poniedziałek, 15 września 2014

O czym mówią suknie



O książce P. K. Farysia Ubiór kobiecy i jego tajemnice 1780-1930. Styl-Rzemiosło-Produkt już wspominałem (tutaj). Teraz mam ją w ręku i mogę napisać więcej.
Najważniejsze jest to, że suknie zdecydowanie grają w książce najważniejszą rolę. Ale też od razu uprzedzę, że nie jest to klasyczny album, który po prostu się przegląda. Nazwał bym ją raczej przewodnikiem. Autor, P. K. Faryś w pewnym sensie oprowadza nas – Czytelników po swojej kolekcji. I jest to naprawdę zajmujące. W trakcie czytania mamy poczucie, że obecność każdego ubioru jest przemyślana i coś wnosi do wiedzy Czytelnika.
Generalnie układ jest chronologiczny. Najwcześniejsze i najmłodsze obiekty wskazują daty umieszczone w tytule. Jest to naprawdę szeroki zakres czasu, w którym w modzie kobiecej miały miejsce liczne rewolucje. Temat jest więc szeroki jak rzeka. Na szczęście nie zamąciło to w głowie autora, który mógłby przecież pisać o tym niemal bez końca. Trzyma się on wyraźnie sukni, które opisuje, a jeśli odchodzi od nich nieco dalej, to zawsze jest to uzasadnione i wzbogacające (polecam analizę cen odzieży konfekcjonowanej – s. 48, 49). To jest największa zaleta tej pozycji. Często się zdarza, że kiedy ktoś pisze o modzie, wykorzystuje zdjęcia sukni jako ilustracje, ignorując mniej lub bardziej to, co ma ona „do powiedzenia”. Zapytacie, a cóż takiego może powiedzieć sam ubiór? Bardzo wiele, poczynając od samego surowca z jakiego jest zrobiony. Każdy bowiem miał (i ma) określoną cenę, a także zalety i wady, które można odpowiednio wykorzystywać.  Ważny jest również sposób dekorowania – czy wzór jest wytkany, wyhaftowany, a może zadrukowany? Sprawy się komplikują tym bardziej, gdy zajrzymy „do środka” sukni. Stopień ich złożoności powoduje, że potrzeba wiedzy, by zinterpretować to, co się widzi – jak są wykończone szwy, czy wykonała je ludzka ręka czy też maszyna, itd... Nota bene mój ulubiony „sekret” dotyczy gumowanej taśmy modelującej spódnicę sukni na turniurze (s. 19). Nigdy w życiu nie umiałbym tego zinterpretować samodzielnie. Na szczęście potrafi to autor, P. K. Faryś, którego wiedza nie wynika jedynie z samego oglądania tych sukni, ale z konkretnych studiów – jest on absolwentem Politechniki Łódzkiej. Jednak język, jakiego używa on w swojej książce brzmi przystępnie i zrozumiale. Nawet kiedy opisuje pojawianie się w produkcji włókien sztucznych i syntetycznych, jest to czytelne. To między innymi z powodu języka nazwałem tę książkę rodzajem przewodnika.
Być może ktoś uzna, że nie ma sensu się rozwodzić nad takimi, wydawać by się mogło, podstawowymi kwestiami. Otóż, niestety, jeśli się uważnie przyjrzymy, to łatwo będzie można zauważyć, że taki sposób pisania o modzie jest w polskiej literaturze rzadkością. Kwestia „z czego to wynika” jest złożona i na pewno nie da się jej wyjaśnić w tej chwili. Oczywiście o modzie można też pisać nie analizując sukni – wszytko zależy od przyjętej perspektywy badawczej (można przecież analizować tylko źródła pisane czy samą ikonografię). Rozumiem to zwłaszcza w kontekście badań uniwersyteckich. Jednak jest to trudne do zrozumienia w kontekście muzeów, które dysponują swoimi zbiorami (mogą więc je badać i fotografować, ile im siły wystarczy). Możecie powiedzieć, że przesadzam. Daleko jednak nie muszę szukać. Otóż w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, w kasie dostępny jest folder zatytułowany Dlaczego moda się zmienia? autorstwa Katarzyny Witas–Nowackiej. Jest on dedykowany stałej wystawie Z modą przez XX wiek. Utwierdza nas w tym informacja na stronie internetowej (tutaj). Wystarczy jednak wziąć do ręki ten forder, by wiedzieć, że niestety nie „oprowadzi” on widzów po tej ekspozycji. Nie dość, że nie koncentruje się on na modzie kobiecej XX wieku, to jeszcze zdjęcia obiektów z muzealnych zbiorów są traktowane jak ilustracje i nic więcej. I szczerze mówiąc trochę to smutne, że muzea – bo ta kwestia nie dotyczy przecież tylko CMW w Łodzi – dysponując zbiorami, nie wykorzystują ich w satysfakcjonującym stopniu do krzewienia wiedzy na temat historii mody.
Tym większe słowa uznania należą się autorowi, który potrafił i chciał podzielić się wiedzą, w rzetelny sposób oprowadzając Czytelników, po swojej kolekcji.  

5 komentarzy:

  1. Oglądałam książkę na żywo (zamierzam niebawem kupić własny egzemplarz) i rzeczywiście jest bardzo interesująca, niestety ma jeden, a właściwie dwa minusy - fotografie i rozmiar. Fotografie są kiepskie pod względem oświetlenia, w efekcie większość sukien ma kolor zupełnie inny, niż w rzeczywistości (wiem to od osób, które miały okazję oglądać kolekcję pana Farysia na żywo). Ponadto książka ma niestety zbyt mały format, przez co nie można obejrzeć detali prezentowanych wnętrz sukien, co byłoby najbardziej przydatne - chyba, że pod lupą... Szkoda, co nie zmienia faktu, że jest to bardzo ciekawa pozycja na polskim rynku wydawniczym i na pewno warto ją mieć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to prawda - książka nie ma dużego formatu i rzeczywiście wiele zdjęć mogło by być lepszych, ale wobec wielu po prostu ładnie wydanych książek, ta ma coś do przekazania i jest wartościowa :) Mam też nadzieję, co już wielokrotnie pisałem na blogu, że wydawnictwa zaczną być odważniejsze w publikowaniu książek o modzie (nie poradników) rodzimych autorów, którzy jak widać też mają coś do powiedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również czytałam książkę i jest ona wartościowa. Może nie wszystkie zdjęcia są perfekcyjne ale uważam, że raczej zdecydowana większość strojów posiada dobrze odwzorowane kolory. Wydaje mi się również, że w książce znajduje się sporo strojów, które nie były jeszcze pokazywane na wystawach tym samym ciężko jest określić, czy ich kolory są dobre czy też nie... :)))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiam się na ile ta recenzja jest "objektywna"? (OK, recenzja jest zawsze subiektywna, ale...) Jest jakoś tak przesadnie pozytywna w porównaniu do innych, pisanych przez Pana. No i czy w ogóle wypada oceniać książkę, do której robiło się korektę merytoryczną? To trochę tak, jakby Pan w pewnym sensie oceniał swoją własną pracę. Trochę taka wzajemna adoracja się z tego robi :-(
    Chociaż książka pewnie jest dobra...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim jest recenzja jest pozytywna, może nawet przesadnie, bo moim zdaniem na tle książek pisanych przez polskich autorów ona się wyróżnia i chciałem to podkreślić. Jest konkretny pomysł, konsekwentnie przeprowadzony. Mało tego, książka wnosi faktycznie coś nowego itd... Dlatego jest tak pozytywnie. Poza tym konsultacja merytoryczna polega głównie, jak sama nazwa mówi, na sprawdzaniu strony merytorycznej. Nie dotyczyła ona pomysłu na książkę, ani zasadniczej treści... Tak więc nie uważam, by było to ocenianie własnej pracy. Gdybym był recenzentem tej pracy, to zgodzę się, że byłoby to podwójne ocenianie - siebie i autora. Ale nie dotyczy to tego przypadku.

      Usuń