niedziela, 5 maja 2013

Szafa pełna wątpliwości - recenza wystawy "Szafa Polska"



W końcu wybrałem się wczoraj do Wrocławia, żeby między innymi zobaczyć wystawę w BWA Design - SZAFA POLSKA

I powiem szczerze – nie wiem co o tej wystawie sobie myśleć. Jakie przyjąć kryteria oceny, żeby nie skrzywdzić twórców, docenić ich wysiłek, bo organizowanie wystawy jest zawsze wysiłkiem. Zadania na pewno nie ułatwia fakt, że Szafa Polska jest końcowym etapem projektu pod tytułem Szafa Polska 90_10. Ja nie byłem na żadnym z tych spotkań. Pytanie brzmi, czy bez wiedzy o tym, co się na tych spotkaniach działo, oglądanie wystawy ma sens? Na stronie, ani w wywiadach nie ma takiego zastrzeżenia czy uwagi, więc chyba ma to sens. Jaki? Ja mam trudności ze złapaniem go. Ale może jestem nudziarskim gościem, któremu nie wystarczy proste oglądanie - zamiast tego komplikuje sprawy myśleniem. Odkładam jednak ironię na bok, bo nie o to mi chodzi. Bardziej zależy mi na tym by podzielić się swoimi wątpliwościami. Dzięki temu widzę szansę na zrozumienie wystawy i na obopólne uczenie się jej twórców i odbiorców.

Pierwsza sprawa dla mnie najistotniejsza: Szafa Polska to pierwsza wystawa historyczna podsumowująca polskie projektowanie odzieży po 1989 roku.  Napisanie tego zdania jako pierwszego, charakteryzującego wystawę, to strzał nie tylko w stopę, ale w kolana. Obydwa. Jeśli bowiem wystawa zapowiada historyczne ujęcie, to widz (a na pewno taki widz jak ja) oczekuje choćby chronologicznego układu wystawy, który pozwoli przeprawić się przez te dwadzieścia lat polskiej mody. Czy tak jest? Nie. (o układzie ubiorów będzie jeszcze później). Czy może zatem są jakieś historyczne odniesienia? Nie. Komentarze, opisy, biogramy? Nie. W zasadzie niczego historycznego tam nie ma (są jedynie daty powstania projektu. Wyjątek, to informacja o neonie). Nie wiem po co kurator wrzucił do opisu tę informację o historii. Tym bardziej, że po wystawie w Galerii Designu, która nie jest muzeum, nie spodziewam się ujęcia historycznego, bo to jest inny typ wystawy.
No więc jeśli nie oczekuję, to dlaczego się czepiam? Dlatego, że podkreślanie historyczności tej wystawy skazuje ją na porażkę. Podwójnie.  Drugim aspektem budzącym moje wątpliwości w kwestii „wystawy historyczna” jest wybór obiektów. Pokazywanie historii, to pokazywanie nie tylko tego co się lubi i co się podoba, ale tego co było. Jeśli zatem historia mody po 1989, to również dorobek firm odzieżowych powinien się tam znaleźć (choćby wymienienie ich nazw lub ich loga), to również moda "czerwonodywanowa", jak i moda blogowa. To są zjawiska obecne w polskiej modzie po 1989 roku i tyle. No i właśnie ja bym skonfrontował ze sobą na wystawie te różne modowe środowiska. Nawet jeśli nie one nie zachwycają. Widz by sam zdecydował, co mu się najbardziej podoba, co uważa za „swoje”. Tym bardziej, że tytuł wystawy to Szafa Polska, a w tej szafie przecież są różne ubrania (nota bene – można nadsyłać organizatorom zdjęcia swoich szaf tutaj). Kolejne pytanie brzmi, czy faktycznie można byłoby pokazać te wszystkie aspekty mody w Galerii Designu?  Ja bym się zastanawiał – nie mam pewności. Tym bardziej więc zrezygnowałbym z ujęcia historycznego. Wówczas wystawa byłaby „galeryjna” i już. No i gdyby podkreślić (w przestrzeni wystawy), że to część projektu, to nawet do wyboru obiektów nikt by się nie doczepił.

Kolejna kwestia, której aż boję się ruszać, to kwestia edukacyjności wystawy. Rozumiem, że cały projekt jest traktowany jako edukacyjny (spotkania i rozmowy z projektantami), rozumiem, że wystawie towarzyszą spotkania, ale nie ma co ukrywać - wystawa sama w sobie, tak jak ją dziś widziałem, czyli podczas typowego dnia, nie jest w żadnym aspekcie edukacyjna. Oprócz mnie byli inni zwiedzający – pokręcili się i wyszli. Boję się, że nawet mogli nie mieć świadomości, że są w galerii na wystawie, tym bardziej, że budynek nie zdradza zbytnio swojego przeznaczenia.

Tu dochodzę do trzeciej, istotnej kwestii (po historycznej i edukacyjnej). Otoczenie galerii (główna ulica handlowa Wrocławia) pozwoli na grę z przypadkowym widzem, który skuszony przez witryny, wzorowane na salonach odzieżowych, poszukiwał będzie wewnątrz okazji do zakupów. Tym samym spełni marzenie młodej polskiej mody, by poza czysto estetycznym oglądem, zacząć o niej myśleć również w kategoriach produktu. Od razu przyznaję, że to wszystko prawda. To jest jedna z głównych ulic miasta, a witryny faktycznie wyglądają jak sklepowe. Mało tego, wydaje mi się – odwołując się do swoich krótkich obserwacji, że faktycznie ludzie poszukują okazji do zakupów. Rozmawiałem z chłopakiem, który tam pracował i zapytałem go czy dużo jest takich osób, jak mężczyzna, który przy mnie pytał o sukienkę z witryny. Chłopak odpowiedział, że takich ludzi jest sporo i że właśnie takiego efektu oczekiwali. Chciałoby się powiedzieć: Świetnie! Tyle tylko, że rozczarowanie tego mężczyzny dało się wyraźnie wyczuć. On chciał kupić towar i okazało się, że to niemożliwe. Mam poczucie, może nieuzasadnione, że ubiory prezentowane na wystawie, nie należące przecież do takich, które widzimy co chwila na ulicy, niejako po raz wtóry okazują się być niedostępne dla większości. Tego założenia wystawy przyznaję się,  nie rozumiem. Nie wiem, czemu ono na służyć. Gdyby jeszcze ten mężczyzna (lub inny widz) mógł pobrać wizytówkę i otrzymać informację, że bez trudu może nabyć podobną sukienkę.... ale tak nie było. Po co więc to założenie? Przyjmując je jednak, tzn. witryny wzorowane na tych sklepowych, uznaję, że dobrym pomysłem było przyczepienie tabliczek z podpisami wyglądającymi jak metki w sklepie. Ale jeśli miałoby to być konsekwentnie przeprowadzone, to wydaje mi się, że te ubiory powinny być ułożone w innym porządku lub, by być dokładniejszym – w jakimkolwiek porządku. Nie było to ułożone stylami, kolorami czy projektantami, jak to zazwyczaj bywa w sklepach. Nie było też chronologii, co już wiemy. Był za to kalejdoskop ubiorów. By być dokładnym – można było znaleźć małe grupki projektów z jednej pracowni obok siebie. Ale to nie przełamywało poczucia kalejdoskopu. Może zatem chodziło o to, by pokazać różnorodność i wielość stylów, materiałów czy kolorów? Też nie wiem...

Powoli zbliżam się do końca. Z założeń podjętych przez autora (autorów) wystawy, jako zrealizowany ja widzę tylko jeden – ten ostatni. Według mnie to wielka szkoda, bo on akurat wydaje mi się on najbardziej dyskusyjny. Jeszcze większa szkoda, że ludzie, którzy tam przypadkowo wchodzą nie mają szans na wyedukowanie. Tak, wiem, że cały projekt jest edukacyjny, że są spotkania itd., ale jeśli na samą wystawę docierają przypadkowi ludzie, co potwierdził mi pracujący tam chłopach, to oni o tym nie wiedzą. Wystawa sama w sobie, jak już też wspomniałem niczego ich nie nauczy. Może jedynie przeczytają dwa – trzy nazwiska, powzdychają do ładnych sukienek i wyjdą. Warto byłoby może informować ich o projekcie wprost, lub za pomocą tekst chociaż, nie mówiąc już o biogramach projektantów. Chociaż tyle.
Co jest dobrego na tej wystawie? To, że ona jest. To, że jest tam ten świetny neon, że udało się pozyskać wiele naprawdę dobrych ubiorów, że jest to część większego projektu promującego działalność polskich projektantów. Wystawę uratowałoby moim zdaniem wycofanie się z deklaracji historycznej wystawy (uważam, że w takiej Galerii brak historii nikogo nie zdziwi, no i jak wspomniałem nie byłoby problemu z bronieniem wyboru projektantów). Nadanie tym świetnym ubiorom jakiegoś bardziej czytelnego układu też by pomogło. Wówczas byłoby 4+, a tak jest dostateczny. Przykro mi.

Jak zawsze jednak, zachęcam wszystkich do odwiedzenia wystawy. Każdy z pewnością będzie miał inne oczekiwania i nie muszą one się pokrywać z moimi. Ocena wystawy także.


Poniżej zdjęcia z wyjazdu.
 

17 komentarzy:

  1. Świetna recenzja! Kapelusze z głów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, kwestia kuszenia ludzi produktami, których nie można kupić...jest dla mnie całkowicie niezrozumiała. Bo domyślam się, że tacy i tak nie obejrzą wystawy i nie "załapią" mody kilkutorowo - że to i towar, i sztuka, i wiele innych aspektów. Czy lista projektantów z wystawowej szyby jest pełna? Dla mnie trochę dziwny miks, tzn widzę nazwiska znane, rozpoznawane i działające dość długo - super, ale brakuje mi tu chociażby MMC, których ubrania są tak ciekawe, że pewnie przyciągałyby w takim miejscu wzrok. Jest Stróżyna, który ma teraz tak mało wspólnego z Polską, ale nie ma Minge (dlaczego się jej wypieramy?), Tomaszewskiego. Warto byłoby wspomnieć też np. o La Manii, szczególnie, że to marka o której często się mówi. Rozumiem, że trzeba podjąć się selekcji, ale próbuję znaleźć jej klucz, coś w stylu "działają od zawsze w Polsce - są znani na świecie - dopiero zaczynają, ale dobrze rokują"? Bo przecież są i znani projektanci, i ci, którzy dopiero się szkolą i zaczynają, i ci, którzy tworzą duże firmy (jak wspomniana La Mania), i tacy, którzy mają małe marki odzieżowe (może warto chociaż o nich wspomnieć?), "streetowe", no i są w końcu sieciówki, które przecież podjęły się ekspansji zagranicznej z całkiem niezłymi wynikami - jak LPP, a jeśli to jest 'zbyt komercyjne' to może chociaż wspomnieć o Simple?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja już tego wątku nie ciągnąłem, bo jak napisałem pozbawienie tej wystawy chęci historycznego ujęcia problem by rozwiązało. Przynajmniej problem na tej wystawie.

      Widzę jednak, że ta kwestia "wypierania" pewnych marek ostatnio się jakoś rozplenia. Mam na myśli książkę Marcina Różyca Nowa moda polska. Rozumiem osobiste sympatie - każdy je ma, ale chęć usystematyzowania wiedzy o modzie w Polsce po 1989 wymaga jednak innych narzędzi niż własny gust. Na razie pracuję nad inną wystawą, jak wiesz, ale może kiedyś zabiorę się za modę polską po 1989 roku? Kto to wie...

      Usuń
  3. Faktycznie, chyba nie chodzi o to, żeby tylko oglądać ładne (?) rzeczy, ale poznawać konteksty ich powstawania, historię z nimi związaną - piszę o tym z perspektywy laika. Bardzo spodobał mi się komentarz Keiry Knightley, która jest twarzą perfum Coco Chanel. Aktorka powiedziała, że zafascynowały ją nie ubrania, lecz właśnie historia interesującej kobiety, kreatorki nowego stylu. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam, że sam ubiór czy nawet obraz, rzeźba potrzebują by nadać im znaczenie. Inaczej są po prostu rzeczami.

      Usuń
  4. :-) Wydaje mi się, że nawet najpiękniejsze ubrania, jeśli wiszą tylko na wieszakach - lub "noszą" je manekiny - są nieco abstrakcyjne, "dziwne". Zapraszają kogoś, by je ożywił, obudził, dał im cząstkę siebie. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest w tym, co mówisz, ale jakoś trzeba pokazać je na wystawie :))

      Usuń
  5. Oczywiście... A tak w ogóle, wyobrażam sobie na przykład sztukę teatralną - nie tylko dla najmłodszych widzów - z ubraniami w rolach głównych... może to dziwne, ale mnie się wydaje, że mogłoby to być ciekawe, z ekologicznym przesłaniem choćby. A może są takie spektakle, kto to wie :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztukę taką też sobie wyobrażam i zgadzam się - być może nawet takie są. O Panu skarpetce np.... :))

      Usuń
  6. A można prosić o wrażenia z wystawy z muzeum wrocławskiego o modzie dziecięcej?
    Coś mam wrażenie, że o wystawy o modzie współczesnej w Polsce to jest "falstarty". Właśnie słucham audycji z Grażyną Hase i szczerze mówiąc bardziej mnie ona zainteresowała niż dysputy o modzie dzisiejszej, która chyba jest gdzieś zagubiona.

    Hmm, mieszanie ekologii z modą nie wiem czy ma szansę i czy to dobry pomysł. Wtedy trzeba było wyeliminować np jedwab naturalny nie wspominając o futrach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wrażenia z mody dziecięcej nawet nie trzeba prosić - pojawią się w kolejnym wpisie w tym tygodniu :))
      Generalnie trudno się mówi o zjawiskach tak świeżych jak moda po 1989 roku. Ale to nie może nas powstrzymywać przed próbami jej ujęcia :)
      Na temat ekologii i mody wolę się nie wypowiadać, zanim nie wgryzę się bardziej w temat :)

      Usuń
  7. :-) Nie znam tego tytułu, muszę sprawdzić z czystej ciekawości poznawania nowych rzeczy... Mnie się wydaje, że ekologia pasuje wszędzie, albo niemal wszędzie, a obrona praw zwierząt to tak szlachetna idea, że warto - jeśli nie trzeba (mówię/piszę za siebie) - ją promować w całym kosmosie :-) Chyba można zrezygnować z czegoś, co jest etycznie nieobojętnie, w imię dobrze pojętego stylu? Niekoniecznie mody. Temat jest mi bliski, bo jestem ekologiem amatorem :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam,
    Poniższy komentarz podpisuję jako Michał Niechaj, kurator wystawy 'Szafa Polska'.

    Ponieważ trochę się rozrósł, publikuję go w 3 częściach.

    CZĘŚĆ 1:

    Link do tekstu przesłał nam sam autor bloga i po krótkiej rozmowie stwierdziliśmy, że w drodze wyjątku, może warto odnieść się do recenzji w komentarzach. Nie mam zwyczaju tego robić, ponieważ uważam, że po pierwsze nie byłoby to profesjonalne, po drugie, rolą krytyki jest pisanie recenzji, a rolą kuratora nie jest "obrona" (zwłaszcza w komentarzach na blogu). Cieszę się, że ktoś spoza Wrocławia wybrał się na Szafę i poświęcił czas na relację. Postaram się przybliżyć tło powstania wystawy i w mniej lub bardziej bezpośredni sposób odnieść do zarzutów autora.

    Po pierwsze pracujemy nad książką 'Szafy', która z racji medium odda szersze tło mody polskiej. Wystawa nie jest więc zwieńczeniem (w maju odbędą się kolejne spotkania, tym razem Rochala, UEG i Ania Kuczyńska), ale elementem prac nad książką. O tym oczywiście autor recenzji nie musiał wiedzieć i wspominam o tym tylko gwoli ścisłości. Myślę jednak, że tło edukacyjne 'Szafy' jest tu bardzo istotne. Dlatego pisząc, że jest to 'pierwsza wystawa historyczna' nie tyle uzurpujemy sobie prawo do całościowej perspektywy (nie mówiąc o tym jak wątpliwy jest argument, że taka istnieje), co stwierdzamy fakt, że dziedzina ta nie miała jeszcze dedykowanej wystawy.

    Po drugie kluczowe dla 'Szafy' jest jej umiejscowienie w tej konkretnej galerii, która dedykowana jest dizajnowi (celowo używam spolszczenia, o które Galeria BWA Dizajn walczy). Należy bowiem pamiętać, że dla projektowania jako całości, moda jest tylko jej kolejną odnogą. Mówiąc dobitniej, przed 'Szafą' miała miejsce w galerii wystawa polskiego projektowania graficznego, dla którego sama sytuacja wystawy jest czymś oczywistym. Jak się bowiem okazało podczas prac na wystawą, dla projektantów ubioru, kontekst ten wcale nie jest ani oczywisty ani łatwy.

    Mamy więc sytuację, w której chcemy coś podsumować. Nasze przesłanki były więc takie, że skoro moda polska nie miała "wystawy historycznej", za wcześnie w niej na jeszcze większe podziały i monograficzne wystawy wątpliwych podgrup projektantów, których zlepiać chcielibyśmy w jakieś zjawisko ze względu na "styl" w jakim projektują. Nasza postawa braku komentarza jest więc celowym zabiegiem. Mówiąc brutalniej, ale i metaforycznie, prezentujemy stan zastany polskiej mody. Stąd też argument o braku pewnych projektantów uważam za chybiony ponieważ od początku 'Szafy' (i jest to wpisane w program kuratorski od jej pierwszego spotkania w maju 2011) deklarowaliśmy się w ten oto sposób: 'Wierzymy, że kuratorski i nie zawsze oczywisty wybór naszych gości, w pełni odda różnorodność tej gałęzi projektowania. Mody, która poza swoim komercyjnym wymiarem, nierzadko angażuje się w działania z różnymi formami sztuki i szeroko pojętej kultury.' (całość: http://szafaabout.tumblr.com/). Od zawsze więc prezentowaliśmy projektantów, którzy naszym („MOIM”, bo tu nie mogę umywać rąk) zdaniem charakteryzują się osobistym estetycznym kluczem, zamiast odnotowywać prosty fakt, że działali w danych latach. Przepraszam za banał, ale jak wiemy, historia pisana jest przez zwycięzców. Czy mam prawo do takiej perspektywy? Niestety nie mam nawet wyjścia, jeśli jestem kuratorem. Jest to tzw „ryzyko zawodowe”. Perspektywa przezroczystego obiektywizmu jest staroświecka i dawno porzucona jako stanowisko badawcze.

    OdpowiedzUsuń
  9. CZĘŚĆ 2:

    Co więcej, wybór, który znalazł się na wystawie, nie oznacza, że nie zaprosiliśmy dużo większej liczby projektantów do udziału. Ponieważ byłby to chyba nietakt, nie mogę niestety wspomnieć jakie były to nazwiska, ale proszę sobie uświadomić, że nie wszyscy uznali, że „mają na to czas”. Niestety nikogo nie można zmusić do udziału w wystawie. Jest to kolejna różnica w stosunku do książki, gdzie nawet jeśli nie uda nam się przeprowadzić wywiadu, możemy napisać o danym projekcie. Kolejną grupę stanowią projektanci, którzy stwierdzili, że nie posiadają żadnego archiwum i nie mają czasu odszyć nic do wystawy. Tu dochodzimy do następnego punktu, o którym autor akurat nie wspomniał. Dlaczego na wystawie niektórzy projektanci mają 4 manekiny, a inni 1? Dlaczego nie wszyscy projektanci wzięli udział w pokazie, który odbył się podczas wernisażu?

    W idealnej sytuacji matrix archiwum fotograficznego polskiej mody jest tożsamy z rzeczywistą zawartością 'szafy polskiej'. Niestety jak bardzo to 'muzeum wyobraźni' odbiega od stanu faktycznego, przeraziło nas samych jako organizatorów. Proszę bynajmniej nie zrozumieć, że obwiniam o ten stan projektantów. Mamy jednak sytuację, w której, o ile w książce czy wirtualnej kolekcji, mamy możliwości zaprezentowania wymarzonej wizji mody polskiej i wyboru jej najwybitniejszych dokonań, o tyle w rzeczywistości zdobycie niektórych projektów graniczy z cudem. Do tego, mimo, iż wydawałoby się, że najtrudniej zdobyć będzie np. projekty Arkadiusa (kilka miesięcy maili do byłych współpracowników i prywatnych kolekcjonerów), paradoksalnie trudniej czasem zdobyć ubiór z poprzedniej lub aktualnej (sic!) kolekcji projektantów młodego pokolenia. Niestety nie wiąże się to nawet z unikalnością danego projektu (pojedynczy egzemplarz)... A zatem praca nad wystawą okazała się niemal bibliograficzna i polegała w pierwszej kolejności na zbudowaniu mini-archiwum 'Szafy Polskiej' i projektów, które jakimś cudem zachowały się z historii mody polskiej. W tym sensie jest to wystawa historyczna. Miłośnikom historiografii pozostawiam dyskusję o perspektywach, makro i mikro historiach, ponieważ nie jest to dysputa z naszego pola.
    Dużo ciekawsze wydaje mi się pytanie, czy nie należało jednak potraktować mody na tyle dojrzale by zamiast 'pracy u podstaw' i wystawy zbiorowej pokusić się np. solową wystawę, któregoś z projektantów.
    Wracając więc do pytania o nierównomierne rozłożenie manekinów pomiędzy projektantów. Bynajmniej nie względu na nasze osobiste upodobania czy sympatie, staraliśmy się uwzględnić wszystkich zaproszonych do wystawy twórców, patrząc jednak na jakość projektów, jakie byli nam w stanie dostarczyć. Dla dobra wystawy stawialiśmy więc wartość projektu nad matematyczny podział. Jeżeli więc mieliśmy pokazać ‘Szafę Polską’ to tylko to co w jej archiwum uchowało się najlepszego.


    Zgadzam się jednak, że wystawie czegoś brakuje, a tym czymś jest katalog, który miał towarzyszyć wystawie już od wernisażu. Prace nad tym wydawnictwem trwają i znajdzie się tam pełna legenda do wystawy wraz z biogramami. Tutaj niestety winę zwalić muszę na niektórych projektantów, którzy do ostatniej chwili trzymali nas w niepewności, co tak naprawdę będzie mogli udostępnić nam na wystawę. Dlatego też nie byliśmy w stanie ani zaprojektować katalogu wcześniej, ani zlecić wydruku do drukarni. Mam nadzieję, że wydawnictwo to dopełni wystawę, w miejscach, o których mowa w recenzji. Celowo nie trzymaliśmy się chronologii, ale budowaliśmy wystawę na podstawie zbudowanego archiwum, pracując ściśle ze scenografem, więc nie zgadzam się, że układ nie ma nawet klucza estetycznego.

    OdpowiedzUsuń
  10. CZĘŚĆ 3:

    Jeżeli chodzi o samą ekspozycję i kontekst galerii jako butiku, nie mogę zgodzić się tu z autorem recenzji, mimo, iż przyznaje, że empatia z ‘szarym człowiekiem’ jest takim retorycznym wytrychem. Jeżeli ktoś mijając budynek Emilii, nie wie, że jest tam Muzeum Sztuki Nowoczesnej należy zadać sobie pytanie czy to lepiej czy gorzej. Może lepiej jeśli skusi go to do środka? Trudno walczyć z nieznajomością instytucji kulturalnych miasta wśród jego mieszkańców. To po pierwsze, z takich oczywistych refleksji. Po drugie, skoro jest to przestrzeń, w której „dzieje się” kultura, nikt, zwłaszcza dzisiaj nie może powiedzieć, że istnieje tylko jedna strategia gry z widzem. Wybierając się do teatru czy galerii sztuki, nieustannie jesteśmy konfrontowani z nowymi mediami przekazu, więc akurat mała zabawa w butik wydaje mi się co najwyżej grą dla harcerzyków. Efekt, o którym autor wspomniał uważam za jak najbardziej pozytywny. Jeżeli ktoś skuszony zakupami zostaje skonfrontowany z faktem, iż moda zasługuje nie tylko na konsumpcję, ale także na czysto estetyczną kontemplację, to moim zdaniem osiągnęliśmy cel WYSTAWY. Zwłaszcza, że na przełomie grudnia i stycznia w tej samej przestrzeni testowaliśmy również jako Szafa formułę butiku z najlepszym polskim dizajnem, gdzie cel zakupowy był celowo eksponowany. Przy aktualnej wystawie współpracowaliśmy z multibrandem JOLLI BOUTIQUE, który jakieś 15 – 20 minut spacerem od galerii, sprzedaje w wieżowcu Skytower wielu z projektantów prezentowanych na wystawie. Żeby dotrzeć do tej informacji wystarczy odrobina zainteresowania (zerknięcie do ulotki lub na witrynę galerii, gdzie to logo widnieje). Ta sama, która niezbywalna jest w całym uczestnictwie w kulturze, a wydaje się powoli zanikać. Podczas dotychczasowych spotkań, największa zmorą dla projektantów, było właśnie to, że zamiast rozmawiać o modzie, jedyne i końcowe pytanie od publiczności to, to o cenę. Pytanie być może słuszne w innym kontekście, ale jeśli chcemy choć przez chwilę dywagować o tym, że moda to nie tylko zakupy i luksusowy styl życia ludzi bogatych, popatrzmy przez chwilę na projekty, nie poprzez pryzmat ceny. Poza tym, na wystawie można zakupić koszulki Maldorora, które powstały specjalnie do tej wystawy, a ich celowo niska cena pokrywa jedynie koszt produkcji i zaprojektowania. Ta limitowana edycja 50 t-shirtów może zaspokoić wszystkich, którzy jednak muszą coś kupić ;D

    Argument o niedostępności mody („podwójne oddalenie”) w ogóle mnie nie przekonuje, w dobie gdzie mobilny internet pozwala w sekundę spisać z metki w galerii nazwę marki, tak aby znaleźć co najmniej kilka adresów sklepów z jego projektami. Ale to, tak jak mówiłem, wymaga chęci. Poza tym, nasze spotkania i wystawa, nie mają charakteru promocyjnego, marketingowego czy PR. Jeżeli takie efekt wizerunkowy i biznesowy zostaje osiągnięty dodatkowo, bardzo nas to cieszy. Poza tym, moda w większości wypadku jest ekskluzywna (czy to ze względu na cenę czy odwagę projektu), a mit o demokratycznej modzie został obalony ponownie przy okazji kolaboracji MMM x H&M.

    Codziennie w przestrzeni publicznej, a nawet wirtualnej (spam, reklamy) jesteśmy konfrontowani z setkami obietnic, gier, zabaw z naszą percepcją. Nie rozumiem więc dlaczego, tak jak artyści uliczni, nie mielibyśmy przejąć tej broni w nasze ręce i odwrócić na chwilę wektor. W końcu chyba wszyscy chcemy wierzyć, że są pewne rzeczy (a niektórzy mówią nawet, że jest nią i „styl”), których nie da się kupić.

    Serdecznie zapraszam do dyskusji, na nasze spotkania oraz zakupy koszulek Maldoror x Szafa Polska ;)

    Michał Niechaj
    www.szafapolska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten głos :) pozdrawiam, Piotr Szaradowski

      Usuń