środa, 14 listopada 2012

„From Caracas with love”



Od razu zaznaczam, że nie będzie tu moich wspomnień z wyjazdu w tamte strony. Poza tym po pobycie w Wenezueli zupełnie nie kojarzę Caracas jako czegoś romantycznego.  Ale można mieć takie wyobrażenie, kiedy patrzy się na taką suknię....
To propozycja Christiana Diora na sezon wiosna-lato 1953. Suknia jest nieco hiszpańska w charakterze, co nie powinno dziwić. Jedyne, co mnie zastanawia, to kolor, który z Caracas mało ma wspólnego. Choć oczywiście zależy, w którą stronę człowiek patrzy. A może nie chodziło o to, że suknia była inspirowana tym miastem i był inny powód nazwania jej w ten sposób? Być może w rozwiązaniu tego pytania pomogą nam dwie inne suknie, także ze zbiorów Metropolitan Museum. Zatytułowane są Venezuela i wyglądają tak:
 
Obydwie są późniejsze od Caracas (1957, 1954). Jednak także i one nie odwołują się (według mojej wiedzy, no OK – obserwacji ) do kultury wenezuelskiej.  Rozwiązanie tego problemu (no, może nie jest to problem, ale zwykła kwestia, która poza mną pewnie nikogo, albo prawie nikogo, nie obchodzi) widzę zupełnie gdzie indziej.
Otóż Dior nie mogąc sprostać wszystkim zamówieniom, a jednocześnie chcąc zarobić, zaczął już na początku lat 50. sprzedawać licencje (pierwsze były Stany – „Christian Dior New York”). W 1953 roku pojawiła się  firma Christian Dior-Venezuela Inc., ale nie tylko tam Dior sprzedawał swoje suknie i pomysły. Miał klientki niemal w całej Ameryce Południowej. Rejony te odwiedziły modelki z pokazami mody w 1954 roku. Ich trasa była ambitna:

Nawet dziś robi to wrażenie, nie mówiąc o wysiłku, jaki wiązał się z podróżowaniem w latach 50. To oczywiście pokazuje, na jaką skalę działał dom mody Diora. Nie może w związku z tym dziwić, że miał tak wysokie przychody. Każdy chciał się ubierać w tym domu mody, a Dior niemal każdemu taką możliwość dawał...
Wracając do naszych sukien, są one nie tylko ukłonem w stronę klientek rejonu Ameryki Południowej, ale i filii firmy.  Biznes jest biznes...

Źródło ilustracji:
Aleksandra Palmer, Dior, wyd. V&A 2009

2 komentarze:

  1. Nie wiedziałam, że Dior dotarł aż tak daleko! No proszę...a teraz projektanci mają takie problemy z przebiciem się za granicę - może problem w tym, że tylko dobre projekty mogą się obronić, bez względu na stopień zaawansowania techniki?;) Też pomyślałam o tym, że to chwyt marketingowy - kto by nie chciał mieć sukni o "swoim imieniu" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. :))
    Dior był wszędzie. W ciągu dekady stał się jednym z pięciu najbardziej rozpoznawalnych ludzi na świecie!! To jest wyczyn!

    OdpowiedzUsuń