niedziela, 12 sierpnia 2012

Na marginesie tekstu z WO


Przyznaję, że z wielkim zainteresowaniem przeczytałem tekst z sobotnich Wysokich obcasów dotyczący projektantki i twórczyni Mody Polskiej, Jadwigi Grabowskiej tu. Muszę ze smutkiem przyznać, że nie znałem tej postaci... W związku z tym tak sobie pomyślałem, że niestety, podobnie jak z dziejami sztuki, tak i z dziejami mody i jeszcze kilkoma innymi dziedzinami dzieje się to ,że w procesie edukacji większy nacisk się kładzie na poznawanie historii powszechnej (europejskiej) niż własnej, krajowej. I lepiej znamy Rubensa czy Michała Anioła niż polskich malarzy. No, poza Matejką i Malczewskim może. Oczywiście mam na myśli ogół, a nie specjalistów w dziedzinie polskiej historii sztuki. Przyczyn tego jest wiele – to jasne. Można powiedzieć o większej atrakcyjności sztuki francuskiej czy włoskiej, ale też nie ma co ukrywać, że często łatwiej pozyskać informacje o takim Rembrandt’cie niż o jakimkolwiek polskim artyście. Wystarczy wklepać do internetu poszukiwane nazwiska – łatwo się okaże, że europejskie i amerykańskie muzea w znakomitej większości chętnie dzielą się informacjami o swoich zbiorach. Można się łatwo zorientować co nas czeka na ekspozycji National Gallery, ale o tym, co zobaczymy na ścianach nawet warszawskiego Muzeum Narodowego nieco trudniej się dowiedzieć. Na szczęście zmienia się to i są już dobre przykłady do naśladowania. Ta dygresja o sztuce nie jest bezpodstawna, bo to samo dotyczy zbiorów Działów Tkanin i Ubiorów. Tyle że tu jest zdecydowanie gorzej. O ile łatwo obejrzeć, nawet w powiększeniu, suknie Worth’a, Poiret’a czy Diora, o tyle nawet za bardzo nie wiadomo co się znajduje się w polskim muzeach. Przeczytać już można nieco łatwiej, ale trzeba zaznaczyć, że to raczej wydawnictwa dla mocno zainteresowanych (czyt. fachowców), no i w nakładach, które szybko się wyczerpują. Dopóki ta sytuacja się nie zmieni, o wiele więcej osób będzie znało po kilku, kilkunastu projektantów paryskich czy londyńskich niż polskich. Wiem, że nieco przesadzam, ale właśnie chodzi mi o to, by podkreślić te ogromne dysproporcje.
Warto by więc poświęcić w szkołach projektowania zdecydowanie więcej czasu, aby studiować może nie tylko samą historię ubiorów, ale i te ubiory. Uczyć jak były krojone, zszywane, jakie techniki stosowano – w końcu dawniej też szyto na podobne sylwetki. A poza tym trzeba pokazać młodym projektantom na czym polega mistrzostwo, co to znaczy dobrze skrojona suknia czy żakiet.  Tyle się czyta, że Galliano i cała masa innych projektantów studiowało ubiory w Muzeum Victorii i Alberta. Oni wiedzą, że to jest źródło wiedzy nie do przecenienia. A u nas....
A tu się okazuje, że w Polsce działała świetna projektantka, która miała rozmach, i świadomość europejskiej (paryskiej) mody. Poza tym to przyjemność poczytać o kimś, kto był także fachowcem w dziedzinie krawiectwa. Dzisiejsi projektanci – tak mi się wydaje, ale mogę się mylić – niestety zbyt mało uwagi poświęcają rzemiosłu; zapominają często, jak ważne jest to, by ubiór dobrze się układał, dobrze leżał, że przede wszystkim służy do noszenia.

8 komentarzy:

  1. Takze hyle czola przed Grabowska, niestety u nas nawet nie wspomina sie przedwojennych krawcow, wlascicieli mody w tym polskiej przedwojennej, ktorzy takze tworzyli z sukcesami. Ja szukam sladow Boguslawa Herse i poczatkow jego dzialanosci. Szkoda ze nie ma prawdziwej ksiazki o Grabowskiej, z jej zachowanymi kolekcjami jakie tworzyla, jej projekty dla Mody Polskiej powinny stanowic dobro narodowe, a nie przeznaczone na szmatki do czyszczenia okien.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba przyznać, że nawet o Haute Couture trudno gdziekolwiek poczytać w języku polskim... A nasze sławy krawiectwa?... Cóż... słabiutko jest u nas z informacjami o tym. Dlatego trzymam kciuki i kibicuję w poszukiwaniu informacji o domu mody Herse. To był szyk przez duże S. Wiele jest do zrobienia w tej kwestii. Czasem, jak obserwuję, co się o modzie teraz pisze, to naprawdę szkoda przysłowiowego papieru. Ale rozumiem, że tak jest łatwiej - skreślić parę byle jakich zdań o byle jakich projektach zamiast wziąć się do samodzielnego poszperania w historii i napisać coś naprawdę wartościowego. Jeszce raz trzymam kciuki za Herse :))

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba jest tak, ze dzis kazdy zajmuje sie moda i historia ubiorow, w sumie kazdy moze siebie nazywac kostiumologiem czemu nie. Nie ma ksztalcenia w tym kierunku, nie "uprawia sie kostiumologi na lamach czasopism,nie wydaje sie ksiazek. Ogolnie chyba ubior jest traktowany wlasnie jako szmatka, zamiast cos co daje przekaz wspolczesnemu czlowiekowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wrażenie, że Polacy trochę wstydzą się tego, co polskie - i nie do końca to rozumiem, bo przecież w wielu dziedzinach mieliśmy, mamy i pewnie mieć będziemy twórców, których warto znać. Czasem przeglądając na popularnych portalach o modzie komentarze dot. polskich projektów widzę słowa w stylu " co za ...[tutaj odpowiednia ilość pięknej polszczyzny ;))], widać, że polskie", "polska tandeta', itp. Ludzie odwracają się od tego, co polskie...ale dlaczego? Na pewno wpływ ma właśnie brak informacji, publikacji... o ile o bieżących sprawach pojawia się już więcej informacji (ie tylko w kontekście kto założył daną sukienkę i kiedy...), to o przeszłości - cisza.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ kelly: wiesz, wydaje mi się, że tu pokutują lata komuny wciąż. Wówczas wszystko co zachodnie, było lepsze, pożądane itd... I trudno się dziwić, że tak wówczas uważano. Czasy się zmieniły, ale z poglądami idzie wolniej i trudniej.
    Nie uważam, by w Polsce nie było ludzi zdolnych robić ubrania na najwyższym poziomie. W końcu krawiectwo, to wiedza już od lat ugruntowana, a dobre odszycie to dobre odszycie i już. Ale...
    wydaje mi się, choć może mnie poprawisz, że nie ma u nas po prostu dostępu do np. takich tkanin, jakie mają zachodni projektanci, nie mówiąc guzikach czy innych drobiazgach...
    A poza tym, moim zdaniem nawala edukacja estetyczna Polaków - niestety...
    A już zupełnie z innej strony mamy we krwi chyba takie narzekanie i marudzenie.
    No a znakomitą przeszłość (z dziedziny mody) powinniśmy jak najbardziej prezentować i przede wszystkim poznawać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja może Pana poprawię :) teraz z tkaninami wcale nie jest tak źle :) trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać. Kilka lat temu, a dokładniej 4, przez przypadek trafiłam do prwnego sklepu z tkaninami. Tkaniny piękne! Jedwabie, kaszmiry, wełny wielbłądzie, no poprostu przepiękne! Tylko tyle że właściciele sklepu jeżdżą dwa razy w roku do Włoch. Cieszę się bardzo, że nauczyłam się szyć i że właśnie trafiłam na ten sklep.

    Polecam również mojego bloga, www.latanik.pl

    Pozdrawiam!
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za poprawienie :) Jeśli można kupować dobre tkaniny, to świetnie... Nic tylko szyć ;))

    OdpowiedzUsuń