niedziela, 25 marca 2012

Suknie z Klimtem w tle

W tym roku obchodzić będziemy 150 rocznicę urodzin wiedeńskiego mistrza modernizmu (Gustav Klimt urodził się 14 lipca 1862 roku w Baumgarten). W związku z tym, jak łatwo się domyślić, w nadchodzących miesiącach będzie mnóstwo okazji, bo zobaczyć jego prace. Zwłaszcza w Wiedniu.
Warto przy okazji przypomnieć, że John Galliano w swojej kolekcji dla Christiana Diora na sezon wiosna lato 2008 przywołał twórczość tego artysty. Mimo, że żaden z obrazów Klimta nie zaistniał dosłownie, inspirację łatwo wychwycić. O ile jednak „klimtowskie”, złote elementy dekoracyjne pokrywają suknie, to ich krój jest interpretacją mody Christiana Diora z lat 50 tych i to on przyciąga uwagę. Poza tym dodatki wprowadzają kolejne nowe elementy w tej układance, tworzącej interesującą całość.
Przyglądając się sukniom można zauważyć, że elementy z obrazów wiedeńskiego symbolisty są użyte niemal wyłącznie w celach dekoracyjnych. Co prawda trudno odmówić wizualnej atrakcyjności twórczości Klimta (zwłaszcza ze złotego okresu), lecz musimy pamiętać, że nasycona też była ona symboliką. Dla przykładu przyjrzyjmy się jednemu z największych dzieł – tzw. Fryzowi Stocklet’a, który zdobi ściany jadalni w willi belgijskiej rodziny (w Wiedniu obecnie wystawa szkiców)
Centralną jego część wypełnia nasycone symboliką „drzewo życia” rozrastające się na pozostałe 8 paneli. Dwa z nich wypełniają przedstawienia figuralne zatytułowane Oczekiwanie i Spełnienie. Elementy dekoracyjne, jakimi posłużył się artysta, by je przedstawić są odmienne. Oczekiwanie samo w sobie, jako stan, związane jest między innymi z pewnym napięciem. Można to odnaleźć miedzy innymi w ostrych formach trójkątów, kontrastujących z miękkimi liniami drzewa. W Spełnieniu zaś, widać większą zgodność tła z kształtami charakteryzującymi będącą w uścisku parę. Nawiasem mówiąc widzimy tu już zapowiedź słynnego Pocałunku.
Nawet nie wdając się w szczegółową analizę obrazów Klimta widać, że w kolekcji Diora użyte przez Galliano figury, wzory nic nie znaczą. Mają po prostu dekorować i świetnie się w tej roli sprawdzają. Oczywiście nie świadczy to o słabości tych projektów. Projektant przecież ma prawo dowolnego czerpania inspiracji i ich zestawiania. Na tym wręcz w dużej mierze polega jego praca. A Galliano był w tym mistrzem...

Źródło ilustracji:
http://www.style.com/fashionshows/review/S2008CTR-CDIOR/
http://www.klimt.com/en/gallery/stoclet-frieze/klimt-stocletfries-real.ihtml

piątek, 16 marca 2012

Chanel x 2


Nie zważając na zasługi Gabrielle Chanel dla XX-wiecznej, nowoczesnej mody, raczej omijam tę projektantkę z daleka. Oczywiście doceniam to, co zrobiła dla kobiecej garderoby i zgadzam się z tym, że jej życie było fascynujące, ale... Szczerze mówiąc mam jej po prostu dość, dlatego omijam ją programowo. No, może nie tyle jej samej, ile wiecznego mielenia tych samych faktów, wiecznego pisania (mówienia) o „małej czarnej”, „kostiumiku”, czy perfumach... I paradoksalnie ilość powstających na jej temat książek wcale nie przybliża nas do poznania jej mody, ale raczej powoduje mnożenie pytań na temat kochanków, rodziny czy szpiegowania... Dlatego kiedy pojawiała się w ubiegłym roku książka Justine Picardie, Coco Chanel: legenda i życie, pomyślałem sobie: „No nie, znowu Chanel. Czy nie ma innych projektantów z ciekawymi życiorysami?” Nie przeszkodziło mi to jednak wziąć jej do ręki i przejrzeć... Wydana jest naprawdę ładnie, w twardej oprawie, sporo zdjęć. Cena książki to odzwierciedla – niemal 70 złotych. To sporo. Książka pozostała na sklepowej książce. Jednak kilka tygodni później kupiłem ją, bo stwierdziłem, że wypada mieć taką pozycję w swojej modowej biblioteczce.
Aż tu w lutym pojawiła się kolejna biografia Chanel, wydana przez inne wydawnictwo, tym razem podkreślająca „Intymne życie”. Jeśli ktoś myśli, że wówczas opadły mi ręce i wyszedłem z księgarni ostentacyjnie ją omijając, bardzo się myli. Otóż zaintrygowało mnie to - w końcu na polskim rynku wydawniczym nie pojawia się wiele książek o projektantach, a tu aż dwie i do tego o tej samej postaci! Nie dość więc, że nabyłem, to od razu zabrałem się za czytanie...
Książka „Coco Chanel. Intymne życie” Lisy Chaney nie jest wydana w zachwycający sposób – miękka oprawa, średni papier, zdjęcia skoszarowane w trzech miejscach, bez edytorskich szaleństw. Cena jednak niemal o połowę mniejsza (39,90 PLN). Moje wątpliwości od początku budził styl pisania, zbliżony czasem poziomem do kolorowych pism. Dla mnie to minus. Mam podejrzenia, że źródło tkwi
nie w autorce, a w tłumaczkach. Jeśli jednak na kilka chwil zapomnimy o językowych wymaganiach, to czeka nas duża satysfakcja. Autorka bowiem cytuje wiele niepublikowanych wcześniej materiałów, prezentuje różne punkty widzenia, kreśli szerokie tło kulturowe i historyczne. Wszystko po to, by lepiej wniknąć w motywy postępowania Chanel, by faktycznie ją zrozumieć. Mało tego, pozwala na to także czytelnikowi, przedstawiając czasem sprzeczne opinie i zmuszając go tym samym do samodzielnej decycji. Bardzo mi to odpowiadało.
W takim nastroju zabrałem się za drugą (czyli pierwszą) książkę, o „Życiu i Legendzie Coco Chanel”. O estetycznej przyjemności już wspomniałem. Kolenym źródłem przyjemności jest język. Ale nawet, jeśli się ładnie mówi, trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia. I tu pojawia się zgrzyt... Książka bowiem jest dobrze napisana, świetnie wydana, jednak niewiele wnosi do naszej wiedzy o Chanel. Autorka posługuje się cytatami, faktami, do których nie ma przypisów, a zatem musimy wierzyć na słowo, pozbawieni możliwości samodzielnego ich sprawdzenia. Poza tym znacznie więcej tu samodzielnych interpretacji i gotowych, jednostronnych wyjaśnień, a przez to miej zostaje dla czytelnika...
Podsumowując, książka Justine Picard świetnie nadaje się na prezent, na półkę, dla osób, które niewiele wiedzą o Chanel i zaczynają dopiero się jej przyglądać. Natomiast pozycja wydana przez Wydawnictwo Znak, może nie zachwyca edytorsko i językowo, ale pod względem treściowym powinna zaspokoić miłośników tej, bądź co bądź, niezwykle intrygującej postaci.
Nie muszę chyba dodawać, że z chęcią poznam Wasze opinie na temat jednej czy drugiej książki.

niedziela, 11 marca 2012

Madonna?

Ostatnio wspominałem o Isabelli Stewart Gardner jako wiernej klientce domu mody Charles’a F. Worth'a. Dziś natomiast chciałbym zwrócić uwagę na jej współpracę z artystami, gdyż rola kolekcjonerki często zmieniała się w rolę mecenasa (mecenaski). Wśród przyjaźniących się z nią artystów można znaleźć ludzi pędzla czy pióra. Najbardziej znani to malarz James McNeill Whistler i pisarz Henry James. Zwiedzając muzeum można się także natknąć na ślady jej znajomości z Ignacym Paderewskim!
Ale mnie, w kontekście mody najbardziej interesuje John S
inger Sargent. Ten urodzony w 1856 roku amerykański artysta był chyba najznakomitszym portrecistą przełomu wieków (zmarł w 1925 roku). Jak nikt inny potrafił wydobyć i zaprezentować splendor portretowanych co powodowało, że był rozchwytywany przez arystokratyczne kręgi. Isabella Stewart Gardner w 1903 pozwoliła mu roku zająć pomieszczenie znajdujące się na trzecim piętrze Muzeum, zwane dziś Pokojem Gotyckim i urządzić tam malarską pracownię (dopiero po jej śmierci zostało ono udostępnione zwiedzającym). Obecnie znajduje się tam m. in. portret właśnie jego autorstwa przedstawiający właścicielkę Muzeum… Został on namalowany na przełomie 1887 i 1888 roku w bostońskim domu Gardnerów. Na pierwszy rzut oka pani Gardner wygląda skromnie. Ubrana jest w czarną suknię z krótkimi rękawami, a jedyną ozdobą są dwa sznury pereł – mały na szyi, zaś większy, podwójny wokół talii. Isabella stoi w pozie przywołującej skromność; jej uczesanie wzmacnia dodatkowo ten efekt, podobnie jak niemal pozbawiona makijażu twarz…. A jednak portret ten, pokazany w Bostonie wywołał szok i zdumienie wśród publiczności… Ówcześni dostrzegli, że poza, kompozycja czy tkanina ukazana za plecami portretowanej pochodzą z repertuaru należącego do Madonny. Jakby tego było mało, sam wzór tkaniny przetykanej złotem układa się w taki sposób, że Isabella Stewart Gardner zyskuje aureolę…
Madonna z Dzieciątkiem Giovanni Bellini, 1480-1490Madonna z Dzieciątkiem przy fontannie, Jan van Eyck, 1439Madonna z Dzieciątkiem, Fra Filippo Lippi, ok. 1450

Właścicielka obrazu, zrażona jego odbiorem, nie pokazywała go publicznie aż do swojej śmierci (1924). Dziś portret skandalu już nie wywołuje… przypomina za to zwiedzającym o założycielce muzeum.

Źródło ilustracji:
http://www.gardnermuseum.org/collection/browse?filter=room:1776
http://www.the-athenaeum.org/art/detail.php?ID=39108
http://www.wga.hu/art/e/eyck_van/jan/02page/29founta.jpg
http://www.wga.hu/art/l/lippi/filippo/1450/0madonna.jpg

niedziela, 4 marca 2012

Wierna klientka

W Bostonie, z daleka od zatłoczonego centrum, znajduje się interesujące muzeum. Prezentuje ono kolekcję sztuki Isabelli Stewart Gardner (1840 – 1924) i właśnie jej imię nosi.
Choć do Bostonu przeniosła się ona dopiero po zamążpójściu (1860), to z miastem tym była mocno związana, a imię jej było kojarzone nie tylko z zamiłowaniem do sztuki, ale i z ekscentrycznym zachowaniem.
Początek budowania kolekcji związany jest z dramatycznym wydarzeniem w jej życiu. Otóż po śmierci dziecka, które zmarło w wieku dwóch lat, w
ramach radzenia sobie ze smutkiem i przygnębieniem, państwo Gardnerowie zaczęli podróżować. Zwiedzili wówczas Skandynawię, Rosję, Wiedeń i Paryż. Można powiedzieć, że poza powrotem do psychicznej równowagi, “produktem ubocznym” okazało się rozbudzenie kolekcjonerskiej pasji. Odtąd podróże stały się częstsze – w 1874 roku Isabella i Jack Gardner odwiedzili Środkowy Wschód, Europę Centralną i ponownie zobaczyli Paryż, zaś lata 80 – te XIX wieku to kolejne wyjazdy do Europy, Azji i oczywiście kolejne zakupy dzieł sztuki.
Muzeum Isabelli zostało otwarte w 1903 roku i jest jedym z ważniejszych w Stanach Zjednoczonych, jeśli pod uwagę bierzemy kolekcje dawnej sztuki. W zbiorach znajdują się m. in. płótna Rafaela, Tycjana, Velazquez’a, al
e także prace późniejszych artystów jak Degas'a czy Whistler’a. Jednak charakteru dodają całości rzemiosło artystyczne i obiekty reprezentujące pozaeuropejskie kultury. Całość stanowi więc interesującą mieszankę. To właśnie ona, wraz ze sposobem eksponowania stanowi o niezwykłości tego miejsca. Przyjrzyjmy się jednej z sal, znajdującej się na trzecim piętrze:

Uwagę niewątpliwie przykuwa obraz Tycjana, Porwanie Europy (1560–62), ale to nie o niego mi dziś chodzi. Wiele już powiedziałem na temat Isabelli Stewart Gardner, ale pominąłem istotny element... Była ona klientką domu mody Charles’a F. Worth’a. Po raz pierwszy złożyła u niego zamówienie w 1867 roku (podczas swojej pierwszej podróży) i pozostała mu wierna do końca, tzn. do jego śmierci w 1895 roku. Dopiero wówczas przeniosła się do domu mody Jeanne Paquin. Niestety moje poszukiwania, przyznaje niezbyt wnikliwe, nie dały rezultatów i nie znalazłem w żadnym muzeum sukni Worth’a co do której byłaby pewność, że nosiła ją Isabella. Za to właśnie w jej Muzeum, w Sali Tycjana, bladozielony fragment tkaniny, który widać pod obrazem pochodzi z balowej sukni (ok. 1890) od Worth’a! To oczywiście nie dość, że świadczy o uznaniu dla tego projektanta, to jeszcze stawia go w rzędzie artystów...
Takiego sukcesu życzył by sobie zapewne niejeden dzisiejszy projektant...

Źródło ilustracji:
http://www.gardnermuseum.org/about/isabella_stewart_gardner
http://www.dwell.com/slideshows/boston-massachusetts.html?slide=7&c=y&paused=true