niedziela, 11 listopada 2012

Inspirujący Goya



Kultura hiszpańska jest na tyle bogata i różnorodna, że każdy może znaleźć tam dla siebie inspirację. Mam tu na myśli projektantów, bo w końcu oni mnie tu interesują najbardziej. Ostatnim razem wspominałem Balenciagę. Nie był on jedynym, który czerpał z kultury tego kraju. Choć oczywiście jego interpretacje są, z  wiadomych względów bardzo osobiste. Przyjrzyjmy się tradycyjnym strojom uwiecznionym m.in. przez Goyę.

Doña Isabel de Porcel, przed 1805 (National Gallery, London)
Mariana Waldstein, Ninth Marquesa de Santa Cruz (Luwr, Paryż)

To, co najważniejsze, to czerń i koronki. Balenciaga, posługując się tymi  dwoma elementami potrafił stworzyć nową jakość, zachowującą hiszpański charakter.

 Suknie z 1965 i 1956 (zbiory MET)

Zdecydowanie bardziej dosłownie swoją inspirację potraktował Galliano projektując jubileuszową kolekcję dla domu mody Dior w 2007 roku. Nadał, co prawda inną linię spódnicy, także dekolt jest inaczej skrojony, jednak w charakterze pozostaje ona tak hiszpańska, że inwencja projektanta wydaje się mało widoczna (zapewne w szczegółach jest więcej różnic).
 Kolekcja Haute couture na 60 lat domu mody Dior

Yves Saint Laurent zaś, wziął ze stroju hiszpańskiego ogólny charakter, jego dramatyzm, by stworzyć coś „swojego”.
Kolekcja „hiszpańska”, Haute Couture 1977 (pokaz z 2002)

Choć i on potrafił niemal dosłownie przenieść ubiór z obrazu na wybieg. Przykładem może być ubiór chłopca towarzyszącego pannie młodej, który powtarza ten widniejący na portrecie malowanym przez Goyę.

Choć dziś obraz ten znajduje się w kolekcji Luwru, to jednak wcześniej był własnością Yves Saint Laurenta.
Tych obrazków jak na jeden raz wystarczy. A komentarz podsumowujący zostawiam Wam :)

Źródło ilustracji

1 komentarz:

  1. Ach, jednak co Galliano to Galliano :) Chociaż te kreacje Balenciagi są piękne - chyba najmniej teatralne, najbardziej do noszenia (tak naprawdę...nawet i dziś), ale w tej "skromności" nie ma nic złego. No ale to przy Galliano można wzdychać - chyba tęsknię trochę za jego przepychem i "bajkowośćią"...

    OdpowiedzUsuń