piątek, 26 września 2014

Łatwo i ładnie



Przy okazji pisania o wystawie Birds of Paradise (tutaj), wspomniałem, że brakowało mi tam nieco krytycznego wątku, czegoś, co wybiłoby zwiedzających z rytmicznego wzdychania do sukni przy kolejnych gablotach. Myślałem o tej wystawie trochę, przyznaję, ale kiedy poszedłem kolejnego dnia do Muzeum Torebek w Amsterdamie i zobaczyłem ich ekspozycję, stwierdziłem definitywnie, że to zasługuje na osobny wpis. Wiem, minęło już trochę czasu od tego wyjazdu, ale najpierw były inne tematy, a teraz, kiedy mam chwilę czasu, to pojawiają się już u mnie pierwsze oznaki jesiennego dołka. Ok, temat osobisty zamykam i wracam do Muzeum Torebek w Amsterdamie.
Mieści się ono w ładnej kamienicy (jakich w Amsterdamie wiele), nad jednym z kanałów (co również nie jest wyjątkowe w tym mieście). Interesujące – przynajmniej dla mnie – jest to, że muzeum jest prywatne. Na początku była, co łatwo odgadnąć, kolekcja. Możecie przeczytać o tym na stronie muzeum (tutaj). Niewielka w sumie przestrzeń zawiera oprócz stałej ekspozycji także restaurację/ kawiarnię i nieduże miejsce przeznaczone na wystawy czasowe.


Całość robi wrażenie bardzo eleganckie, co wydaje mi się być kluczową kwestią. Nie chodzi o to, że to źle, że jest elegancko, ale o to, jak działa takie wnętrze wraz z tym, co można oglądać na ekspozycji. Jako widzowie mamy szansę obejrzeć – podobno – jedną z najciekawszych kolekcji torebek na świecie. Piszę „podobno”, bo na torebkach się nie znam i nie umiem sam ocenić, więc polegam na zdaniu innych. Mogę jednak sam przyznać, że wygląda to imponująco. Obiekty nie dość, że różnorodne, to jeszcze ładnie pokazane (choć mam wątpliwości związane z systemem podpisów) i świetnie zachowane. Wszystko to w układzie chronologicznym, ale grupach/ podtematach. O ile w przypadku dawniejszych czasów mogę uznać, że problemy dotyczące surowca/ materiału połączone z dodatkowymi informacjami są ciekawe, to przestawało mi to wystarczać w miarę zbliżania się do „naszych” czasów.
Teraz mała dygresja na temat kolekcjonowania. Długo uważano (zwłaszcza w przypadku muzeów), że wartościowe i godne zbierania są tylko te przedmioty, które zostały  wykonane z wysoką starannością, o ciekawym wzornictwie. Dopiero stosunkowo niedawno największe muzea zaczęły się przekonywać, że równie wartościowe dla zbiorów i dla naszej wiedzy o przeszłości są zwykłe ubiory codzienne, a także przerabiane czy nieoryginalne (w sensie fałszerstw). Wszystkie one opowiadają o kwestiach związanych z modą. Bo przecież moda to nie tylko to, co wychodziło z pracowni najlepszych rzemieślników czy projektantów. Z drugiej strony rozumiem doskonale chęć posiadania możliwie najlepszych i najładniejszych rzeczy. Tu też moim zdaniem mogą ujawniać się różnice pomiędzy polityką kolekcjonowania przez państwowe (nazwijmy je tak) muzea, a gustami prywatnych kolekcjonerów. Oczywiście nie ma tutaj ścisłych reguł i historia nas uczy, że ci drudzy często wykazywali się elastyczniejszym podejściem i większą otwartością niż muzea. Tak czy inaczej jest to istotne zagadnienie.

W przypadku Muzeum Torebek w Amsterdamie jasne jest, że rządzi „glamour”. Wszystko jest ładne, gładkie, wzbudza zachwyt, ale w żaden sposób nie pobudza do refleksji. Nawet gablota z torebkami z naprawdę rzadkich zwierząt jak np. pancernik pozostawiona jest bez komentarza, że takie „rarytasy” łączą się często ze zdziesiątkowaniem zwierząt, wzmagają przemyt egzotycznych zwierząt itd. Brak też informacji na temat syntetycznych tworzyw, np. toreb plastikowych. No naprawdę szkoda. Oczywiście nie sprawia to, że potępiam takie ekspozycje. W przypadku prywatnego muzeum rozumiem, że unikanie kontrowersji i eksponowanie „glamouru” nie dość, że przyciąga zwiedzających (głównie kobiety), to również pozwala łatwiej pozyskać nowe obiekty, które, umówmy się, nie są tanie. Inaczej wyglądałaby ta kwestia, gdyby muzeum było finansowane z środków publicznych. Wówczas można byłoby oczekiwać wyraźniejszej, bardziej krytycznej ekspozycji. Choć i to nie jest ani łatwe i ani oczywiste.

Jeszcze jedna oczywistość się narzuca. Niestety moje obserwacje (na polu sztuki głównie, ale myślę, że i wystawami mody jest podobnie) wskazują, że ludzie po prostu lubią oglądać ładne rzeczy: „ładne” obrazy, w ogóle „ładne” dzieła sztuki. I z modą jest podobnie. Powiedzmy sobie szczerze – ile z tych osób, które tak szybko, gładko i często mówią, że lubią modę, wybierze się na wystawę prezentującą krytyczny stosunek do rzeczywistości, mówiącą o nadmiernej konsumpcji czy choćby o niemal niewolniczej pracy Azjatów? A ładne suknie potrafią za to skutecznie przyciągnąć.


Nie mam zamiaru wyczerpywać tu zagadnienia wystaw mody, ale warto zwrócić uwagę, że być może nie wszystkie wystawy pokazujące suknie, torebki czy inne akcesoria powinniśmy nazywać wystawami mody, a jedynie wystawami ładnych przedmiotów. Oczywiście jeśli przyjmiemy, że moda to społeczne zjawisko bynajmniej nie ograniczające się do samych sukienek, a już na pewnie nie tylko do tych ładnych. Do tematu jeszcze z pewnością wrócę, bo wydaje mi się on nieoczywisty, a przez to interesujący.

PS
Zdjęcia z archiwum Autora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz