niedziela, 9 grudnia 2012

Ubierz mnie



Mimo tytułu, zamierzam namawiać przede wszystkim do oglądania. I do dyskusji. „Ubierz mnie” jest bowiem tytułem filmu  - projektu zrealizowanego przez młodą artystkę, Małgorzatę Goliszewską.  Wielokrotnie krytykowana przez rodzinę za swój sposób ubierania, postanawia zrobić eksperyment – pozwolić się ubrać przez krytykujące ją osoby. Są to: mama, babcia i przyjaciółka.

Ten film pokazuje przede wszystkim, że czegokolwiek byśmy nie założyli, nie zadowolimy wszystkich. Czy zatem w ogóle warto brać pod uwagę cudze zdanie? Już słyszę te odpowiedzi.... Ale pojawia się jeszcze jedna, istotna kwestia – tzw. odwaga cywilna... Nie każdy przecież ma siłę pozwalającą nie przejmować się negatywnymi komentarzami. A te łatwo wywołać wyrazistym strojem. Tylko czym jest ten wyrazisty strój? Na polskich ulicach w sumie łatwo się wyróżnić i.... narazić na komentarze. To właśnie podoba mi się w Londynie czy Nowym Jorku – tam w zasadzie można spotkać ludzi ubranych w najrozmaitszy sposób. I trudno znaleźć coś naprawdę szokującego. Z drugiej strony naprawdę ciężko tam zabłysnąć, zwrócić uwagę, pokazać się.

Więc może nie ma co narzekać, tylko korzystać z tego przywileju, jakim jest szara, smutna polska ulica? Chyba za daleko odchodzę od filmu...
Po prostu obejrzyjcie.


4 komentarze:

  1. Heh, dzis w Polsce kazdy ubrany jest jak w : "chinski mundurek", sklepy sa takie same jak w Krakowie czy w Gdańsku. Kazdy ubrany na ciemno na polskiej ulicy dominuje kolor: czarny, czarny, czarny i jakies jego pochodne. Nie wiem tez skad sie bierze okreslenie ze polskie kobiety sa ladnie i elegancko ubrane, nie widze tego (moze jestem slepa, trudno) ale niestety mam inne zdanie i wiele kobiet nawet z tego "wysokiego sortu" nie potrafi sie ubierac. A co do filmu , no coz sa gusta i gusciki i powolmy sie ubierac w koncu jak kto chce.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż... zastanawiam się jedynie na ile ta sytuacja z ulicą jest wynikiem swoistego poczucia estetyki, a na ile brakiem odwagi...
    Trochę takie błędne koło się robi - w sklepach są "bezpieczne" fasony i kolory, bo takie najczęściej wybiera klient. A klient(ki) mówią, ze kupują to, co jest w sklepach i jest mała różnorodność.... niewiele jednostek chce naprawdę ryzykować i eksperymentować(klientek czy sklepów)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten film i mnie trochę smuci. Podoba mi się właśnie to, że np. we wspomnianym Londynie można ubrać cokolwiek i gdziekolwiek...bez żadnych obaw. W Polsce wsszyscy chcą przebierać, zmieniać, ujednolicać..a potem denerwują się, że wszyscy wyglądają smutno i tak samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że kluczowym jest właśnie to "smutno", to po prostu jest w ludziach i uzewnętrznia się tak a nie inaczej.
    W takim razie życzę wszystkim więcej radości w Nowym Roku :)))

    OdpowiedzUsuń