środa, 20 sierpnia 2014

Gdzie ta sztuka?



Rozsądek podpowiada, by trzymać się z daleka od takich tematów, ale czasem niestety coś mnie korci, by napisać nie tylko o samej historii mody. Zaczęło się od tego, że szukałem /wybierałem /planowałem, jakie muzea zwiedzić w Amsterdamie i w Antwerpii - nigdy wcześniej tam nie byłem. Pierwsza myśl, jaka się pojawiła to Rijksmuseum. Po prostu. Następne były bardziej ułożone, to znaczy: „powinienem się skupić na muzeach/ miejscach związanych z modą i jej historią. Tym się interesuję, to mnie ciekawi i daję temu priorytet”. Nawiasem mówiąc sam pomysł na ten wyjazd wziął się stąd, że bardzo chciałem zobaczyć wystawę Birds of Paradise. A zatem oprócz MoMu miało być Muzeum torebek w Amsterdamie, Muzeum diamentów w tym samym mieście. Co jeszcze? No właśnie, dobre pytanie. Czy to, że interesuje mnie historia mody, ma oznaczać, że w każdym odwiedzanym miejscu mam skupiać się tylko na tym? W pierwszej chwili logika podpowiadała, że TAK, że trzeba wybierać, bo przecież wszystkiego i tak nie zobaczę, a to jest dla mnie bardzo ważne. Na szczęście ta chwila bardzo szybko minęła. Opamiętałem się i postanowiłem działać zgodnie z intuicją i wrócić do pierwszej swojej myśli, czyli Rijksmuseum. Być w tym mieście i nie poświęcić dużej ilości czasu na obejrzenie dużej „Nocnej straży" ;) albo Vermeera? Nie mówiąc już o  Domu Rembrandta czy Muzeum van Gogha. Od tropienia sukni / mody wolę również pooglądać dobrą architekturę albo inne ciekawe miejsca. Już słyszę jak mówicie sobie – „No pewnie, nie samą modą człowiek żyje”. Oczywiście zgadzam się z tym twierdzeniem, ale w głowie pojawiła się jeszcze inna myśli.
Skoro tak popularne jest u nas stwierdzenie „Fashion is Art” i wszystkie jego odmiany, to zastanawiam się dlaczego tak zaniedbywany jest ten drugi człon, czyli sztuka (lub jak kto woli „Art”)? Dlaczego na „modowych” blogach tak mało można znaleźć informacji o sztuce – wystawach, artystach? (wiem, są wyjątki) Dlaczego nie widzę/ nie czytam zachwytów nad Van Dyckiem na przykład; albo nad Velazquezem? Przecież ich portrety są znakomite. Wyznaczyły „trendy” w sposobie portretowania na całe dekady. Albo fantastyczny Edouard Manet lub jakikolwiek inny artysta.  Nie, to nie oskarżanie systemu szkolnictwa o powodowanie takich braków. Raczej chęć podzielenia się refleksją, jaka mnie naszła. Poświęcania swojej uwagi tylko modzie skazuje na zubożenie. To, że bez obycia ze sztuką nie dostrzeżemy wielkości wielu projektów, to banał, choć oczywiście i prawda. Ale prawdą jest też to, że dzięki temu być może unikniemy nadawania niektórym projektantom czy pojedynczym sukniom rangi, na jaką nie zasługują. Obcowanie ze sztuką (nie tylko oglądanie, ale i czytanie o niej) spowoduje, że i na ubiór spojrzymy inaczej niż do tej pory, tzn. nie tylko w kategoriach „to bym ubrała – tego bym nie ubrała”, ale dostrzeżemy także i plastyczną kompozycję ubioru i jej wartość.
Skoro „Moda to Sztuka”, to naprawdę warto poznać tę drugą, czyli sztukę. Przy jej różnorodności mogę dać stuprocentową gwarancję, że każdy znajdzie coś dla siebie, coś co zachwyci i złapie za serce i oczy.
Przy okazji chciałbym zaprosić na cykl wykładów o sztuce tym razem, a nie o modzie, jaki będę miał przyjemność prowadzić w Muzeum Narodowym w Poznaniu już od września.
Do zobaczenia :)

8 komentarzy:

  1. Ja osobiście uwielbiam sztukę współczesną i jeśli odwiedzam jakieś większe miasto i ma ono muzeum sztuki współczesnej to zawsze staram się je odwiedzić i nie powiem, bywają one bardzo często inspirujące. Zazwyczaj do jeszcze większego modowego szaleństwa.
    A sam temat "wpływu sztuki na modę i na odwrót, teraz jak i sprzed kilkuset laty" wydaje mi się być niesamowicie ciekawy i nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie podchodziłam do tego w taki sposób. Zazwyczaj odnosiłam modę w rozumieniu sztuki bardziej do rzeźby, niż do malarstwa, ale teraz przynajmniej mam materiał do kolejnych rozważań. Może kiedyś nawet pokuszę się o spisanie moich obserwacji. I nie powiem, że cudze wnioski też bym z chęcią przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę rzadko słyszę, że ktoś uwielbia sztukę współczesną :)) Bardzo miło się słucha takich wypowiedzi ;))

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post. Ja dopiero zaczynam stawiać kroki w kierunku sztuki, ale powoli poznając historię różnych dzieł i artystów, ta dziedzina staje się moim hobby. Na blogach o modzie brakuje mi własnie czegoś o sztuce, pewnej historii. Sama próbuje wykorzystać zdobytą wiedzę na blogu i z chęcią zobaczyła bym coś takiego u innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat będę ciągną z pewnością, zwłaszcza po ostatniej wyprawie do MoMu :) Proszę więc zaglądać :)

      Usuń
  3. Sztuka to czerpanie inspiracji, a jeżeli przyjmiemy pogląd, że wszystko już było, to pozostaje wnikliwie i z szacunkiem sięgać po dobre wzorce. Artyści też to wiedzą i czynią. To nie grzech i dzięki temu, wzbogacone o nowe, przetworzone, staje się na nowo odkryte. Tworzy się nowa jakość. To jest wyższa szkoła jazdy. Rozumiem genezę powstania tego tekstu, ale myślę, że wymagasz nieosiągalnego. Mamy boom na modę, taki kompletnie crazy, w pewnym sensie ją deprecjonujący. Paradoksalnie. Myślę, że te osoby które maja potrzebę obcowania ze sztuką w modzie, modą w sztuce, będą podążały swoją drogą. Problem w tym, że nie są to osoby mające wpływ na masowe gusta. Masowe gusta kształtują panienki w ciuchach z sieciówek i same sieciówki. I nie jest to podnoszenie poprzeczki ale jej obniżanie. Wyższe wartości giną w natłoku wrażeń ... Chyba nie ma na to lekarstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.... nie wiem czy chodzi o szukanie lekarstwa. Trzeba po prostu robić swoje. Oczywiście jest "masowy gust", ale jest też trochę osób, które nie kupują tego. Poza tym jakaś ewolucja następuje. Tym bardziej, jak sama zauważasz, pewne zjawiska szybko się wypalają.
      Poza tym tworząc Muzealne Mody, wiedziałem, że będzie to niszowa sprawa. Ale dopóki będzie dawało mi i kilkuset osobom frajdę, to warto to robić :))

      Usuń
  4. Absolutnie nie polemizuję z Twoim tekstem, w pełni się z nim zgadzam. I podkreślam ze wszech miar, że każda inicjatywa, której celem jest propagowanie kultury wysokiej, zasługuje na najwyższe uznanie. Tutaj wygrywa jakość, nie ilość. Po prostu pesymizm przeze mnie przemówił, że masy lgną jak muchy do miodu, do tego co miałkie i łatwe. Z drugiej strony nie wszystko jest dla wszystkich, co jednak nie brzmi zbyt pocieszająco. Wydaje mi się, że z bólem brniemy przez jakiś kompletnie dekadencki etap popkultury, co szczególnie widać w modzie, muzyce i mediach. Oby koniec jego był bliski. Gdzieś tam w głębi duszy wierzę, że ta swego rodzaju praca u podstaw, metody małych kroków, piętnowanie bylejakości i bezguścia nie przejdą bez echa. PS I serdecznie pozdrawiam dziękując za wspaniałego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) No cóż. Przyznam, że i mi pesymizm nie jest obcy. Tak to już bywa.
      Dziękuję za uznanie.

      Usuń