sobota, 12 października 2013

Moda Art Nouveau, czyli jak nie robić wystaw



Szczerze mówiąc, wystawa ta była głównym powodem mojego jednodniowego wyjazdu do Wilna. Kiedy przeczytałem, że będą pokazane suknie Wortha, Douceta, Poireta, Fortuny’ego oraz zobaczyłem zdjęcia na muzealnej stronie (tutaj) wiedziałem, że nie będę mógł się oprzeć. No więc pojechałem, by móc na żywo i w kolorze podziwiać 100 sukni oraz dziesiątki dodatków.
Muszę Wam przyznać, że po obejrzeniu mam ogromny problem z tą wystawą. Krótka wersja brzmi: suknie mi się podobały bardzo, ale wystawę uważam za słabą. Dłuższa wersja z konieczności poruszyć musi sam problem wystawy. Tutaj leży według mnie istota problemu. Czym się bowiem różni wystawa od zwykłej prezentacji czy pokazu? Czy znaczenie tych pojęć jest aż tak rozbieżne? Dla mnie jest. Wystawa zawiera według mnie intelektualny naddatek, myśl, która łączy pokazywane elementy i tworzy nową jakość. Może być nowy, dotychczas nie wykorzystywany kontekst, który pozwala na nowe spojrzenie na dane obiekty; może nowa opowieść, której do tej pory nikt nie prezentował; może zwrócenie uwagi na aspekty do tej pory nie poruszane? Pomysłów na wystawę z pewnością można znaleźć wiele. Natomiast żeby zorganizować pokaz, prezentację, wystarczy miejsce i to, co chcemy pokazać. Jak bardzo jest to prawdziwe, w praktyce miałem okazję zobaczyć właśnie w Wilnie, na wystawie Moda Art Nouveau. W opisie wystawy dostępnym na stronie (tutaj) można przeczytać m. in. o tym, jak różne oblicza przyjmowała Art Nouveau w europejskich krajach. Tak więc oprócz tego, że zobaczę ładne suknie, spodziewałem się także ułożyć sobie w głowie secesyjną modę. Jeśli ktoś choć raz spróbował ogarnąć ten temat wie, że nie jest to tak łatwe, jak by się można spodziewać.
No i niestety okazało się na miejscu, że wystawa w żaden sposób tej różnorodności nie prezentuje. Więcej – poza wstępnym tekstem w zasadzie zostawia widza sam na sam z dziesiątkami obiektów, które sam musi zinterpretować. Wystawa na pewno nie zaczyna się chronologicznie, co być może nie byłoby odkrywcze, ale za to porządkujące. Na wejściu dostajemy „na twarz” fantastyczną suknię Poireta w otoczeniu m. in. Fortuny’ego, ale także i sukni nawiązujących do estetyki Baletów Rosyjskich.
 
Koniec wystawy zaś to suknie z lat 20. XX wieku w niewielkiej odległości od fantastycznej balowej sukni od Wortha z końca XIX wieku... 


To miał być rodzaj klamry? Kluczem nie okazały się także kraje, z których pochodziły stroje, ani domy mody (twórcy). Pojawiały się za to sekwencji kolorystyczne: przybrudzone róże, zgaszona pistacja, kość słoniowa, czernie... W gablotach ewidentnie dodatki były zgromadzone właśnie według kolorów.






Generalnie nawet ciekawy pomysł na wystawę (kolory secesji) ale to trochę mało, by przybliżyć modę Art Nouveau, poza tym nie potrzeba do tego dziesiąt manekinów. Tak czy inaczej nie był to klucz do tej wystawy. Idąc dalej, chciałbym zauważyć, że było małe zróżnicowanie tych sukni. Zdecydowana większość z pokazywanych noszona była przez arystokracje lub burżuazję. Ubiorów dziennych było jak na lekarstwo. Można by pomyśleć, że wystawa ma głównie pokazywać splendor secesyjnej mody bez przyglądania się codziennemu życiu (też dobry pomysł na wystawę). Zastanawiała mnie także oprócz ilości sukni i dodatków masa materiału ikonograficznego i to często w takich formatach, że stanowiły konkurencję dla sukni, jednocześnie niewiele wnosząc. Na przykład w sekcjach kolorystycznych pojawiają się czarno-białe zdjęcia. Znów pytanie: po co? Albo też źle odczytałem intencję autora i kluczem nie był kolor?
Nie zrozumcie mnie źle – naoglądałem się tyle sukni (i to nie byle jakich), że wychodząc stamtąd miałem poczucie niemal przesytu. Wystawa ta pokazuje jednak całą sobą, że ”lepsze jest wrogiem dobrego” lub też „co za dużo to nie zdrowo”. Pomijając już tytuł, który bym zmienił po prostu na prezentację kolekcji Alexandra Vasilieva, zabrał bym także stamtąd chociaż co dziesiątą suknią. Sąsiadująca z niniejszą wystawą Moda dwóch stuleci jest czytelna, klarowna i mimo wspominanych przeze mnie wad (tutaj) o niebo ciekawsza i zachęcająca.
Podkreślam jeszcze raz – absolutnie nie żałuję, że obejrzałem tę wystawę. Jednak z całą mocą twierdzę, że pokazuje ona to, iż wystawienie nawet tak wielu fantastycznych obiektów nie jest tożsame ze stworzeniem wystawy. Do tego potrzebny jest pomysł. Tutaj moim zdaniem go zabrakło. Wiem, można powiedzieć, że takie eksponaty bronią się same. Ok, niech się bronią – napiszmy, że to po prostu prezentacja i już. Będzie i uczciwie i do tego na pewno znajdą się osoby, które będzie to ciekawić. Wśród nich mnie znajdziecie na pewno.
Fot. z archiwum autora.

6 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu Twoich uwag tak sobie myślę, że może celem wystawy było po prostu "zachwycić". Bo to jest właśnie moje wrażenie z zaprezentowanych zdjęć: "och, jakie to wszystko piękne!". Owszem, miło pooglądać ładne rzeczy (a suknia Fortuny jest fantastyczna), ale co poza zachwytem wynosimy? Szkoda, że niewiele, ale i tak Ci zazdroszczę wyjazdu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - można się było zachwycić sukniami, ale nawet tu widzę problem - co chwilę człowiek widział piękniejszą suknię i wariował, bo już sam nie wiedział co widział i która ładniejsza.... Może więc nawet przy pomyśle "zachwycić" warto postawić na dramaturgię, na stopniowanie tego piękna, a nie tak rozsiać je po całej wystawie... Widz może z tej wystawy wyjść naprawdę skołowany... Tam naprawdę przydałby się jakiś wyraźny porządek.

      Usuń
  2. Też zazdroszczę wyjazdu. Mam pewną prośbę- czy potrafiłby Pan z jak największą dokładnością określić wiek tej torebki?- http://media-cache-ak0.pinimg.com/736x/a8/ef/f4/a8eff482b6720b957351c9d71a2d297e.jpg
    Kupiłam ją za jedno euro na pchlim targu w Belgradzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Takie zakupy najbardziej cieszą. Generalnie torebka wygląda na początek XX wieku, ale na podstawie zdjęcie nie chciałbym podejmować decyzji, co do datowania. Proponuje jednak zabawić się w tropiciela i samemu poszukać. Na przykład tutaj http://www.kkn.pl/?s=karta&id=1189
      lub tutaj
      http://katalog.muzeum.krakow.pl/pl/cat
      Pani widzi ją na żywo, więc najłatwiej po prostu porównać z innymi. No i do tego będzie satysfakcja, że się coś samemu znalazło :)
      Mam nadzieję, ze się uda :)

      Usuń
  3. Czytając ten wpis muszę myśleć o Pana nowej kolekcji online. Pisze Pan tutaj, że wystawa powinna mieć pomysł. Niestety nie widziałam Pana wystaw i zastanawiam się jaki w nich tkwił pomysł, którego nie było tutaj? Oglądając Pana kolekcję w internecie, która oczywiście nie jest wystawą, ale przecież ma na celu zaprezentowanie kolekcji szerszej publiczności, nasuwa mi się dokładnie taka sama refleksja. "Naoglądałam się strojów, często nie byle jakich", ale nie wiem, co mam z tym zrobić. Nie dlatego, że nie znam się na temacie, tylko dlatego, że oprócz chronologii i faktu, że to jest Pana kolekcja, nie widzę tam żadnej "opowieści". Ubiory są wyrwane z kontekstu i zestawione ze sobą głównie chronologicznoe. Właśnie jako badacz, nie bardzo wiem, co z tym począć. Dlatego chciałam zapytać, jaki jest "klucz" do Pana wystaw i jaki ma cel prezentowanie Pana zbiorów online w taki sposób, w jaki widzimy to dzisiaj? Tu nie chodzi o krytykę, tylko o odbiór, a myślę, że interesuje Pana to, w jaki sposób kolekcja jest odbierana. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, dopiero teraz widzę ten komentarz, ale od razu odpowiadam.
      Przede wszystkim to, że ma ktoś pomysł na wystawę znaczy dla mnie że jest jakaś narracja, że wystawa jest o czymś, a nie o wszystkim. Tutaj, jak pisałem czegoś takiego mi brakowało, dlatego bardziej nazwałbym to prezentacją. Moje dwie dotychczasowe wystawy miały taką narrację. Miały poszczególne sekcje, nie tylko wyróżnione w sensie wizualnym, ale również opatrzone notką (w Poznaniu lepiej to wyszło z wielu względów). Dzięki temu widz nie tylko wchodził oglądać suknie (oczywiście mógł na tym poprzestać), ale mógł je połączyć z wiadomościami. Suknie zatem nie były wybierane tylko ze względu na ładność czy wartość, ale dlatego, ze reprezentowały zjawiska, o których chciałem powiedzieć. I tego zasadniczo oczekuję od wystaw.
      Jeśli chodzi o kolekcję on-line, to sama sobie Pani odpowiedziała. Strona to nie wystawa. To tak jak ogląda Pani bazy danych muzeów - tam też nie ma opowieści. Jest prezentacja tego, czym instytucja dysponuje. I tak jest w przypadku mojej strony. A to, co Pani ma z tym zrobić należy do Pani, w końcu to Pani jest badaczką. To Pani wie, jaki problem Panią interesuje i pod tym kątem może sobie Pani przeszukać tę stronę. Można dzięki tym ubiorom opowiedzieć wiele historii i jeśli je opowiem to pod postacią wystaw, a nie w internecie.
      Mam nadzieję, że odpowiedziałem na Pani pytania. Jeśli nie jest to satysfakcjonująca wypowiedź, proszę po prostu wysłać maila. Na pewno będzie łatwiej rozmawiać.

      Usuń