niedziela, 17 marca 2013

Biel, bale i koronacje


Kiedy widzimy zdjęcia z jakiegoś balu debiutantek, można pomyśleć,  że miejsce bieli jest w kościele, a nie w sali balowej. Tymczasem książka, którą niedawno skończyłem czytać  (Diana DeMarly, Worth: Father of Haute Couture, wyd. Elm Tree Books, Londyn 1980) przypomniała i uświadomiła mi dobitnie, że biała suknia była obowiązkowa na oficjalnym balu. Dopuszczalna była także srebrna, no i dodatki, które jednak musiały pasować do tematu przewodniego balu.  Ok, pomyślałem, zerknijmy w takim razie na portrety. Kobiet w bieli jest sporo na dziewiętnastowiecznych, reprezentacyjnych portretach. Ja skupię się na tych, które związane są z domem mody Worth’a. Pierwszeństwo należy się Księżnej Pauline von Metternich z racji tego, że to dzięki jej wstawiennictwu Worth dotarł do najważniejszej swojej klientki, cesarzowej Eugenii.  Portret ten (1860 rok), niezwykle schelbiający portretowanej wyszedł z pracowni Franza Xavera Winterhaltera (1805 - 1873).

Księżna jest pięknie oświetlona, „w plenerze”, i ubrana w suknię od Worth’a. Czego chcieć więcej? Może więcej podobnych portretów? Proszę bardzo. Ten sam artysta, nawiasem mówiąc cieszący się niesłychaną wręcz popularnością na dworach, sportretował inną, ważną dla omawianego domu mody klientkę, Księżnę Walii Aleksandrę (1864 rok).

Ona również (najprawdopodobniej) ma na sobie kreację od Worth’a. Poza bielą, wyraźnym akcentem jest błękit wstęgi zdobiącej suknię. Jeszcze trzeba dodać, dlaczego ta klientka była taka istotna dla domu mody. Otóż 1863 roku poślubiła ona najstarszego syna Królowej Wiktorii i Księcia Alberta, Edwarda, późniejszego Edwarda VII. A, że niestety tak nieszczęśliwie się złożyło, że Książę Albert zmarł dwa lata wcześniej, Królowa Wiktoria nie była zainteresowana życiem towarzyskim i do tego przywdziała czerń na resztę swojego życia. Dlatego też z punktu widzenia projektanta, żona najstarszego syna, następcy trony, była najwłaściwszą i najważniejszą osobą, jaką mógł on ubierać na angielskim dworze.  

Do koronowanych głów noszących jego kreacje należała także Cesarzowa Elżbieta, czyli Sissi. I ona także, co może już wydawać się nudne, została sportretowana przez Winterhaltera w sukni od Worth’a (1865 rok).

 
Jednak najważniejszymi zamówieniami, jakie otrzymał projektant były suknie koronacyjne. Za swojego życia Charles Frederick zrealizował dwa takie zamówienia. Było też trzecie, ale niestety, nie dane mu było sfinalizowanie go. Projektant zmarł nie doczekawszy efektu końcowego, o który zadbał już jego syn, Jean-Philippe. Pierwsze z tych zamówień przyszło z wiedeńskiego dworu właśnie. Cesarzowa Elżbieta, po politycznym zawirowaniu, czego skutkiem było pojawienie się Austro-Węgier, miała zostać koronowana na Królową Węgier. Był to rok 1867. W tym niezwykle delikatnym przedsięwzięciu pośredniczyła zapewne wspomniana Księżna Paulina. Trudność zaprojektowania sukni polegała na połączeniu wymogów etykiety z elementami tradycyjnego stroju węgierskiego. Worth jednak nie zawiódł i suknia okazała się dużym sukcesem. Dzięki funkcjonującej już wówczas fotografii możemy zobaczyć efekt jego pracy.

W drugim przypadku nie mamy takiej możliwości. Musimy wierzyć „na słowo”.  A rzecz dotyczyła koronacji Marii Fiodorowny i  Aleksandra III, jaka odbyła się w 1883 roku w moskiewskim Kremlu. Warto zaznaczyć, że carowa była prywatnie siostrą poznanej dziś księżnej Walii, Aleksandry. Cóż, nie ma to jak szeptana reklama :)) Trzeci, podobny sukces, nie oglądany już przez Charlesa Frederick’a miał także miejsce na rosyjskim dworze, gdy po śmierci Aleksandra III tron obejmował jego syn, Mikołaj II i żona, Aleksandra Fiodorowna.

Mając takie klientki, Worth przyciągał automatycznie całą rzeszę innych, w tym bardzo liczne Amerykanki. Oprócz swojej sławy miał on bowiem jeszcze jeden atut – mówił doskonale po angielsku, co z pewnością pozwalało uniknąć nieporozumień dotyczących zamówienia. Jedną z takich klientek była przebywająca dłużej w Paryżu ze względu na dyplomatyczną misję swojego męża, pani Margaret „Daisy” White. Ona także zamówiła portret u mistrza tego gatunku, Johna Singera Sargenta (1856-1925) uwieczniając się w ten sposób w sukni od Worth’a (1883 rok).

 
I nawet, jeśli dziś nie widzimy w pokazywanych przeze mnie sukniach  jakiegoś pazura, fajerwerków, to powinniśmy sobie uświadomić, że Worth ubierał kobiety na europejskich dworach nie dlatego, że należał do awangardy, ale dlatego, że doskonale znał zasady panujące na nich. Wiedział, co gdzie wypada założyć. Zdejmowało to z klientek troskę o to, czy dobrze wypadną. Tym bardziej, że tworzące się wówczas fortuny sprawiały, że na dworach pojawiały się osoby bez obycia, znajomości etykiety. Worth zaś potrafił się poruszać wśród tych zawiłości z łatwością. Po prostu dobrze znał swoje klientki, wiedział dla kogo projektuje i robił to świetnie. Jakie to proste ;)
Źródło ilustracji:

6 komentarzy:

  1. No jasne bardzo proste ale czy byly tez jakies polskie klientki u Wortha?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie natknąłem się na żadne polskie nazwisko... Ale mam jeszcze jedną książkę, gdzie jest rozdział o klientkach Worth'a. No i można jeszcze sprawdzić skąd wzięła się jego suknia w Muzeum Narodowym w Krakowie. Może podarowała ją jakaś klientka - Polka?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pytanie - Piotr Szaradowski jaki jest tytuł tej książki, gdzie można znaleźć rozdział o klientkach Worth'a?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam na myśli: Opulent Era: Fashions of Worth, Doucet and Pingat, katalog wystawy z Broolkyn Muzeum, NYC

    OdpowiedzUsuń
  5. Biel wydaje mi się bardzo inspirująca, chyba pasuje do każdego w każdym wieku. Oddaje trudną do nazwania pełnię, doskonałość, ideał. Czyli coś nieosiągalnego, wymarzonego.

    OdpowiedzUsuń