środa, 9 października 2013

Dwa wieki mody w Wilnie – relacja



Jak już wiecie zapewne mój (przyspieszony) urodzinowy wyjazd do Wilna się udał. Naoglądałem się – zgodnie z planem – naprawdę dużo sukni. Zapewne starczy mi już do końca tego roku, a później trzeba się będzie rozejrzeć za kolejną wystawą. Ale nie wybiegajmy myślami tak daleko.

Zacznę o zrelacjonowania tego, co widziałem ostatnio. Z racji tego, że, jak wspomniałem, sukni z kolekcji Aleksandra Vasilieva było naprawdę dużo, opiszę każdą z wystaw oddzielnie. Z resztą jest to uzasadnione także tym, że Dwa stulecia mody i Moda Secesji to wystawy o różnym charakterze.
Dwa stulecia mody (tutaj) to niemal wystawa stała – trwa od dwóch lat i zakończy się za kilka tygodni. W zasadzie jest tam niemal wszystko, czego można by spodziewać się po tego rodzaju ekspozycji. Mamy więc duże gabloty, w których chronologicznie umieszczone są suknie wieczorowe, dzienne i wizytowe oraz portrety, zdjęcia i dodatki: kapelusze, buty, szale, parasole, laski itd. Przykładowe gabloty wyglądają tak:


 
Oprócz nich możemy podziwiać także dodatki – naprawdę spore ilości - w oddzielnych, mniejszych gablotach, które uzupełniają zawartość tych wielkich, na przykład:
 
Zwiedzanie zaczynamy mniej więcej około 1820 roku i możemy prześledzić zmiany mody w miarę precyzyjnie aż do roku ok. 1940. Okazuje się zatem, że tytułowe dwa stulecia nie są pełnymi setkami. Tzn. na wystawie możemy podziwiać 120 lat mody z dwóch stuleci. Tak to dokładnie wygląda. Mamy więc fantastyczne, bardzo typowe suknie biedermeierowskie, mamy krynolinę, pierwszą i drugą turniurę, suknie secesyjne i to nie po jednym przykładzie – na te 12 dziesięcioleci mamy na wystawie spokojnie 20 sukni. Poza tym jest też spory materiał ikonograficzny, złożony głównie w obrazów, ale są zdjęcia czy ryciny. Naprawdę jest co oglądać. Mimo włożenia ubiorów do gablot, co jest zrozumiałe przy tak długim czasie ekspozycji,  sukniom można się dobrze przyjrzeć, no, chyba, że są czarne. Wówczas wzrok, a raczej oświetlenie zawodzi i zamiast sukni możemy sobaczyć swoją paszczę : ) 
Mnie zachwycił strój amazonki z połowy XIX wieku, suknie biedermeierowskie, których w sumie nie ma aż tak dużo na stałych ekspozycjach, piękna suknia na turniurze w kolorze zgaszonej pistacji, no i prawdziwie niebieska suknia z lat 30. XX wieku od Luciena Lelonga – rarytasik... Ach...
Można powiedzieć, że ukoronowaniem ekspozycji były zaprezentowane oddzielnie suknie ślubne II połowy XIX wiek i I poł. XX wieku tworząc także naprawdę ładny estetyczny akcent. Pomijając jednak suknie nie wszystko mi się podobało. Przede wszystkim nie podobały mi się ilości elementów w dużych gablotach. Dwie, często trzy, a w ostatnich gablotach po pięć sukni to dobra ilość. To o nie jednak mi chodzi. Otóż mając do dyspozycji mniejsze gabloty na dodatki plus osobną ściankę na tę najcenniejszą biżuterię nie widzę sensu umieszczania kolejnych dodatków obok sukni, tym bardziej, że towarzyszy im już materiał ikonograficzny. Czasem wygląda to tak, że portrety anajdują się na wysokości „nóg” manekina... Co mnie jednak najbardziej ruszyło, to małe, XIX wieczne zdjęcia znajdujące się na „podłodze” gablot.
 
 
Po co, na co? Nie wiem. Kolejną niewiadomą dla mnie pozostaje gablota z akcesoriami dla mężczyzn, która pojawia się znikąd. Nie ma tam bowiem męskich ubiorów. Po co więc męskie akcesoria? Także nie wiem. Oczywiście nie są to jakieś ogromne uchybienia, ale moim zdaniem obniża to nieco czytelność narracji. Można by się jeszcze przyczepić oświetlenia, ale rozumiem, że nie zawsze daje się to przeskoczyć, więc nie biorę tego pod uwagę.


Generalnie, podsumowując, chciałbym, by choć w trzech, czterech muzeach w Polsce były tak zaopatrzone gabloty, które jako stałe ekspozycje można by było oglądać i uczyć się z nich.
Wszystkie zdjęcia z archiwum autora.

1 komentarz: