czwartek, 25 lipca 2013

Wokół spotkania z Grażyną Hase



Ostatnio nadrabiałem swoje zaległości w innych dziedzinach niż modowe, stąd dłuższe milczenie. Poza tym żyłem spotkaniem z Panią Grażyną Hase. Chciałem być jak najlepiej przygotowany, więc doczytywałem jeszcze co nieco (o tym następnym razem). Spotkanie odbyło się w miniony wtorek, w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, co oczywiste, w końcu wydarzenie to towarzyszyło wystawie Elegancja – Francja.

Z Panią Grażyną Hase poznałem się już wcześniej, w dniu wernisażu wystawy. Wiedziałem więc, że fantastycznie opowiada o swojej karierze, która jest jednocześnie znaczną częścią historii mody polskiej po 1945. Dlatego to, że spotkanie wtorkowe się udało nie było dla mnie niespodzianką. Chociaż myślę, że słowo „udało się” nie w pełni oddaje to, co się działo :))

A co się takiego działo? No przede wszystkich Ci, którzy przyszli mieli szanse zapoznać się z materiałem w dużej części niepublikowanym, pochodzącym z prywatnych archiwów projektantki i byłej modelki. Poza tym, co jeszcze bardziej atrakcyjne, mieliśmy okazję usłyszeć osobisty komentarz do niemal każdego prezentowanego zdjęcia. Pani Grażyna ułożyła swoją opowieść chronologicznie, od momentu, kiedy to dzięki przysłanej listownie propozycji wkroczyła w świat mody jako modelka. Wykonując ten zawód pracowała dla najlepszych wówczas polskich firm i zakładów z Modą Polską na czele. Wielokrotnie pojawiała się także na okładce choćby Przekroju. Dzięki tej pracy miała szanse na liczne zagraniczne wyjazdy, co w Polsce przełomu lat 50. i 60. nie było łatwe.

Zamiana ról – z modelki na projektantkę – nastąpiła w końcu lat 60. Dokładnie w 1967 roku. Debiutancka kolekcja otworzyła jej kolejne drzwi. Przez wiele lat pracowała dla Zakładów Przemysłu Odzieżowego CORA, ale nie tylko. Współpracowała z wieloma innymi instytucjami i później firmami. Projektowała także dodatki dla kilku ekip sportowych wyjeżdżających na mundial czy igrzyska olimpijskie. Wielu kojarzyć może również projekty Grażyny Hase – zupełnie słusznie – z ludowymi wzorami.

Warto także przywołać fakt otwarcia w 1980 roku Galerii Grażyny Hase, gdzie odbywały się wystawy wielu polskich artystów, np. Jana Tarasina czy Franciszka Starowieyskiego.
Bardzo polecam, żeby zajrzeć na stronę Galerii (tutaj). Można i poczytać i pooglądać.

Oczywiście Pani Grażyna opowiadała także o ciemniejszych stronach projektowania w czasach, gdy gospodarka była planowana centralnie: trudnościach z zaopatrzeniem, kontrolowaniem przez państwo ilości produkcji itd.

Generalnie chciałem napisać o tym spotkaniu w nieco innym tonie, ale zerknięcie do internetu, żeby sprawdzić czy i co napisano o wydarzeniu sprawiło, że poszedłem w tę stronę. Otóż relacja na stronie Głosu Wielkopolskiego wygląda w następujący sposób: tutaj.
W zasadzie można przeczytać kilka przywoływanych przez Panią Grażynę Hase anegdot poskładanych w coś, co przypomina relację. Ale to mnie tak nie rusza. Ręce opadły mi, kiedy przeczytałem o Jadwidze Grabarskiej zamiast Grabowskiej.

To po to było spotkanie z projektantką, by przybliżyć dawniejsze czasy; by pokazać je nie za pomocą samych faktów, czy w sposób bezosobowy jak w książce, ale żywo, ciekawie i przede wszystkim „z pierwszej ręki”? Można było zadawać pytania itd… Z jakim efektem?
Czy dziennikarze, że użyję nieco na wyrost tego sformułowania, nie sprawdzają swoich tekstów? To mi przypomina niedawne potyczki z Jeanem Paulem Gaultierem (cześć z Was pewnie kojarzy tę historię z FB)

Krótko mówiąc ręce opadają.

Ok. Nie będę się już nad tym pastwił, ale po prostu czasem wkurzam się na takie błędy wynikające, moim zdaniem, ze zwykłego niechlujstwa.


P.S. Używam zwrotu „Pani Grażyna Hase” z szacunku i wielkiej sympatii dla jej osoby.

2 komentarze:

  1. Ciekawy post. Z sentymentem wspominam modę kreowaną przez panią Grażynę Hase, to moda mojej młodości.
    Z przyjemnością obejrzałam stronę Galerii. Ciekawe, kto redaguje tę stronę i dlaczego struś jest tam pisany perzez "ó"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, faktycznie jest ten "stróś"... i jeszcze dwie literówki niestety...Ale nie umiem powiedzieć, kto to redaguje. Niestety.

      Usuń