sobota, 24 sierpnia 2013

Wiosenny pokaz mody – uwagi po zwiedzaniu



Poświęcać się dla mody można w różny sposób. To nie tylko wkładanie niewygodnych butów czy ubrań (bo są ładne lub dobrze się w nich wygląda). W moim wydaniu to np. tak jak dzisiaj wstanie o 5.00 rano, jeszcze przed moimi kotami, i wyruszenie na wystawę mody I połowy XX wieku, jaka prezentowana jest w Muzeum Miedzi w Legnicy. Bardzo daleko to nie jest, ale dystans 164 kilometrów do Wrocławia pokonuje się 3 h (tak, słownie TRZY godziny). Do tego dochodzi czas przesiadki i godzinna droga do Legnicy, która w moim przypadku trwała dodatkowe pół godziny. Ponadto całą przebyłem na stojąco, w ścisku jaki pamiętam z wypraw na Święta. Czy to jest poświęcenie? Dla mnie tak.
Legnica okazała się przyjemnym miastem i do tego mającym kilka atrakcji dla zapalonego muzealnika. Domyślam się jednak, że najpierw wolelibyście dowiedzieć się czegoś o wystawie mody. Taki właśnie był mój plan – zobaczyć wystawę, a całą resztę zwiedzić później, w zależności od czasu jaki pozostanie. Ok, zaczynamy.
Fot. archiwum autora
Wystawę przygotowała dr Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, która w Muzeum Narodowym we Wrocławiu opiekuje się kolekcją ubiorów i tkanin. I właśnie ze zbiorów tej placówki pochodziły prezentowane eksponaty. Nie jest to pierwsza wystawa jej pomysłu (np. tutaj), poza tym pani Możdżyńska-Nawotka jest autorką kilku książek właśnie z dziedziny historii ubiorów.
Wejdźmy już na wystawę. Przed nami duża sala podzielona wyraźnie na dwie części. W pierwszej mamy pokazane suknie ślubne i bieliznę...

...w drugiej zaś modę dzienną i wieczorową.
  
Są oczywiście suknie, gorsety (i inne elementy bielizny), torebki, kapelusze, buty, biżuteria i wiele innych drobiazgów jak wachlarze, szale czy np. flakon po Chanel nr 5.  Bardzo podobał mi się właśnie ów flakon, kapelusze z lat 50. kolorowe ptasimi piórami....
dwie suknie balowe z lat 50. oraz biała z organdyny z lat 30.
Ach, no i oczywiście biżuteria w stylu art déco.
Wybaczcie jakość zdjęć, ale padły mi baterie w aparacie i fotografowałem komórką. Wyróżnić też bym chciał granatową jedwabną suknię ze złotymi guzikami, którą co prawda znałem już ze zdjęć.
Wyobrażam sobie, że chcielibyście teraz przeczytać moją opinię o wystawie, a nie tylko jej opis. I tu sprawa się nieco komplikuje. Od niedawna sam bowiem mam na swoim koncie wystawę, co od razu naraża mnie na zarzut stronniczości i promowania tylko takich rozwiązań, jakie sam lubię. I faktycznie mógłby być to problem. ALE pisząc wcześniej o wystawach, zanim popełniłem własną i tak porównywałem to, co oglądam z własnym wyobrażeniem o wystawie. Czyli różnica polega na tym, że to wyobrażenie się zmaterializowało. Powiem więcej – przechodząc przez cały proces tworzenia wystawy jestem obecnie nawet bardziej wyrozumiały, bo wiem, że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć mimo najszczerszych chęci.
Jeśli już wyjaśniliśmy sobie te kwestie, mogę przejść do swoich wrażeń z wystawy. Ogólnie są one pozytywne. Moje zastrzeżenie budzi jednak czytelność układu eksponatów, sprzeciw zaś, i to wyraźny, wywołują przygotowane na wystawę plansze. Ale po kolei. Kiedy wszedłem na wystawę od razu zapytałem pań opiekujących się nią czy jest wytyczony jakiś kierunek zwiedzania. "Nie, nie ma" - usłyszałem. Ok. Widziałem wiele wystaw – poradzę sobie. W końcu wiem też czego dotyczyć ma wystawa. No i faktycznie w "pierwszej" części zobaczyłem, że tematem jest moda ślubna i to, co „pod spodem”, czyli bielizna. W zasadzie to manekin ubrany w staniczek gorsecikowy, gorset i majtki jest tym, co widać od razu na wprost wejścia.
Generalnie wszystko gra. Generalnie. Wystarczy jednak być uważniejszym, by zacząć zadawać pytania. Dlaczego bielizna nie jest w jednej grupie? Dlaczego znajdują się w tej przestrzeni torebki, które ze ślubem nijak się nie kojarzą i opisane są poza tym w drugiej przestrzeni? Pomijam tutaj kąt po prawej stronie od wejścia, bo odczytuję go jako wprowadzenie – czy faktycznie tak jest nie mam pewności. Może te dwa gorsety też są częścią tego wprowadzenia i dlatego pokazane są osobno? W gablocie z nimi jest na dole udrapowana chusta/ szal z lat 20.
Co ona tam robi, pomijając to, że nie dodaje estetyki? Nie wiem. W drugiej części moje wątpliwości wywołały dwie gabloty stojące po dwóch stronach przejścia do kolejnej sali. W jednej były wspominane przeze mnie suknie:  biała balowa z lat 30. i z czarnej koronki z lat 50. Obok nich niejako na przemian nakrycia głowy - czarne przy białej sukni i białe przy czarnej. Po co? Żeby było ciekawiej? Ładniej? Nie jest. Ok, ale powiedzmy, że to są detale, na które większość z Was nie zwróci uwagi. Możecie więc potraktować je luźno. Podobnie jak podpisy w niewłaściwej kolejności przy manekinach na wybiegu. Zdarza się (choć nie powinno) i piszę to bez ironii.
Trudno mi jednak nie ironizować w stosunku do plansz, jakie są obecne na wystawie. Mają one format B1 i są oprawione w ramy. Na nich autorka wystawy umieściła cytaty dotyczące mody, a pochodzące z polskich pism międzywojennych. Są nawet informacje, z którego numeru jakiego pisma pochodzi tekst i małe zdjęcie jego okładki. Powiecie SUPER! Ja generalnie też głosuję za tym pomysłem. I znów ALE. Dlaczego jest tego tak dużo? Z urozmaicenia wystawy zrobił się z jeden z ważniejszych elementów. Poza tym takie cytaty, choć świetne, nie zastąpią i nie powinny zastępować kuratorskiego głosu, jak w tym przypadku. Przydałby się choć jeden opis omawiający tematykę wystawy. Najlepiej dwa - po jednym w każdej z przestrzeni wystawy.
No i ta denerwująca niemal dowolność w dobieraniu ilustracji do tych tekstów-cytatów (np. jedna tablica przywołuje tekst z polskiego periodyku, a ilustracja obok pokazuje okładkę z Vogue. Generalnie tak jest, że tekst z Polski, zdjęcie z Europy, ze Stanów). Jeśli już, to najlepiej byłoby tam umieszczać ilustracje z tych numerów pism, z których pochodzą cytaty, ale rozumiem, że można nie dysponować tymi numerami. Może by po prostu zrezygnować z ilustracji zamiast komponowania ich w taki sposób? Do tego, te plansze są po prostu brzydkie i mało czytelne – tekst jest porozbijany na kilka części. Wyglądają jakby robił je ktoś zupełnie pozbawiony gustu, jakby nie wiedział, że będą one towarzyszyć wystawie mody (chociaż szczerze mówiąc nawet wystawę narzędzi rolniczych by zepsuły swoją "estetyką").
Fot. Archiwum autora
Nie mogę pojąć jak to się stało, że coś tak okropnego powieszono w ładnej sali, przy estetycznej ekspozycji? Jeśli sytuacja była podbramkowa, to lepiej było wydrukować te cytaty po prostu na białej kartce Times New Roman’em czy Arial'em. Muszę dodać, że plansza dotycząca bielizny w ogóle budzi moje wątpliwości natury merytorycznej. Cytaty umieszczone tam pochodzą z Wszystko dla Pań E. Zoli, książki wydanej w 1883 roku. A wystawa dotyczy lat 1910 – 1960, więc coś nie gra. Nawet, jeśli nie zdezaktualizowała się treść powieści, to warto to opatrzyć przynajmniej krótkim komentarzem.
Mamy zatem kameralną, estetyczną wystawę, która może nie jest w żaden sposób przełomowa, ale jest przyzwoita i generalnie można było by ocenić ją na solidne 4. ALE niestety została zalana koszmarnymi planszami, które mimo dobrych intencji psują wystawę i sprawiają, że nie mogę jej ocenić na więcej niż na 3+. Jednak tradycyjnie już zachęcam wszystkich do odwiedzenia wystawy. Zwłaszcza mieszkańców Wrocławia i okolic. Jedźcie i obejrzyjcie na własne oczy. Może będziecie mieli inne uwagi, albo przyjmiecie wszystko bez uwag w zachwycie. Tak czy inaczej dajcie znać, co myślicie.
Tak, wiem, że wyszedł długi tekst, ale z Wrocławia do Poznania jedzie się trzy godziny. Nie trzeba było więc się spieszyć z pisaniem. Mam nadzieję, że Was tym nie zanudziłem.
PS
No i na inne atrakcje z Legnicy zabrakło miejsca. Dociekliwych informuję, że oprócz Muzeum Miedzi zwiedziłem trzy kościoły i byłem na zamku ;))

7 komentarzy:

  1. Piotrze - tekst absolutnie nie jest za długi. Jego czytelność spowodowała, że poczułam się jakbym tam sama była :-) Nie dziwię się, że Twoje poczucie estetyki nie zaakceptowało tablic z opisami - moje też nie. Po prostu koszmarki. I to nie jest hejterstwo - tylko zwrócenie uwagi na rzeczy na które ma się wpływ i których wykonanie nie wymaga dużych nakładów pieniężnych. Przymykam oko na na brak jakiejś logicznej chronologii i zbędne rekwizyty w gablotach, ale nie mogę udawać, że z tablicami jest wszystko ok. Zastanawiam się gdzie leży przyczyna ? W braku czasu (chociaż to kiepska wymówka), braku pomysłu czy braku doświadczenia (chociaż to też nie usprawiedliwiałoby autora, ponieważ zawsze można obejrzeć inne wystawy, w samym necie jest dużo zdjęć).

    Oczywiście ktoś może powiedzieć, że się czepiamy i powinniśmy się cieszyć, że w ogóle takie wystawy są. Cudownie - bardzo się cieszę, tylko dlaczego mamy akceptować półśrodki, jeśli wiemy, że przy niewielkim wysiłku można pewne detale lepiej dopracować....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fashion Split Personality: Ze wszystkich możliwych tłumaczeń wyglądu tych tablic najbardziej boję się tego, że ktoś uznał, że są po prostu ładne. A tymczasem one psują całą wystawę (pozostałe kwestie można uznać za marginalne).
      Tak, to że nie ma dużo nawet takich kameralnych wystaw w Polsce nie oznacza, że jakkolwiek będą one wyglądały ludzie i tak przyjdą. Tak nie jest i dlatego ważne jest, by wystawy były coraz lepiej przygotowywane.

      Usuń
  2. O nienienie:) tylko nie Times New Roman!;-)
    Poza tym - dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie, sądząc po zdjęciach plansze wykonane są w estetyce "gazetek szkolnych",co do czcionki - ja wolę Apolonię, mało znana czcionka, stworzona z myślą o specyfice naszego języka :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Times New Roman ma sporo przeciwników ;))) Ja wymieniłem tę czcionkę tylko po to, by podkreślić, że sam zwykły tekst byłyby lepszy, niż to, co tam jest. Choć dzięki temu ile się człowiek może dowiedzieć ;))

      Usuń