piątek, 22 marca 2013

Druga strona medalu


Niemal dokładnie rok temu pisałem o książce Barwy wojenne poświęconej dwóm kobietom, które zbudowały kosmetyczne giganty – Elizabeth Arden i Helenie Rubinstein. Treść wypełniona była nie tylko historiami „drogi do sławy”, ale także dziejami ich rywalizacji na kosmetycznym polu. Gdzieś w tle tego wszystkiego pojawiał się co jakiś czas Max Factor. Teraz, dzięki Wydawnictwu Znak możemy poznać drugą stronę medalu, czyli jego historię.

Przede wszystkim był ciepłym, serdecznym i przyjaznym człowiekiem. Tak więc o ile „królowe kremów” budziły mój respekt i podziw, to Max Factor od razu zyskał moją sympatię. Nawet niepowodzenia, które spotkały go na początku kariery (nieuczciwi wspólnicy) nie zmieniły jego podejścia do ludzi. Jako ulubieniec hollywoodzkich gwiazd, miał do czynienia z najróżniejszymi osobowościami, a mimo to udawało mu się utrzymywać z większością z nich przyjazne stosunki. Nawet kapryśna (ponoć) Pola Negri tłumiła swoje wybuchy złości, gdy siadała na jego fotelu do charakteryzacji. Nawiasem mówiąc Max Factor potrafił ją przywołać do porządku po polsku, kiedy po raz pierwszy się spotkali na planie. Jest oczywiście możliwe, że niezwykle przychylny biograf, były pracownik Max Factor zresztą, wybielił nieco swojego bohatera, ale chyba nie udałoby mu się przykryć nawet najlepszym makijażem od Max Factor wszystkich jego grzeszków. Przyjmuję zatem, że był on bardzo pozytywnym bohaterem.
Co go jeszcze różniło od rywalek w biznesie, to udane życie rodzinne. Obie panie, jako nieco despotyczne i kontrolujące osoby miały trudności z poprawnymi stosunkami nawet z najbliższymi. Natomiast Max Factor potrafił wciągnąć do biznesu swoich synów w sposób bezkonfliktowy. Mało tego, jeden z jego synów, Francis, po śmierci ojca zmienił urzędowo imię na Max Junior. Ponadto, po śmierci założyciela, 1938 roku firma w żaden sposób nie była zagrożona i płynnie przeszła w ręce kolejnego pokolenia Factorów.
Być może uznacie, że za dużo tych informacji o Factorze, jako osobie i wolelibyście poczytać o jego dokonaniach na polu kosmetycznym, ale właśnie to mi się wydaje najistotniejsze. I do tego bardzo pozytywne – można osiągnąć sukces, pracować z największymi w swojej branży i pozostać ciepłym, przyjaznym człowiekiem. W pamięci utkwiło mi, że kiedy Max Factor widział w sali, gdzie robiono peruki zbyt dużo marnujących się włosów na podłodze, zaczął sam je zbierać (ludzkie włosy, których używano w jego firmie były drogie). Następnego i jeszcze kolejnego dnia zrobił tak samo. Później już pracownicy zauważywszy ten fakt i odczytawszy aluzję, sami zaczęli to robić i w ten sposób oszczędzać pieniądze firmy.
I na koniec jeszcze jeden interesujący aspekt tej opowieści o Max Factorze – historia kina od pierwszych filmów, poprzez obraz dźwiękowy, aż do pełnego koloru. Na tych wszystkich etapach bohater książki był obecny. Mało tego, miał on w ich tworzeniu swój wyraźny udział.
Moim zdaniem warto do książki zajrzeć, tym bardziej, że jest napisana bardzo prosto i płynnie i w zasadzie czyta się ją niemal jak bajkę. A chyba wszyscy lubią bajki, tym bardziej te z dobrym zakończeniem.

2 komentarze:

  1. Czyli trzeba kupic ksiazke i kosmetyki. A tak swoja droga to "wszystkie drogi prowadza do Polski" (tej rozbiorowej).

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, tych dróg do Polski prowadzi naprawdę wiele :))

    OdpowiedzUsuń