niedziela, 30 września 2012

Mistrzyni bez mistrza



W minionym tygodniu, w drodze do Lublina, odwiedziłem warszawską Królikarnię, w której jeszcze do 4 listopada oglądać można wystawę poświęconą różnorodnej twórczości Sary Lipskiej (1882 – 1973). 
Wystawę oczywiście warto zobaczyć. Przede wszystkim ze względu na to, by dowiedzieć się, co robiła ta artystka w dziedzinie malarstwa, rzeźby, projektowania tkanin, ubiorów i kostiumów.  Jest to naprawdę dobre, zwłaszcza rzeźba, choć i projekty tkanin i kostiumów są fascynujące. Na tej niewielkiej powierzchni udało się sporo pokazać. Jestem zadowolony z tego co zobaczyłem, choć żałuje, że autorzy wystawy nie opatrzyli wprowadzeniem (informacją) każdej z sal, co uczyniłoby tę wystawę czytelniejszą. W zamian za to, na samym wejściu jesteśmy skonfrontowani z tekstem tak długim, że już w połowie człowiek opada z sił. Niestety ta informacja jest tak skonstruowana, że jeśli ktoś zupełnie ten tekst ominie (lub nie doczyta do końca), co przecież jest możliwe, nie ma szans dowiedzieć się, kim był ten mistrz, w cieniu którego Sara Lipska żyła. A w końcu to tytuł wystawy i dobrze byłoby go wyjaśnić w sposób czytelny dla większości zwiedzających. Generalnie często twórcy wystaw zapominają, że wystawa to nie tylko ciekawe eksponaty (jak w tym przypadku), ale i wartość edukacyjna jaką ona wnosi. W końcu wystawy robi się dla zwiedzających. Wiem, pewnie niektórzy (może większość) pomyśli, że się czepiam, ale uważam, że trzeba wskazywać też słabe punkty wystaw, by mogły być one coraz lepsze. W końcu są dla nas – widzów. 
Co ważne wystawie towarzyszą warsztaty Haute Couture dla każdego. Można się na nie zapisywać (właśnie sprawdziłem, że już nie – brak miejsc). By zachęcić zwiedzających do udziału w nich, na parterze przy kasie można obejrzeć sukienkę, która będzie wykonywana podczas tych czterech warsztatowych dni. Nawiasem mówiąc, ci, którym się nie udało zapisać, mogą kupić wykrój sukienki i samodzielnie ją wykonać w domu. Ale wracając do tego, co można zobaczyć przy kasie, to muszę przyznać, że byłem zaskoczony jej kiepskim odszyciem. Jeśli to ma być reklama warsztatów na temat couture, to moim zdaniem działa wręcz przeciwnie. Nie wiem dlaczego tak się stało. Brakło czasu? Ktoś po prostu to przeoczył, nie sprawdził?  Jakikolwiek by nie był powód, ta sukienka jest antyreklamą warsztatów. Pewnie znów się czepiam, ale widziałem suknie Haute Couture na żywo i wiem, z jaką starannością są wykańczane (to właśnie przesądza o ich cenie i niezwykłości). Miejmy nadzieję, że same warsztaty wydadzą lepszy plon. Szczerze mówiąc tego życzę organizatorom i trzymam za to kciuki, bo stanowiłoby to uwieńczenie ciekawej wystawy.

czwartek, 27 września 2012

Zasady sprzedaży


Po przeczytaniu Wszystkiego dla Pań E. Zoli, pociągnąłem temat domów towarowych - nie dość, że sięgnąłem po źródło, to jeszcze z polskiego terytorium.  Jestem w trakcie czytania na temat Domu Towarowego Braci Jabłkowskich autorstwa Feliksa Jabłkowskiego (wyd. Iskry).  Podczas lektury natknąłem się na zasady sprzedaży obowiązujące w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich. Pochodzą one z wydawanego przez Dom biuletynu z 1928 roku, ale ich aktualność mnie nieco zaskoczyła. Oczywiście w sensie pozytywnym. Z resztą zobaczcie sami (str. 112):



W zasadzie nie ma nawet czego komentować. Gdyby tylko były stosowane, zakupy robiłoby się jeszcze przyjemniej.

Nowoczesny ilustrator


Sposób przedstawienia mody Paula Poireta, jaki wybrał Paul Iribe (Iribarnegaray 1883 1935), był równie nowoczesny jak prezentowane ubiory. Les Robes de Paul Poiret racontées par Paul Iribe z 1908 są dziś klasyką; pojawia się w każdej książce poświęconej modzie XX wieku. Album składał się z 10 plansz prezentujących 17 sukni i  futra. Powstało zaledwie 250 kopii albumu. Trafiły one do ścisłej elity Paryża. Z kart tego albumu niektóre cieszą się wyjątkową popularnością, inne zmniejszą. Wśród tych drugich można spokojnie wymienić chociażby te:
Przede wszystkim dlatego, że zamiast skupiać się na modzie, chciałbym dziś spojrzeć „modelkom” w oczy.
Są błękitne. Lecz jest w nich coś intrygującego, gdyż kolor wypełnia cały migdałowy kontur. Być może związane jest to z techniką pochoir, która osiągniecie takiego efektu wymusza. Wydaje mi się, że bardziej może wynikać to z nowoczesności tych ilustracji - syntetyczności formy, płaskich, dekoracyjnych plam koloru itp. Do takiego wniosku skłania mnie porównanie chociażby do płócien Amedeo Modigliani’ego (1884 – 1920):
Portret Jeanne Hebuterne, 1918 Metropolitan Museum of Art
Portret Madame Survage, 1918 Kolekcja prywatna
 Może ktoś ma inne wytłumaczenie? Chętnie poznam pomysły na to.

Ta dłuższa na blogu przerwa była związana z wyjazdem na konferencję, do której trzeba było też się trochę przygotować, ale postaram się jak najszybciej nadrobić zaległości.

Źródło ilustracji:

czwartek, 13 września 2012

Wierna (i stylowa) żona



Czołowe miejsce na liście wiernych żon i w zasadzie wzór do naśladowania stanowi Penelopa. Oczywiście nie Cruz, ale mitologiczna Penelopa, żona Odyseusza. Ta, która czekała na swojego męża przez dwadzieścia lat, zanim wrócił do rodzinnej Itaki. Przez ten czas dzielnie i skutecznie opierała się licznym zalotnikom nawiedzającym jej dom (dziś pewnie jest to passé, jak wiele innych wartości...). Jednym ze sposobów, który działał przez kilka lat, było tkanie całunu pogrzebowego dla swego teścia. Pomysł polegał na tym, że w nocy potajemnie pruła to, co utkała za dnia. Tak opowiadała o tym sama:

Wszyscy drą się do ręki mojej i dom głodzą,
Przeto mało się troskam o biednych żebrzących
Lub cudzych, lub keryksów ludowi służących;
Jedno pamięci męża łzy moje poświęcam
I ciągle się natrętnym zalotom wykręcam.
Aż niebo mię natchnęło myślą wybiegliwą,
Żem na krosnach w mej izbie cieniutkie przędziwo
Nałożyła, by utkać ogromną oponę,
I tak rzekłam do gachów: - Chcecie mieć za żonę
Mnie, wdowę po Odysie, młodzi oblubieńcy!
To czekajcie ze ślubem ni dłużej, ni więcéj,
Aż się zwinę z zaczętą ma krosnach robotą!
Przędza wniwecz by poszła - a mnie idzie o to
Aby miał piękny całun Laertes mój stary,
Gdy go w czarnej godzinie śmierć weźmie na mary.
Toż szydziłyby ze mnie achajskie kobiety,
Gdyby pan taki wielki leżał nie okryty. -
Tak rzekłam wybiegliwie, i zmiękły ich serca.
Odtąd dniem pracowałam około kobierca,
Porąc nocą przy żagwiach, com we dnie utkała;
Takem ich przez trzy roki wciąż oszukiwała.
Lecz gdy czwarty przyniosły pór odmienne lica,
Wyszła przez suki-dziewki na wierzch tajemnica.
Wpadli gachy, groźnymi jęli lżyć mię słowy,
I zmusili dokończyć. Całun był gotowy!
Dłużej mi niepodobna wesela odkładać -
Cóż począć? Już rodzice zaczęli napadać
Na mnie, abym szła za mąż, i syn mój się krzywi
Widząc, jak go tu niszczą. Lecz to mnie nie dziwi:
Zmężniał i sam dziedzicznym mieniem władać może,
Byleś ty go łaską wspierał, Zeusie, boże!
Homer, Odyseja, księga 19, wiersze 85 – 115 (tłum. Lucjana Siemieńskiego)

No, ale po co to przywoływanie traumy lektur szkolnych? Po to, by lepiej zrozumieć kontekst ilustracji wykonanej przed Georges Lepape, zamieszczonej w Gazette du Bon Ton:

Widzimy oczywiście Penelopę i okazuje się, że jest nie tylko wierna, ale i ma znakomity gust... Ubrana jest bowiem według mody lansowanej przez Paula Poiret’a. Suknię nawiązującą w swej formie do antycznego chitonu uzupełnia rodzaj żakietu i, nadający nieco egzotycznego charakteru, turban. „Modelka”, przedstawiona jest w pustej przestrzeni interpretowanej intuicyjnie jako wnętrze. Przed nią zaś znajduje się „sprzęt” do tkania. Warto zwrócić uwagę na lewy dolny róg, gdzie znajdują się kłębki nici – ich kolory to także kwintesencja stylu Poiret'a.
Cóż więcej dodawać? Wierzę, że ilustracja i formą i treścią obroni się sama nawet w dzisiejszej rzeczywistości nie celebrującej cnoty wierności.

Źródło ilustracji:
http://www.artophile.com/dynamic/artwork_display.asp?ArtworkID=804

czwartek, 6 września 2012

Nowy cykl wykładów


Niektórzy mogą być nieco rozczarowani, że cykl nie będzie poświęcony modzie XX wieku. Stwierdziłem jednak, że zamiast wchodzić jeszcze głębiej w temat Haute Couture, warto poświęcić czas, by pokazać dlaczego Haute Couture w ogóle pojawiło się we Francji, w Paryżu, skąd taka rola i pozycja francuskiej mody itd... Dlatego cykl nosi tytuł: „Jak z obrazka”. Moda francuska od Ludwika XIV do Paula Poireta. W dużej mierze wykorzystywać będę znakomitą francuską sztukę portretową wspierając się i konfrontując ją z zachowanymi obiektami. Pojawi się więc malarstwo m. in.: Watteau, Bouchera, Davida, Ingresa, impresjonistów. Będzie i moda i sztuka.
Wierzę, że cykl zainteresuje stałych bywalców i może pojawią się też nowi. Wykłady będą jak zawsze w czwartki, o godzinie 18.30 w Domu Bretanii przy Starym Rynku w Poznaniu. Wstęp na wszystkie spotkania jest wolny

04.10.2012, Moda w „Złotej klatce”
08.11.2012, „Fałdy jak malowane”
06.12.2012, Madame Pompadour i jej dwór.
Styczeń 2013, Francuskie rewolucje (w modzie)
Luty 2013, Imperialny przepych
Marzec 2013, Wokół Ingres’a
Kwiecień 2013, Malarze życia i mody
Maj 2013, Ku przełomowi.

Zapraszam serdecznie.