czwartek, 7 sierpnia 2014

Wyważanie otwartych drzwi



W ubiegły weekend na kanale Planete + wyemitowane zostały dwa filmy dokumentalne poświęcone projektantom mody. Kolejne dwa, dotyczące Lagerfelda oraz modelek będą pokazane w najbliższą i kolejną sobotę. Informacje o cyklu tutaj. Od razu zaznaczę, że nie będę pisał o samym cyklu – krytykował/ chwalił doboru filmów itp. Nie chodzi mi o to. Chciałbym raczej podzielić się refleksją, jaka się pojawiła po obejrzeniu pierwszych dwóch filmów poświęconych brytyjskim projektantom – Vivienne Westwood i Paulowi Smith'owi. W zasadzie moje myślenie uruchomiła jedna scena w drugim z tych obrazów. Tutaj jego zwiastun:


Widoczny był w niej Paul Smith, który opowiadał o inspiracjach przy tworzeniu nowych wzorów. Wyciągnął on przy tym wielką księgę – wzornik z I połowy XIX wieku, stwierdzając, że jest to dla niego kopalnia pomysłów. Wówczas przypomniałem sobie, że wiele lat temu w berlińskim Niemieckim Muzeum Historycznym widziałem wystawę poświęconą biedermeierowi. Wciąż można na nią zerknąć tutaj. Wielokrotnie podczas jej oglądania miałem wrażenie, że oglądam wzory z dzisiejszej IKEA. Naprawdę do dziś pamiętam to uczucie. Dlatego kiedy Paul Smith pokazał te biedermeierowskie wzory od razu zrozumiałem jego zachwyt nad nimi.
I tym samym dochodzę do swojej myśli, że te filmy, poza innymi kwestiami pokazały – ok, ja tak je odebrałem – że nie można być projektantem myślącym o przyszłości, czy nawet projektantem idącym z duchem czasu, jeśli odrzuci się tradycję i historię. Zarówno Westwood, jak i Smith pokazali się właśnie jako ludzie znający historię, rzemiosło i jednocześnie patrzący  przed siebie.
W związku z tym, pomyślałem sobie o naszej niechęci (ogólnej) do historii, do jej zgłębiania i o wielokrotnie słyszanym na własne uszy stwierdzeniu, że „czego się można nauczyć z przeszłości – to już było, nie wróci i nie ma sensu zawracać sobie tym głowy”. Otóż warto patrzeć w przeszłość, chociażby po to, by nie wyważać otwartych drzwi. Przecież wiele np. technologicznych problemów zostało już rozwiązanych – można do tego dotrzeć. Można się uczyć także na cudzych błędach i nie powtarzać ich samemu. Oczywiście jest pewien haczyk. Trzeba włożyć w to trochę pracy - samodzielnie poszperać, poczytać, poprzeglądać strony itd. I tu robi się problem...
Nie, nie będę dalej ciągnął tego wątku i „umoralniał”. Jeśli ktoś nie chce poświęcać swojego czasu na wszelkiej maści poszukiwania, to na pewno kilka moich słów nie spowoduje zmiany podejścia. Ale... I tu się pojawia druga refleksja dotycząca „genialności” wielu projektantów. Otóż najczęściej owa „genialność” bierze się właśnie z niesamowitej umiejętności przetwarzania rozmaitych danych – obrazów, dźwięków, słów itp. Jeśli ktoś ma opanowany warsztat projektanta, to może owe inspiracje łatwo przefiltrować przez swoją głowę i stworzyć coś nowego, coś świeżego. Niesamowite jest to, jak działa Westwood, która z jednej strony nie chce powielać tego co już było, a jednocześnie spogląda w przeszłość w poszukiwaniu inspiracji. Ten pozorny paradoks pozwala się jej rozwijać i iść naprzód. I to jest świetne. Tak przecież było chociażby z YSL i słynną mondrianowską sukienką a także wieloma innymi projektantami. 
Żeby nie było, że czepiam się teraz tylko projektantów – jak wiecie rzadko zapuszczam się w te rejony – chcę podkreślić, że chodzi mi tylko o to, by w ogóle zachęcić do własnych poszukiwań, do nieograniczania się do stwierdzenia: „nie ma o tym nic w mojej książce”, do szperania i wertowania historii... Ona naprawdę może mieć znaczenie. Zależy to tylko od nas samych, bo to znaczenie sami jej przecież nadajemy.

2 komentarze:

  1. Właśnie wczoraj na Planet + oglądałam dokument o Lagerfeldzie. Moim zdaniem bardzo fajnie i niekonwencjonalnie zrobiony. To prawda, żaden twórca nie może myśleć o przyszłości nie znając przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń