środa, 29 sierpnia 2012

(Na)Uczyć się mody


Ten tekst z Obcasów o Modzie Polskiej nie daje mi spokoju... Przede wszystkim dlatego, że powoduje wyrzuty sumienia.
Już wyjaśniam. Poznając, ucząc się, czytając o modzie koncentrowałem się zawsze na Paryżu - to miasto rozumiałem jako źródło wszelkiej mody. W końcu to tam Ch. F. Worth założył pierwszy dom mody. Potem było tylko lepiej – Poiret, Chanel, Schiaparelli itd. Trudno oprzeć się czarowi nie tyle ich projektów (choć to oczywiście też), ale sposobowi działania  - z rozmachem, we współpracy z artystami i innymi wybitnymi ludźmi. W tym stanie zafascynowania tkwię już od dość dawna.
Wiedza na temat historii Haute Couture w Polsce jest moim zdaniem mała. Zna się Diora, Chanel... może jeszcze Lanvin i kilka nazwisk kojarzonych głównie z perfum. Tu widziałem swoją „misję”. Ten tekst o Grabowskiej, uświadomił mi, że nawet, jeśli wiedza z zakresu paryskiej mody XX wieku nie ma się za dobrze, to wiedza o modzie polskiej można powiedzieć, że nie istnieje. I tu dochodzimy do moich wyrzutów sumienia. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle potrzeba o tym mówić? Może nie powinniśmy się tu w Polsce rozpływać nad francuskimi domami mody, bo w końcu po co nam ta wiedza.
Taki argument pewnie bym przyjął, gdyby wiedza o polskiej modzie była na satysfakcjonującym poziomie. Ale nie jest. I znów wracamy do początku....
Wydaje mi się, że w takim układzie JAKAKOLWIEK edukacja jest pożądana. Tym bardziej, kiedy słyszę – czytam o takim podejściu: „lubię zakupy, oglądam mnóstwo pokazów, czyli:  ZNAM się na modzie”.  Efektem tego jest pokaźna ilość tekstów/ blogów/ wypowiedzi, które sprowadzają modę do długości, koloru i tego, co ubrać. Mało kształtowania świadomości „modowej”, przekazania, że moda to również istotne zjawisko społeczne. Efekt jest taki, że modę uważa się za niegodną uwagi, za płyciznę, którą zajmują się tylko powierzchowni ludzie...
Żeby jednak zbytnio nie przedłużać, konkluzja jest taka: nie zrezygnuję z historii paryskiej mody, bo w końcu, to ona pokazuje, czym może być ubiór (pomijając już, tak ważne aspekty technik krawieckich), a przede wszystkim jest punktem odniesienia. Ale postanawiam również, że kiedy tylko będę mógł, będę poznawał polską modę, taką, jaka była.
Poza tym, jest jeszcze jeden powód, by uczyć się i poznawać historię polskiej mody. Kiedy śledzę – przyznaję, że bardzo wybiórczo – to, co robią polscy, zwłaszcza młodzi projektanci, jak zwracają się ku Nowemu Jorkowi czy Londynowi w poszukiwaniu inspiracji czy stylu, to uświadamiam sobie, jak ważne jest, by  zintegrować  w sobie własną historię, pogodzić się z nią, poznać. W tym przypadku własną historię mody; bez gloryfikacji, ale i bez samobiczowania. To może przynieść same korzyści.
Taką właśnie mrzonkę wysnułem.....

6 komentarzy:

  1. To ja ogromnie się cieszę, że teksty o polskiej modzie się pojawią. Lubię czytać tu każdy ale o naszym, nieznanym, mało znanym chętnie dowiem się więcej. :)
    a może coś zainspiruje.... (choć w innym temacie - nie szyję kiecek poza tymi dla siebie)

    OdpowiedzUsuń
  2. No... wspanialy tekst i madre podejscie. Tak malo wiemy o naszej tworczosci zarowno przed jak i powojennej. I tu pojawia sie problem ksztalcenia kostiumologow (nie kostiumografow) za ktorych uwazaja sie wszyscy malarze i wyksztalceni po ASP studenci. Historia ubioru to przede wszytskim historia o nas samych, naszej tradycji i kulturze i o tym jacy bylismy czy duzi czy mali np male stopki naszych prababek wystarczy spojrzec na pantofelki ery romantyzmu. To takze problem klimatu i w koncu dostepnosci zywienia. Na Zachodzie a takze i w Rosji, poswieca sie coraz weiksza uwage tym problemom, nie wspominajac o tym ze sa ku temu stworzone odpowiednie szkoly i programy.

    OdpowiedzUsuń
  3. No niestety jest ogromny problem z edukacją. Ostatnio czytałem na forach wypowiedzi w temacie jednej ze szkół projektowania ubioru i podłamały mnie wypowiedzi w stylu: po co tyle tych teoretycznych bzdur, po co to wszystkie te wykłady, niech się skupią na praktyce...."
    Szkoły w ogóle powinny uczyć MYŚLENIA. Dobry projektant, powinien rozumieć, co i po co robi, a nie tylko umieć zrobić. A efekt jest taki, że gdzie nie spojrzeć pełno "modowych" koszmarków...
    Ale jak to zmienić?

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że problem w tym, że uczenie rozumienia tego, czym jest moda, po prostu niekoniecznie jest przyjemne - trzeba przewalczyć teksty, a nie ilustracje, element "fun'u" jest raczej niewielki, wysiłek duży. Kto tak chce? I to równocześnie z poznawaniem historii ubioru, bo jedno bez drugiego nie ma sensu. Mnóstwo pracy, mało punktów lansu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Modologia@: Pewnie masz rację, ale też nikomu nie chce się zmuszać studentów/ uczniów do poznawania tego, mimo braku "fun'u". Trudno się dziwić, że ktoś młody (bardzo młody) unika dużego wysiłku intelektualnego. Problem jest w tym, że nikt nie powie, ze to jest naprawdę ważne i że warto włożyć w to sporo pracy no i jeszcze może swoim przykładem zabłyśnie...|
    Wiem, mrzonki....

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma co patrzeć na studentów, teraz wszyscy narzekają, że nic im nie jest potrzebne i "po co to". Na teksty o zagranicznych projektantach/projektach/domach mody trafić dużo łatwiej, o polskich kwestiach mało, chociaż sama lubię czytać i o tym, i o tym.

    OdpowiedzUsuń