piątek, 29 czerwca 2012

Możliwe rozmowy


W końcu znalazłem chwilę czasu, by przejrzeć materiały, jakie towarzyszą wystawie poświęconej Miucci Pradzie i Elsie Schiaparelli... 

Głównym motywem są owe niemożliwe rozmowy, które z pomocą aktorki odgrywającej rolę Schiap stają się jednak możliwe. Kobiety rozmawiają o życiu, o tym co lubią w modzie, a tym czym jest piękno itd. Kwestie Schiap bazują m. in. na jej wspomnieniach opublikowanych pod tytułem Shocking life
 
Filmy poświęcone kolejnym omawianym kwestiom są na stronie Metropolitan Musem i można je dokładnie prześledzić tu.
Mnie bardziej interesuje kwestia samego zabiegu pokazania rozmowy współczesnej projektantki z aktorką odgrywającą rolę wielkiej rywalki Chanel. Czy nie przeczy to w pewnym sensie tytułowi?  Poza tym widz mniej interesujący się modą (czy w ogóle taki odwiedza tę wystawę) może nie zorientować się, że jedna z rozmawiających kobiet to aktora i może tę obecność odebrać dosłownie...  Zastanawiam się czy nie byłoby lepiej, gdyby wypowiadane słowa pojawiały się na ekranie i towarzyszyłby im jedynie głos lektora? Ciekawym pomysłem byłoby też umieszczenie postaci Schiaparelli i cieniu, tak, że widać jedynie sylwetkę, ale bez szczegółów...
Ten zabieg mnie po prostu razi, mimo, że generalnie jestem fanem wystaw ubiorów pokazywanych w tym muzeum. Wydaje mi się, że na tej wystawie najważniejszy jest (powinien być) dialog sukien, żakietów, dodatków tych dwóch projektantek. Ich rozmowa  w takiej formie wydaje mi być o jednym krokiem za daleko.
Ale żeby nie było – jest to generalnie znakomita wystawa z bardzo ciekawym pomysłem.Tak naprawdę w zakresie mody najczęściej tworzone są wystawy pokazujące chronologicznie rozwój form ubiorów lub też poświęcone są pojedynczym projektantom. Istnieje kilka wyjątków od tej reguły, ale nie dużo. „Impossible conversations” są ich znakomitym przykładem.
Po oglądaniu tych materiałów nie mogłem oprzeć się myśli – jakąż to „niemożliwą rozmowę” chciałbym jeszcze zobaczyć na wystawie? Zestawienie jakich dwóch projektantów dałoby ciekawe, inspirujące efekty i jednocześnie miałoby jakiś wspólny klucz (było sensownie uzasadnione)? Na szybko przyszedł mi to głowy Yves Saint Laurent i Jean Paul Gaultier. Obydwaj w młodości byli niemal awangardowi, choć nigdy nie przekroczyli pewnych granic. Obydwaj także przyznają się do inspiracji surrealizmem, ich projekty inspirowane są sztuką, przeszłością...  Powiązań jest więcej, przy jednoczesnych różnicach widocznych na pierwszy rzut oka.
Jestem ciekaw, czy Wy macie może pomysł na to, jakich dwóch projektantów chcielibyście (chciałybyście) zobaczyć na wspólnej wystawie?

niedziela, 24 czerwca 2012

Osiemnastowieczne inspiracje


Ostatnio wspomniałem, że Jacques Doucet zanim stał się kolekcjonerem sztuki (sobie) współczesnej, był wielkim admiratorem sztuki XVIII wiecznej. Kolekcja ta, podobnie jak późniejsza, miała swoje miejsce znane całemu paryskiemu światkowi – posiadłość przy Rue Spontini 19 (tak, tak, to ta ulica, gdzie mieścił się dom mody Yves Saint Laurenta). Jej wnętrza wypełnione były osiemnastowiecznymi meblami, tkaninami, obrazami, pastelami, tkaninami. Douceta bowiem interesowało niemal wszystko, co z tym okresem związane. Trzeba dodać, że modę na to stulecie wzbudzili swoimi publikacjami bracia Goncourt. Nie był więc Doucet jedynym zainteresowanym sztuką tego okresu. Z pewnością jednak zajmował w tym zakresie absolutnie pierwsze miejsce. W jego kolekcjonerstwie intryguje fakt, że w 1912 roku postanowił niemal cały zbiór sprzedać na aukcji. To dało mu pieniądze na kolejne zakupy, tym razem sztuki  nowoczesnej....
Ale wróćmy do sukien. Otóż Doucet w swojej (pierwszej) kolekcji posiadał także osiemnastowieczne suknie. Inspirował się nimi (w ogóle estetyką XVIII .)  w pracy projektanta tak bardzo, że czasami niemal dosłownie przenosił pewne motywy zdobnicze, czy pasmanterię na tworzone przez siebie suknie.

 Boucher 1759 / Doucet 1897
  Robe à la Française 1770 -75 / Doucet, ok. 1902
 Robe à la Française 1775 - 1800 / Doucet 1906-07

Mam nadzieję że podobieństwa są widoczne w miarę wyraźnie. Nie muszę dodawać, że są to jedynie przykłady – podobnych analogii można by znaleźć więcej.
Warto też dodać, że osiemnasty wiek jest w ogóle inspirujący dla projektantów. Nawet, kiedy pominiemy tych, którzy podobnie jak Doucet ulegli wpływom lektury braci Goncourt (np. siostry Callot, Lanvin, Paquin – napiszę kiedyś o nich), to i tak pozostaje spora grupa projektantów II połowy XX wieku, poczynając od Diora. Ostatnio (w ubiegłym roku) w wersalskim Grand Trianon, odbyła się wystawa pokazująca właśnie inspiracje modą osiemnastowieczną w XX wieku. Niestety na wystawie nie byłem...  Pozostało mi jedynie obejrzenie kilku zdjęć.



Tu można obejrzeć materiał filmowy: 


Źródło ilustracji:
Wszystkie prezentowane suknie pochodzą z Metropolitan Museum www.metmuseum.org
Zdjęcia ekspozycji pochodzą ze strony organizatora wystawy – Wersalu http://en.chateauversailles.fr/homepage
Portret: www.wga.hu

poniedziałek, 18 czerwca 2012

YSL – spadkobierca


Jak ostatnio wspomniałem Yves Saint Laurent miał wspaniałą kolekcję sztuki. Budował ją wspólnie z Pierrem Bergé. Ten zaś po śmierci projektanta sprzedał w zasadzie całą zgromadzoną kolekcję (zysk zasilił głównie konto Fundacji, ale nie tylko).
Zanim jednak trafiła ona do Grand Palais na licytację, można było ją oglądać przede wszystkim w apartamencie projektanta przy 55 Rue de Babylone, oczywiście w Paryżu.
 Przyznaję, że nie do końca zdaję sobie sprawę z rarytasów, jakie można wypatrzyć na zdjęciu. Kojarzę jedynie obrazy i kilka rzeźb. Można to jednak sobie przestudiować przeglądając link do domu aukcyjnego Christie’s, który zamieściłem ostatnio. 
Ważniejsze od wchodzenia w takie detale, jest w tej chwili fakt, że apartament przy Rue de Babylon, nawiązywać miał, do słynnego Studia Jacquesa Douceta w podparyskim Neuilly-sur-Seine. Tam, przy 33 rue Saint–James, od 1928 roku można było oglądać specjalnie zaprojektowane wnętrza do zaprezentowania kolekcji sztuki współczesnej. Pomieszczenia te stały się niemal wzorcowe, jeśli chodzi o styl art déco i można zobaczyć ich zdjęcia w każdym podręczniku traktującym o tym stylu. Poniżej można zobaczyć zdjęcia, jakie pojawiły się w prasie już po śmierci projektanta.
 
Wnętrza wypełnione były sztuką afrykańską i chińską, szkłem Lalique’a czy ceramiką perską; miały w sobie coś z renesansowych gabinetów osobliwości. Niestety projektant zmarł niedługo po urządzeniu studia. Część spuścizny po Jacquesie Doucet pozostała w rękach rodziny jego żony i dziś eksponowana jest w muzeum w Awinionie.
Gwoli ścisłości należałoby jeszcze dodać, że chodzi tu o drugą kolekcję sztuki Douceta. Pierwsza jaką stworzył poświęcona była sztuce XVIII wieku, ale o tym będzie następnym razem....
Na koniec tylko dodam, że Yves Saint Laurent, tworząc własną kolekcję kierował się swoim gustem, który pokrywał się w części z wyborami Douceta (w kolekcji YSL znajdowały się przedmioty z kolekcji Douceta). Wraz z Pierrem Bergé stworzyli kolekcję bardziej eklektyczną od swojego poprzednika,  połączyli obiekty nie tylko z różnych okresów, ale i kultur. Eksponowane we wspólnej przestrzeni, tworzyły nową całość ciekawie oddziałując na siebie. 

Źródło ilustracji:
Archiwum autora

środa, 13 czerwca 2012

Czerń renesansowych portretów


Wspomniany przeze mnie ostatnio Yves Saint Laurent,  podejrzewam, że jak każdy inny projektant, miał swoje ulubione kolory. Jego faworytką była czerń. Tak potrafił o niej pisać:
Czarny to kolor portretów renesansowych, kolor Clouet’a, Agnes Sorel, dworu Walezjuszy, Fransa Halsa i Maneta.
Dla mnie fascynujące jest to, że nie były to jedynie puste słowa. W swojej bogatej kolekcji sztuki posiadał m. in. właśnie płótno Fransa Halsa przedstawiające mężczyznę:
Nie wiem czy to właściwe wprowadzenie i czy faktycznie uda mi się w ten sposób zareklamować oglądanie obrazów. Może nie Halsa, ale portretów renesansowych. Tak się składa, że Muzeum Narodowe w Poznaniu gości wystawę obrazów ze zbiorów Accademii Carrara w Bergamo. Wystawa ta promowana jest przez umieszczone w tytule nazwiska trzech włoskich malarzy – Tycjana, Veronesa i Tiepola. Ale chcąc nawiązać do słów Yves’a Saint Laurenta muszę wskazać zupełnie inne nazwisko - Giovanniego Battisty Moroniego. Był on niesłychanie popularnym i naprawdę dobrym XVI wiecznym  portrecistą. W muzeum można w tej chwili obejrzeć te dwa płótna:
 
Są one jednymi z najwspanialszych na tej wystawie i przedstawiają małżeństwo Spini – Bernarda i jego żonę Pace Rivoli.
W najbliższą niedzielę spróbuję nieco przybliżyć sylwetkę tego malarza i malowaną przez niego modę. Oczywiście nie ograniczę się do niego, więc jeśli jest ktoś chętny to zapraszam.

Źródło ilustracji:

sobota, 9 czerwca 2012

Na kłopoty... YSL?


Ostatnio dopadł mnie jakiś kryzys... Zastanawiam się czy faktycznie warto jest pisać o tych wszystkich „nie-aktualnościach”? Przecież w dzisiejszych czasach ma być zawsze aktualnie i szybko. Wiadomości sprzed kilku dni nikogo już nie interesują (przynajmniej tak się mówi). A co dopiero sprawy sprzed kilku – czasem kilkunastu – lat? Jednak z racji przekonania, że kryzysy coś wnoszą, zmuszają do przemyślenia wielu kwestii, stwierdziłem, że może wrócę do początków. Często pomaga to w uzyskaniu szukanych odpowiedzi. W zasadzie jednej – na pytanie po co to wszystko...
Już kiedyś sygnalizowałem, że u mnie wszystko zaczęło się od Yves Saint Laurenta (tu). To książka o nim była pierwszą w moim księgozbiorze dotyczącym mody. Do dziś z resztą zajmuje specjalne miejsce. Ale do rzeczy...
Chciałbym dziś przypomnieć logo jego domu mody – splecione ze sobą trzy litery – Y, S i L.
 
Domyślam się, że wielu czytelnikom (czytelniczkom) bardzo się ono podoba. Otóż zaprojektował je słynny niegdyś Cassandre (1901-1968). Nawet, jeśli nie nazwisko się z niczym nie kojarzy, to jest duża szansa, że ktoś widział jego najsłynniejszy plakat:
Poza tym Cassandre zajmował się m. in. typografią. Nie jest więc przypadkiem, że zaprojektował tak udane logo. Pierre Bergé w wywiadzie z 2009 roku wspominał, że grafik przyszedł na spotkanie, które odbyło się w 1961 roku w paryskiej restauracji Le Débarcadère, tylko z jednym projektem. Właśnie tym, które tak dobrze znamy. To był początek istnienia domu mody Yves Saint Laurent.
Te trzy charakterystycznie splecione ze sobą litery znają nawet fani piłki nożnej. A to dzięki gigantycznemu pokazowi mody na Stade de France Saint-Denis podczas finału Mistrzostw Świata w piłce nożnej 12 lipca 1998 roku. 300 modelek biorących udział w tym pokazie ustawiło się w kształcie YSL.
Wczoraj, podczas relacji otwarcia Mistrzostw Europy w piłce nożnej mogliśmy usłyszeć muzykę Szopena, jako coś, co tworzy polską kulturę. To jednocześnie uświadomiło mi, jak mocno moda jest obecna w kulturze francuskiej, że pojawia się przed meczem piłki nożnej....
A u nas? Wciąż mam poczucie, że zasadniczo modę się traktuje jako coś banalnego, dzięki czemu wiemy jaka długość czy kolory obowiązują w obecnym sezonie...
Może więc warto pisać o tym co już było i jednocześnie pokazywać, że moda to coś znacznie więcej?

Źródło ilustracji:
Yves Saint Laurent, katalog wystawy, Petit Palais, Paryż 2010