poniedziałek, 8 lipca 2013

Chanel przy pracy



Po otwarciu wystawy musiałem chwilę odpocząć. Oczywiście przydałby się solidny urlop, ale doktorat spychany ostatnio przez modę na drugi plan, krzyczy o zajęcie się nim. Dałem więc sobie dosłownie kilka dni na częściową chociaż regenerację głowy. Zainspirowany niedawnym wpisem u Modologii postanowiłem zresetować się między innymi przy opisywanym tam filmie o Chanel. Nie byłem jednak tak dzielny jak Dominika. Dość szybko mój palec wylądował na przycisku przyspieszającym o 3x projekcję filmu.  Jakby tego było mało niedawno w witrynie antykwariatu na ulicy Paderewskiego w Poznaniu (chodzę tamtędy niemal codziennie) wypatrzyłem książeczkę:

Gdyby zdjęcie było niewyraźne: Frances Kennett, Coco. Życie i miłości Gabrielle Chanel, wydane w 1994 roku (ręka w górę, kto w ogóle słyszał o tej książce). Kupiłem niejako z obowiązku, zwłaszcza, że cena była niewielka. No i po raz kolejny zacząłem się zastanawiać, o co chodzi z tą Chanelką? Dlaczego to jej życie jest tak wałkowane na wszystkie strony, a moda pozostaje na marginesie? Czy rzeczywiście to, co zrobiła było aż tak mało ciekawe wobec licznych romansów?

Przede wszystkim jej popularność wynikać może z faktu, że już za jej życia interesowano się tym, co robi również poza domem mody. Udzielała się, miała naprawdę szerokie kontakty towarzyskie; nie miała także problemów z wypowiadaniem się. Zwłaszcza  jako wiekowa pani nie szczędziła nawet złośliwych uwag o innych. Inne projektantki, jak np. Madeleine Vionnet czy Jeanne Lanvin wybierały zdecydowanie bardziej cichy model funkcjonowania. Konkurencją w tej dziedzinie mogła być dla Chanel jedynie Elsa Schiaparelli.  Po II wojnie światowej nigdy jednak nie uzyskała takiego uznania i rozgłosu, jak Coco. Ponadto Chanel sama tworzyła swoją legendę i historię próbując tuszować w ten sposób pochodzenie. To tym bardziej prowokowało do poszukiwań w jej przeszłości. Nie może więc dziwić, że jej życie ciekawiło różnych pisarzy czy filmowców. Te liczne niedopowiedzenia wręcz prowokują do własnych interpretacji. Jeśli wszystko byłoby jasne od A do Z to z pewnością jej postać już nie wydawałaby się taka ciekawa. Co jednak dziwi, to fakt, że tak mało uwagi w tym wszystkim poświęca się jej projektom, temu jak rozumiała modę. Ile osób naprawdę wie czym była i jak wyglądała „mała czarna” i dlaczego była czymś nowym?  Kto wie, na czym polegała nowoczesność chanelowskiego kostiumu. Tak, wiem, że wielu z Was kojarzy się on z czymś babcinym... Ale ile babć tak naprawdę widzieliście w takim kostiumie? Poza tym ile z Was wie jak go nosić? Ile z Was miało go na sobie?  Nie, to nie ma być reklama Chanel, ani nie jest to artykuł sponsorowany ;)) Chcę tylko choć na chwilę wybić Was z utartego myślenia o tej projektantce.

W zalewie różnych książek, w których większość powtarza siebie nawzajem, warto pokusić się o przeczytanie czegoś o Chanel - projektantce. Proponuję zajrzeć do książki Chanel. The Couturiere at Work (Amy de la Haye, Shelley Tobin) wydawanej już kilkukrotnie. Tytuł mówi już sam za siebie.


Dobrą okazją, by zobaczyć dziedzictwo Chanel była wystawa zatytułowana Legenda/Mit Chanel w niemieckim Mettingen. Co prawda zakończyła się ona 7 lipca, ale będzie jeszcze pokazywana w Hadze i w Hamburgu (tutaj). Dzięki temu może okazać się jak mało znamy Chanel – projektantkę i to, co się wydaje tak proste – mała czarna, kostiumik chanelowski – zobaczone w nowym kontekście zdradzi właściwe miejsce jej projektów w historii mody. Na zachętę kilka zdjęć ze strony organizatora wystawy.
 
 
 

8 komentarzy:

  1. Najwyraźniej jeszcze nie potrzebujesz resetu, skoro nie zrelaksowała Cię wersja z Shirley McLaine - bo w porównaniu z pozostałymi filami o życiu Chanel (ten z Audrey Tatou oraz film o romansie ze Strawińskim) w tym akurat jest wspomniany każdy z jej ważnych pomysłów. Szkoda, że ta wystawa w Hamburgu właśnie się skończyła. Może przewiozą ją do Berlina, byłoby za miedzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Hamburgu dopiero będzie :) a wcześniej w Hadze.
      Pewnie masz rację z tym resetem :) Chyba się nie wyłączyłem do końca... Ale za to zrelaksował mnie inny film, o czym być może także napiszę ;)

      Usuń
  2. Chanel babcine?! Kurczę, to staro celuję, bo mogłabym nie jeść przez miesiąc (no dobra - tydzień), żeby mieć takiego klasyka Chanel. A wystawa wygląda rewelacyjnie. I jakie piękne zdjęcia na stronie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie Chanel to ponadczasowa klasyka, elegancja i styl. Nie wiem komu kojarzy się z babcinym...

    OdpowiedzUsuń
  4. Serio nie słyszałyście takich wypowiedzi? :) To to świat nie jest taki zły ;)
    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, może jakieś "niemowlę"(zwłaszcza w świecie mody), wyraziłoby się w ten sposób, ale jakie pojęcie mogą mieć niemowlęta o modzie? Przecież nie potrafią nawet mówić ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy okazji, warto także zajrzeć tutaj: https://www.facebook.com/#!/pages/Chanel-Archive/303980333050594?hc_location=stream

    OdpowiedzUsuń