czwartek, 11 lipca 2013

Wystawa mody, czyli co?



Zadaję sobie to pytanie głównie w kontekście Elegancji-Francji, ale nie tylko...

Wystaw o modzie, przynajmniej „na świecie”  jest pokazywanych już tyle, że powoli staje się to trudne do ogarnięcia. Są bardzo chętnie oglądane; teoretycznie ich zwiedzanie wydaje się łatwe i przyjemne – ot suknie, jak suknie – nie potrzeba mieć wiedzy, by móc z nimi obcować i się nimi cieszyć. W końcu każdy wie co mu się podoba. Ale czy tak rzeczywiście jest? No bo skoro ma to być wystawa mody, to powinien się zawsze pojawiać jakiś aspekt społeczny. Nie jest to tylko moje czepianie się, bo jeśli pominiemy ów aspekt, to co wyróżniać będzie taką wystawę od prezentacji sukni, np. w dużym centrum handlowym. To w pewnym sensie także wystawa... Na ile zwiedzający, w Polsce, mają świadomość tych różnic? Przyglądam się czasem ludziom zwiedzającym wystawę i jeśli nie czytają oni podpisów (tak też przecież można – bez ironii), a przez to nie wiedzą z jakiego czasu pochodzi dane ubranie, to w zasadzie równie dobrze mogliby oni oglądać to na manekinach w galerii handlowej. I wówczas właśnie pojawia się brak zrozumienia, że suknia z wystawy to obiekt. To eksponat, o który ktoś dba i który jest przechowywany, by opowiadać na wystawach różne historie. Taki ubiór przestaje pełnić funkcję np. ochrony ciała, ale zyskuje za to nowe. I to właśnie wydaje mi się, że jest trudne do zrozumienia dla części widzów, którzy chcieliby podotykać wszystkiego, najlepiej przymierzyć, no bo przecież podobną suknię widzieli np. w sklepie vintage. Oczywiście, że porównywalne rzeczy (zwłaszcza te z II połowy XX wieku) można znaleźć w sklepach. Ba, są osoby, które mają w szafach takie suknie i nawet je noszą. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że wystawa daje nowy kontekst ubraniom i stają się one czymś do oglądania, a nie noszenia. Brak zrozumienia tej różnicy, powoduje także to, że w zasadzie niewiele się wynosi z wystawy. Bo skoro się pomija wątek historyczno – społeczny i pozostaje jedynie przy estetycznym odbiorze, to znów zadaję sobie to pytanie: jaka jest różnica między odwiedzeniem wystawy, a wizytą w butiku, dajmy na to – Diora? A może wystarcza już ten czysto estetyczny odbiór?

By nie komplikować już więcej tego wywodu – zadam Wam pytanie o sposoby Waszego oglądania wystaw mody?  Co sprawia, że chcecie daną wystawę odwiedzić? Obejrzenie ładnych sukni? Chęć dowiedzenia się czegoś? Dziesiątki innych powodów?

Dajcie, proszę znać :)

19 komentarzy:

  1. Sądzę z własnego doświadczenia, że odbiorca lubi wyobrażać sobie siebie w ubraniach prezentowanych na różnych wystawach mody - a to rodzi naturalną chęć dotykania i przymierzania. I nic dziwnego - fakt zaistnienia na wystawie np. sukni z XIX w. rzeczywiście dodaje jej nowych znaczeń, ale nie likwiduje podstawowej funkcji - ubierania ciała (oczywiście dodatkowym aspektem jest włączenie ubioru w kreację własnej tożsamości). Zwiedzanie wystawy mody bez czytająnia podpisów jest dla mnie zrozumiałe - niektórzy chcą po prostu cieszyć oczy, inni (jak ja) znają historię i ikonografię, ale nie mieli okazji zobaczyć takich strojów "na żywo", przyjrzeć się kolorom i fakturom, podziwianym dotąd tylko dzięki kunsztowi malarzy... To świetnie, że widzowie chcą odwiedzać ekspozycje strojów - niezależnie od pobudek. Bo przecież nawet powierzchowny zachwyt może prowadzić do głębszego zainteresowania, a nawet pasji:) tak naprawdę problem tkwi w sposobie ekspozycji - po prostu nikomu nie chce się czytać podpisów:/ taka blokada współczesnego odbiorcy;) doświadczenie wystawy zmienia się diametralnie w momencie, gdy zwiedzający może z kimś porozmawiać o swoich odczuciach, dowiedzieć się czegoś od fachowca w formie luźnej rozmowy - zauważam to w mojej pracy muzealnika w muzeum lokalnym, o różnorodnych, często przypadkowo pozyskanych zbiorach. Na podstawie sucho opisanych eksponatów można opowiedzieć wciągającą historię, która zapisana na kartce natychmiast straciłaby swój urok. Zdaję sobie sprawę z ograniczeń tego podejścia (w naszym muzeum zwiedzających jest niewielu). Hmmm... widzę, że mój wywód robi się przydługi;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten głos.
      Sam jestem też muzealnikiem, ale ja np. nigdy nie wyobrażam się w ubraniach z wystawy, nie myślę o ich mierzeniu itd. Po prostu tego nie mam. Pewnie w dużej mierze ma tu znaczenie płeć, przynajmniej częściowe - bo przecież wystaw z modą męską jest dramatycznie mało :)
      Ale też i dlatego właśnie pytam o te sposoby odbioru :)

      Usuń
  2. Myślę, że poruszony przez Pana problem jest naprawdę godny uwagi. Dla mnie wystawa mody jest interesująca przede wszystkim przez jakość i wygląd eksponowanych ubrań, ale to oczywiście nie wszystko. Lubię, kiedy z danym eksponatem wiążę się jakaś historia, kiedy są obok niego umieszczone wyczerpujące i wiarygodne informacje. Nie ma sensu oglądania takiej wystawy, kiedy się nie wie, z jakiej epoki pochodzi dany ubiór czy dlaczego noszono właśnie takie. Z drugiej strony- jak na zwykłej wystawie pomieścić taki ogrom informacji? Mimo wszystko chyba jest to dosyć trudne, jeżeli nie niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Oj to wszystko jest bardzo trudne, bo przecież wystawę zwiedzają różni ludzi - i ci coś wiedzący, chętni jeszcze większej ilości wiedzy, i mniej chętni, a nawet przypadkowi :) Podpisy niestety muszą to przynajmniej w jakimś stopniu uwzględniać. Dlatego też rozmyślam sobie tak - co w opisywaniu ubiorów jest ważne? Na czym koncentrować uwagę widza, o czym mu opowiedzieć itd... Czy właśnie ograniczać się do minimum, bo przecież "wszystko widać".

      Usuń
  3. Moim zdaniem wystawa mody w muzeum ma cel edukacyjny, widz idąc na taką wystawę powinień chcieć się czegoś dowiedzieć i nauczyć a nie tylko poglądać kolorowe rzeczy. Podpisy powinny znajdować sie przy eksponatach a więcej informacji ewentualnie w katalogu danej wystawy. Jeżeli ktoś idzie na wystawę, przechodzi obok eksponatów nie czyta podpisów, to tak naprawdę albo jest "wszystkowiędzący" albo po prostu niezainteresowany. Natomiast dotykanie eksponatów, niezależnie czy są to ubiory czy obrazy jest niedopuszczalne, świadczy o braku wiedzy czym są obiekty w muzeum i jak wiele pracy zostało włożone żeby tak wygladały. Niestety chęć dotykania ubiorów na wystawach mody, szczególnie w Polsce, zdarza się często. Jeden niewłaściwy ruch może zniszczyć obiekt który przetrwał wiele lat. Pozdrawiam, AL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, myślę, że poza wiedzą o różnych historiach, kontekstach, odniesieniach itd., liczy się też świadomość, że trzeba dbać o te eksponaty (suknie), by przetrwały kolejne kilkadziesiąt lat.
      Ale to chyba przychodzi razem z tym zainteresowaniem historią...

      A z drugiej strony ubrania są rzeczami, których używamy na co dzień i myślę, że też trudno się od tego uwolnić i nagle zobaczyć w czymś zwykłym muzealny eksponat.

      Usuń
    2. Napiszę jednak nie na temat, czy ktos moze z czytających albo może autor bloga wybiera się na spotkanie autorką biografii o Cierplikowskim? do Sieradza?
      Slyszalam, że ksiazka bedzie tam dostepna za darmo(zdumienie)i ma bardzo maly naklad. Chciałabym ją mieć ale niestety podróż do Sieradza z mojego miejsca trwa 9 godzin (szalenstwo).

      Usuń
    3. Co prawda z Poznaniu jest mniej niż 9 godzin, ale mimo wszystko, niestety się nie wybieram :/

      Usuń
  4. Mam pytanie odnośnie Pańskiej wystawy. Czy na zwiedzanie kuratoryjne konieczne są wejściówki? A jeśli tak, to gdzie i jak je zdobyć? Dzwoniłam do Centrum Kultury, ale Pani, która odebrała telefon była zaskoczona moim pytaniem. Podobno żadnych wejściówek nie ma, a jeśli mają być, to dopiero zostaną dostarczone... A ogólnie rzecz biorąc to i tak nie powinno być problemu z uczestnictwem w zwiedzaniu. Po prostu chcę mieć pewność, że nie pojadę do Poznania na darmo (jestem z Lublina).

    Kiedy byłam w muzeum V&A w Londynie, miałam ze sobą ołówki cienkopis, flamastry i kartki. Lubię rysować stroje ( i nie tylko) z obserwacji bardziej niż z ilustracji. Poza tym, miło jest najpierw zobaczyć sukienkę w książce pt. "FASHION" (opasłe tomisko), a potem na żywo... We wspomnianym muzeum były również podpisy z jakiego materiału wykonane są poszczególne ubrania, co rzadko zdarza się w albumach. Oczywiście zgadzam się z Gabrielle i Eweliną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Po kolei...
      O wejściówki prosiłem ja osobiście, bo nie wyobrażam sobie bowiem między przy poszczególnych manekinach więcej niż 25 - 30 osób na raz. Biorę pod uwagę to, że nawet już przy takiej ilości osób nie będzie wszystkiego widać; oraz bezpieczeństwo obiektów.
      Wobec powyższego jestem przygotowany na oprowadzenie 2 (a jeśli zaistnieje potrzeba)także i 3 grup pod rząd. Myślę więc, że nie ma Pani się co martwić o możliwość zwiedzenia wystawy ze mną. Tak czy inaczej ustalę w najbliższym tygodniu z organizatorem sposób rozdzielenia wejściówek i na pewno o tym poinformuję. Jeśli taka będzie potrzeba - zarezerwuję jedną dla Pani i już :)

      Co do samej wystawy, niestety nie znajdzie Pani na niej informacji o rodzajach tkaniny. Przykro mi z tego powodu, ale po prostu nie dałem rady tego zrobić. To nie jest niestety muzealna kolekcja, nad którą mogłem pracować rok czy więcej. Wiele z obiektów dojechało do mnie na np. na dwa miesiące przed otwarciem. I też nie przyjechały do mnie z muzeów z opracowanymi kartami, a od osób prywatnych, które mi je po prostu udostępniły.
      Mam nadzieję, że mimo to wystawa dostarczy Pani wielu pozytywnych wrażeń :))


      Usuń
  5. Dziękuję bardzo. Nie chciałabym przegapić okazji zwiedzenia takiej wystawy (i to z oprowadzeniem!). Szczególnie biorąc pod uwagę ile tego typu wystaw odbywa się w Polsce... (nie słyszałam jak dotąd o żadnej innej). A zobaczenie kapelusza Schiaparelli...nie, nie darowałabym sobie:) I- jeśli można- proszę o rezerwację dwóch wejściówek (obie na nazwisko Kuncewicz). Jeszcze raz dziękuję za udzielenie informacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. A osoby, które kolekcjonują ubranka powinny znać z czego są zrobione wszak (zakładam) ze to ich pasja. Czyż nie?
    Kilka wystaw odbyło się już. W tym roku o modzie dziecięcej we Wrocławiu i chyba wystawa zbiorów Domu Matejki (tam też były stroje) Faktem jest, że nie było wystawy poświęconej modzie XX wieku (chyba ze pominęłam jakieś w Łodzi?)i zadnej poświęconej modzie polskiej lat 1945-1989.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niekoniecznie kolekcjonerzy, ale także to nie temat na taką rozmowę na forum.
      A z tego co wiem, taka wystawa o modzie okresu PRLu szykuje się w Krakowie, ale szczegółów nie znam.

      Usuń
    2. Na przestrzeni kilku ostatnich lat były w Polsce wystawy, które ukazywały również modę co najmniej pierwszej dekady XX wieku. A co do opisów budowy materiałów przy wystawianych strojach, to wszystko zależy w jakim kontekście jest wykonana wystawa - kulturoznawczym czy technologicznym. Można i tak i tak.
      Nie trudno znaleźć wystawę pokazującą polską (i nie tylko polską) modę z lat 1945 - 1989. Wystarczy zobaczyć jedną ze stałych wystaw w Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Jest to zresztą jedyna stała wystawa mody (z całego XX wieku) w Polsce.

      Usuń
    3. Tak, to prawda, Anonimowy, że było w Polsce wiele wystaw poświęconych modzie jednak ich różnorodność i wielkość (stosunkowo nie aż tak duża) ma swoje odbicie w tematach wystaw, koncentrujących się na modzie do II wojny światowej. To prawda, ze jest Łódź, ale to smutne, że w zasadzie tylko Łódź ma stałą ekspozycję mody po 1945. A przecież to przede wszystkim ten okres ma dla dzisiejszych czasów największe znaczenie. Mam nadzieję, że przybędzie z czasem miejsc, gdzie będzie można oglądać ubiory z tego okresu.

      Usuń
  7. Moda, czyli co? Może być moda na muzykę, poglądy, książki itp. Chyba najbardziej w temacie "ubioru" (celowo pomijam słowo "moda") interesuje mnie kontekst społeczny (wydarzenia, zmiany, reformy społeczne) w jakim funkcjonuje odzież. I właśnie naświetlenia takich zjawisk oczekiwałabym od wystawy "mody".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ten komentarz, bo przypomina, że wiele nieporozumień wynika z bardzo pojemnego znaczenia słowa "moda" w języku polskim.

      Usuń
  8. Byłam już na wystawie w Zamku :) Godna polecenia. A te szpilki wbite w tabliczki - uroczy szczegół, taka mała rzecz, a cieszy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, przekażę autorowi pomysłu :)

      Usuń