poniedziałek, 13 maja 2013

Dawna moda dziecięca – recenzja wystawy



Od razu chciałbym się usprawiedliwić. Ta relacja powinna się już „ukazać” w minionym tygodniu, ale jak już wiecie ostatnio mam naprawdę sporo pracy (tutaj).

Teraz też nie jest lepiej, ale wiem, że muszę się spiąć, bo za chwilę zapomnę już, co chciałem napisać. A zatem do rzeczy. Po pierwsze, zapowiedź, że wystawa Dawna moda dziecięca XVII-XX w. „Będzie to pierwsza w Polsce duża wystawa poświęcona tej tematyce” nie znaczy, że ekspozycja jest faktycznie duża. Raczej to, że temat zdecydowanie jest niszowy i niezbyt często podejmowany. Wystawa zatem mieści się w jednej sali, ale bez obaw – jest tam sporo do oglądania. Ubrania tworzone specjalnie z myślą o dzieciach nie mają zbyt długiej historii. Dopiero w końcu XVIII wieku zaczęto zauważać wyraźnie odmienne potrzeby tej grupy wiekowej w zakresie odzienia. Wcześniej ubrania dziecięce były „miniaturami” dorosłych ubiorów. Nawet często były szyte ze znoszonych ubiorów starszych. Na wystawie jednak oprócz ubranek wszelakiej maści – takich dla niemowlaków i takich dla dzieci kilkuletnich, są obrazy, fotografie, ryciny z żurnali mód. Są także lalki, wózki dziecięce, czy sanki. Ta różnorodność dobrze robi. Tym bardziej, że jest tam także kilka przykładów mody „dla dorosłych”. To sprawia, że rozumiemy, iż ubrania dla dzieci, a zwłaszcza dziewcząt naśladowały w pewien sposób ubrania dorosłych, zachowując jednocześnie dziecięcy charakter, ogólnie mówiąc. Generalnie jest wszystko to, czego można się spodziewać po muzealnej wystawie. Czy to oznacza, że wystawa jest bez wad? Niestety nie.

Ja się przyznaję, że kilka lat temu interesowałem się ubiorem dziecięcym, co sprawiło, że z wystawą nie miałem większych problemów. Boję się jednak, że jest zbyt mało informacji na samej wystawie, by ktoś, kto zupełnie nic nie wie, mógł ją docenić i w pełni zrozumieć. Są w wielu przypadkach nieco bardziej rozbudowane podpisy, ale wydaje mi się, że brakowało jakiegoś wprowadzenia w tematykę i może jeszcze w trakcie wystawy podkreślenia jakiegoś problemu... Wystawie towarzyszy co prawda, obfity, solidy katalog (tutaj), ale cena 70 złotych skutecznie odstrasza tych „nieco” zainteresowanych. Ci siedzący mocno w temacie zapewne go nabędą. Ale ilu ich będzie?

I jeszcze jedna uwaga, być może uznacie, że dziwna, ale na wystawie dawnej mody dziecięcej nie było nic dla dzieci... Wiem, że tam nie ma wiele przestrzeni, ale można pomyśleć było o jakiś drobnych chociaż aktywnościach, zadaniach, pytaniach umieszczonych na wysokości wzroku dziecka. Może jakaś malowanka do kupienia?  Trochę szkoda, że wystawa o, jakby nie było dzieciach, jest adresowana wyłącznie dla dorosłych... Oczywiście biorę pod uwagę to, że gdzieś umknęły mi takie zadania. Jeśli tak jest, to chętnie zamieszczę „sprostowanie”.

Tych, którzy uważają, mimo wszystko, że moda dziecięca jest za mało poważna, by się nią interesować odsyłam do swoich starszych wpisów o Jeanne Lanvin i jej córce tutaj i tutaj.


Ja wystawę oceniam na 4. Jak będziecie we Wrocławiu, warto wpaść do Narodowego i wystawę obejrzeć – to faktycznie rzadkość oglądać takie małe ubranka :) Macie na to czas do 2 czerwca.

15 komentarzy:

  1. Jeżeli można, mnie się wydaje, że dzieciom proponuje się za wiele dorosłości, nie tylko w stroju. Dodatki, ozdoby, kosmetyki, jakby były starsze, dojrzalsze niż mają prawo być. W ten sposób coś ważnego zostaje im zabrane... Nie zawsze i wszędzie, ale taka tendencja chyba jednak jest. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że to po prostu świetny biznes...

      Usuń
  2. Oczywiście, ale potem się dziwimy - nie dotyczy to tylko ludzi starszych, bo oni często właśnie najlepiej wszystko rozumieją - że dzieci "bawią się" w dorosłych i tracą wartości. My też jesteśmy 'jakoś', na ile potrafimy, za to odpowiedzialni. Nie możemy pozwolić, żeby dzieci się same marnowały i niszczyły :-( A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, chodzi o to, żeby kształtować kolejne pokolenie konsumentów... Ja jestem trochę obok - nie mam dzieci, ale rozumiem, że nie jest łatwo się temu opierać.

      Usuń
  3. Nie mam swoich pociech, ale uczyłam i uczę dzieci, niestety nie mam także złudzeń utopijnych, że im zastąpię kogoś, kogo powinny mieć w domu. Zresztą byłoby to niebezpieczne, bo nie od tego jestem... ale staram się, na ile mogę, coś im podpowiedzieć, zaproponować, zaprosić je do innego życia, przekonać, że nie muszą dziedziczyć biedy - chodzi mi oczywiście nie tylko o fizyczne warunki życia, trzeba zachować takt w tych kwestiach, ale głównie o wymiar mentalny, emocjonalny, duchowy. Dotyczy to również młodzieży, chociaż czasem wydaje mi się, że dzieci jednak więcej rozumieją... Ale wiadomo, jest różnie. Sztuką jest pomóc zagubionym, chociaż to naprawdę czasami syzyfowa praca... Ale nigdy nie wiadomo czy nasze jedno słowo, gest nie ocalą kogoś :-) Niekoniecznie natychmiast. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jedyne, co możemy najczęściej zrobić, to jedynie pokazać, ze można inaczej... I tyle lub aż tyle... wytrwałości życzę :))

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo, przyda mi się :-) Ale każdy z nas może, tam gdzie jesteśmy, wspierać młodszych, czyli słabszych :-) A.P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za relację. Katalog już zamówiony. O dzieciecej modzie poświecona jest ciekawa publikacja angielska The Tudor Child, ale jest wczesniejsza niz wystawa. Temat edukacji dzieci o ubiorach chyba nie istnieje (jak narazie)wiec tak ze nie ma publikacji ani chyba zapotrzebowania. Za to sa swietne rosyjskie publikacje o ubiorach i okresach w ubiorach, jak je rozrozniac i jak sie ich uczyc.Niestety wczoraj mialam okazje byc w pewnym muzeum na wykladzie o modzie, ktory kompletnie byl nie profesjonalnie wygloszony, nie mowiac juz o stylu jezykowym prelegentki (wyklad byl dla doroslych)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ze warto odświeżać rosyjski... :))
      A wykład, ten nieudany, to w Polsce?

      Usuń
  6. Tak mial miejsce w Polsce. Ja mysle ze warto znac rosyjski, tam w Rosji naprawde wiele sie dzieje pod wzgledem ubiorow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jestem z pokolenia, które jeszcze zdawało maturę z rosyjskiego... tyle że język "niestosowany" umyka z głowy w zastraszającym tempie.

      Usuń
  7. A i jeszcze jedno, czy suknie z zaproszenia do Wilanowa to Pan sam ja szyl? Bedzie Pan na gali?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Ja niestety nie biorę udziału w gali... No i może rozczaruję, ale nie jestem rekonstruktorem :)

      Usuń
  8. Aaa to zle zrozumialam wpis fc, szkoda bo to interesujace wydarzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) ja też żałuję, ale niestety moja własna wystawa tak mnie pochłania teraz, że nie ma szans na ruszenie się z Poznania. Do lipca. Niestety...
      No ale nie można mieć wszystkiego..

      Usuń