sobota, 28 września 2013

Po prostu Dior – recenzja biografii



Nie będę oryginalny – niezmiernie cieszy mnie wydanie książki o Christianie Diorze, który szybko po otwarciu swojego domu mody w 1946 roku stał się jednym z 5 najbardziej znanych ludzi na świecie. Jego gwiazda rozbłysła gwałtownie, ale i niestety w podobnym tempie zgasła. Zmarł 10 lat po swoim pierwszym wielkim sukcesie. Pamięć o nim oczywiście nie zaginęła. Wręcz przeciwnie – stał się legendą nie tylko paryskiej mody, ale mody XX wieku w ogóle. Ale tak naprawdę co o nim wiemy, poza kilkoma utartymi już zdaniami, o New Looku, o wróżbie zapowiadającej sukces, o tym kogo ubierał itp? Właśnie dlatego cieszy mnie ta biografia autorstwa Marie-France Pochny wydana przez wydawnictwo Bukowy Las.


Dzięki niej polscy czytelnicy (nie mówię specjaliści) zobaczą w końcu, że Dior nie wziął się znikąd. Przeczytają z jakiego środowiska się wywodził, z kim się przyjaźnił za młodu. To wszystko jest o tyle ważne, że właśnie stamtąd projektant czerpał później przy tworzeniu swoich kolekcji (zob. na przykład tutaj). Można też dzięki tej biografii przekonać się, że sam New Look też się nie pojawił z dnia na dzień, że to było coś, co dojrzewało w głowie Christiana Diora miesiącami. Podobnie, jak i on dojrzewał do założenie domu mody, do tego by negocjować z Boussac’iem, by walczyć o siedzibę domu mody, taką jak sobie wymarzył. Nota bene świetny fragment o tym, czym się kierowano przy jej szukaniu (s.124). Z autorką zaglądamy także do wnętrza domu mody Diora. Jesteśmy świadkami powstawania kolekcji od szkiców, poprzez przymiarki, aż do próby generalnej pokazu i samego spektaklu, jakim była premiera kolekcji. Mając w głowie dzisiejsze realia może szokować scena opisana w książce, kiedy to Dior wyprowadza niemal siłą kobietę, która rysuje modele podczas pokazu. Było to kategorycznie zabronione (patrz tutaj). Co cieszy, to także możliwość zobaczenia Diora jako człowieka nie tylko zdecydowanie i często bezkompromisowo zarządzającego firmą, ale też mającego swoje słabości. Autorka nie omija również kosztów tego niewyobrażalnego sukcesu. Tak dynamiczny rozwój formy nie mógł nie pozostawić śladów na zdrowiu projektanta.
Można wreszcie w tej biografii znaleźć wiele uniwersalnych sformułowań do późniejszego cytowania. Warto na przykład wbić sobie do głowy słowa Diora Nawet jeśli ekspresja jest celem początkowym i najważniejszym, kolekcja osiągnie sukces tylko wtedy, kiedy jest dobrze skrojona i uszyta (s. 244). Zachwyciła mnie też uwaga z brytyjskiego Vogue’a z 1941 roku Wasza szafa ma bardziej przypominać nowelę, w której liczy się każda linijka, niż powieść w trzech tomach (s. 94 ). Po prostu genialne! Gwarantuję, że znajdziecie tam wiele innych, równie ciekawych sformułowań. A to wszystko, w estetycznie wydanej książce (dodatkowy punkt za okładkę, która jest bardzo przyjemna w użytkowaniu).


Czy to oznacza, że książka nie ma wad? Nie do końca. Tzn. znalazłem kilka uchybień, które jednak w żaden sposób nie dyskredytują tej biografii.
Na początek najbardziej rażące mnie słowo „Molyneuksa”. Tak, chodzi o projektanta, który nazywa się Molyneux. Nie wiem skąd pomysł na taką odmianę, która nie dość, że wprowadza w błąd co do francuskiej wymowy, to jeszcze wygląda okropnie... i może niewyrobionego czytelnika wyprowadzić na manowce. Na stronie 208 możemy np. przeczytać „Nadworny krawiec Edward Molyneux, zwany Kapitanem Molyneuksem [!!!!!!], przerobił płaszcz księżniczki Małgorzaty, wstawiając pasy czarnego aksamitu”. Jak dla mnie to zbyt duże nieporozumienie.
Nie wiem, czy z tłumaczenia czy z niedopatrzenia autorki wkradło się kolejne kuriozum, czyli kapelusz w kształcie kotleta [!!!!!] od Schiaparelli (s. 156). Specjalistą od tej projektantki co prawda nie jestem, ale póki żyję nie słyszałem o takim kapeluszu.
Na koniec błąd już ewidentnie merytoryczny, ale rozumiem, że mógł wyniknąć z jakiegoś „czeskiego” błędu. Muszę jednak ostrzec czytelników, by sobie skorygowali tę informację. Otóż na stronie 95 możemy przeczytać, że słynny, powojenny Teatr Mody prezentujący najnowszą modę paryską na lalkach zawierał około dwóch tysięcy takich lalek. Nie jest to prawdą. Mam katalog wystawy poświęconej temu zagadnieniu i mogę z całą pewnością powiedzieć, ze lalek było niewiele ponad 200. Poza tym, dyskutować można także z uwagą autorki, że przedsięwzięcie zakończyło się niepowodzeniem. Ale zainteresowanych tym tematem odsyłam do odpowiednich lektur (na blogu pisałem o tym trochę tutaj).
Wracając do ogólnej oceny książki, to zdecydowanie ją polecam i mam nadzieję, że przeczyta ją jak najwięcej osób. Dzięki temu może informacje o Diorze będą bogatsze niż te utarte parę zdań o New Look’u, czego sobie i Wam, jako czytelnikom życzę.

PS

W październiku czeka nas następna biografia wydana przez wydawnictwo Bukowy Las. Poświęcona będzie innej legendzie paryskiego krawiectwa - Balenciadze.
PS 2
U Modologii możecie znaleźć nie tylko recenzję, ale i konkurs w którym możecie wygrać właśnie tę książkę. Szczegóły tutaj.

wtorek, 24 września 2013

Klipsy


Dziś chciałem Wam się nieco pochwalić, bo wypatrzyłem ostatnio takie fantastyczne klipsy.

Na pierwszy rzut oka są bardzo proste - wykonane są głównie z metalu (jest też czarne szkło), forma zaś oparta jest na prostej figurze. Tę pozorną monotonię przerywa ostry, kontrastowy kształt tworzony przez siedem złączonych ze sobą pręcików o różnej długości. Pojawia się także zróżnicowanie kolorystyczne oraz fakturalne sprawiające, że klipsy te stają się intrygujące. Niestety nie są sygnowane, ale ich bardzo wyraźna estetyka art déco pozwala datować je na lata 70., kiedy styl ten nie tylko przeżywał renesans, ale tak naprawdę dopiero wówczas kształtowała się jego definicja (w zasadzie od ok. 1968 roku).

To, co mnie najbardziej w nich urzekło, to właśnie te pręciki, które są dla mnie sięgającym chmur nowoczesnym wieżowcem. Z reszta sami możecie to zobaczyć:

Tak, to jest Empire State Building, który od 1931 roku, kiedy został ukończony, aż do 1972 roku był najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Jeśli będziecie chcieli go kiedyś zwiedzić, to zaraz po wejściu do budynku zobaczycie właśnie tą płaskorzeźbę. Od razu przypomnę, że pisałem już jakiś czas temu o innym nowojorskim drapaczu chmur, wówczas w kontekście sukni (tutaj).
Ale to mój sposób widzenia. Po wzięciu tych klipsów w ręce okazało się, że ich „naturalnym” ułożeniem jest to:

co sugeruje sposób ich zapięcia.

Na szczęście ja nie noszę klipsów i mogę sobie na nie patrzeć tak jak chcę. No i mogę Wam zdradzić, że wypatrzyłem je w Poznaniu, w ICONIC. Polecam Wam to miejsce, bo można wypatrzyć różne skarby. Ja znalazłem jeszcze coś, ale napiszę o tym innym razem.
I jeszcze jedno – nie jest to „artykuł sponsorowany”. Klipsy kupiłem sam, w regularnej cenie ;))) 

Fotografie autora

sobota, 21 września 2013

Kobiece - męskie


O chłopczycach słyszeli chyba wszyscy. O powieści Victor Margueritte’a La Garçonne wydanej po raz pierwszy w 1922 roku także. Wiadomo lata 20. to chłopczyce, a wcześniej była pierwsza wojna światowa, która sytuację kobiet przewróciła do góry nogami. Poniżej możecie zobaczyć prezentowane na wystawie Elegancja - Francja. Z historii mody XX wieku: okładkę francuskiego pisma le Sourire (Uśmiech) oraz wełanianą suknię z lat 20.
 
 (fot. autor)
 
(fot. Maciej Kaczyński, Centrum Kultury Zamek w Poznaniu)
Teoretycznie wszystko pasuje i wszystko się zgadza. Teoretycznie. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że jedynie te cztery lata wojny zmieniły dosłownie wszystko, w tym postrzeganie płci. Oczywiście ten czas był istotnym katalizatorem zmian, jednak pewne procesy zaczęły się jeszcze przed wojną. Chciałbym pokazać Wam dwie grafiki, które świetnie to zjawisko pokazują. Obydwie są autorstwa Bernarda Boutet de Monvela i pochodzą z 1913 roku. Jedna z nich opublikowana była w Journal des Dames et des Modes Costumes Parisiens (Pochoir N°121), druga w Gazette du Bon Ton (No 5, Mars 1913; Pl. III).
 
(fot. autor)

Prezentują one dwie pary damsko-męskie. Nie jest to jednak takie oczywiste w pierwszej chwili. Co ciekawe, ich podpisy nie odwołują się do konkretnych firm czy projektantów. O ile grafikę przedstawiającą parę widzianą od tyłu możemy mimo wszystko potraktować jako prezentację czegoś, co jest modne, o tyle kobieta we fraku to raczej rodzaj fantazji, ilustracji. Tak, tak, wiem, że jako żywo przypomina to słynną scenę z filmu Maroko z Marleną Dietrich.
(fot. tutaj)
Ale zważcie na to, że obraz ten pochodzi z 1930 roku, a grafika – przypomnę – z 1913. Jak widać zatem wyraźnie proces zmiany postrzegania kobiet i ich możliwości ubierania się „po męsku” to dosłownie proces, a nie coś dziejącego się tak ot, w czasie kilku lat. Zanim w ogóle ktoś taką grafikę stworzył, też już pojawiały się drobne lub większe zmiany, np. krawaty noszone przez kobiety do białych bluzek już na przełomie XIX i XX wieku.
Mało tego, pojawienie się Marleny Dietrich we fraku także nie spowodowało, że kobiety w męskim ubraniu były powszechnie akceptowane. Przypominam, że damski smoking, jeśli już zostajemy w wieczorowym klimacie, został zaprojektowany przez Yves Saint Laurenta dopiero pod koniec lat 60., ale to już inna historia.Podobnie jak spodnie w damskich szafach.

Żeby mi nie umknęło, to co najważniejsze. Chciałbym Was trochę wyczulić na takie właśnie patrzenie na zmiany mody; żebyście dostrzegali cały proces, a nie tylko jednostkowe zmiany. Wierzcie mi, daje to sporo radości i satysfakcji, czego Wam życzę.

środa, 18 września 2013

Mazowiecka secesja i art déco



Tak, to zdecydowanie był wyjazdowy weekend. Oprócz Torunia, na chwilę udało mi się także wygospodarować dobrą godzinę na zobaczenie ekspozycji Muzeum Mazowieckiego w Płocku. Nie byłem tam po raz pierwszy, ale za to po raz pierwszy zobaczyłem nową odsłonę muzeum. Przy ul. Tumskiej 8, gdzie znajduje się ekspozycja secesji i art déco pojawiła się w ostatnim czasie zupełnie nowa kamienica, która mieści teraz ekspozycję poświęconą historii Płocka. Niestety musiałem wybrać, więc chyba łatwo się domyślić, że wybrałem część ze sztuką przełomu XIX i XX wieku.

Nagroda była znaczna :) Muzeum Mazowieckie słynie ze swojej kolekcji secesyjnej która obejmuje szkło, biżuterię, ubiory, malarstwo, meble i inne przedmioty, elementy wystroju wnętrza. Z czasem, w sposób naturalny kolekcja poszerzyła się o art déco, stając się tym samym jedną z najciekawszych i najlepszych w Polsce. Świetne jest to, że bardzo duża cześć tych obiektów jest eksponowana. Ekspozycję można podzielić na dwie zasadnicze części – tzn. są pomieszczenia, gdzie z pomocą posiadanych obiektów zaaranżowane są wnętrza oraz takie, gdzie mamy klasyczną, gablotową ekspozycję. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, bo można najpierw się przyjrzeć uważnie zbiorom, a potem zobaczyć je w kontekście. Mówię o takiej kolejności, bo sam zwiedzałem muzeum właśnie w taki sposób. W praktyce wyglądało to tak, że wjechałem windą na najwyższą kondygnację, a następnie schodziłem już w dół schodami zwiedzając po kolei każde z pięter. Na samej górze są wyroby z metalu oraz – uwaga – biżuteria. W gablotach wypatrzyłem np. niezwykły pojemnik na miód w postaci owada.


Biżuteria zaś wygląda tak.

 

Wnętrz nie zamierzam Wam szczegółowo opisywać, gdyż na stronie internatowej muzeum możecie znaleźć ich charakterystykę (tutaj) lub nawet odbyć wirtualną wycieczkę (tutaj). Sporo daje takie zwiedzanie z myszką w dłoni, ale i tak polecam Wam klasyczną wycieczkę na własnych nogach. Warto. Na pewno każdy znajdzie tam jakiś uroczy przedmiot dla siebie. Ja na przykład byłem oczarowany tym dużym portretem Józefa Pankiewicza. Ten fiolet, podkreślony kolorystyką ściany totalnie mnie ujął.

Z racji tego, że dwa pomieszczenia art déco są stosunkowo nowe i nie można znaleźć ich w internecie, wrzucam taką zajawkę w postaci dwóch zdjęć.
 

Dla miłośników sztuki też znajdzie się sporo świetnych i znanych z polskiej historii sztuki, np. prace Axentowicza czy Malczewskiego (tutaj).

To jednak nie jedyne atrakcje w Płocku. Warta zwiedzenia jest także katedra płocka (tutaj). Tuż obok katedry znajdziecie Muzeum Diecezjalne (tutaj), podzielone między dwa budynki. Nie chcę ich teraz szczegółowo opisywać, bo widziałem je jakieś cztery lata temu i nie wiem, na ile się one zmieniły. Musicie jednak wiedzieć, że w tym nowszym, mieszczącym się w opactwie pobenedyktyńskim jest skarbiec, a w nim faktyczne skarby (tutaj).

I na koniec ważna informacja. Otóż w Muzeum Mazowieckim dowiedziałem się od pań, że przygotowywana jest tam wystawa mody secesyjnej i że być może już w październiku będzie otwarta. Z jednej strony niezwykle się ucieszyłem, bo nie dość, że mało jest takich wystaw, to jeszcze będę miał świetny pretekst, by zagościć w Płocku raz jeszcze i dokończyć zwiedzanie tego, co tym razem musiałem odpuścić. Z drugiej jednak strony trochę to mnie zasmuciło, bo jeśli faktycznie wystawa ruszałaby w przyszłym miesiącu, to nie mówię, żeby już jakąś kampanie promocyjną zaczynać (chociaż nie zaszkodzi), ale przynajmniej na stronie internetowej można by umieścić o tym informację. Byłoby już co przekazywać, a tak? No cóż… czekamy.

Tak czy inaczej Płock bardzo polecam.

Fot. z archiwum autora

niedziela, 15 września 2013

Peace, Love i PRL

Wystawę pokazującą „lokalny pejzaż kontrkultury” można oglądać już od maja w Muzeum Etnograficznym w Toruniu (tutaj). 
Ja jednak dowiedziałem się o niej podczas wakacji, a dojechałem dopiero teraz. Być może z tego powodu, że wystawa koncentruje się na lokalności – głównie Toruniu, ale pojawia się też m. in. Bydgoszcz,  Grudziądz, Inowrocław, Włocławek – nie reklamowano jej szerzej (mogę się mylić). Moim zadaniem to trochę niedocenienie tematu. Wystawa spokojnie może zainteresować także kogoś z Poznania czy Gdańska. Tak, od razu przyznaję, że mnie się podobało i to bardzo. Co konkretnie?  Przede wszystkim wystawa jako całość – to, w jaki sposób została zaaranżowana, jak została opowiedziana historia, jej konsekwencja w sposobie ekspozycji. Oczywiście w tym wszystkim ważne są też obiekty, ale są one podporządkowane poruszanym tematom. Zwiedzanie zaczynamy od tego co się działo „na zachodzie”, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, następnie przechodzimy do muzyki, którą poznajemy od światowej poprzez polską, aż do regionalnej. Słuchana muzyka była jednym z najważniejszych elementów podkreślających tożsamość młodych ludzi. Wśród okładek płyt możemy znaleźć np. takie cuda:
 
Następnie oglądamy typową kawiarnię z lat 70., kino oraz kiosk ruchu w którym możemy się przyjrzeć rozmaitym produktom: gazetom, materiałom szkolnym, opakowaniom papierosów i całej masie innych gadżetów sprzedawanych w kioskach. Wystawa opowiada też o podróżowaniu autostopem, koleją czy rowerem. Pozwala zajrzeć do szkoły (klasy) czy akademika, nie wspominając o mieszkaniu.
 
Jeśli do tego dodam, że na wystawie są dźwięki i muzyka, to możecie się domyślić, że podróż w czasie jest gwarantowana. No i tu właśnie pojawia się ten aspekt ponadlokalny, tzn. nie trzeba być związanym z tym regionem, by wystawa zadziałała. Zastanawiam się jednak, jak duże znaczenie odgrywa wiek zwiedzającego. Wystawa dotyczy głównie przełomu lat 60. i 70. Chwilami te ramy się nieco rozszerzają, ale do lat 80. już nie dochodzą. Ja, ze względu na swój rok urodzenia – 1977, pamiętam przede wszystkim właśnie tę dekadę, ale z uwagi na to, że wiele produktów nie zmieniało się przez całe lata, spokojnie mogłem na wystawie rozpoznać wiele z nich jako „swoje”.  Z resztą nie tylko na mnie te wystawa tak działała. Zwiedzałem ją wspólnie z moją koleżanką z Torunia (pozdrowienia dla M.B.), która jest moją rówieśniczką i ona także żywo reagowała na prezentowane tam obiekty. Myślę, że w ogóle jakieś 80 – 90% zwiedzających tę wystawę zachowuje się w ten sposób (jeśli są co najmniej w moim wieku lub starsi). Oczywiście młodszym tę wystawę też serdecznie polecam. Jestem jednak bardzo ciekawy, jak ją odbiorą. Dajcie znać.
Jeśli ktoś zwiedzi wystawę, polecam także zobaczenie innej, stałej ekspozycji w tym samym muzeum. Dotyczy ona kultury ludowej między 1850 a 1950 rokiem (tutaj). Jest ona równie ciekawie zaaranżowana i też gwarantuje sporo pozytywnych wrażeń. Nie chcę już poświęcać jej tu więcej uwagi, ale szczerze zachęcam do przejścia się tam. Na koniec wizyta w sklepiku muzealnym, gdzie po pierwsze dowiedziałem się, ze wystaw Peace, Love i  PRL BĘDZIE PRZEDŁUŻONA MINIMUM DO KOŃCA ROKU. Może nawet dłużej. Ponadto można nabyć tam książeczkę, która jest komentarzem do wystawy. Zawiera płytę z muzyką lokalnych zespołów z przełomu lat 60. i 70.  oraz, co ważne – bibliografię z którą warto się zapoznać. Przy okazji dowiedziałem się także, że dwa lata temu była w tym Muzeum taką wystawa (tutaj). Krótko mówiąc trzeba się przyglądać temu, co tam się dzieje.
Jeśli będziecie już w Toruniu na chwilę dłużej, to warto zerknąć także do oddziału Muzeum Okręgowego w Toruniu – Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika (tutaj). Nie będę Was namawiał do oglądania zmumifikowanej czy zminiaturyzowanej małpiej głowy, ale ubiory i biżuterię tam prezentowaną powinniście zobaczyć. Ekspozycja jest nowa, estetyczna, więc przyjemność pobytu tam powinna się bez problemu pojawić. Żeby Was zachęcić kilka zdjęć poniżej:
 
 
Z racji tego, że w mieście Kopernika byłem zaledwie przejazdem, więcej już nie udało mi się tym razem zobaczyć, ale to co widziałem było warte mojego wcześniejszego wstania. Szczerze polecam te wystawy wszystkim miłośnikom kultury i historii.

Wszystkie fotografie wykonane przez autora.


poniedziałek, 9 września 2013

Haute Couture i kobiety. Nowy cykl wykładów w Domu Bretanii



Piąty cykl wykładów dotyczących historii francuskiej mody poświęcony będzie kobietom.  Na pozór to oczywiste zestawienie – haute couture dotyczy wyłącznie damskiej mody. Tematem cyklu będą jednak różne grupy kobiet działających na tym polu, od bezimiennych szwaczek, poprzez krojczynie, modelki aż do klientek nabywających modele z kolekcji. Wiele z tych osób zwykle ukrywa się za osobą projektanta. Niniejszy cykl wykładów pozwoli przyjrzeć się nie tylko paryskim projektantkom, ale i innym kobietom współtworzącym wielką modę. No to zaczynamy...
 
17.10.2013 W cieniu Wortha. Pierwsze kobiety – projektantki

Pojawienie się pierwszego paryskiego domu mody zmieniło wiele w dotychczasowym układzie. Powodzenie i sława domu mody Worth’a spowodowały, że Jeanne Paquin czy Madeleine Cheruit pozostały w cieniu. Celem wykładu będzie przybliżenie między innymi ich sylwetek. 

Listopad 2013 Matki i córki. Jeanne Lanvin, Elsa Schiaparelli i ich córki
Najsłynniejszy duet, to oczywiście Jeanne Lanvin i Marie-Blanche, czego odzwierciedlenie znaleźć możemy w logo firmy Lanvin. W nieco inny sposób, choć równie sprawnie działała Elsa Schiaparelli ze swoją córką zwaną Gogo.

Grudzień 2013 Madeleine Vionnet – Balenciaga w spódnicy 
Madeleine Vionnet pozostaje po Chanel najbardziej znaną projektantką. Jednak sława tej drugiej w żaden sposób nie jest w stanie przyćmić krawieckiego mistrzostwa Vionnet naśladowanego i podziwianego do dziś. 

Styczeń 2014 Madame Grés - zapomniana mistrzyni
Urodziła się jako Germaine Émilie Krebs. Przed II wojną światową działała jako Alix Barton, jednak powszechnie pamiętana jest jako Madame Grés – mistrzyni drapowania. 

Luty 2014 Szwaczki i krawcowe z paryskich domów mody
Haute Couture, to przede wszystkim znakomite rzemiosło. Na czym polega jego wyjątkowość i czy zawsze obowiązywały w wysokim krawiectwie te same standardy? Wykład będzie próbą odpowiedzi na te pytania. 

Marzec 2014 Klientki haute couture
W ubrania Haute Couture zaopatrywały i wciąż zaopatrują się nie tylko kobiety z pierwszych stron gazet. Wykład przybliży sposób obsługi klientek paryskich domów mody – tych znanych i nieznanych. 

Kwiecień 2014 Modelki i muzy paryskich projektantów 
Choć w pewnym sensie pozostają w cieniu mistrza, to jednak przede wszystkim pamiętamy ich twarze. Wśród nich znaleźć możemy żony projektantów, przyjaciółki czy inne kobiety, których uroda i osobowość fascynowały i inspirowały projektantów. 

Maj 2014 Artystki i francuska moda
Wykład poświęcony będzie kobietom – francuskim artystkom, które znacząco wpłynęły na modę, mimo, że nie były projektantkami, np. Brigitte Bardot, Juliette Greco czy Dalida. Wśród nich pojawi się także malarka Sonia Delaunay.




Przypominam, że wszystkie wykłady odbywać się będą we czwartki o 18.30 i będą trwały około godziny. Szczegółowe daty będę na bieżąco uzupełniał. WSTĘP JEST WOLNY
Podaję też adres: POZNAŃ, Dom Bretanii, Stary Rynek 37 Dla ciekawych, tego, jakie tematy były poruszane wcześniej link.