niedziela, 21 kwietnia 2013

„Malowanie ulicy”


Nie, nie będzie zachęcania do upiększania przestrzeni publicznej. Tym bardziej do jej dewastowania. Będzie za to o uwiecznianiu na płótnie wyglądu ulic, paryskich ulic II połowy XIX wieku. Jednym słowem przyszedł czas, by napisać o modzie widzianej oczami impresjonistów. O wystawach, jakie wciąż trwają oraz o filmie dokumentalnym towarzyszącym im, już pisałem (tutaj). Teraz będzie o tym, dlaczego warte jest to uwagi. Oczywiście są to w zdecydowane większości obrazy przyjemne dla oka. Ale czy to jedyna ich zaleta? Na szczęście nie. Otóż, jak pewnie większość z Was wie, impresjonistów interesował otaczający ich świat. Chcieli go namalować w sposób najwierniejszy. Jednak ich rozumienie wierności w oddaniu tego, co widzą różniło się znacznie od sposobu, w jaki dotychczas był stosowany przez malarzy. Interesowało ich to, co zmienne, chwilowe i pracowali nad tym, by uchwycić to na płótnie. Zdaję sobie sprawę, że to baaardzo duży skrót myślowy, ale nie chciałbym tu wdawać się w teorie sztuki. Moim celem jest spojrzenie na modę, jakiej byli oni świadkami i ich chęć, by ją zanotować na płótnach. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ to jeden z ważniejszych momentów w historii mody i możemy go obserwować także dzięki pracom impresjonistów.
Moda, odkąd się narodziła ściśle związana była z dworami królewskimi, książęcymi itd. Tam się rodziła i tam było miejsce jej prezentacji. Przywilej ten, jeśli można tak to nazwać, był zazdrośnie strzeżony przez najwyższe warstwy, w czym miało im pomagać prawo w postaci ustaw  przeciwzbytkowych. I choć nie zdawało to egzaminu, to jednak dwory pozostały głównymi uczestnikami tego, co najmodniejsze. Zmieniały się jedynie miejsca, które odgrywały wiodącą rolę. Dwór francuski zaczął przybierać na znaczeniu już w pierwszej połowie XVII wieku, osiągając apogeum za czasów Ludwika XIV. Wówczas wszystkie oczy skierowane były na Wersal. Zasadnicze zmiany nadeszły dopiero sto lat później wraz z Wielką Rewolucją Francuską. Nawet, jeśli miały one symboliczny wymiar, to przyniosły w stosunkowo krótkim czasie istotne nowości. Moda stawała się ważnym aspektem życia dla mieszczaństwa i wkrótce ono zaczęło być jej głównym konsumentem i odbiorcą. Tryb życia mieszkańców Paryża nabierał niespotykanej dotąd dynamiki. Szło to oczywiście w parze ze zmianami samego miasta – ulicami, ich oświetleniem, a co za tym idzie, także bezpieczeństwem. Zaczęła się tworzyć moda na spędzanie czasu na wolnym powietrzu. Laski, parki i ogrody paryskie wypełniały się ludźmi...
I w ten sposób wracamy do impresjonistów, których te zmiany interesowały i chętnie czynili je tematem swych. Robili to jeszcze zanim „oficjalnie” stali się impresjonistami, czyli przed 1874 roku, kiedy to odbyła się ich pierwsza wspólna wystawa. Zwłaszcza obrazy z połowy lat 60. XIX wieku znakomicie oddają atmosferę (i modę) wycieczek na łono natury...
 Studium do „Obiadu na trawie”‚ Claude Monet, 1865


Na plaży w Trouville, Claude Monet, 1870-1871

Promenada, Auguste Renoir, 1870
Ale w repertuarze impresjonistów znajduje się także sam Paryż z bulwarami i spacerującym tłumem, bądź bardziej ustronnymi, choć czasem nie mniej zatłoczonymi miejscami.
 Le Pont-Neuf, Auguste Renoir, 1872

Pont du Europe, Gustave Caillebotte, 1876


Tańce w Moulin de la Galette, Auguste Renoir, 1876

Ławka (lub: Camille Monet na ławce w ogrodzie) Claude Monet, 1873

U modystki, Edgar Degas, 1885

Loża, Auguste Renoir, 1874 


To jest właśnie, z perspektywy historii mody, najistotniejsze, że ci artyści wychwycili ową istotną zmianę. Pokazali modę w jej najpełniejszym, społecznym, znaczeniu. Nie koncentrowali się jedynie, jak portreciści, na kroju, urodzie samych sukni, ale malowali je w kontekście, jakim funkcjonowały – na spacerach, w kawiarniach, w operze itd. Pozostawili nam nie tylko urodziwe płótna, ale i znakomity dokument, fascynujący do dziś.

Źródło ilustracji:

11 komentarzy:

  1. Impresjoniści zapraszają nas - chyba - do zintensyfikowanej subiektywności w refleksji nad życiem i sztuką, może dlatego oglądanie ich obrazów jest takie 'przyjemne' a zarazem 'wzruszające'... Nie trzeba "wiedzieć", wystarczy (chcieć dobrze) "widzieć", żeby doświadczyć duchowej uczty w relacji z ich dziełem/dziełami. Mam wrażenie - ale to tylko właśnie impresja - że ich obrazy nie są jedynie... oczywiście w uproszczeniu: 'lekkie', 'subtelne', 'słodkie'. Jakaś trudna do zdefiniowania nowa kategoria pojawia się na płótnach impresjonistów, "coś" niczym wysublimowana szorstkość, trochę jak perła kałakucka - do perły niepodobna wcale... Może to przedziwne połączenie ulotności nieco 'sentymentalnej' z realnością nieco oniryczną, jak byśmy byli na granicy jawy i snu, konkretu i marzenia, zwątpienia i nadziei, obiektywizmu (którego nie ma) i subiektywności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się jak o tym piszesz :)) Ta "oniryczność" może wynikać też z samej warstwy malarskiej, w rozbicia sylwetki ludzkiej na pojedyncze pociągnięcia pędzlem. Pociągnięcia, które powodują "stapianie" się tej sylwetki z otoczeniem, zacieranie się granicy między nimi...

      Usuń
  2. Dziękuję, a mi się podoba bardzo Twój styl pisania tekstów i odpowiedzi na komentarze :-) Co do impresjonistów, mnie się wydaje, że nawet ktoś, kto nie zna się na teoriach sztuki i nie potrafi obrazu zanalizować technicznie, fachowo, wyczuwa zarazem łagodność i energię tych dzieł - to wspaniałe, że impresjonistów właściwie nie da się pomylić z żadną inną grupą twórców. Niejako każdy może poczuć się w ich świecie - i to poczuć się dobrze. Oni są tak charakterystyczni, przekonujący - stonowani, a zarazem wyraziści... To niesamowite, jakby nieulotna ulotność... Można by stwierdzić: "trwaj chwilo, jesteś piękna"...
    P.S. Bardzo podoba mi się obraz jednego z impresjonistów - na płótnie możemy podziwiać zwyczajną, a niezwyczajnie przedstawioną sytuację z życia codziennego wziętą: pociąg wjeżdżający na dworzec kolejowy... Dynamika, a jednocześnie jakby zatrzymanie - może dzięki efektownej, białej chmurze pary unoszącej się do nieba? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne chodzi Ci o dworzec Świętego Łazarza malowany kilkakrotnie przez Claude'a Moneta :) tak, też lubię te obrazy. Ale chyba najbardziej czułem to, o czym piszesz ("chwilo trwaj") przed Tańce w Moulin de la Galette, Renoir'a. Bo to tak jest, że one tylko na żywo dają ten efekt... Warto jeździć i oglądać te obrazy :)))

      Usuń
  3. Z impresjonistów zawsze najbardziej działał na mnie Renoir i Caillebotte, jeśli chodzi o portretowanie postaci - ten pierwszy stylem i kolorystyką, drugi precyzją. Natomiast w dziedzinie przyrody moim faworytem jest zdecydowanie Monet. Uwielbiam to ich "rozbijanie" kolorów na części składowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja muszę się przyznać, że, poza kilkoma obrazami, nie lubię Renoira... naprawdę. Caillebotte świetny, Monet, Pissaro też..., Degas jest dla mnie zbyt surowy, ale też wiele jego obrazów lubię :) w ogóle lubię malarstwo, a ich obrazy są właśnie malarskie :)))

      Usuń
  4. Tak, na pewno chodzi o ten obraz. Tylko na żywo impresjoniści robią tak nieodparte wrażenie, naprawdę? Na Twoim blogu obrazy wyglądają bardzo pięknie :-) i mam wrażenie, że nie trzeba ich oglądać bezpośrednio w muzeach. Zresztą można najpierw spojrzeć na obraz, poczuć intensywność tej chwili, zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że jest się blisko dzieła, że można je niemal dotknąć, poczuć specyficzną strukturę płótna,zapach farb...
    P.S. Piękno impresjonistów wymyka się słowom, a to, co niewyrażalne jest bardzo inspirujące, wymaga podjęcia przez nas zmagań z ograniczonością materii... Mnie się wydaje, że na przykład powiedzenie o impresjonistycznych obrazach, że są "ładne", byłoby dość konwencjonale. To, co 'tylko' "ładne" w sztuce, nie budzi chyba emocji, refleksji, nie wywołuje w nas poruszenia, nie pozostaje w pamięci, zwyczajnie umyka. A impresjoniści zakorzeniają się w naszej świadomości, bo tworzą ogrom piękna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm... Pewnie można też to poczuć oglądając reprodukcję, ale uwierz mi, patrzenie np. na Śniadanie wioślarzy Renoira jest niezapomnianym przeżyciem :) Bardzo polecam :)

      Co do "ładności" impresjonistów, to jest chyba tak, że po prostu oni działają na Ciebie. Znam ludzi, którzy dokładnie tak jak piszesz, kończą na określeniu: "ładne". Na szczęście sztuka jest tak różnorodna, że każdy znajdzie coś dla siebie :)

      Usuń
  5. Wierzę :-) Oczywiście, najlepiej oglądać oryginały. Sztuka jest metafizyczna i dla wszystkich, tylko my czasem sami siebie z niej wykluczamy. Subiektywnie, inaczej mamy ją odbierać i to jest cud-owne. Jeśli ktoś mówi o impresjonistach, że są "ładni", bo tak ich odczuwa - prawdziwie, bez maniery, bez Gombrowiczowskiej formy i wyuczonej ignorancji, a faktycznej pustki - to mało jest piękniejszych relacji ze sztuką :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. P.S. Impresjoniści są jak wiosna :-)

    OdpowiedzUsuń