piątek, 6 czerwca 2014

YSL i kreowanie wizerunku - O filmie Jalila Lesperta



Oczywiście chodzi o francuski film Yves Saint Laurent z 2014 roku, w reżyserii Jalila Lesperta.

Na początek prośba, by osoby, które nie oglądały filmu i nie chcą poznać jego zakończenia, nie czytały tego wpisu.
OK. Teraz,  mogę zaczynać :)
Najpierw (ponownie) zacznę od wątków osobistych. Yves Saint Laurent był pierwszym projektantem, jakiego poznałem. Być może wcześniej słyszałem o Chanel, ale w mojej świadomości YSL to pierwszy człowiek, który został scharakteryzowany jako „projektant mody”. Na swoje 18. urodziny dostałem w prezencie (albo sam sobie kupiłem – nie pamiętam) jego biografię wydaną przez Wydawnictwo Amber, autorstwa Laurence Benaïm. Mam tę książkę do dziś : )
Co z tego wynika? Po pierwsze na zawsze pozostał mi podziw dla YSL – projektanta. Ponadto wspominam o tym dlatego, że ta właśnie książka, jak mówią napisy początkowe filmu, posłużyła za bazę scenariusza. Muszę też się przyznać, że choć minęło już kilka lat, to do dziś jestem wielkim fanem filmu dokumentalnego  zatytułowanego Miłość szalona z 2010 roku. Ten film mnie porusza, ciekawi, zachwyca. Obejrzałem go wiele razy. Dlatego też od początku zastanawiałem się, co też film fabularny może wnieść nowego do historii o YSL? Tym bardziej, że w dokumencie główną rolę odgrywa  Pierre Bergé. Podobnie jest z filmem Yves Saint Laurent, który choć reżyserowany przez Jalila Lesperta, to przecież powstał przy aprobacie właśnie Bergé. Dlatego do kina poszedłem z ciekawością i myślami, jak też historia genialnego projektanta będzie przedstawiona...
Przede wszystkim znów narratorem jest Pierre Bergé. To on przeżył swojego partnera i to on opowiada historię. To jest jego interpretacja życia YSL.  I nie ma sensu oczekiwać obiektywizmu od kogoś, kto to wszystko przeżył na własnej skórze. Dla mnie najbardziej intersujące w jego filmowej postaci było to, że... aktor, który grał Bergé tak naprawdę nie był do niego podobny.  Nie czepam się w żadnym razie. Biorąc bowiem pod uwagę precyzyjność castingu – podobieństwo aktora Pierre’a Niney’a do YSL jest uderzające; podobnie kiedy na ekranie pojawia się Dior czy Lagerfeld nie mam wątpliwości, co to za postać – może to dziwić. A jednak Bergé, który nie ma co się oszukiwać – musiał mieć jakiś wpływ na film – zaakceptował Guillaume’a Gallienne’a jako odtwórcę swojej osoby. To tak, jakby chciał, byśmy obejrzeli historię życia YSL, ale nie kojarzyli postaci Bergé z nim samym, z realnie żyjącą i funkcjonującą osobą. Bergé jest bardzo zamożnym i wpływowym człowiekiem we Francji i wydaje mi się, że celowo zgodził się na taki zabieg i bynajmniej nie wynikało to z jego próżności. Raczej z ostrożności i zapobiegliwości. W ten sposób bowiem jego postać w filmie nie skleja się widzowi z Pierrem Bergé - człowiekiem, tak, jak dzieje się to z postacią projektanta. Rozpisuję się na ten temat – wiem – ale cóż, według mnie to istotne. 
Generalnie idąc na ten film do kina nie zamierzałem bawić się w wychwytywanie nieścisłości. W końcu to film fabularny (licentia poetica), no i – znów – powstający pod okiem Bergé.  I ponownie skupię się  detalu. Tym razem trwającym na ekranie zaledwie kilka sekund. Mam na myśli pokaz pierwszej kolekcji YSL już pod swoją marką (1962 rok). W filmie widzieliśmy kolejkę ludzi czekających na pokaz. I gdzie ta kolejka była? Na 5 Avenue Marceau – wątpliwości nie ma, bo nawet kamera „musnęła” tabliczkę dumnie pokazującą ów adres. Co w tym złego, prawda? Przecież tam właśnie mieści się dom mody YSL. Dokładnie tak – tam mieści się dom mody YSL. Ale w 1962 roku „właściwym” adresem było 30 bis Rue Spontini. Nie zamierzam wypominać tego błędu, bo nie uważam tego za błąd. To jest według mnie świadoma decyzja mająca zbudować konkretne skojarzenie u widzów. Przekaz jest prosty: YSL? 5 Avenue Marceau, gdzie ma swoją siedzibę Fundacja.

Za podobnie świadome uważam umieszczenie w filmie tylu scen pokazujących lub sugerujących seks. Traktuję je znów jako budowanie pewnego wizerunku, skojarzeń... To jest według mnie ewidentne ściąganie z marki „warstwy luksusu i elitarności”, by pokazać, że YSL był „cool”, że to nie był starszy pan, czasem chwiejący się na nogach, jak pamiętają go młodzi ludzie, a nawet ludzie w średnim wieku (trzeba by mieć około sześćdziesiątki, by pamiętać YSL jako „młodego”).  Teraz jego wizerunek ma szansę się zmienić... Nie wiem czy to dobrze czy źle – nie jestem specem od wizerunku luksusowych marek. To co piszę podpowiada mi jedynie rozsądek, który mówi, że nie ma tam (w filmie) nic przypadkowego, że jest on starannie stworzony i trudno uważać, że sceny seksu były czymś nie do końca przemyślanym.

No i na koniec, koniec filmu. Przy całym moim rozumieniu filmu jako bardzo starannego produktu tylko z jednym nie umiałem sobie poradzić – z zakończeniem. Oczywiście nie mam tu na myśli wzruszającej arii śpiewanej przez Marię Callas. Nota bene to aria z 1 aktu opery La Wally stworzona przez Alfreda Catalaniego w końcu XIX wieku, a zatytułowana Ebben? Ne andrò lontana (po angielsku: Well, then? I’ll go far away) - śpiewana przez główną bohaterkę, gdy decyduje się ona opuścić swój dom na zawsze.


Idealny utwór na zakończenie filmu o YSL, który przecież uwielbiał, wręcz ubóstwiał Callas... No i sama kolekcja prezentowana w lipcu 1976 roku była przecież zatytułowana „Operas and Ballets Russes”.
Ale dlaczego kolekcja rosyjska stanowi zakończenie filmu, myślałem? Nie żeby mi się nie podobała – marzę wręcz, by w swojej niewielkiej kolekcji mieć coś z tego właśnie pokazu...  Ale przecież później także powstawały wspaniałe suknie...
Nie odpuściłem... Przecież tak przemyślany film nie może się kończyć „w dowolnym momencie”. Z jakiegoś powodu został on wybrany... No i mam.
Najpierw sama kolekcja. Był to pierwszy pokaz prezentowany poza siedzibą domu mody. Przeniesienie go do Hôtel Intercontinental było ważną zmianą oznaczającą wypłynięcie na szerokie wody, ale też wpisaniem się w zachodzące zmiany w samym haute couture (kiedyś poświęcę temu więcej uwagi). Skoro jednak film koncentruje się na życiu prywatnym, to musiało się wówczas coś ważnego wydarzyć. I wydarzyło się. Tego roku Pierre Bergé wyprowadził się z ich wspólnego mieszkania przy 55 rue de Babylone. Skończyła się więc pewna epoka.
Finał filmu to też nic innego jak osiągnięcie szczytu zawodowego – bo kolekcja „rosyjska” była początkiem kilkuletniego szczytu, absolutnego szczytu możliwości YSL – projektanta. Jednocześnie był to też moment upadku YSL – człowieka. Wówczas, po raz pierwszy do publicznej wiadomości dotarła informacja o jego uzależnieniach i depresji. Szczyt zawodowy kosztem osiągnięcia dna jako człowiek. Brzmi to tak zwyczajnie, a jednak niezwykle boleśnie. (od razu ciśnie się uwaga, że m. in. Galliano i McQueen zapłacili za swój ogromny sukces i wrażliwość zbliżoną cenę).
Jak zatem, w związku z powyższym, oceniam ten film? Jako fantastyczny? Wspaniały?
I tak i nie. Jest to przemyślany, perfekcyjnie stworzony produkt realizujący w dużym stopniu wizję Pierre Bergé. Z tą wizją nie zamierzam dyskutować – ona jest jego i on ma prawo ją pokazać właśnie tak. Ucierpiał jednak na tym, moim zdaniem, sam film, który stał się, jak go sobie nazwałem, „fabularyzowanym dokumentem”.  No i sama wizja Bergé wydaje się być tak misternie skonstruowana, że niestety, przeciętny widz chyba nie odczyta tych wszystkich subtelności i aluzji.
A może właśnie tak miało być? W końcu to bardzo przemyślany projekt....

2 komentarze:

  1. Ja też bardzo lubię fim "Szalona milośc" i dwa dni po seansie tegorocznego włączyłam ponownie...
    Dobrze czytać takie analizy. Nurtowało mnie to zakończenie:)- takie rozmyte i nostalgiczne. Co do reszty- film jest, moim zdaniem bardzo "francuski -estetyczny i ma wybuchową mieszankę. Podobały mi się też sceny pokazujące seks - ożywiły i urealniły postaci.
    No nic- czekam/my na ten drugi film bez cenzury czy też wpływu P.B! Ponoć za kilka miesięcy będzie w kinach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nie można zapominać, że to jest francuskie kino. Faktycznie, jak przypomnę sobie np. Czas, który pozostał F. Ozona, to YSL wydaj się być bardzo "wygładzonym" francuskim filmem.
      No i też czekam na ten drugi film :) Oficjalnie ma wejść do kin 1 października, ale jak będzie to wyglądać w Polsce to zobaczymy.

      Usuń