czwartek, 5 lipca 2012

Minimalizm u Diora?


Kiedy to się zaczęło? Wiadomo - 12 lutego 1947 roku. Wtedy Christian Dior pokazał swoją pierwszą kolekcję. Zazwyczaj wszyscy się koncentrują na podziwianiu jej. I słusznie, bo kolekcja jest tego warta – w końcu to „New look”. Ale nie było to wówczas powszechne. Istniała spora grupa ludzi, który nie byli zadowoleni z tego, że Dior zużywa ogromne ilość (jeszcze niedawno reglamentowanego) tkaniny na suknię. Ponadto, Dior odwoływał się w tej i kolejnych kolekcjach do XVIII i XIX wieku, a to była przecież przeszłość dawno przebrzmiała. Tym bardziej tuż po zakończeniu II wojny światowej wydawała się zamkniętym rozdziałem. A On – Dior próbuje ją wskrzeszać. Nie mogło się zatem obyć bez oburzenia..
 
Powyższe zdjęcie pokazuje gwałtowną reakcję kobiet na inną, ubraną według najnowszej – diorowskiej – mody. Dalekie to od podziwu i zachwytu. Nota bene – czy ktoś w Was wyobraża sobie taką reakcję dziś?  Tym starszym kobietom nie zwichnęło się poczucie estetyki. Robiły to raczej z patriotycznych powodów  – tak, tak – nie wypadało bowiem według nich , obnosić się tą obfitością, „bogactwem” wobec  niedawnych problemów z zaopatrzeniem (nie tylko tkanin – dosłownie wszystkiego). No właśnie – dom mody Diora był synonimem najwyższego luksusu. Ale nie przeszkadzało to jego wielbicielkom – wręcz przeciwnie (a więc jednak patriotycznie było kupować u Diora i napędzać powojenną gospodarkę).
Tę obfitość, niepraktyczność wręcz czasem (kobiety narzekały, że same nie mogą się ubrać w  suknie Diora), znakomicie potrafił interpretować Galliano, kiedy projektował dla tego domu mody. Wystarczy spojrzeć na te projekty:
 
Haute Couture, wiosna /lato 2007
 Haute Couture, jesień /zima 2009
Dlatego, kiedy obejrzałem wczoraj pierwszy pokaz Rafa Simonsa dla Diora byłem nieco zawiedziony. 
 
 Haute Couture, jesień /zima 2012
To nawet nie o to chodzi, że spodziewałem się drugiego Galliano... Ale piszę ten przydługi post, by przypomnieć, że marka ta to właśnie zalotność, nieco frywolności, niepraktyczności i obfitości. A tego właśnie w jego kolekcji nie zobaczyłem. Jest oczywiście interpretacja sylwetki lat pięćdziesiątych, ale to za mało – nie trzeba projektować dla Diora, by móc odwoływać się do tej dekady (patrz niedawny Marc Jacobs dla L. Vuitton). Stylizacje doskonale odszytych sukni były po prostu smutne... Nie zrozumcie mnie źle – lubię minimalizm – ale u Diora?
Czekam na więcej...

Źródło ilustracji:
Decades of fashion , Koenemann, 2000

4 komentarze:

  1. Podobała mi się ta kolekcja Simonsa dla Diora. Szczególnie pudrowa sukienka z wystrzałowym bustierem. Nie rozpatrywałam jednak tej kolekcji jako kontynuacji twórczości i idei samego Diora. Myślę, że takie postawienie sprawy to liczenie na zbyt wiele. Gdyby Simons uległ i stworzył bardziej rozbuchaną kolekcję, pewnie zarzucono by mu zatracenie indywidualności, nawet kopiowanie. Jedyne czego nie rozumiem, to pokazywanie iluś zestawów (czarne spodnie i top z baskinką) minimalnie różniących się od siebie. Po trzech takich zestawieniach z wielką ulgą przyjmowałam każdą sukienkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie też nie uważam tej kolekcji za złą... Po prostu średnio wpisuje się moim zdaniem w styl tego domu mody. Choć z drugiej strony może dom mody Diora chce się trochę zmienić i dlatego zatrudnił takiego projektanta. Za kilka sezonów się wyjaśni :)

      Usuń
    2. Ja kocham starego poczciwego Diora, chyba jestem na etapie fascynacji Vintage. Niestety dzis uwazam ze moda europejska ma sie zle (oprocz Vestwood, powtarza sie z sezonu na sezon. Dominuje "Made in China" a to doprowadza do obledu, bo kazdy nosi te sama koszulke czy te same majtki (za przeproszeniem). Dlatego nie dziwi mnie to ze coraz wiecej osob zajmuje sie szyciem tak jak za dawnych czasow to bywalo.To wyzwala inspiracje i kreatywnosc. Tak w konczu rodzili sie znani projektanci. Niestety zjmowaniem sie szyciem nie jest dobrze widziane w Polsce.
      Chyba dzis dobra mode mozna zobaczyc w Ameryce.

      Usuń
  2. Cóż... jeśli chodzi o vintage, to oczywiście nie tylko Dior jest godny uwagi. Po prostu dawniej dominowało KRAWIECTWO, a nie jak teraz zwykłe szycie. Ale też trzeba sobie powiedzieć, że to krawiectwo kosztowało niemało. Teraz ubrania są tańsze głównie kosztem jakości. Niestety, czy nam się podoba czy nie, świat przyspieszył i haute couture z 2-3 przymiarkami przestało się sprawdzać...

    OdpowiedzUsuń