sobota, 13 kwietnia 2013

Nowa moda polska Marcina Różyca a wystawy muzealne



Miało być inaczej. Nie zamierzałem pisać o książce Nowa moda polska Marcina Różyca  Myślałem o tym, żeby się trzymać swojego „muzealnego” profilu, żeby nie angażować się w bieżące problemy. Nie, to nie chodzi o wygodę. Raczej o to, że śledzenie wszystkiego co się dzieje „tu i teraz” wymaga poświęcenia temu uwagi w taki stopniu, na jaki nie mogę sobie pozwolić. Świadomie więc najczęściej kończę na XX wieku, choć bywają wyjątki. Z reguły także nie piszę o modzie w Polsce (wyrzuty sumienia tutaj). Ale po spotkaniu z autorem książki, jakie się odbyło w minioną środę w Poznaniu, w księgarni Bookarest, czuję, że powinienem zabrać głos. Oczywiście część poniższych wątpliwości i przemyśleń poruszyłem na spotkaniu, ale mimo wszystko chciałbym je odnotować, no i poznać Waszą opinię....

Moje największe zainteresowanie wzbudziły opisywane w książce i wspominane na spotkaniu wystawy mody w Polsce. Otóż autor, Marcin Różyc, poświęca swoją uwagę jedynie tym projektom ekspozycyjnym, które w jakiś sposób łączą modę ze sztuką. Wspomina więc: Sarę Lipską w cieniu mistrza, „modowo-artystyczny” projekt Krzyk mody, program rezydencjonalny CSW Zamek Ujazdowski (A-I-R Laboratory), Szafę Polską 90_10. Do tego należy dodać trwającą wystawę w CSW Znaki Czasu w Toruniu (o której pisałem tutaj). I szczerze przyznam, że nawet po spotkaniu nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego wystawy/ projekty łączące modę ze sztuką są w jakiś sposób lepsze od tych, które pokazują „czystą” modę czy modę dawną i tylko one były godne wspomnienia w książce. Według mnie, istotne jest to, co wystawa ma do przekazania, czy jest rzetelna, spójna, czytelna dla widza. Temat jest też ważny, ale nie tylko on czyni wystawę, ale jego prezentacja. I to zawsze staram się oceniać oglądając wystawę. Krótko mówiąc patrzę merytorycznie, ale wiem i rozumiem, że nie da się uniknąć osobistych sympatii. Tym niemiej dziwią mnie wybory Marcina Różyca. Największy zgrzyt wywołuje we mnie wystawa Sary Lipskiej w Królikarni, którą autor opisuje jako jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń ostatnich lat (str. 21). Ja mam inne zdanie (tutaj), ale bardziej chodzi o to, że stronę wcześniej (20) autor krytykuje sposób prezentacji mody w polskich muzeach, jako nieatrakcyjny, przestarzały. Tymczasem wystawa Sara Lipska była właśnie taką wystawą - ubrania były pokazane mało atrakcyjnie, echo splendoru i luksusu, słabo poopisywane sale. Czy naprawdę połączenie mody ze sztuką jest aż tak ważne, by przymknąć oko, na krytykowane przez siebie sposoby ekspozycji. Jeszcze raz to powtórzę: trudno mi to zrozumieć....  

Z resztą autor, Marcin Różyc, krytykując ekspozycje typu „scenki z życia manekinów” (głównie w kontekście Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi), jako nienowoczesne, nie będące w stanie zainteresować współczesnego widza, też mam wrażenie miesza dwa porządki: estetyczny i merytoryczny. Oczywiście zawsze manekiny mogą być ładniejsze, nowsze, bardziej błyszczące itd. Ale co jest złego jest w samym ustawianiu je w „scenki”? Przecież właśnie w taki sposób najlepiej opowiedzieć o modzie, której nie znamy lub znamy tylko z książek. To proste rozwiązanie (scenki), pokazuje od razu, że suknia była dzienne lub wizytowa czy spacerowa. Prezentowanie ubioru wyjętego z kontekstu (co ma miejsce już poprzez fakt, że ubiór jest w muzeum na manekinie, a powinien być na noszony przez kogoś) czyni go czasami niezrozumiałym dla współczesnego człowieka, który żyje w inny sposób od swoich przodków. Oczywiście można dołączyć podpis charakteryzujący ubiór, ale taki podpis wraz ze „scenką” będzie działał o wiele bardziej na zmysły widza. Moda to zjawisko społeczne i ono funkcjonuje zawsze w jakimś kontekście i dobrze jest (moim zdaniem) choć w sposób symboliczny ten kontekst przywołać. Oczywiście wyobrażam sobie (i widywałem) takie wystawy, które koncentrowały się na samej estetyce ubioru, bądź na osobach, które go nosiły. Krótko mówiąc modę można pokazywać na rozmaite sposoby i sposób prezentacji należy dobrać odpowiednio do tematu. Nie ma więc jednego klucza ekspozycji, który sprawdzi się w każdym temacie. Dlatego krytykowanie „scenek” przez autora, bez podobnych uwag uważam ze niedobre nie tylko dla wystaw mody, ale i dla treści samej książki (niekonsekwencja w ocenie wystawy Sary Lipskiej – wystawa „muzealne”, a jednak „spektakularna”, dezorientuje czytelnika).

Mam nadzieję, ze wystaw prezentujących modę będzie w Polsce coraz więcej i będą one coraz bardziej dopracowane; i będą nas edukować oraz wpływać na nasze zwiększenie świadomości zjawiska mody. I, co jeszcze raz chciałbym podkreślić, nie widzę żadnego merytorycznego powodu, by skupiać się jedynie na wystawach prezentujących modę w towarzystwie/ kontekście sztuki. Dla mnie Warszawski szyk jest równie interesujący co Sara Lipska czy Cuda Niewidy. Dlaczego? Bo razem pokazują one bogactwo mody, jej różnorodność i rozmaitość kontekstów, w jakich może funkcjonować. Tylko w taki sposób można pokazać, że moda nie jest jednowymiarowym, miałkim zjawiskiem. A o to zapewne chodziło autorowi książki Nowa moda polska. I o to chodzi także mnie.


W Post Scriptum oczywiście cała masa pytań do Was... Czy ważne jest dla Was to, że ubiór jest pokazywany w kontekście sztuki, czy wpływa to według Was na atrakcyjność wystawy? Jaki sposób prezentowania mody preferujecie? Czy w ogóle chodzicie na wystawy czy one mają na Was jakikolwiek wpływ? Może wystarczy tych pytań. Resztę zostawię na inny wpis.

PS 2 Jeśli interesuje  Was opinia o samej książce, polecam wpis na Modologii.

22 komentarze:

  1. A kim jest ten pan - autor ksiazki? Jeszcze raz nabieram przekonania, że jest to tylko taki "lans" kilku osob ktorym wydaje sie ze znaja mode. No i wlasnie to jest tego efektem ...
    Mam wrazenie, ze z mody na sile stara sie zrobic "dzielo sztuki" zapominajac kto ja tworzy, zazwyczaj sa to rzemieslnicy, krawcy, szwaczki szyjace na akord. Jakos tych osob nie uwaza sie za artystow, wiec jak moda, ktora tworza te zawody moze byc sztuka? Nawet stroje sceniczne sa efektem osob szyjacych w pracowniach. Osobiscie nie chodze na wystawy polskie dotyczace mody, uwazam ze jest nie zrozumiana, zle wystawiana, tym bardziej ze dodatkowo, nie ma zadnej bazy gdzie bylyby spis wszytskich obiektow (ubiorow), nie znana jest proweniencja, czesto zle okreslone stroje, zle datowanie. Nie ma w koncu edukacji w tym kierunku, historia mody na kursach bycia projektantem mody to jest za malo. Czesto badacze nie maja pojecia o czym pisza jesli poruszaja sie po temacie ubiorow ( zwlaszcza historycy, czesto powoluja sie na zrodla juz przestarzale). Nie ma tez u nas zadnych sympozjow, konferencji naukowych poswieconych ubiorom w tym modzie. Brak kreatywnosci i etetytki robienia wystaw, te (straszne manekiny czesto sklepowe). Brak tez szerszego spojrzenia na mode ( to nie tylko ubranie ale tez akcesoria jak kapelusze , torebki czy buty(wystawa o torebkach byla chyba kilka lat temu w MNK). Czestotliwosc tych wystaw tez robi swoje, na zachodzie w ciagu roku jest ich ok 5 a tu raz na 5 lat...
    Pozatym jest cos bardzo dziwnego, muzea nie pozwalaja publikowac zdjec danych obiektow nad ktorymi sie pracuje, tych zdjec nie wolno mi pokazywac nikomu, jak wiec ktos ma sie dowiedziec jakie sa zbioru danego muzeum gdzie nawet nie ma do nich katalogu.?
    Szkoda ze tak jest, przynajmniej ja to tak odbieram pod tym wzgledem jest pesymistka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspomniana publikacja jest niestety przykrym potwierdzeniem ograniczonego horyzontu autora, jego, jak i wielu innych jemu podobnych samozwańczych "znawców" i "krytyków" mody.
    Nie wygląda on poza swój ogródek, rabatkę wręcz - bo i po co? Lepiej znajomych wynosić na piedestały.
    Różycowi brak rzetelności i profesjonalizmu, muszę z przykrością stwierdzić. Niestety potencjał świetnego tematu został w tej pozycji zmarnowany, a szkoda! W tej serii powinno się pojawić coś lepszego o modzie, a nie taka prywata grubymi nićmi szyta!

    OdpowiedzUsuń
  3. @ atelierpolonaise: Mnóstwo uwag - dziękuję, ale chyba nie mam szans w jednej odpowiedzi ustosunkować się do wszystkiego, co napisałaś. Autor książki, Marcin Różyc, jest dziennikarzem mody, łatwo go wyszukać w google, więc nie będę pisał kim on jest. Generalnie pisać każdy może i ma prawo. I nie mam z tym problemu. Jednak problemem i to poważnym jest brak innej literatury z historii (tej bliższej i odleglejszej) mody, uzupełnionej oczywiście pozycjami, które pokazują też modę w innych kontekstach - socjologicznym, kulturowym itp. Pytanie brzmi, kto ma to pisać, tym bardziej, że sytuacja, którą zarysowujesz nie nastrajają optymistycznie... Może rozwiązaniem jest po prostu tłumaczenie książek na polski i wydawanie ich. I znów trudne pytanie... Czy będą chętni na takie książki? Naprawdę nie wiem, ale na pewno trzeba próbować. Ja sam teraz pracuję nad wystawą mody XX wieku i mam nadzieję, że będzie ona ciekawą propozycją i dla osób interesujących się historią mody i dla tych którzy po prostu chcą pooglądać ładne ubrania. Niebawem zdradzę więcej szczegółów
    O ubiorze jako dziele sztuki zaś wypowiem się oddzielnie, bo to zasługuje na osobny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @ anonimowy: Cóż, Ja nie chciałbym oceniać osoby samego autora, bo nie o to mi chodzi. Poza tym nie znam go na tyle, by to robić. Jedyne na czym mogę i chcę się skupić są jego poglądy zawarte w książce i wypowiedziane na spotkaniu. Z nimi będę dyskutował.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, mysle, ze powinno sie tlumaczyc ksiazki zagraniczne na jezyk polski i co jeszcze, to chyba edukacja. Jesli jej nie bedzie to jest taka wlasnie sytuacja.
    Pytajac o autora bardziej mi chodzilo o jego predyspozycje do tego aby brac sie za taki temat. A temat trudny, w ciaglym rozwoju i trzeba brac pod uwage wszytskie jego aspekty.
    Co do mojej wypowiedzi, chetnie poslucham odpowiedzi, nie jest ona rzadnym zarzutem tylko obserwacja tego srodowiska i ucieszy mnie jesli moje przemyslenia sa mylne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I znów napiszę formułkę swoją, że "problem w tym", ze Twoje obserwacje niestety w dużej mierze są prawdziwe... edukacja kuleje na wielu frontach. Dużo pracy trzeba w to włożyć. Na razie mi się jeszcze chce, ale jaki jest tego efekt? Nie mnie to oceniać.

      Usuń
  6. Książki jeszcze nie czytałam, więc ciężko się do tego ustosunkować, ale jeśli chodzi o wystawy... dla mnie sposób prezentacji jest w pewnym sensie obojętny (np. czy to będzie "wolno stojący" ubiór, czy raczej scenka), tak długo, jak jest zachęcający, interesujący. A taki może być w dowolny sposób. Sam chyba kiedyś wspominałeś o tym, że niestety często ubiory wyglądają nie jak coś, co można podziwiać, analizować, ale jak stare, nudne szmatki. Kontekst może być różny - tak długo, jak jest w nim coś przyciągającego, co zaciekawi. No i tabliczki,informacje - często mam wrażenie, że są tylko dwie skrajności - albo jest ich tyle, że od samego spojrzenia na te malutkie litery, męczy mi się wzrok, albo nie ma ich wcale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, no jest sporo do zrobienia jest w kwestii ekspozycji, ale i tak uważam, że osobno trzeba mówić o estetyce i merytorycznych wyborach prezentacji. Opisy, faktycznie do dopracowania, ale też mam świadomość, że podpisy są jedną z najtrudniejszych kwestii do rozwiązania na wystawie... Wydają się czymś błahym, ale tak absolutnie nie jest.

      Usuń
  7. Co to znaczy "ładne ubiory"? A dlaczego nie na przykład "brzydkie", w sensie kontrowersyjne, udziwnione, niekonwencjonalne? Chyba nadal pojecie estetyki odnosimy także do specyficznie definiowanej "brzydoty"? Kiedy i gdzie ma być ta wystawa?
    A chcieć nam się chyba raczej powinno do końca świata - co by było, gdyby na przykład ktoś znaczący stwierdził, że od dzisiaj mu się nie chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale nie mogę złapać, w którym miejscu pojawiają się owe "ładne ubiory"... Ja z pewnością nie jestem zwolennikiem pokazywania jedynie "ładnych" ubiorów, choć na wystawie, nad którą pracuję, z wielu względów takie właśnie będą dominować. Wystawa będzie w Poznaniu, w wakacje :)Na razie tylko tyle mogę powiedzieć.
      Co do "chcenia", to jest czasem tak, że człowieka nachodzą kryzysy i po prostu zastanawia się wówczas nad sensem tego, co robi. Wydaje mi się to dość naturalne. Oczywiście oby było ich jak najmniej :))

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy blog - na poziomie, konstruktywny, niebanalny, ciekawie prowadzony, merytoryczny, niezwykle pozytywny -jak wiosna wokół nas :-) Dziękuję za stworzenie tak dobrego miejsca w sieci, serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) To ja bardzo dziękuję za miłe słowa. Staram się, by było jak najlepiej. Miło, że ktoś docenia :))

      Usuń
  9. Bardzo doceniam i to ja dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Ładne ubiory" pojawiają się nie w tekście, lecz w Twoim komentarzu do jednego z komentarzy. A o brzydocie w modzie oraz w sztuce co Pan sądzi? W kwestii "chcenia" - no cóż, niekiedy zastanawiamy się nad sensem w ogóle, w szczególe, ale to nie znaczy, żeby cokolwiek nas, choćby na chwilę - bo szkoda tej chwili - demotywowało choćby nieco. No nie? :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, to te "ładne ubiory" musiały być jakimś skrótem myślowym, albo wypadkiem przy pracy... Pojęcie zarówno piękna jak i brzydoty, czy to w sztuce czy w modzie jest względne. Nie wyobrażam sobie, by mogły funkcjonować samodzielnie, tzn. jedno bez drugiego. Wiem, to brzmi ogólnikowo i może nawet mało wiarygodnie, patrząc na zawartość bloga :)) ale tak jest. Postaram się o tym jakiś post niebawem "wysmarować" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No ja myślę ;-) Może coś nie tylko o współczesności, na przykład o baroku? ...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie-koniecznie, ale z drugiej strony - romantyzm nigdy się nie skończył i nigdy się nie skończy mam taką nadzieję, bo jest w wielu aspektach antypopkulturowy... Piękno romantyzmu jest nie-do-opisania, można zacytować choćby następującą frazę: "Ja z twej mrocznej twarzy wyczytałam blasku twej duszy ponadziemskie piękno". Nieklasyczne piękno, a jednak bardzo klasyczne z innej perspektywy... Chyba :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj barok w ogole byl brzydki, wystarczy spojrzec na dworskie suknie typu mantua, hafty i materialy piekne ale forma obrzydliwa i do tego koszmarnie niewygodna.
    Ladne ubiory czy brzydkie, ja z tym mialam zawsze klopot, jesli tak okreslac to mundury Wojska Polskiego sa brzydkie kolorystycznie i w formie, brzydkie ciuszki nosza tez roznej masci bizness woman a czy ladne ciuszki to np stroje komunijne?

    OdpowiedzUsuń
  15. :)) na temat brzydkie-ładne można bez końca rozmawiać :)

    OdpowiedzUsuń