środa, 15 stycznia 2014

Słodka (nie)wiedza

Jakoś przy pisaniu pracy poziom frustracji się podnosi (ciekawe dlaczego....? :), więc postanowiłem dać jej ujście w mało zdrowy sposób – czyli w napisaniu kilku słów. Już odpowiadam – zdrowiej byłoby na przykład się wyskakać/ wybiegać/ przyłożyć w worek treningowy, itp. Skoro żadne z powyższych w tej chwili nie może być z różnych powodów zrealizowane, pozostaję przy komputerze i tych kilku słowach.


Może nie za często, ale jednak, podpytywany jestem o książki, które pozwolą przybliżyć historię mody. Problem z odpowiedzią mam często, bo nie mam pojęcia czemu ma owo czytanie służyć. Można bowiem sięgnąć po jakąś „historię mody”, by się czegoś dowiedzieć i już. Można też przeczytać coś, w zasadzie tylko po to, by znaleźć wskazówki i doczytywać dalej. Niestety to zdarza się zdecydowanie rzadziej niż pierwszy przypadek. Ktoś zapyta, co jest złego w tym, że ktoś chce poprzestać na jednej, dwóch książkach i dalej nie chce drążyć tematu? Ależ absolutnie nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że taka osoba nie będzie deklarować swojej sympatii (bo nie odważę się napisać miłości) do historii mody.
Na czym więc polega problem. A no na tym, że nie ma czegoś takiego jak jedna, skończona historia mody, w której można przeczytać „o wszystkim”. Poza tym ważne jest to, czego chcemy się dowiedzieć – czy na temat budowy strojów, ich konstrukcji, czy tego jakie stosowano tkaniny i skąd je brano, a może tego dlaczego noszono takie, a nie inne suknie. Każdy z tych tematów to oddzielny problem. Zdarza się, że poruszone zostaną w jednej publikacji, ale generalnie nie leżą aż tak blisko siebie... Wiem, że logika podpowiada inaczej, ale niestety, czym innym będzie książka o historii ubiorów, a czym innym ta o historii mody. Niestety dla znacznej części osób są to synonimy: historia mody czy ubiorów - wszystko jedno. Ale tak nie jest i należy na to zwracać uwagę... To dlatego właśnie nie wiem, jakie książki komuś polecić „tak, żeby poczytać o modzie”.
Niestety polska literatura przyzwyczaiła nas do przekazywania wiedzy o historii mody w sposób raczej opisowy niż problemowy. Tak, tu też jest ogromna różnica. I proszę mnie źle nie zrozumieć, by nie zarzucać mi niechęci wobec polskich autorów. Mam raczej na myśli to, że książki z których najczęściej uczymy się historii, czyli Boucher i Gutkowska – Rychlewska są przestarzałe.  Wydane były one w końcu lat 60. XX w. !!! (to, że po polsku Boucher zostały wydany po raz pierwszy jakieś 10 lat temu niestety się tu nie liczy). Teraz książki o historii mody czy ubioru pisze się inaczej. Oczywiście to nie znaczy, że jeśli książka jest stara, to są same błędy merytoryczne i się zupełnie nie nadaje (też się zdarzają, ale to nie o to chodzi). Mam na myśli raczej to, że przez te dziesiątki lat zmieniło się między innymi rozumienie historii. W końcu to też się zmienia! I dobrze jest, kiedy można znaleźć odzwierciedlenie tego w literaturze...Tyle, że niestety nie u nas, bo my wciąż uczymy się na tych starych książkach... i koło się zamka. Tak, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki, ale o tym innym razem. 
Dlatego, na razie polecam zdecydowanie książki brytyjskie lub amerykańskie (na temat francuskich pewnie będzie osobny wpis kiedyś). I znów może się pojawić problem, bo one raczej skupiają się na konkretnych zagadnieniach, niż próbują po kolei wszystko wymieniać – co po sobie następowało. Ale my też musimy ustalić, co interesuje nas najbardziej i od tego zacząć, a później po sznureczku docierać do kolejnych książek, itd., itd.
Stąd też i tytuł dzisiejszego wpisu. Owa niewiedza bowiem może dotyczyć nie tylko faktów (to akurat najłatwiej zmienić), ale tego jak można mówić, a przede wszystkim pisać o modzie. Duża część zainteresowanych modą nie ma świadomości, jak głęboki jest to temat. Nie wystarczy bowiem wiedzieć kim był Worth, czy Doucet. W zasadzie każdy z nich to znów punkt wyjścia do kolejnych problemów i badań. I najważniejsze. Znów pojawia się frustracja. Bo jeśli tylko komuś zacznie się wydawać, że już wie, już to rozumie, to nagle nie stąd ni zowąd pojawi się coś, co temu zaprzeczy. A my, z poziomu „wiem bardzo dużo” znów lądujemy na ziemi i trzeba zaczynać od nowa. Ale to oczywiście żadne odkrycie, tyle tylko, że zazwyczaj nie łączone z modą. No bo to przecież nic trudnego i skomplikowanego. Ja śmiem twierdzić co innego, chociaż, co ja wiem – ja dopiero się uczę.

PS

Podkreślam stanowczo, że moją intencją było pisanie o problemie, nie o konkretnych osobach, więc proszę się nie zastanawiać – „czy to o mnie”,  bo odpowiedź brzmi NIE. Są to po prostu zebrane uwagi z różnych rozmów, spotkań itd.  Choć boję się, że ta uwaga niewiele da i drastycznie spadnie ilość zapytań mailowych. Cóż jednak więcej mogę powiedzieć...

33 komentarze:

  1. Cytując Sokratesa: "Wiem, że nic nie wiem".

    Studiuję na politechnice i interesuję się zmianami mody na przestrzeni wieków. Moja wiedza jest jeszcze nikła, ale na pewno ciut większa od przeciętnego polaka. I wkurza mnie strasznie, kiedy ludzie trywializują moje zainteresowania.
    "Interesujesz się modą? Czytasz na ten temat? O czym tu można czytać?"
    Ale gdybym powiedziała, że interesuję się fizyką kwantową, to wszyscy kłanialiby mi się w pas. A przecież jak zaczyna się czytać i zagłębiać w każdy aspekt, to nagle wyłania się drugi, który trzeba również trzeba zbadać aby zrozumieć ten pierwszy. Im dalej w las tym więcej drzew.
    Kiedyś czytałam coś o gorsetach, trafiłam na nazwisko Vionnet, poźniej przyszły drapowania, cięcia ze skosu,a potem trzeba było oczywiście poczytać co przy krojeniu materiału powinno być właśnie krojone ze skosu. Chciałam poczytać troszkę o gorsetach, a spędziłam w internecie kilka godzin.

    Ja pokuszę się zatem o pytanie o książkę, gdzie duży nacisk kładziony jest na konstrukcję ubioru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no jeśli studiujesz na Politechnice to pewnie cała humanistyka nie jest według nich (studentów) nauką :))) A co dopiero historia mody :))
      A tak na serio, to oczywiście, że tak jest. Historia mody jest tak traktowana u nas. Ale trzeba uczciwie powiedzieć, że np. w Anglii też nie obyło się bez problemów i trochę czasu minęło, zanim modę (nie ubiór historyczny, bo to inna bajka) zaczęto postrzegać, jako coś wartościowego i np. godnego kolekcjonowania w muzeum.

      Tak... Vionnet. Ona uważała, że najlepszym gorsetem są kobiece mięśnie :) ale rzeczywiście działa to tak ja mówisz.
      Jeśli chodzi o konstrukcję, to myślę, że mogę Ci polecić taką serię Patterns of Fashion. Jest do kupienia np. na Amazonie. To dobry punkt wyjścia. Są też na pewno książki poświęcone tylko konstrukcji gorsetów. Kolejnym naturalnym korkiem będzie na pewno nauka z zachowanych gorsetów - muzealnych obiektów...

      Usuń
    2. "... przeciętnego Polaka ..." - szanujmy się :) :) :)

      Usuń
  2. Niestety, brak tego typu specjalistycznych książek w Polsce ostatnio zdecydowanie zaczął mnie frustrować. O ile ogólne zarysy historii mody możemy poznać dzięki Boucherowi czy Gutkowskiej-Rychlewskiej, o tyle jeśli chcemy zgłębiać ubiory noszone w jednej konkretnej epoce, pojawia się problem. Ostatnio udało mi się dotrzeć do tego typu książek we francuskich księgarniach internetowych - ich wybór jest po prostu porażający! Osobne opracowanie dotyczące mody za czasów madame Pompadour, osobne dotyczące mody epoki napoleońskiej... niestety, francuskie ceny są dla póki co nie do przejścia i musiałam obejść się smakiem.
    Swoją drogą nie wiedziałam, że sposób pisania o modzie kiedyś i dziś uległ aż tak diametralnej zmianie. Z pewnością jest coraz więcej źródeł i nowych informacji, ale nie wiedziałam, że zmienił się także ogólny sposób pisania o modzie.
    Chociaż z drugiej strony, to zaczytując się ostatnio w opracowania dotyczące ubiorów noszonych w antyku, też zauważyłam przepaść między tymi powstałymi na początku XX wieku, a tymi wydanymi niedawno. Nie wiem, na czym to polega, ale ich autorzy wydają się jakoś inaczej podchodzić do tematu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) No tak - pamiętam swój "pierwszy raz" kiedy usiadłem przed komputerem i wyświetliła się mi lista dostępnych książek. Jakby mnie koś wpuścił do skarbca pełnego złota. Ale wtedy też się tylko popatrzyłem i nic nie kupiłem. Nie wiedziałem jak, skąd i w ogóle. Na szczęście wiele się zmieniło. A poza tym biblioteczkę buduje się latami, więc wszystko przed Tobą :))
      Wiesz, to nawet nie tyle, że sam sposób pisania się diametralnie zmienił ile sposób tłumaczenia pewnych zjawisk. Po prostu pewne kwestie widzimy dziś inaczej niż np. 50 lat temu. No tak po prostu jest. Poza tym rozwijają się też inne dziedziny wiedzy, których wyniki możemy użyć do interpretowania wielu zjawisk w modzie itd... Poza tym nowe fakty też się mogą pojawić :)
      No i życzę cierpliwości w zdobywaniu książek :)

      Usuń
  3. W takim razie, choć jestem jedną z osób pytających Cię o publikacje, nie biorę do siebie powyższych uwag i dalej pytać Cię będę o ciekawe pozycje, które możesz polecić, bo choć jak mówisz wciąż się uczysz, to w stosunku do mnie, jesteś kopalnią wiedzy, z której chcę czerpać. (Boziu, cóż za metafora). Jednak wyciągnę wnioski, rzucam w kąt Bouchera i do następnego razu przemyślę, która gałąź interesuje mnie najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))))
      I słusznie bo nie miałem Ciebie na myśli.
      A z książką - zacznij od czegoś małego. To powinno zadziałać. Bo jak wiesz (i juz pojawiły się metafory) nawet słonia można zjeść, ale w malutkich kawałkach :))

      Usuń
  4. Tez jestem wkurzona bo nie umiem wklejac zdjecie w napisany tekst w wordzie i nie ma na ten temat ani ksiazek ani złamanej informacji w necie.
    Co do mody ja akurat bardzo lubię Gutkowska ale Bouchera mniej. Pojawiaja sie tam takze ciekawe informacje a Gutkowska to niestety na razie jedyny skarb bo wspomina , pisze i ilustruje obiektami, które sa nie dostepne, zrodla ktorych juz nie ma bo zaczynala pisac te prace jeszcze przed wojna kiedy ukazalo sie pierwsze jej wydanie chyba we Lwowie. Faktem jest, że niestety jest to ksiazka dla tych co sie orientuja juz co nieco w modzie albo lepiej w historii ubioru mozna wtedy robic analizy i "dyskutowac'' z autorka. Swiezy powiew daja ksiazki Anny Drazkowskiej i M. Grupy, chociaz do tej ostatniej bylabym baaardzo ostrozna bo na moj gust troche miesza ubiór grobowy z ubiorami codziennymi ( sama Pani Grupa mowiła na na bazie tych grobowych ubiorów rekonstruluje i demonstruje je na swoich uczniach - pokazwyala zdjecia).
    Bedac we Włoszech buszowałam w ksiegarniach, tam temat mody jest traktowany jako cos codziennego, cos co zyje razem z ludzmi. Sa dostepne prawie wszytskie pozycje ksiazkowe angielsko jezyczne i wloskie, nie mowiac o tym, ze sa pieknie wydane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację - Gutkowska jest niesamowita i sam z niej czasem korzystam, ale naprawdę przydałaby się już nowa książka. Po prostu. Oczywiście nie chodzi o samą zasadę, że każde nowe jest lepsze niż stare, bo tak nie jest...
      I faktycznie te książki że tak je nazwę "zagraniczne" są ładnie wydawane. Chociaż akurat tak uwaga dotyczyć by mogła też wielu innych kategorii książek. Na szczęście powoli się to zmienia.
      No i na koniec mam nadzieję, że z tym Wordem się jednak udało :) Powodzenia!

      Usuń
  5. W Empiku do kupienia jest magazyn Dialog, ktory jest poswiecony modzie. Sa tam artykuly o Modzie Polskiej, Barbarze Hoff, J. Grabowskiej, plus ilustracje z dawnych polskich magazynow mody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No takie komentarze to ja uwielbiam! Dzięki. Jutro nabędę :)

      Usuń
    2. Zapomniałam dodać ze to magazyn Dialog polsko - niemiecki
      http://www.dialogonline.org/pl/

      Usuń
    3. Tak, znalazłem w necie. Już jest mój :) Dziękuję.

      Usuń
  6. Czy przy jakiejś okazji mógłby Pan rozwinąć wątek różnic w podejściu do historii mody na przestrzeni lat? Temat wydaje się ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat jest bardzo ciekawy, przynajmniej dla mnie. Dam znać, jak coś napisze w tym zakresie :)

      Usuń
  7. Mam podobne odczucia, jeśli chodzi o najbardziej mnie interesujący aspekt mody - biżuterię. Na temat polskiej biżuterii nie ma ani jednego kompleksowego opracowania, nie mówiąc już o historii biżuterii na świecie! Jest niby "Polska biżuteria" Knoblocha, ale ma sporo błędów i nie wyczerpuje tematu. Za to na Amazonie można wydać fortunę na pięknie wydane opracowania poświęcone biżuterii różnych epok, twórców lub np. tylko emaliowanej. Żyć nie umierać! Myślę, że to się bierze stąd, że na świecie kolekcjonowanie biżuterii jest od lat na porządku dziennym. Polki wolą ozdoby po prostu nosić, niż o nich czytać, choć już powoli się to zmienia i rośnie rzesza kolekcjonerek-znawczyń. Dziewczyny uczą się metodą prób i błędów obcując z konkretnymi ozdobami. Kto wie, może któraś kiedyś swoje doświadczenia zbierze w jakiejś jednej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, część problemu to zbiory, ale w polskich muzeach też są ubiory, czy biżuteria. I niestety chyba trochę tak jest, że najważniejsza jest "sztuka" tj. malarstwo i ono wygrywa jako dziedzina, która ma pierwszeństwo. Trochę szkoda, że nie widzi się istotności tematu ubiory, biżuterii, rzemiosła w ogóle... Pewnie trzeba będzie trochę poczekać :/

      Usuń
    2. Czy jednak nie jest to wynikiem ubóstwa naszych kolekcji (dotyczy to zarówno biżuterii jak i odzieży)? Historia: wojny, grabieże, konfiskaty, nie tworzyły warunków, w których mogłyby się zachować "rzeczy" dające możliwość tworzenia prawdziwych kolekcji. Tym samym nie ma materiału, nad którym można pracować, analizować itp. Parę lat temu w Genewie odwiedziłam wystawę biżuterii historycznej (nadzwyczajna). Kilka miesięcy później w Poznaniu zorganizowano wystawę biżuterii. To co pokazano w Poznaniu zmieściłoby się w jednej gablocie na wystawie genewskiej.

      Usuń
    3. No to oczywiście najłatwiejsze wytłumaczenie, ale proszę powiedzieć ile zna Pani opracowań na ten temat wydanych przez polskie muzea...? Można wzdłuż i wszerz opisać to, co mamy, ale niestety tak nie ma z wielu względów...

      Poza tym na usta ciśnie się inne pytanie, o wiele bardziej przykre - czy w ogóle w Polsce jest rynek na takie publikacje? Ile osób z tych co trąbią, że interesują się historią mody by kupowało takie pozycje? 1000? 5000?....

      Usuń
    4. Ja myślę, że nie więcej niż setka... Choć w ten sposób robi się błędne koło. Muzea nie robią wystaw i nie wydają katalogów, bo jest mało odbiorców tej tematyki. A odbiorców jest mało, bo osoba, która potencjalnie mogłaby się zainteresować muzealnymi obiektami z dziedziny mody czy to szeroko rozumianej, czy np. w węższym ujęciu jak np. biżuteria, czy np. tylko ozdoby do włosów, bo nie wie, że muzea posiadają takie eksponaty w swoich zasobach. Pamiętam jak kilka lat temu pojechałam do Muzeum Miedzi w Legnicy, które zawsze chwaliło się w publikacjach swoją piękną kolekcją współczesnego złotnictwa i okazało się, że wszystko jest, ale... w magazynach. Rozpłakałam się wtedy.
      W tym tygodniu natomiast otrzymałam piękne opracowanie poświęcone francuskiej biżuterii Art Deco kupione na Amazonie. Kto zna choć jedną kompleksową pozycję na temat polskiej biżuterii Art Deco?

      Usuń
    5. Tak, to niestety jest błędne koło. Ale przerwanie go leży raczej po stronie instytucji, która de facto powinna służyć społeczeństwu.

      Usuń
  8. Jeżeli chodzi o biżuterię to parę lat temu zostały wydane książki Ewy Letkiewicz: "Klejnoty w osiemnastowiecznej
    Polsce" i "Klejnoty w Polsce: Czasy ostatnich Jagiellonów i Wazów"
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  9. Jubilerstwo w Polsce ma się dobrze. Wystarczy wymienić konferencje organizowane przez Panią Kluczwajd z Torunia. Są też dobre materiały pokonferencyjne, do tego publikacje Pani Letkiewicz są wspaniałe, to olbrzymie kompendium wiedzy plus przebadane obiekty z większości polskich muzeów. Kilka lat temu wydany został przepiekny album o bizuterii w Polsce "Klejnoty w dawnej Polsce" wyd. carta blanca. Nabyłam go za ok 40 zł w taniej ksiązce. Atutem albumu są wysokiej jakości zdjęcia bizuterii oraz obrazów.

    http://allegro.pl/klejnoty-w-dawnej-polsce-nowacki-piwocka-grychowsk-i3882989231.html

    http://www.shs.pl/sklep/?72,koral-perla-i-inne-watki.-bizuteria-w-polsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, pojedyncze pozycje są, ale to wciąż mało w porównaniu z rynkiem zagranicznym. Jest mnóstwo ciekawych prac magisterskich czy doktorskich np. monograficznych poświęconych konkretnym twórcom, projektantom czy pracowniom. Wielka szkoda, że tego się nie wydaje. Znam jeden czy dwa tytuły, które ukazały się drukiem i co najmniej kilkanaście, które można przeczytać tylko w uczelnianych bibliotekach, często dopiero po uzyskaniu odpowiednich pozwoleń.

      Usuń
    2. Czasami wydają też prace doktorskie czy mgr. ale tu jest problem bo nikt za nie nie płaci a powinien, to kwestia tego, że praca umysłowa jest w Polsce traktowana marginesowo by nie powiedzieć dosadniej. Pracę habilitacyjną wydaną w wydawnictwie na kiepskim papierze oraz z edycją robioną na kolanie, ja zapłaciłam w ksiegarni ponad 70 zł.

      Usuń
  10. Ciekawy artykuł, chociaż rozumiem, że z przeznaczeniem dla zupełnie początkujących adeptów historii mody.
    Warto by dodać, że zajmując się historią mody na poważnie, dobrze znać kilka języków europejskich. Nie wyobrażam sobie badania historii ubioru i mody bez możliwości sięgania po pozycje niemiecko- francusko- włosko- czy rosyjskojęzyczne (angielskojęzyczne to oczywistość). A w kwestii złożoności tematu dobrze jest opanować warsztat historyka, historyka sztuki, antropologa, socjologa, kulturoznawcy, literaturoznawcy itp. Nie wspominając już o właściwych metodach historii mody i ubioru, polegających na pracy z zachowanymi artefaktami. Jeśli ktoś nie ma prawdziwej "sympatii lub miłości" dla historii mody i ubioru, Gutkowska i Boucher powinny wystarczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie jestem zwolennikiem takiego podejścia. Wydaje mi się, że może ono bardziej zniechęcić niż zachęcić do badań nad historią mody. Według mnie, najważniejsze jest znaleźć swój temat. Historia mody czy historia ubiorów, to są ogromne dziedziny i nie ma możliwości by się znać na wszystkim. Orientować się w temacie - tak; znać się - nie. Dlatego też wybór tych języków czy dziedzin które dobrze jest ja uzależniłbym od tej dziedziny, którą ktoś chce się zająć i tyle.

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie można znać się na wszystkim i trzeba znaleźć swoje "poletko". Nie mogę się jednak zgodzić co do znajomości języków. Nie chodzi o to, żeby kogoś zniechęceć, przeciwnie - możliwość czytania w różnych językach daje dużo swobody i poszerza horyzont badawczy (z własnego doświadczenia). Wśród wymienionych przeze mnie języków są wyłącznie języki konferencyjne, których znajomość (przynajmniej części z nich) na poziomie czytania tekstu jest w wielu krajach powszechna wśród badaczy (także wśród polskich historyków sztuki na przykład). Postulując transinterdyscyplinarne podejście też nie miałam zamiaru nikogo przestraszyć. Różnorodne spojrzenie bywa wszak bardzo interesujące, także dla samego badacza. Nic nie przychodzi łatwo, ale warto przecież rozwijać się w różnych kierunkach.

      Usuń
    3. Tak, prawda - wiedza nie przychodzi łatwo. Wiem o tym. Ale przyznam też, że nie znam osobiście nikogo, kto reprezentowałby taki standard, o jakim piszesz. Sam też go nie reprezentuję i chyba już nigdy nie będę biorąc pod uwagę swój wiek i to, że życie nie składa się tylko z pracy. Pozostaje mi więc amatorka ;)

      Swoją drogą, jestem ciekaw na jakiej planecie żyjesz :)))

      Usuń
    4. A jakie to są właściwe metody (badawcze?) w historii sztuki? chyba nie te same co w historii sztuki czy samej historii?

      Usuń
  11. Wcale nie uważam, że to co robisz jest amatorką, chociaż oczywiście domyślam się, że był to tylko sarkazm. Ten "standard" nie jest moim zdaniem najlepszym z podejść, jest jednym z możliwych, ale mnie on podoba się najbardziej. Muszę zrobić jeszcze dużo, żeby go osiągnąć. Znam jednak osobę, której się udało. Jak? Skończyła historię i historię sztuki, a doktorat napisała w dziedzinie antropologii kultury. W ramach każdej z dyscyplin zajmowała się historią mody i ubioru, mając oczywiście bardzo konkretnie sformułowane zainteresowania. Języki: studiowała przez rok za granicą, teraz mieszka za granicą. Trzema językami włada biegle, a trzy inne zna biernie i jest w stanie czytać teksty.
    Wydaje mi się, że jest z tej planety, bo jest normalną, towarzyską osobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      No to teraz wszystko jest jasne :)
      Jeśli znasz kogoś takiego, to rozumiem, skąd te różne dziedziny się pojawiły :) Ja tak jak wspomniałem nie znam nikogo takiego...
      Ale naprawdę można robić też wiele dobrego znając tylko dwa języki i trzy perspektywy badawcze :)))

      Usuń
  12. I zgadzam się z Tobą w zupełności :)

    OdpowiedzUsuń