piątek, 24 maja 2013

W głąb ilustracji



O ilustracjach wykonanych w 1908 roku dla Paul’a Poiret pisałem już chociażby tutaj. Dziś jednak chciałym się przyjrzeć przede wszystkim jednej ilustracji:
Generalnie patrzymy na nią jak na ilustracje; no bo i jak mielibyśmy zresztą patrzeć. W końcu jest ona dość znana i łatwo rozpoznawalna (tak, wiem, że nie przez wszystkich, ale w końcu nie piszę też o tym po raz pierwszy). Nie wiem, czy ktoś z Was się zastanawiał nad tym, jak te suknie faktycznie wyglądały, albo czy one gdzieś się zachowały. Ja szczerze mówiąc zawsze koncentrowałem się na formie tej ilustracji, jej prostocie współgrającej z bezgorsetową modą Poiret’a. Ale okazuje się, że suknię z ilustracji możemy znaleźć w zbiorach paryskiego Muzeum Sztuk Dekoracyjnych. Prezentuje się ona tak:

I od razu widać, że Paul Iribe wykonał świetną robotę. Nie ma co tu się rozpisywać. Jednak jeszcze jeden element tej ilustracji wymaga wyjaśnienia. To, jak się pewnie domyślacie, obraz „w tle”, które takim sobie zwykłym, nieistotnym tłem nie jest – w końcu wyraźnie angażuje jedną z postaci. Obraz ten udało mi się zidentyfikować (nie natrafiłem na tekst, który by szczegółowo analizował te ilustracje Iribe, więc faktycznie sam wykonałem tę pracę).

To Koncert Gerarda Terborch’a, z ok. 1675 (zbiory Staatliche Museen, Berlin).  Dlaczego właśnie ten obraz? Szczerze mówiąc nie wiem. Na innej karcie tego albumu...

 ...także znajduje się siedemnastowieczny obraz. Tym razem to Portret Marii de Tassis Sir Anthony van Dyck, z 1629-30 (zbiory Liechtenstein Museum, Wiedeń).

Jedynym sensownym powodem wyboru tych półcien jaki przychodzi mi do głowy  jest chyba ich odległość czasowa, ich „antyczność” na tle której suknie Poiret’a wydają się być faktycznie czymś naprawdę nowoczesnym. Dlaczego nie wybrał XIX wieku? Może to było za „świeże”, by do tego powracać? Dlaczego nie XVIII wiek? Bo ten był wciąż czymś atrakcyjnym i sam Poiret także czerpał z jego estetyki. Wydaje się, że siedemnastowieczne obrazy były pierwszymi, do których można było w tym celu (wyraźnego kontrastu) wrócić. Może chodzi o to, że to jest nowa estetyka, która będzie równie mocno podziwiana, jak to co było dawniej? A może to po prostu przypadkowy wybór i niepotrzebnie się głowię? Nie wiem. Może Wy macie jakiś pomysły?

Źródło ilustracji:

9 komentarzy:

  1. Tak patrząc na kompozycję ilustracji, to w pierwszym przypadku wygląda to trochę tak, jakby jedna z narysowanych przez Iribe'a kobiet zaglądała niejako "do obrazu", na ręce grającej kobiety. Razem ładnie pochylają się nad fortepianem. Natomiast druga z kobiet (na ilustracji) też jest pewną symetryczną odpowiedzią na kobietę widoczną w tle obrazu.

    W przypadku drugiej ilustracji postać z obrazu i z ilustracji to z kolei powtórzenie tej samej pozycji: układ głowy, rąk, nawet spojrzenie. Podobny jest też rękawek na ilustracji (choć skromniejszy) do tego z obrazu.

    Im dłużej się przyglądam, tym bardziej jestem przekonana, że chodzi o tę symetrię. Co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Tak też może być. Integracja postaci Iribe z kobietami z portretów jest niesamowita. Nie ma mowy o przypadku :))
      Może faktycznie trzeba je traktować jak nowe wersje dawnych dam? Że mają taką samą siłę oddziaływania...

      Usuń
  2. Korespondencja sztuk tworzy z pewnością iluzję syntezy, czyli porządku. Wrażenie, sugestię. W naturze wszystko rozwija się w przedziwnej jedności, podobne prawo kształtuje kulturę. A propos baroku - może to epoka wzorcowa, w której kontrasty, paradoksy, zaprzeczenia - kalki i tautologie - najlepiej, czyli najprawdziwiej wyrażają tęsknotę człowieka za zjednoczeniem z wszechświatem, które jest niemożliwe "tu i teraz", ale dzięki przedziwnej i nieogarnionej sztuce jako koncepcie możliwa do przeczucia i wyobrażenia... Byłaby to historia radosna, a jakże przez to smutna... A oswajanie, przywoływanie motywów z poprzednich stuleci w wieku XX i XXI jest niezmiernie życiodajne i kulturotwórcze. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Myślę, że Pani zachwytu barokiem długo nie podzielano. Choć były wyjątki, jak choćby van Dyck. Holendrów też lubiono :)

      Usuń
  3. Sztuka Północy jest... tu brakuje słów: niezgłębiona, zagadkowa, niepokojąca... A barok jest kontrowersyjny. Chociaż romantyzm jeszcze bardziej. A może najbardziej - średniowiecze? W baroku bardzo mi się podobają - co chyba można odnieść do Pana analiz zawartych w tekście: aluzyjność, iluzyjność, naśladowania i zerwania, kontynuacje i zaprzeczenia. To tak jak w życiu człowieka, co ludzie baroku często akcentowali: nie wiadomo, czy życie jest snem, czy sen życiem... W odniesieniu do ilustracji, można by chyba stwierdzić: warto dążyć do nawiązywania dialogu z dawnością, która stanowi integralną część naszego świata i nabiera nowych znaczeń dzięki naszej uwadze. Może dałoby się odnieść relację jednostka - sztuka, zwłaszcza w kontekście pierwszej ilustracji - do motywu rzeczywistości w rzeczywistości, np. z "Alicji w Krainie Czarów"... Płynność, niepewność, wieloznaczność - to znów barok. Niby to piękne, ale chyba też w trudny do wyjaśnienia sposób - straszne. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak mimo wszystko wolę zostać w czasach Poiret'a, mimo Pani "kuszenia" barokiem....
      :)

      Usuń
  4. Prawdziwa detektywistyczna praca :) - podoba mi się :), szczerze :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Piotrze, na "kuszeniu" znam się jeszcze mniej niż na modzie, nie wiem kim był Poiret, na pewno kreatywnym człowiekiem - z Pana tekstu wynika, że tworzył na początku XX wieku. Ilustracje są niezmiernie ciekawe, wieloznaczne, 'interdyscyplinarne' chyba również. Suknia - bez nadmiaru, przesady, a zarazem jak z bajki, inspirująca. A sztuka dawna - dla każdego owa dawność w innym miejscu linii czasu będzie przypadać - jednak kusi, lecz użyłabym innego słowa: urzeka. Zwłaszcza ta (według mnie), którą można zdefiniować jako "romantyczny barok", "barokowy romantyzm". A.P.

    OdpowiedzUsuń