sobota, 23 marca 2013

Cuda Niewidy. Uwagi po zwiedzaniu.



Nie zwracając uwagi, a raczej ignorując pogodę za oknem wybrałem się dziś do Torunia zobaczyć te „Cuda” zgromadzone w Centrum Sztuki Współczesnej. W końcu to „wystawa, jakiej w Polsce nie było”. Po jej zobaczeniu mam jednak pewne wątpliwości. I od razu zaznaczam, że faktycznie zestawu takich eksponatów do tej pory w Polsce oglądać nie było można. Dlaczego więc podkreślam tę różnicę? Ponieważ te same eksponaty mogłyby w nieco innym zestawie tworzyć inną wystawę. Krótko mówiąc same eksponaty wystawy nie czynią, potrzebna jest myśl, która je zespala. Jak to wygląda w przypadku toruńskiej wystawy? 


CUDA NIEWIDY to w zamyśle wizualna podróż przez światy wyobrażone, umiejscowione na skrzyżowaniu różnych odmian kreatywności i ekspresji. Zaprezentujemy prace, które prowokują pytania o to, gdzie kończy się strój, a zaczyna rzeźba; gdzie kończy się to, co syntetyczne, a zaczyna to, co organiczne; gdzie znajduje się granica, jeśli w ogóle istnieje, między kategoriami, które pozwalają nam klasyfikować i definiować różne dziedziny twórczości.
Transdyscyplinarność, krzyżowanie się dziedzin i zapożyczenia zachodzące między różnymi dziedzinami wiedzy i ekspresji (np. sztuki, architektury, designu, mody, nauki i postępu technicznego) mogą posłużyć za pryzmat do obserwacji zachodzących obecnie szerszych zjawisk społecznych, które nasilą się jeszcze w przyszłości. Są one ściśle związane z hybrydyzacją kulturową i pojęciem transkulturowości.
Analiza tego procesu to zadanie dla sztuki, lecz w niektórych przypadkach przydatna okazać może się też moda. Dlatego wystawa CUDA NIEWIDY zaprezentuje najbardziej intrygujących i nowatorskich młodych projektantów, przekraczających w swojej pracy konwencjonalne granice mody na rzecz procesów twórczych, w których ubranie jest tylko jednym z elementów dzieła. Niektóre z tych artefaktów można określić jako obiekty hybrydowe, ewoluujące w odniesieniu do ciała, inne można uznać za wizualizacje, koncepcje i procesy rozszerzające pojęcie mody w różnych kierunkach, np. sztuki, designu, architektury oraz innych form powstających w wyniku spotkania tych dyscyplin. (z mat. prasowych)



Najważniejsza jest dla mnie kwestia, w jaki sposób została stworzona ekspozycja, by te problemy mogły tam zaistnieć i czy faktycznie zaistniały.

Wydaje mi się, że przy całej urodzie eksponatów, dobrej, ciekawie zaaranżowanej  przestrzeni nie do końca się to udało. W zasadzie tylko w pierwszej sali, gdzie znalazły się prace Anny Rajcevic, Kima Hagelinda i Ruth Hogben czułem, że obiekty wchodzą ze sobą w bezpośredni i do tego owocny dialog pozwalający widzowi zastanowić się nad granicami poszczególnych dziedzin sztuki. W pozostałej części ekspozycji już tak dobrze nie było. Oczywiście, podkreślam to jeszcze raz, że nie mam na myśli „jakości obiektów”, a realizację założonych tematów. W zasadzie każda z prac była prezentowana w oddzielnej przestrzeni i już nie działały tak na siebie (osobno Zwierciadło łzy - biżuteria, osobno Niebo itd.).  Znów był wyjątek – ostatnia sala, ale tam też tego dialogu nie dostrzegłem.... Być może był? No właśnie – skąd, jako widz, mam to wiedzieć? Nie wszystkie zestawienia i wybory muszą być dla mnie oczywiste. I tu pojawia się moim zdaniem najsłabszy punkt wystawy – podpisy. Ich schemat wygląda w ten sposób, że poza podstawowymi danymi najpierw poznajemy informacje o artyście/ projektancie i dopiero informacje o pracy. To sprawia, że ekspozycję zaczynamy w pewnym momencie oglądać głównie jako przykłady twórczości danego artysty i odczytujemy dzieła w izolacji od innych. Wystawa zaczyna się jawić jako zespół ciekawych, acz odrębnych obiektów jedynie luźno ze sobą połączonych, i.... zapominamy o problemach, jakie chciała przedstawić kuratorka. Domyślam się, że autorka wystawy chciała zaprezentować sylwetki artystów w Polsce nie znanych, i stąd te informacje w podpisach pod obiektami, ale można było te biogramy np. umieścić w internecie, albo w przestrzeni wystawy, przy stanowisku komputerowym. W podpisach natomiast, moim zdaniem, lepiej byłoby się skupić na informacjach, które pomogłyby widzowi uporać się nie tylko z interpretacją poszczególnych dzieł, ale i ułożeniem sobie w głowie całego problemu wystawy. Tym bardziej, że takiej wystawy przecież Polsce nie było... Trzeba więc widza  przeprowadzić trochę przez wystawę, pomoc mu zrozumieć na czym polegają poruszane problemy, by sam też spróbował je dostrzec, a nie tylko przeczytał o tym.

Moim zdaniem przy takim, jakby nie patrzeć bardzo trudnym temacie, jak szukanie granic pomiędzy ubiorem a rzeźbą chociażby (czy one są w ogóle itd.) warto by ustawić w przestrzeni wystawy, lub w tym holu przed wystawą feedback wall, czyli miejsce na informację od widza. Warto byłoby mu zadać pytanie (oczywiście odpowiednio sformułowane) np. czym jest dla niego rzeźba, jakie cechy powinno mieć ubranie, czy w ogóle interesuje go problem zacierania granic pomiędzy dziedzinami sztuki, itd. To by była faktycznie wystawa „w procesie”, gdyby publiczność mogła swoje zdanie zaznaczyć. Być może innym sposobem byłoby umieszczenie w przestrzeni wystawy „zwykłych” przedmiotów, tak, by bardziej prowokować do zadawania sobie pytań. Tymczasem wszystkie te przedmioty tam zgromadzone są w pewien sposób niezwykłe, są owymi „cudami – niewidami” – nie wiadomo co z nimi zrobić. Budzą zachwyt, zaciekawiają - to na pewno, ale czy tylko o to chodziło? Generalnie, muszę przyznać, miałem problem z odczytaniem narracji na tej wystawie, lub też gradacji problemu. No i niemałym zaskoczeniem było, że praca Chalayana wspominana jako punkt wyjścia wystawy, była w zasadzie jej kulminacją.... Nie rozumiem tego.

Żeby już powoli zamykać temat chciałbym ująć to (w miarę) krótko. Wystawa zachwyca i daje doznania estetyczne, pokazuje fantastyczne eksponaty, ale niestety moim zdaniem trochę zawodzi na poziomie podejmowania problemów, o jakich czytałem w opisie wystawy. Być może też, co biorę pod uwagę, nie jestem właściwym odbiorcą tej wystawy. No właśnie, jestem też ciekaw do kogo adresowana jest ta wystawa. Mimo swojej ewidentnej atrakcyjności, moim zdaniem jest ona skierowana do, w sumie wąskiego, grona odbiorców. Już sam podejmowany problem jest trudny, niemal akademicki i do tego ekspozycja tych zawiłości nie pozwala przynajmniej ogarnąć, bo nie mówię, że mają być tam jednoznaczne odpowiedzi.

Generalnie oceniam tę wystawę na „czwórkę z plusem”. No i oczywiście wszystkich bardzo gorąco zachęcam do wybrania się do Torunia. Takich eksponatów jeszcze u nas nie było.


PS

I jeszcze jedna uwaga już „poza oceną”. Kto wpadł na pomysł, by w salach, w których nie ma pełnego światła zrobić podpisy tak małą czcionką?! Już po sali z „biżuterią” miałem serdecznie dość wytężania wzroku. Może ktoś powiedzieć, że nie trzeba czytać, ale, co już raz napisałem - jeśli te eksponaty nie są znane szerokiemu gronu, to tym bardziej chce się je poznawać.

11 komentarzy:

  1. Nic nie wiedzialam o tej wystawie. To dziwne ze nie zadbali o widza i troche sie to wszystko pogubilo. Nazwiska sa swietne plus kuratorzy z tym ze byc moze tutaj nie zadbano o polskiego kuratora z wiedza o ubiorze, w Polsce brak jest takowych. Dziwne ze nie znalazla sie wsrod nich Isabelle de Borchgrave. No coz sa gusta i gusta... A czy katalog ma ciekawe teksty i czyje jesli mozna spytac bo tylko to mnie w sumie zainteresowalo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm.. to chyba nie do końca tak. tzn. generalnie wystawy w Polsce są "domyślnie" robione pod specjalistów. Niestety tak to wygląda. Ta wystawa niestety nie należy do wyjątków. Można się o tym łatwo przekonać, czytając ulotkę, folderek dostępny bezpłatnie w kasie CSW. Jest on napisany zbyt trudnym językiem dla przeciętnego widza. I znów wraca pytanie, dla kogo ta wystawa? Studenci kulturoznawstwa, historii sztuki itp. odczytają ten tekst, ale czy przysłowiowa Pani Kowalska, która gdzieś przeczyta, że to wystawa m. in. o modzie coś z tego zrozumie? Mam duże wątpliwości. No ale może to nie wystawa dla niej po prostu....

    Jeśli chodzi o kuratora z wiedzą o ubiorze, to też niestety nie jest tak prosto, bo to są bardzo nietypowe ubiory i to, podkreślam, jest ich zaletą jeśli chodzi o toruńską wystawę. Właśnie to jest ciekawe, gdzie przebiegają różne granice....

    I tak, katalog zapowiada się ciekawie, ale dopiero będzie wydany. Ma być tam między innymi tekst Valerie Steele :) Ale na to musimy nieco poczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wlasnie o Valerie mi chodzi, poszukuje tez informacji o metodologii kostiumologicznej, moze cos tam bedzie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno mi powiedzieć. Myślę, że najlepiej byłoby się po prostu z nimi skontaktować. Albo poczekać na publikację :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszelkie uwagi odnośnie podpisów są w istocie trafne, ale pragnę nadmienić, że tak właśnie wyglądają wystawy kuratorstwa Dobrili Denegri.
    Jak zwykle miała ciekawy pomysł, który w starciu z rzeczywistością zawsze pozostawia poczucie niesmaku. Wiadomo,że sztuka współczesna jest szalenie wymagająca, a CSW nie ułatwia odbiorcom zrozumienia wystawy. Konceptualna odsłona jak zwykle pozostawia wiele do życzenia. Szkoda,że dopiero przy oprowadzaniu z przewodnikiem jakoś nagle się całą wizja wystawy potrafi skrystalizować. Takie umieszczanie podpisów pod pracami niezwykle irytuje, od kiedy pani kurator będąca równocześnie dyrektorem programowym toruńskiego CSW sprawuje piecze nad programem wystaw w zasadzie ciągle powiela stare błędy - pobożnie zakłada,że zwykły człowiek z ulicy będzie w stanie rozszyfrować wystawę, co niestety nie wychodzi stąd stale obecna niechęć do tego miejsca i ogółem do współczesnej sztuki. Szkoda, bo temat wystawy faktycznie innowatorski, pierwsza sala jest cudna, dalej robi się coraz gorzej...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o katalog, to pragnę nadmienić,że warto uzbroić się w cierpliwość... katalogi są zwykle wydawane po ok.2-6 miesiącach od zakończenia wystawy. Wciąż oczekuję katalogu do wystawy Bayrle "od nici do kłębka i z powrotem", który ciągle się "pisze" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katalog Thomasa Bayrlego ukazał się na przełomie roku, także od stycznia jest już dostępny w ksiegarni CSW, pozdrawiam

      Usuń
    2. Dzień dobry,
      Nie mogę odmówić sobie komentarza, chociaż nie mam zwyczaju zabierać głosu w takiej formule - chciałam poinformować Pana/Panią, że w Księgarni Sztuki toruńskiego CSW od stycznia 2013 można nabyć katalog wystawy Thomasa Bayrle i Helke Bayrle. Katalogi większości ostatnich wystaw (np. wystawy 'Statek kosmiczny ziemia', '622 Upadki Bunga', 'Gęstość cienia', 'To' Marzeny Nowak, 'Moje własne kino' J. Robakowskiego czy 'Telemach' Lecha Majewskiego) były dostępne na wernisażu, często w promocyjnych cenach. Zapraszamy więc do Księgarni:}
      Kasia Toczko
      Rzeczniczka prasowa CSW w Toruniu

      Usuń
  7. @ anonimowy: Dziękuję za Twoje uwagi. Ja w CSW Znaki Czasu byłem w minioną sobotę po raz pierwszy. Nie miałem żadnego wyobrażenia o tym miejscu, obierałem całość po raz pierwszy.
    Trochę to smutne, o czym piszesz, a z drugiej strony cieszę się z Twojego głosu, bo już myślałem, że to ze mną coś jest nie tak ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm, jestem bardzo ciekawa tej wystawy. Nie miałam jeszcze okazji być w Toruniu, ale teraz trochę się boję, że...nie zrozumiem całości. Lubię intelektualne wyzwania, ale rzucanie się na głęboką wodę może spowodować co najwyżej frustrację. Ktoś wcześniej wspomniał o możliwości zwiedzania wystawy z przewodnikiem,czy także i przy tej wystawie? Może warto się wybrać w Noc Muzeów, hm, postaram się, może cała otoczka coś rozjaśni ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. @ kelly: nie masz się czego bać :) Nawet jeśli, czego się boisz, nie odczytasz całości, to zapewniam Cię, ze wrażenia estetyczne i tak są gwarantowane :)))
    Pamiętaj, że Noc Muzeów to może szansa na zwiedzanie z oprowadzaniem, ale za to stracona możliwość spokojnego przyglądania się obiektom tam prezentowanym.

    OdpowiedzUsuń