poniedziałek, 20 maja 2013

Przed czy za modą?



Nie zamierzam pytać czy podążacie za modą, lecz jeśli macie taką potrzebę, możecie się tą informacją podzielić ;) Bardziej interesuje mnie sformułowanie, że damy (elegantki) są o pół kroku (krok) za modą (słyszałem różne wersje, może znacie jeszcze inne?) Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem. Ot, powiedzenie, jakich wiele. Ale kiedy miałem ostatnio wykład w Domu Bretanii na temat mody przełomu XIX i XX wieków, coś mnie tknęło…

Szczytem wykwintu w II połowie XIX wieku były suknie od Worth’a, o czym niedawno pisałem tutaj. Stać było na nie określoną grupę klientek, a mówiąc ściśle klientów. Wszystkie rachunki (poza niewielkimi wyjątkami) regulowali mężczyźni. W końcu to oni mieli pieniądze i utrzymywali swoje żony. Ci o wysokiej pozycji i zasobnym portfelu mogli także pozwolić sobie na opłacanie rachunków swoich kochanek.  Oczywiście nie wszystkie suknie musiały być szyte u Worth’a; było w tym okresie sporo innych pracowni. Ważne jednak było to, że kobiety półświatka nosiły najmodniejsze suknie (i dodatki). Śledziły każdą nowinkę i natychmiast na nią reagowały. W końcu ich wygląd miał kolosalne znaczenie dla ich pozycji i ewentualnej przyszłości. I teraz, wracając do powiedzenia o damach/ elegantkach, nie wypadało im, by w śledzeniu nowinek przebić paryskie kurtyzany. Zbyt wystrojona kobieta mogła być niesłusznie „sklasyfikowana” jako właśnie ta z półświatka. Dlatego bezpieczniej było trzymać się nieco z tyłu, i nie wyróżniać się zbyt mocno.

Swoją drogą, ten temat wiąże się z opisywanymi przeze mnie Paryżankami tutaj. Tyle, że wtedy jakoś nie umiałem tego zebrać w całość. Czyżby więc urok owej Paryżanki polegał właśnie na balansowaniu wokół tej cienkiej granicy, której nie należało przekraczać - pomiędzy elegancką, modną kobietą, a „zbyt modną” kurtyzaną?

I myliłby się ten, kto uważałby, że problem ten nie jest warty roztrząsania, bo mamy XXI wiek i „wszystko można nosić”. Pozostawiając już na boku paryskie kobiety, w wielu środowiskach wciąż funkcjonuje określenie, „że ktoś się ubrał jak dziwka”. I nie musi być to jednoznaczne z bardzo krótka spódnicą czy głębokim dekoltem. Gdzie zatem przebiega granica? Chodzi chyba o to wyróżnianie się...

Pamiętam, że w niedawno przeczytanej przeze mnie książce o Versace (tutaj) było zdanie mówiące, że dla swoich żon włoscy mężczyźni kupują suknie u Armaniego, dla kochanek zaś u Versace. Myślę, że nie wymaga to dodatkowego komentarza.

I na koniec pytanie do Was: czy wciąż spotykacie się z tym zjawiskiem, że bardzo modnie/kolorowo/wyraziście ubrana kobieta jest negatywnie postrzegana?

18 komentarzy:

  1. Oj, temat jest wart roztrząsania:), mimo XXI wieku. Moim zdaniem - granice dziś są płynne. Trudno mi więc, tak "na twardo" uznać czy też przyjąć, powiedzieć - gdzie"?
    Zależy od środowiska. Zależy od odbiorcy. Zalezy też od jakości, gatunku materiałów. Zalezy od osobowości kt. ubrania nosi.(! :)) Nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi.
    Chociaż...taki wygląd totalnie modny, od stóp do głów, bywa wg mnie jakby bez charakteru. Oczywiście nie zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ale czy spotkałaś się osobiście z takim podejściem?

      Usuń
    2. ;-)
      Osobiście?- nie całkiem. Ale nie wiem czy jestem dobrym przykładem ;-). Faktem jest, że spotykały mnie rózne komentarze nt. np. kapelusza, opasek i ewentualnie t-shirtów z nadrukami itd...hehhe. Cóż. Faktem jest, że naprawdę nie przesadzam z nakryciami głowy :), ale i tak...Może dlatego, że mieszkam w Szczecinie? :)
      Jeśli opinie jako komentarze internetowe się liczą, to tak- spotkałam się z takimi, najczęściej pod linkami, wywiadami, czymkolwiek z Macademian Girl (blogerką, b. kolorową, wystrojoną i szaloną w doborze ubrań, dodatków). Czasem te komentarze wbijały -dosłownie - w fotel.
      Czytałam też komentarz, do tego posta na fb - o "ledżajsach" - podpisuję sie pod tym również. Oraz umieram ze śmiechu :-)

      Usuń
    3. No tak - internet... Cóż każdy może być "bohaterem", który wypowie "to, co myśli". Na szczęście życie nie ogranicza się tylko do internetu :)

      Usuń
  2. Zdecydowania zgadzam się z tezami w tym poście. Wystarczy spojrzeć na żony biznesmenów i polityków i porównać stylizacje tych pań ze stylizacjami pań aspirujących do roli żony. Podobnie jest z ubraniami kobiet, które sobie zawdzięczają wysoką pozycję społeczną i pań, które jednak oczekują męskiego wsparcia. To dobór garderoby sprawia, że trudno je ze sobą pomylić. SC

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo spodobały mi się słowa, że najbardziej atrakcyjna jest kobieta ubrana od stóp do głów. Chyba można by to założenie odnieść także do mężczyzny. Zbytnie eksponowanie ciała w miejscach publicznych nie jest odpowiednie w żadnym wieku. To jakby epatowanie sobą, podejmowanie na siłę prób zwrócenia na siebie uwagi innych. Po co?... Plaża może być wyjątkiem, ale wszędzie obowiązuje kultura bycia. A jeśli ktoś wyzywa kogoś innego od "dziwek", to sam sobie wystawia świadectwo... A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, co kryje się pod zbytnim eksponowaniem ciała w miejscach publicznych. Czy krótkie spodenki i krótki rękaw (dla mężczyzn) mieszczą się w tym?

      Usuń
  4. Faktycznie, każdy inaczej zrozumie to pojęcie -zbytnie eksponowanie ciała... Chyba inaczej ocenia się kobiety, a inaczej mężczyzn, nie wiem, czy jest to do końca sprawiedliwe... Przecież nawet ze zdrowotnego punktu widzenia lepiej jest mieć zakryte ramiona, dekolt i nogi - najlepiej, wiadomo, naturalnymi materiałami - kiedy jest gorąco, bo wtedy chronimy skórę przed zbytnim oddziaływaniem słońca... Zasłonięte ciało moim zdaniem jest 'ciekawsze' - słowo niefortunne - bardziej interesujące niż odkryte... Złoty środek chyba każdego powinien obowiązywać. Dosłowność i obnażanie się to brak taktu i szacunku dla siebie. Swoją wolność czy bunt naprawdę można inaczej manifestować... A mężczyźni - nie wiem, ale moim zdaniem niedopuszczalne jest chodzenie latem bez koszuli po ulicach, spodenki nie mogą być zbyt krótkie, ale krótki rękaw jak najbardziej może być, nieważne czy się jest kobietą, czy mężczyzną :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ja widzę to nieco inaczej i daleki jestem od rozpatrywania tego tematu w kontekście szacunku do siebie. Mówienie czym jest dla nas przekroczenie standardu to jedno, ale wnikanie w motywację temu towarzyszącą to już dla mnie jest "wróżeniem z fusów".

      Usuń
  5. Ale nie o to mi chodziło :-( Staram się nie oceniać innych, zwłaszcza jeśli kogoś nie znam, a szczególnie jeżeli mijam innych ludzi na ulicy, nie patrzę kto jak jest ubrany, nie mam zwyczaju 'oglądania' ludzi, chyba, że ktoś jest tak ciekawie ubrany, że ewidentnie zwraca uwagę, np. jeśli kobieta ma na sobie sukienkę i "z daleka widać", że nie nosi jej w przypadkowy sposób, ale że strój z nią koresponduje i dodaje jej klasy :-) Bardziej chodziło mi o to - może to już pewne odchylenie zawodowe - że niestety ubranie niekiedy, nie tylko wśród dzieci i młodzieży, wyraża także nasze złe postawy, podejście do siebie i innych, jak to się 'modnie' mówi - złą energię... Tak bywa, a przecież tak nie musi być. Możemy tyle zmienić, tylko nie chcemy, a zaczyna się też od manifestowania siebie poprzez strój i nie tylko oczywiście... Mam nadzieję, że chociaż trochę się wytłumaczyłam... :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) nie mam aż tak głębokiego kontaktu z młodzieżą, więc po prostu przyjmuję Pani uwagi. Choć ta młodzież z którą mam do czynienia nie wykazuje takich cech...

      Usuń
  6. "Smażone zielone pomidory" - świetny film z rewelacyjną Kathy Bates i Jessicą Tandy. Przemiana głównej bohaterki, zahukanej przez męża, bez poczucia własnej wartości w pewną siebie, świadomą swej wartości kobietę odzwierciedla się w sposobie jej ubierania: od kiczu po elegancję. Różnice w statusie społecznym, które znajdują odzwierciedlenie w sposobie ubierania się, zwłaszcza kobiet, można obserwować w "Powrocie do Howards End". Porzucając tematykę filmową - wróciłam dziś od krawcowej. Zaniosłam jej przyjemną wełenkę ;) w kolorze morskiej zieleni w delikatną kratkę. Myślałam uszyć spodnie, ale rodzina szczerze zaczęła odwodzić mnie od tego pomysłu: "Będziesz wyglądać klaunowato", "Wiesz, kiedyś ludzie nosili spodnie w takim kolorze, ale teraz...". Ostatecznie zamierzam uszyć takie spodnie. Uważam bowiem, że to sposób w jaki się "nosi" odzież decyduje o ostatecznym efekcie i odbiorze. Można ubierać się zgodnie z klasycznymi wzorami, ale jeżeli osoba, która dokonała takiego wyboru, nie będzie dobrze się czuć i w swojej odzieży, jak i w swojej skórze, zawsze będzie wyglądała "na przebraną". Nie oznacza to jednak z mojej strony całkowitego przyzwolenia na dowolność w ubiorze w każdym miejscu i czasie. Moim zdaniem zasada decorum należy też odnosić do "sztuki ubioru". W końcu to też jest sztuka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram i trzymam kciuki za spodnie w kratę :)

      Usuń
  7. Pan ma z pewnością kontakt z młodzieżą akademicką, a jeśli z młodszymi to pewnie głównie z uczniami liceum. Niestety jednak nie każdy w swoim życiu wejdzie na salę wykładową lub pójdzie do szkoły średniej o - przynajmniej - dobrej opinii... Wielu młodych i młodszych krzyczy o uwagę i pomoc, także za pomocą stroju - czarnego, krzykliwego lub zdeformowanego...
    Ale my dorośli czasami wolimy tego nie dostrzegać, a potem się dziwimy albo oburzamy, co moim zdaniem jest bardzo słabe...
    A.P.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny tekst, może dlatego że nie pochodzę z szlachetnej rodziny ;) to pewnie dlatego nie miałam pojęcia do tej pory o takiej klasyfikacji. Ale gdyby tak nie było i były tylko damy, to projektanci nie za bardzo mogli by się wykazać. A teraz kurtyzany to blogerki-fashionistki? Oczywiście pewne wychowanie, praca, otoczenie, każe nam się do niego przystosować, szacunek do pewnych miejsc ludzi musi być. Ale są też artyści a oni lubią na siebie zwracać uwagę i łamać konwenanse. Moda jest dla ludzi i każdy bierze z niej to co może, lub to co chce. Ten tekst chodzi za mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chodzi :)) To prawda, że moda jest dla ludzi, ale jak sobie uświadomimy, że jest tak od stosunkowo niedawna, to łatwiej zrozumieć, że te wątpliwości, rozmyślania się pojawiają. A poza tym moda, jako element kultury podlega nieustannym zmianom, więc co wymyślimy, za jakiś czas być może będziemy musieli wymyślać na nowo :)) I to jest fantastyczne.

      Usuń
    2. I tak bez końca :)

      Usuń