środa, 22 sierpnia 2012

Jeszcze raz o korzyściach czytania...


Dziś będzie bez obrazków, ale za to z fragmentem książki:
Lecz dziedziną, w której Mouret okazał się mistrzem bez konkurencji, było wewnętrzne urządzenie domu towarowego. Przyjął zasadę żeby żaden zakątek magazynu „Wszystko dla Pań” nie pozostawał pusty. [...] Zasadę tę zastosował w praktyce na różne sposoby. Przede wszystkim klientki powinny tłoczyć się przy wejściu, należało zrobić tak, aby stojący na ulicy przypuszczali, że stało się coś nadzwyczajnego. Osiągał ten ścisk przez wystawienie u wejścia artykułów okazyjnych, pudeł i koszy pełnych przedmiotów bardzo tanich. Gromadzący się ludzie tarasowali drzwi, co wywoływał wrażenie, iz magazyn pęka od nadmiaru klientów, gdy w rzeczywistości był zaledwie do połowy zapełniony. [...] Jego też pomysłem było umieszczenie na drugim piętrze dywanów i mebli, gdzie klientki przychodziły rzadziej. Działy te na parterze mroziłyby pustką.

Po pierwsze te ustawiczne spacery klientek rozproszą je równomiernie po całym magazynie, zwiększy się tłok i to odbierze im orientację; po drugie, gdy na przykład zechcą kupić podszewkę po nabyciu materiału na suknię, trzeba będzie przeprowadzić je z jednego końca na drugi, te podróże po magazynie trzykrotnie powiększą w ich oczach jego rozmiary; po trzecie, będą zmuszone przechodzić przez działy, do których nigdy by nie zajrzały – tam pokusa zatrzyma je w przejściu, a one ulegną.
Emile Zola, Wszystko dla Pań, s. 274, 276.

Ręka w górę, kto choć raz odczuł coś podobnego na własnej skórze. Najśmieszniejsze jest jednak to, że takie techniki zwiększania sprzedaży uważamy za coś typowego dla NASZYCH czasów, za zmorę NASZYCH czasów. Tymczasem lektura Zoli przekonuje nas, że takie triki służące naciąganiu klientów już od grubo ponad stu lat z górą cieszą się powodzeniem handlowców (jeden z powodów dla których warto czytać książki :))
Ale los bywa czasem złośliwy... Kiedy bowiem czytam o tym triumfie nowoczesnego handlu, zachłyśnięciu się masowością, taniością i „wszystkim w jednym miejscu”, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że na naszych oczach powoli odchodzić będzie do lamusa ten rodzaj handlu.... Będziemy świadkami upadku wielkich domów towarowych, do czego przyczynić się może internet i rodząca się niechęć w społeczeństwie do masowości produktów. Teraz, wydaje mi się, poszukujemy znów unikalności, niepowtarzalności.
Nie wiadomo tylko, czy to, co przyniesie na przyszłość będzie faktycznie korzystniejsze dla nas.
Czas pokaże...

4 komentarze:

  1. Ja wole myslec ze bedzie korzystniejsze a domow towarowych to w moim miescie juz nie ma. Sa tylko owe nieszczesne galerie dlatego ja wole ubierac sie czy tez przejsc sie do second handów czy inaczej "taniej odziezy", " tanim Armanim". A tam naprawde mozna dostac eksponaty wrecz muzealne i w bardzo dobrym stanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda, prawda... zwłaszcza, że dawniej powstawały ubrania lepszej jakości, bo miały starczyć na dłużej. A teraz choćbyśmy nie chcieli, to musimy kupić coś nowego, bo jakość (kiepska) nas do tego zmusza. Niby fajnie, bo bez wyrzutów sumienia, można kupić coś nowego, ale z drugiej strony liczba śmieci rośnie.... Kilka lat temu widziałem naprawdę niezłą wystawę właśnie na ten temat. Dane mówiące o produkcji "ciuchowych" śmieci były przerażające...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że nie tyle centra handlowe i galerie znikną, co wpuszczą do siebie znacznie mniejszych graczy - butiki z autorską odzieżą, ekskluzywne vintage shopy. Krótkie serie, małe partie, dobra jakość, wysoka cena, ale bardziej adekwatna, bo nie obciążona pensjami całej firmowej biurokracji.

    Tak, myślę, że z fast przestawiamy się do zdrowszego slow.

    W moim małym mieście galerie upadają, ale same są sobie winne, bo właściciele sklepików oferują towar ten sam co wszyscy, niskiej jakości i jeszcze żyją dawnym przekonaniem "samo się sprzeda".

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Justyna: Tak, zgadzam się z Tobą :)
    Poza tym mimo globalizacji, nie wszystkie procesy zachodzą w tym samym czasie. Znajomy był w ubiegłym miesiącu w Stanach (Chicago, Boston) i mówił mi właśnie, że w Macy's czy Bloomingdales są pustki... A u nas (w Poznaniu np. buduje się kolejne galerie handlowe...) Choć może i u nas są pustki - nie zaglądałem dawno...

    OdpowiedzUsuń