sobota, 21 grudnia 2013

Bez świadków



Niedawno Dominika z Modologii pisała o Autobiografii Helmuta Newtona (tutaj). Zachęcony, przeczytałem ją dość szybko (okazało się, że książkę ma mój brat, więc nawet nie musiałem jej szukać – dzięki). Jest tam oczywiście wiele ciekawych anegdot, ba całych wątków, czasem sprośnych w rozbrajający sposób. Ale dla mnie najważniejszy okazał się ten fragment:

Porzuciłem pracę w studiu. Czułem się tam bardzo nieszczęśliwy, chociaż kiedy pracowaliśmy nad kolekcjami haute couture, nie pozwalano nam wynosić strojów na ulicę i do parków. Wtedy nie rządziła jeszcze telewizja. To telewizja złamała tabu ustalone przez Chambre Syndicale w Paryżu, że modelek w nowych kreacjach haute couture nie można zabierać w miejsca publiczne. Chambre miała obsesję, że paryskie kreacje zostaną skopiowane przez tanie wytwórnie. I słusznie.
Zawijałem więc dziewczęta w białe prześcieradła i ciągnąłem je do ogrodów Tuileries, gdzie ostrożnie i potajemnie robiłem im zdjęcia. (s. 169)

Od razu zacząłem na nowo przeglądać zdjęcia przede wszystkim Willy’ego Maywalda (tutaj) oraz Henry’ego Clarke (tutaj). Między innymi zerknąłem także na jedno z najważniejszych zdjęć z tamtego czasu, tj, lat 50. I co?

Źródło: V&A Museum
.... NIC. No właśnie. Żywej duszy nie ma, żadnych świadków. I chociaż wcześniej już pisałem o cenzurze w prasie (tutaj) do dopiero teraz mi się to zupełnie w głowie ułożyło i zobaczyłem na nowo te zdjęcia, które wydawały mi się tak znane... 
I w tym kontekście nie sposób nie wspomnieć Zabawnej buzi – filmu z Audrey Hepburn i Fredem Astairem, który w naprawdę przystępny sposób pokazuje zmiany w fotografowaniu mody. Jeśli jeszcze nie oglądaliście go, to warto nadrobić.

czwartek, 19 grudnia 2013

Zakupowa gorączka



Nie, żadnego komentowania rzeczywistości. Po prostu zwykły opis tego, co się dzieje na obrazie Henri’ego Gervex’a.
źródło: wikimedia 
A dzieje się sporo, tym bardziej, że tytuł podpowiada nam, że to Pięć godzin u Paquin. Tak, tej Paquin z niedawnego wpisu (tutaj) Płótno pokazane było w 1906 roku na paryskim Salonie (Salon de la Société nationale des beaux-arts).  W zasadzie chciałoby się powiedzieć – co jest namalowane, każdy widzi. Dobrze prezentuje się modna wówczas, pastelowa kolorystyka; świetne są też dodatki w postaci kapeluszy i parasolek. Jeśli przypatrzymy się uważnie znajdziemy w tłumie nawet kilku mężczyzn... Dobrym ćwiczeniem może być rozpoznawanie sprzedawczyń w tym towarzystwie. Generalnie nie jest źle – nikt niczego sobie nie wyrywa, nikt się nie awanturuje. Może i jest tłoczno, ale kulturalnie. Dla zmęczonych modą i zakupami zostaje poszukanie piesków, bo jest ich kilka.
Niestety, jest też druga, ciemna (dosłownie) strona tego medalu – obraz Isaaca Israëlsa z 1904 roku przedstawiający Szwaczki w Atelier Paquin.

źródło: wikimedia
No i po raz kolejny można dojść do konkluzji, że w pewnych kwestiach niewiele się  zmieniło. Zdaję sobie sprawę, że w okolicy Świąt powinno tu błyszczeć, dźwięczeć i zachwycać... cóż...  Pojutrze najkrótszy dzień w roku. Później będzie już tylko jaśniej.