niedziela, 15 września 2013

Peace, Love i PRL

Wystawę pokazującą „lokalny pejzaż kontrkultury” można oglądać już od maja w Muzeum Etnograficznym w Toruniu (tutaj). 
Ja jednak dowiedziałem się o niej podczas wakacji, a dojechałem dopiero teraz. Być może z tego powodu, że wystawa koncentruje się na lokalności – głównie Toruniu, ale pojawia się też m. in. Bydgoszcz,  Grudziądz, Inowrocław, Włocławek – nie reklamowano jej szerzej (mogę się mylić). Moim zadaniem to trochę niedocenienie tematu. Wystawa spokojnie może zainteresować także kogoś z Poznania czy Gdańska. Tak, od razu przyznaję, że mnie się podobało i to bardzo. Co konkretnie?  Przede wszystkim wystawa jako całość – to, w jaki sposób została zaaranżowana, jak została opowiedziana historia, jej konsekwencja w sposobie ekspozycji. Oczywiście w tym wszystkim ważne są też obiekty, ale są one podporządkowane poruszanym tematom. Zwiedzanie zaczynamy od tego co się działo „na zachodzie”, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, następnie przechodzimy do muzyki, którą poznajemy od światowej poprzez polską, aż do regionalnej. Słuchana muzyka była jednym z najważniejszych elementów podkreślających tożsamość młodych ludzi. Wśród okładek płyt możemy znaleźć np. takie cuda:
 
Następnie oglądamy typową kawiarnię z lat 70., kino oraz kiosk ruchu w którym możemy się przyjrzeć rozmaitym produktom: gazetom, materiałom szkolnym, opakowaniom papierosów i całej masie innych gadżetów sprzedawanych w kioskach. Wystawa opowiada też o podróżowaniu autostopem, koleją czy rowerem. Pozwala zajrzeć do szkoły (klasy) czy akademika, nie wspominając o mieszkaniu.
 
Jeśli do tego dodam, że na wystawie są dźwięki i muzyka, to możecie się domyślić, że podróż w czasie jest gwarantowana. No i tu właśnie pojawia się ten aspekt ponadlokalny, tzn. nie trzeba być związanym z tym regionem, by wystawa zadziałała. Zastanawiam się jednak, jak duże znaczenie odgrywa wiek zwiedzającego. Wystawa dotyczy głównie przełomu lat 60. i 70. Chwilami te ramy się nieco rozszerzają, ale do lat 80. już nie dochodzą. Ja, ze względu na swój rok urodzenia – 1977, pamiętam przede wszystkim właśnie tę dekadę, ale z uwagi na to, że wiele produktów nie zmieniało się przez całe lata, spokojnie mogłem na wystawie rozpoznać wiele z nich jako „swoje”.  Z resztą nie tylko na mnie te wystawa tak działała. Zwiedzałem ją wspólnie z moją koleżanką z Torunia (pozdrowienia dla M.B.), która jest moją rówieśniczką i ona także żywo reagowała na prezentowane tam obiekty. Myślę, że w ogóle jakieś 80 – 90% zwiedzających tę wystawę zachowuje się w ten sposób (jeśli są co najmniej w moim wieku lub starsi). Oczywiście młodszym tę wystawę też serdecznie polecam. Jestem jednak bardzo ciekawy, jak ją odbiorą. Dajcie znać.
Jeśli ktoś zwiedzi wystawę, polecam także zobaczenie innej, stałej ekspozycji w tym samym muzeum. Dotyczy ona kultury ludowej między 1850 a 1950 rokiem (tutaj). Jest ona równie ciekawie zaaranżowana i też gwarantuje sporo pozytywnych wrażeń. Nie chcę już poświęcać jej tu więcej uwagi, ale szczerze zachęcam do przejścia się tam. Na koniec wizyta w sklepiku muzealnym, gdzie po pierwsze dowiedziałem się, ze wystaw Peace, Love i  PRL BĘDZIE PRZEDŁUŻONA MINIMUM DO KOŃCA ROKU. Może nawet dłużej. Ponadto można nabyć tam książeczkę, która jest komentarzem do wystawy. Zawiera płytę z muzyką lokalnych zespołów z przełomu lat 60. i 70.  oraz, co ważne – bibliografię z którą warto się zapoznać. Przy okazji dowiedziałem się także, że dwa lata temu była w tym Muzeum taką wystawa (tutaj). Krótko mówiąc trzeba się przyglądać temu, co tam się dzieje.
Jeśli będziecie już w Toruniu na chwilę dłużej, to warto zerknąć także do oddziału Muzeum Okręgowego w Toruniu – Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika (tutaj). Nie będę Was namawiał do oglądania zmumifikowanej czy zminiaturyzowanej małpiej głowy, ale ubiory i biżuterię tam prezentowaną powinniście zobaczyć. Ekspozycja jest nowa, estetyczna, więc przyjemność pobytu tam powinna się bez problemu pojawić. Żeby Was zachęcić kilka zdjęć poniżej:
 
 
Z racji tego, że w mieście Kopernika byłem zaledwie przejazdem, więcej już nie udało mi się tym razem zobaczyć, ale to co widziałem było warte mojego wcześniejszego wstania. Szczerze polecam te wystawy wszystkim miłośnikom kultury i historii.

Wszystkie fotografie wykonane przez autora.


2 komentarze:

  1. W Grudziądzu o niej nie słychać, przynajmniej do mnie słuchy nie dotarły i do moich Rodziców raczej też nie, bo przekazali by taką wieść ;) Więc dobrze przeczytać u Ciebie, szczególnie, że w tej chwili od Torunia dzieli mnie tylko godzina drogi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie dobrze... ale przynajmniej teraz już wiadomo :) Miłej wycieczki!

      Usuń