niedziela, 27 stycznia 2013

„Nieprawdopodobny” John Galliano



Galliano, jak mówi internet (np. tu) dostanie szansę, by ponownie projektować. Będzie pracować dla Oscara de la Renty. Czy mnie to cieszy? Bardzo. Ta afera z Galliano w roli głównej nie była aż tak jednoznaczna dla mnie. Dom mody Diora musiał doskonale wiedzieć, że projektant jest uzależniony i nie panuje do końca nad sobą. Mogli mu jakoś pomóc, zanim doszło do tej okropnej sceny w kawiarni. Miałem wrażenie, że wykorzystano szanse i się go po prostu pozbyto... A może to była forma pomocy, może dopiero wobec takich okoliczności udało się go zmusić do leczenia? Tak czy inaczej Galliano osiągnął dno jako człowiek, ale przecież nie jako projektant. Dlatego mam nadzieję, że kiedy człowiek w nim wzrośnie i umocni się to i projektant zabłyśnie.
Mimo wszystko, to nie ta wiadomość mnie zainspirowała do wpisu. W styczniu, w Domu Bretanii mówiłem o modzie czasów Francuskiej Rewolucji. To właśnie wtedy, w okresie Dyrektoriatu (1795-99), na scenie mody pojawili się Les Incroyables (dosł. Nieprawdopodobni, Niewiarogodni). To przydomek nadawany młodym członkom „subkultury” jaką stanowili młodzi arystokraci noszący się ze sztuczną i przesadną elegancją. Ich damskim odpowiednikiem były merveilleuse.To jest niesamowite (i może nawet nieco oburzające), że w takim okresie ludzie myśleli o modzie, o strojeniu się i pokazywaniu na balach czy przyjęciach. Być może show must on on? Na magrinesie – może to jest powód dla którego niektórzy nigdy nie przekonają się do zjawiska mody (tzn. nigdy nie zaakceptują, że to coś istotnego, coś, czemu warto poświęcić uwagę).
Wróćmy jednak do Galliano. Otóż właśnie w ten sposób, Les Incroyables, zatytułowana była jego kolekcja dyplomowa z 1984 roku. Nawiązywał on w niej właśnie to tego epizodu w historii mody. Z resztą, jak wiemy, projektant ten bardzo mocno i wyraźnie czerpał z dawnego ubioru, zwłaszcza XVIII i XIX wiecznego. Nawiasem mówiąc, mnie, jako osobę prowadzącą zajęcia z historii mody, bardzo to ujmuje (dzisiaj ewidentnie mam skłonności do dygresji). Poniżej zdjęcia pokazujące kilka wzorów ze wspomnianej kolekcji. 
 
Widać, że projektant nie „zapożyczył” sobie kilku detali i na tym poprzestał, ale zrozumiał owych Nieprawdopodobnych. Jego ubiory, nie dość bowiem, że w fasonach przypominają te XVIII, to jeszcze całe są przeskalowane; olbrzymie kieszenie, olbrzymia wstęga przechodząca nie przez pierś, lecz przez ciało. Podobnie jest z kokardami, koszulami, spodniami. Niemal idealna „przesadna elegancja”. No i bunt – w końcu to czasy Francuskiej Rewolucji.
Do tych wydarzeń z końca XVIII wieku Galliano powrócił w kolekcji couture dla Diora, w 2006 roku (kolekcja wiosna-lato). 
 
Tu nie odnajdziemy jednak atmosfery radosnego buntu. Mamy zdecydowane przywołanie czasów jakobińskiego terroru, gęsto padających trupów, czasów, w którym raczej zdzierano ubranie z człowieka. Przywdziewał on prostą białą koszulę przed wstąpieniem na szafot. Stąd też i dominujące kolory kolekcji – biel splamiona krwią... Widowisko dalekie od glamour’u Haute Couture. Taki był Galliano...
Jaką rewolucję tym razem dla nas przygotuje?

Źródło ilustracji:

Caroline Evans, Fashion at the edge, 2003

www.style.com

2 komentarze:

  1. Już nie mogę się doczekać i szczerze czekam na powrót.

    OdpowiedzUsuń