sobota, 3 sierpnia 2013

Pisać czy nie pisać? Oto jest pytanie



Mam chyba jakiś spadek kondycji (tak, może to być po prostu letnia pogoda, ale może i chodzi o coś więcej). Objawia się to tym, że bardziej niż zwykle irytują mnie teksty/ treści/ informacje dotyczące mody bardzo ogólnie mówiąc. Spójrzcie np. na to:

Uwielbiam YSL i nie mogę pojąć, jak ktoś może mu robić taką krzywdę. Błędna data wynikająca z niewiedzy powoduje, że suknia zupełnie zmienia znaczenie. Z konceptualnej, nowoczesnej kreacji staje się banalnym żartem projektanta. Nie mam pojęcia kto zarządza fanpejdżem Fashion Magazine, ale ten ktoś powinien sprawdzać  takie informacje. W końcu to nie jest fanpejdż jakiejś tam (lub jakiegoś tam) nawiedzonej wielbicielki mody, tylko jakby nie patrzeć poważnego pisma o modzie, którego rolą (tak mi się wydaje) powinno być wyznaczanie standardów. Oczywiście wiadomość sprostowałem.

Z drugiej strony wszystko to takie jakieś dziwne jest, bo zastępca naczelnego Fashion Magazine, pan Michał Zaczyński na portalu Qelement opublikował niedawno tekst zatytułowany Haute Couture nie umarło.Biorę się do czytania, a tam.... o modzie włoskiej – Alta Roma Alta Moda, a o Francji nic. Po co więc tytuł, który jest niemal synonimem francuskiej mody? Nie rozumiem tego. Po przeczytaniu wiem, że chodziło Autorowi o modę luksusową, ale tytuł jest nieadekwatny do treści.

Żeby nie było, że skupiam się na jednym tytule czy osobie (bo nie o to mi chodzi), przypomnę, że ostatnio pisałem też o tym jak Jadwiga Grabowska stała się w dziennikarskiej relacji Jadwigą Grabarską (tutaj). Do tego jeszcze przykład z dzisiejszego dnia. W pierwszej chwili się ucieszyłem – Gazeta pisze o mojej wystawie! (tutaj). Super, bo jest szansa, że dowiedzą się o niej kolejne osoby i przyjdą na nią. Niestety zacząłem czytać podpisy i tytuły zdjęć. No i moja radość szybko opadła. Nie chcę wyjść na niewdzięcznika, ale osłabia mnie taki sposób formułowania wypowiedzi.
  
  

No i pytanie czy prostować, krytykować, pisać, wyzłośliwiać się? Mogę oczywiście napisać, tak jak teraz to robię - u siebie na blogu. Ale nie oszukujmy się, zasięg mojego bloga w porównaniu do liczby czytelników wspomnianych stron jest znikomy. Czy jest więc sens wspominania o tym? Kto do tego dotrze? Może więc od razu darować to sobie i skupić się na uprawianiu swojego poletka, a inni niech sobie piszą co chcą. W końcu pisać każdy może...

Wiem, że smęcę. Może to faktycznie tylko kwestia pogody, może nie. Najlepszym rozwiązaniem może okazać się odpuszczenie sobie i skupienie energii na czymś innym. W końcu życie toczy się również poza internetem. Do czasu poukładania sobie w głowie PRZERWA.


PS
Jeśli macie ochotę na zobaczyć więcej bzdur związanych z modą zachęcam do odwiedzenia Modologii, która je opisuje w ostatnim wpisie (tutaj).

12 komentarzy:

  1. No cóż czasami szkoda w ogóle się wypowiadać na temat takich gaf :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nad tym się zastanawiam czy szkoda. Choć ja nie nazwałbym wszystkich tych przypadków gafami.

      Usuń
  2. Pisać ale przerwy nie robić, bo w czasie tej przerwy ktoś może nową "modę" wymyśleć.
    Ostatnio mam ten sam problem, chętnie bym napisała o tym co moje oczy widziały na temat historii ubioru czy mody na różnych wykładach. O tym jak jedna z prelegentek po prostu pomyliła tkaninę jedwabną haftowaną od malowanej a to było na konferencji, o tym w jaki sposób osoby w muzeach (w Gdańsku) prowadzą wykład o modzie ( mieszcząc się od starożytności do czasów dzisiejszych w czasie 50 min.) i jak nie poważnie podchodzą do tego tematu. A także o tym jak na niektórych blogach widzę już totalny odjazd jako że symbolem chińskiego cesarza był orzeł (o, Mamo!)i mieszanie ornamentyki chińskiej z japońską, to ręce opadają i też potem sobie myślę co z tego ze ktoś napisał jakoś bzdurę jak w Polsce kostiumologia po prostu nie istnieje, nie ma konferencji ani zajęć na uniwersytetach podejmujących to zagadnienie ani nawet porządnego czasopisma gdzie można dyskutować i tworzyć wzajemnie szanujące się środowisko osób zajmujących się tym tematem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, żeby pomylić tkaninę haftowaną z malowaną trzeba wykazać się talentem. Ale tak jak piszesz - gdzie ludzie mają się tego uczyć, no gdzie? Więc panuje samowolka. Sam zresztą się dokształcam w własnym zakresie, czytam książki, oglądam wystawy, suknie też oglądam, rozmawiam z różnymi ludźmi.
      Tego też dotyczy moje rozmyślanie - zamiast pisać na blogu, do którego dociera jakby nie patrzeć garstka osób, może warto by było właśnie skupić energię na stworzenie jakiej grupy... sam już nie wiem. Tak, zdecydowanie potrzebuję przerwy na zastanowienie się :)

      Usuń
  3. Myślę sobie o Twoich uwagach od wczoraj, ale wczoraj wolałam leżeć niż klikać ;) I tak wymyśliłam: to, co się znalazło na fanpage'u FM to zgroza,bo jeśli magazyn pretendujący do miana opiniotwórczego robi tego rodzaju błąd, to dla mnie to jest - oględnie mówiąc - smutne. Może fanpage prowadzi jakaś nieopłacana osoba "na praktyce", której wisi to, że nie sprawdza informacji, która podaje.

    Co do rozróżnień "haute couture" i "alta moda" to może warto pokusić się o jakiś szerszy tekst?

    Zamiana Grabowskiej na "Grabarska" to ignorancja w najczystszym tego słowa znaczeniu, ale najwyraźniej ktoś uznał, że komentarz pod tekstem wystarczy jako errata.

    A co do tekstu z GW - cynicznie napiszę: może tak właśnie trzeba pisać o wystawach, żeby zachęcić do jej odwiedzenia? Przy okazji podpytam: nie zadrżałeś czytając o sukni Wortha, że jest "miękka, przyjemna w dotyku"? A skąd ta pani to wie? Ten wielki napis o niedotykaniu obiektów jest zdecydowanie za mały, przy kolejnej wystawie trzeba dać jakieś odblaskowe neony "nie dotykać obiektów" albo coś, czego nie da się nie zauważyć. Drugie zdjęcie jest źle popisane: to jest strój do "krokieta", a nie "krykieta" - o ile mnie pamięć nie myli, no ale przecież pani dziennikarka wie lepiej. Poza tym, jest literówka w nazwisku "Schiaparelli", a sformułowanie "interpretacja klasycznego kompletu od Chanel" może sugerować, że to, co oglądamy, to nie jest komplet od Chanel (a jest). Też się czepiam, ale takie bzdury mają szeroki zasięg, a skoro GW je podaje - GW! - to przecież racja jest po jej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O GW nie mam siły pisać. W zasadzie wystarczyłoby przepisać informacje z podpisów, względnie skontaktować się ze mną... A to gimnastykowanie się w stylu DRES ERY PARY???? Nie ogarniam.

      Akurat suknia Wortha nie jest najmocniejsza, więc dotyk (zwłaszcza nieumiejętny)może jej zaszkodzić. Więc bez komentarza w tym temacie.

      Poza tym dzięki za zrozumienie ;))

      Usuń
  4. Dziękujemy za uwagę i szybką reakcję. Przepraszamy za wprowadzenie w błąd. Post został oczywiście poprawiony, a my dołożymy wszelkich starań, aby tego typu błędy nie powtarzały się już w przyszłości. Mamy nadzieję, że ta sytuacja nie zniechęci Pana do lektury naszego magazynu.

    Pozdrawiamy,
    Fashion Magazine

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę nie chodzi o przeprosiny. Po prostu super by było, gdyby udało się unikać takich błędów, czego oczywiście serdecznie życzę :)
      Pozdrawiam również. P.S.

      Usuń
  5. dzien dobry. wychodze z zalozenia, tak jak Wlosi, ze haslo haute couture mozna potraktowac potocznie. z kontekstu wynika przeciez ze chodzi o Wlochy i wysokie ich krawiectwo a nie paryski syndykat. tak samo moglbym napisac, i byloby to zgodne z prawda, ze moda Gosi Baczynskiej to haute couture. Drobiazgowosc i ortodoksyjny puryzm Muzealnych Mod tu widze. Z ysl nie mam nic wspolnego. Pozdrowienia MZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Pana doskonale. Jest dobrze, jeśli się pisze na luzie, bez spinania się, drobiazgowości itd. Piszę to bez ironii.
      Problem widzę jednak w tym, że takie swobodniejsze stosowanie zwrotu haute couture, jak Pan to wspomina, prowadzi moim zdaniem do rozmywania tego pojęcia. I później można takie bzdury zobaczyć jak Kuchnia haute couture (o czym wspomina Modologia).

      Poza tym moja uwaga nie jest znowu wzięta z kosmosu. Interesuje mnie historia paryskiego krawiectwa, sporo o tym czytam i dla mnie termin haute couture jest jednoznaczny.
      Z resztą nie tylko dla mnie. Dla wyszukiwarki Amazonu też jest to jednoznaczne. Proszę wpisać haute couture i zobaczyć czy wyskoczy Panu jakaś książka o modzie włoskiej i na odwrót. To samo można zrobić z wirtualnymi bibliotekami.
      Czy one także są drobiazgowe i cechuje je ortodoksyjny puryzm?
      Proszę się więc nie dziwić, że po tytule Haute Couture nie umarło spodziewam się przeczytać o francuskiej modzie.
      Pozdrawiam
      PS

      Usuń
    2. Dobrze, obiecuję bardziej się zdyscyplinować :-)
      Pański blog, skądinąd, czytam z przyjemnością.
      Uszanowania
      mz

      Usuń