnika i jest czymś nowym na rynku polskim. Czymś nowym, jak sądzę, jest rozdział poświęcony wpływom francuskim w modzie polskiej tego okresu.
    Doceńmy jednak polskiego czytelnika. Jeśli ktoś na serio interesuje się modą, albo w ogóle kulturą francuską, to zapewne zna też język francuski na takim poziomie, żeby czytać literaturę. No i nie żyjemy na bezludnej wyspie i książki francusko-, a także anglojęzyczne są coraz łatwiejsze do zdobycia. Dlatego chciałam zapytać, jakie pozycje francuskojęzyczne (książki lub artykuły) zna Pan w tej tematyce i co nowego wnosi książka Krzysztofa Trojanowskiego?
    Pozdrawiam serdecznie,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Marto,
      Ja nie jestem takim opytmistą. Zamiast „doceńmy polskiego czytelnika”, ja wyraziłbym się „doceńmy polskiego specjalistę”, bo tak naprawdę specjalistę będzie obchodzić, co nowego do badań wnosi książka Pana Trojanowskiego. A jeśli jeszcze bardziej się w to zagłębimy, to zobaczymy, że jeśli ktoś jest specjalistą, to nie potrzebna jest jej/ jemu moja recenzja. Sam wie, jakie miejsce zajmuje ta książka. Ponadto poprzez to, że uczę w szkole i że mam wykłady w Domu Bretanii, wiem, że polski czytelnik najczęściej właśnie patrzy przez pryzmat tego, co jest po polsku i na polskim rynku. Generalnie ta książka, gdyby była lepiej przemyślana, to mogłaby być naprawdę świetna.
      Ponadto nie do końca zgodzę się w kwestii francuskojęzycznej literatury. O ile w przypadku źródeł język ten jest faktycznie niezastąpiony (sam się niedawno zacząłem go uczyć), o tyle książki francuskojęzyczne nie zawsze. Musimy pamiętać, że sama dyscyplina – historia mody – została wypracowana w krajach anglojęzycznych (Wielka Brytania i USA). Tam też najszybciej powstały muzea doceniające haute couture. Francja stosunkowo późno dołączyła do tego grona. Choć trzeba przyznać, że ostatnimi laty wiele się tam dzieje. A i tak katalogi naważniejszych wystaw tłumaczone są na angielski.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Panie Piotrze,

      Przyznam, że zawiódł mnie Pan bardzo swoją odpowiedzią ;-( Liczyłam na merytoryczną dyskusję. Czy w takim razie specjalista nie ma czego szukać na Pana blogu?
      W międzyczasie znalazłam odpowiedź na swoje pytanie, to znaczy znalazłam publikacje francuskojęzyczne. Rzeczywiście jedna z nich była tłumaczona na angielski. Szkoda, że nie mam akurat dostepu do książki Trojanowskiego. Powiem szczerze, że bardziej niż 'bałagan' w jego książce interesowałyby mnie to, czy są w niej nowe informacje albo jakaś nowatorska perspektywa.

      A wracając do polskiego odbiorcy, to większość oczywiście przeczyta to co jest po polsku, albo nawet tego nie. Ja myślałam raczej o osobach naprawdę zainteresowanych, po pierwsze romanistach, a po drugie o pasjonatach mody francuskiej.

      Co do historii ubioru i mody, to oczywiście są mi znane prace Lou Taylor, więc wiem jak to po kolei wyglądało. I jej książki stawiają jednak Francję w lepszym świetle niż Pan to przedstawia. Doceniłabym więc Francuzów, pomimo, że oczywiście literatury w języku angielskim jest znacznie więcej. Proponuję Panu zajrzeć kiedyś do katalogów La bibliothèque nationale, a przekona się Pan jak wiele pozycji wydawanych jest w tym języku. A gdy nauczy się Pan francuskiego, to jestem przekonana, że doceni Pan również ich literaturę w zakresie historii mody i ubioru.

      Powodzenia :)

      Usuń
    3. Pani Marto,
      Trudno mi się nie uśmiechać :))) przede wszystkim jedną odpowiedź trudno nazwać dyskusją :) Dyskusja może zacząć się dopiero teraz, po drugiej odpowiedzi :)
      Jeśli chodzi o odbiorcę mojego bloga, to nazwałbym swoje pisanie raczej popularyzatorskim niż specjalistycznym :) Ale jeśli czytają go również specjaliści, to miło.
      Jeśli chce Pani wiedzieć, czy jest coś nowatorskiego w książce Pana Trojanowskiego to moja odpowiedź brzmi: nie. Gdzieś między słowami ta odpowiedź pojawia się w recenzji - wspominam, że więcej tam opisywania problemów niż analizy. Trudno zatem, by od strony problemu było tam nowatorskie jego ujęcie, jakaś odmienna perspektywa badawcza. Rozdział o relacjach między modą w Warszawie i Paryżu odbieram jako próbę zmierzenia się z tematem. Nie chcę go bardziej komentować.
      Nie wiem w którym miejscu przedstawiłem Francję w złym świetle - napisałem o opóźnieniu w powstawaniu muzeów mody i że nieczytanie francuskojęzycznych książek (nie źródeł) nie jest niezastąpione. Dodałem, że ostatnio wiele się tam dzieje i zmienia.... Naprawdę lubię francuską modę i kulturę i z pewnością nie jest moim zamiarem przedstawiania ich w złym świetle. Nie wiem skąd ta sugestia.
      Jak wspomniałem dopiero uczę się francuskiego. Mam kilka książek w tym języku, które czekają na przeczytanie. Zaglądałem również do katalogów Biblioteki Narodowej. Proszę mi wierzyć, że gdybym nie wiedział, że po francusku jest wiele ważnych materiałów i książek, to nie poświęcałbym swojego czasu na naukę tego języka :)

      Usuń
    4. No więc tak :-) Z tą dyskusją chodziło mi o to, że Pana pierwsza odpowiedź była bardzo wymijająca, albo była raczej ucieczką od odpowiedzi. Wystarczyło napisać: nie znam francuskiego i nie orientuję się co wczesniej wydano na ten temat.
      Nie napisałam wcale, że stawia Pan Francję w złym świetle, tylko, że Lou Taylor stawia ją w lepszym niż Pan. Ale to tylko drobiazgi.
      Pana druga odpowiedź jest bardziej satysfakcjonująca ;-).
      Zastanawiałam się natomiast nad książką Krzysztofa Trojanowskiego w kontekście międzynarodowym dlatego, że żyjemy w takich globalnych czasach i znamy języki obce. Kiedy sami coś piszemy, to też już nie wystarczy, że po polsku nic na ten temat nie ma i nie możemy udawać, że inne narody nic na ten temat nie napisały. No i przecież zawsze można zrobic tłumaczenie. Dlatego ta kwestia wydaje mi sie ważna w kontekście takich recenzji.
      Taka sobie refleksja. Pozdrawiam :).



      Usuń
    5. Cieszę się, że Pani jeszcze wraca do tematu, bo cały czas myślę o tym. Generalnie unikałem w ogóle odpowiedzi w kontekście odniesień do literatury obcojęzycznej, bo nie do końca jestem przekonany, czy wszystko trzeba rozpatrywać tak w szerokim, międzynarodowym kontekście. Gdyby na to patrzeć w ten sposób, to często nie byłoby sensu tłumaczyć, czy wydawać wielu książek, bo przecież są już w innym języku, lub ktoś o tym napisał wcześniej. Dlatego też ważny był/ jest problem prowadzenia narracji w książce Pana Trojanowskiego. Bo szczerze mówiąc, gdyby zachować tę treść i uporządkować ją na nowo, to mi by w zupełności wystarczyło. Naprawdę nie oczekuję od każdej książki nowatorskiego ujęcia. Ale jeśli nie ma tego ujęcia, to wymagam wówczas, by była świetnie napisana. I tak postąpiłem w tym przypadku. Poza tym nie było chyba takiej intencji autora, by konkurować z pozycjami na ten temat w innych językach. To kolejny powód dla którego odpuściłem tę kwestię w recenzji. Ale jeśli będzie więcej podobnych oczekiwań, to zacznę i tę kwestię analizować częściej i wyraźniej :)
      Pozdrawiam

      Usuń