sobota, 9 czerwca 2012

Na kłopoty... YSL?


Ostatnio dopadł mnie jakiś kryzys... Zastanawiam się czy faktycznie warto jest pisać o tych wszystkich „nie-aktualnościach”? Przecież w dzisiejszych czasach ma być zawsze aktualnie i szybko. Wiadomości sprzed kilku dni nikogo już nie interesują (przynajmniej tak się mówi). A co dopiero sprawy sprzed kilku – czasem kilkunastu – lat? Jednak z racji przekonania, że kryzysy coś wnoszą, zmuszają do przemyślenia wielu kwestii, stwierdziłem, że może wrócę do początków. Często pomaga to w uzyskaniu szukanych odpowiedzi. W zasadzie jednej – na pytanie po co to wszystko...
Już kiedyś sygnalizowałem, że u mnie wszystko zaczęło się od Yves Saint Laurenta (tu). To książka o nim była pierwszą w moim księgozbiorze dotyczącym mody. Do dziś z resztą zajmuje specjalne miejsce. Ale do rzeczy...
Chciałbym dziś przypomnieć logo jego domu mody – splecione ze sobą trzy litery – Y, S i L.
 
Domyślam się, że wielu czytelnikom (czytelniczkom) bardzo się ono podoba. Otóż zaprojektował je słynny niegdyś Cassandre (1901-1968). Nawet, jeśli nie nazwisko się z niczym nie kojarzy, to jest duża szansa, że ktoś widział jego najsłynniejszy plakat:
Poza tym Cassandre zajmował się m. in. typografią. Nie jest więc przypadkiem, że zaprojektował tak udane logo. Pierre Bergé w wywiadzie z 2009 roku wspominał, że grafik przyszedł na spotkanie, które odbyło się w 1961 roku w paryskiej restauracji Le Débarcadère, tylko z jednym projektem. Właśnie tym, które tak dobrze znamy. To był początek istnienia domu mody Yves Saint Laurent.
Te trzy charakterystycznie splecione ze sobą litery znają nawet fani piłki nożnej. A to dzięki gigantycznemu pokazowi mody na Stade de France Saint-Denis podczas finału Mistrzostw Świata w piłce nożnej 12 lipca 1998 roku. 300 modelek biorących udział w tym pokazie ustawiło się w kształcie YSL.
Wczoraj, podczas relacji otwarcia Mistrzostw Europy w piłce nożnej mogliśmy usłyszeć muzykę Szopena, jako coś, co tworzy polską kulturę. To jednocześnie uświadomiło mi, jak mocno moda jest obecna w kulturze francuskiej, że pojawia się przed meczem piłki nożnej....
A u nas? Wciąż mam poczucie, że zasadniczo modę się traktuje jako coś banalnego, dzięki czemu wiemy jaka długość czy kolory obowiązują w obecnym sezonie...
Może więc warto pisać o tym co już było i jednocześnie pokazywać, że moda to coś znacznie więcej?

Źródło ilustracji:
Yves Saint Laurent, katalog wystawy, Petit Palais, Paryż 2010

2 komentarze:

  1. Piotrze, wydaje mi się, że nie tylko warto pisać o przeszłości, spoglądać w przeszłość, ale jest to po prostu koniecznością. Jak mamy poznawać nowe, nie mając żadnych odniesień do historii i tradycji? Zresztą bez tej różnicy czasów wszystko byłoby cały czas aktualne. Nie byłoby przemijania, nie byłoby wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  2. A może właśnie te nieustanne odniesienia do przeszłości są męczące. Może przez to, że wskazuje się: "to już było, to ktoś już robił" jest niechęć do słuchania o przeszłości... Wtedy łatwiej coś "nowego" pokazać, zachwycić, oszołomić...
    A tak - trud mierzenia się z przeszłością...

    OdpowiedzUsuń