sobota, 30 kwietnia 2011

„Madonna z dzieciątkiem wśród aniołów” według Gaultiera

Obrazów o takim tytule można by wskazać co najmniej kilkanaście, więc zacznę od prezentacji. Chodzi mi o obraz namalowany przez Jean’a Fouquet’a około 1450 roku, będącego prawym skrzydłem namalowanego przez niego dyptyku. Druga, lewa część przedstawia Estienne’a Chevalier ze Świętym Stefanem. W XVIII wieku te dwa obrazy rozdzielono, stąd też dziś nie wszyscy, nawet ci trochę interesujący się sztuką ,o tym wiedzą. Choć pokazuję je tu razem, to jednak tylko jeden z nich (prawy) będzie mnie dziś interesował.
Widzimy tronującą Madonnę z małym Chrystusem na kolanach, w otoczeniu Aniołów – Serafinów i Cherubinów. Uwagę przykuwa jej wygląd zgodny z panującą wówczas (w połowie XV w.) modą - krój sukni, zawieszony przy talii złoty łańcuch i podgolone, wysokie czoło. Trudno nie zauważyć odsłoniętej nagiej piersi... Pewną dwuznaczność wprowadza fakt, że do postaci Madonny pozowała kochanka francuskiego króla Karola VII, Agnès Sorel. Przynajmniej tak mówi tradycja, a obecny stan wiedzy tego nie wyklucza. Wizerunek ten w swoim projekcie wykorzystał Jean Paul Gaultier. W 1994 roku pokazał suknię i męski T-shirt uszyte z tkaniny zadrukowanej we wzór wykorzystujący właśnie ten obraz.
Obydwa ubiory mają prosty krój, który pozwala temu wzorowi wysunąć się na pierwszy plan. Dzięki temu, zwłaszcza w męskiej bluzce, pojawia się coś ciekawego. Otóż na torsie dominuje Madonna z obnażonym biustem. Trudno to zignorować. Mamy grę pomiędzy męskością i kobiecością. Nie jest to oczywiście wyjątek - Gaultier jest znany z tego, że projektuje ubrania zacierające czy może relatywizujące różnice pomiędzy płciami.

Ubiory te, między innymi, można właśnie oglądać na wystawie Riotous Colour, Daring Patterns: Fashions + Textiles 18th to 21st Centuries w Royal Ontario Museum w Toronto. A już w czerwcu zostanie otwarta wystawa, która będzie poświęcona wyłącznie twórczości Jean Paul Gaultier’a. Ta retrospektywa zbiegać się będzie z przypadającą w tym roku 35 rocznicą jego kariery projektanta – w 1976 pokazał swoją pierwszą kolekcję prêt-à-porter (od 1997 prezentuje także Haute Couture). Wystawa będzie świetną okazją do prześledzenia niesamowitej ewolucji jego stylu. Dla większości z nas jednak tylko za pomocą internetu lub katalogu wystawy, bowiem wydarzenie to będzie miało miejsce także w Kanadzie, w Montrealu....

Źródło ilustracji:
http://www.rom.on.ca/exhibitions/special/riotous_colour.php
http://www.wga.hu/index1.html

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Suwak? Naszyjnik? Bransoleta?

Dziś, po raz pierwszy oprócz fotografii, pojawia się film. Trudno byłoby sobie bez niego poradzić. Musiałbym użyć dużo więcej słów, by opisać ten niezwykły naszyjnik.
Został on stworzony przez projektantów firmy Van Cleef & Arpels - René-Sim Lacaze’a i René Puissant’a. Pomysł wyszedł od Księżnej Windsoru – Wallis Simpson. Jego niezwykłość polega na tym, że naszyjnik jest jednocześnie rozpiętym suwakiem, który po zapięciu (i odczepieniu tylnej części naszyjnika) staje się bransoletą. Jej ozdobą, podobnie jak naszyjnika (w końcu to są jednym) jest zawieszka na samym zamku. Nie muszę dodawać, że suwak jest ze złota. Dodatkowo jest zdobiony brylantami, choć mogą być także rubiny. Model ten był po raz pierwszy wykonany w 1938 dla Księżnej Windsoru, jednak po wojnie był wielokrotnie powtarzany i to w różnych wersjach. Na wystawie Set in Style: The Jewelry of Van Cleef & Arpels prezentowane były dwa egzemplarze, z 1952 i 1955 (jeden był naszyjnikiem, drugi bransoletą).Najciekawsze dla mnie jest wykorzystanie suwaka w tak nietypowej roli. Z tego zasłynęła także znakomita projektantka, Elsa Schiaparelli. Z tą różnicą, że używała je w strojach Haute Couture, a nie w biżuterii. Rysuje się wobec tego ciekawa zależność – Schiaparelli – suwaki – Księżna Windsoru. Jak wiemy była ona wierną klientką „Schiap” i w wyborach kreacji była dość odważna. Niestety nie dysponuję informacją, czy faktycznie to pod wpływem projektantki zdecydowała się zamówić taki naszyjnik. Nawet jeśli ta kwestia nie pojawiła się wprost, to taki układ wydaje się prawdopodobny.
A poniżej suknia Schiaparelli z suwakiem (nie należała do Księżnej), z kolekcji na sezon 1937 – 38, ze zbiorów Metropolitan Museum.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że niespodziewanie, niezauważalnie, kilka dni temu minął rok, odkąd zacząłem prowadzić Muzealne Mody. Niezmiernie mnie to cieszy, bo kiedy zaczynałem, nie byłem przekonany do tego pomysłu. A jednak, udało się i, co więcej ma to sens...
Dziękuję wszystkim czytelnikom za wytrwałe śledzenie wpisów i jednocześnie obiecuję kolejny rok Muzealnych Mód.

Źródło ilustracji:
http://beta.cooperhewitt.org/microsites/set-in-style/
www.metmuseum.org
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=yuwHuimz9xQ

niedziela, 17 kwietnia 2011

A-POC

Pamiętam kiedy w lutym, podczas wykładu o modzie japońskiej w Domu Bretanii mówiłem, że nie do końca wiem jak wygląda A-POC produkowany przez Issey’s Miyake. A tu proszę... Podczas zwiedzania nowojorskiego MoMA natknąłem się właśnie na A-POC, które było tam na ekspozycji w dziale designu.A-POC (akronim angielskiego A Piece Of Cloth, czyli kawałek ubrania), to efekt współpracy Issey’a Miyake z Dai Fujiwara, również Japończykiem. Można powiedzieć, ze stworzyli ubiór przyszłości, który nie tylko jest łatwy w użytkowaniu, ale też łatwo go samodzielnie stworzyć. Oczywiście marzenie o takim uniwersalny ubiorze „dla każdego” ma swoje korzenie w latach 60-tych – epoce lotów kosmicznych. Ale pierwszy pokazano A-POC to dopiero w 1997. Na pierwszy rzut oka wygląda jak bela dzianiny...
... ale kiedy przyjrzymy się uważniej zobaczymy kształty, które po prostu możemy wycinać i bez szycia, od razu założyć na siebie. Nie dotyczy to tylko, co oczywiste, bluzek czy spodni, ale także bielizny i dodatków – rękawic, czapek.Nowoczesny jest i pomysł i surowiec, który łatwo dopasowuje się do sylwetki.Ale czy rzeczywiście będzie to powszechny w przyszłości ubiór? To, jak zawsze, czas pokaże. Na razie chociażby nieprzystępna dla ogółu cena odsuwa w czasie moment jego obecności na ulicach miast.

Źródło ilustracji:
Archiwum autora
(A-POC znajduje się w zbiorach Museum of Modern Art w Nowym Jorku)

czwartek, 14 kwietnia 2011

Infantka i Balenciaga

26 marca, niestety aż w San Francisco (de Young, Fine Arts Museum), została otwarta wystawa zatytułowana Balenciaga and Spain. Jej kuratorem jest Hamish Bowles. Wcześniej była ona pokazywana nieco bliżej, ale wciąż daleko, bo w Nowym Jorku, w Instytucie Hiszpańskim Królowej Zofii. Na szczęście (nieszczęście) widziałem tylko katalog tej wystawy, no i mogę powiedzieć, że jest on świetny. Mogę sobie wyobrazić tę wystawę....
Niesamowite jest to, że pierwsza duża wystawa ubiorów Balenciagi też odbyła się w Stanach. Rok po jego śmierci, w 1973, w Metropolitan Museum w Nowym Jorku, Diana Vreeland, wówczas stojąca na czele Costume Institute, wcześniej wieloletnia redaktorka Vogue, zorganizowała przekrojową wystawę pokazującą dzieło Balenciagi w odniesieniu do hiszpańskiej sztuki. A tych odniesień jest naprawdę sporo. Wśród nich, to bardzo często pokazywane, czyli suknia „Infantka” z 1939 roku.
Jeśli znajdujemy się w kręgu sztuki tego kraju właśnie, to „jedyną” Infantką o jakiej możemy pomyśleć jest Infantka Małgorzata (1651 – 1673), córka króla Hiszpanii, Filipa IV. Niezwykłej urody portrety namalowane przez Diego Velazquez’a, nadwornego malarza ocaliły ją od zapomnienia. Można nawet powiedzieć, że jest dość sławna...
Widzimy ją na tych portretach jako 3 – 4 latkę i jako 10 – latkę, w co z trudem można uwierzyć patrząc na ten postarzający ją i przytłaczający ubiór. Ciężko odmówić sukni walorów malarskich czy estetycznych, ale komfort jej noszenia musiał być równy zeru.
Balenciaga skupił się, więc w swoim projekcie na samej urodzie sukni eliminując zupełnie jej wielkość i ciężar. Dzięki temu jego suknia nabiera dziewczęcego uroku, który świetnie harmonizowałby z młodym wiekiem Infantki. Gdyby żyła ona w XX wieku z pewnością byłaby klientką tego mistrza krawiectwa.

Źródło ilustracji:
Balenciaga Paris, Katalog wystawy, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych, Paryż 2006
http://genevaanderson.wordpress.com
http://www.wga.hu

piątek, 8 kwietnia 2011

Zielone jabłko u Tiffany’ego

Ludzkie oko dość łatwo daje się łudzić i oszukiwać. Pomylenie przedmiotu z jego przedstawieniem możliwe jest nie tylko w sensie dosłownym, ale i filozoficznym. Problem ten w sztuce wyraźnie podejmował belgijski malarz, surrealista, René Magritte (1898 – 1967). Jego obraz zatytułowany „Fałszywe zwierciadło” z 1928 przedstawia właśnie ludzkie oko.W jego obrazach bardzo często pojawiają się „fałszywe” przedmioty, które nie tyle wprowadzają widza w błąd, ile pokazują mu pewne luki w jego postrzeganiu, w jego odbiorze świata. Ludzkie oczy nie pozwalają bowiem dostrzec wszystkiego, doświadczyć całej otaczającej rzeczywistości. Ta postawa, którą reprezentuje artysta sprzeciwia się „szkiełku i oku” i z pewnością jest bliska wielu ludziom. Stąd pewnie niesamowita popularność jego sztuki. Jego płótna nie tylko budzą uznanie, ale też są niemal natychmiast rozpoznawalne. Dlatego, kiedy szedłem 5 Aleją w Nowym Jorku i zobaczyłem witryny Tiffany’ego od razu uśmiechnąłem się do siebie.
Źródło inspiracji nie może budzić żadnych wątpliwości, a nawet gdyby były, rozwiały by się nawet przy powierzchownym przejrzeniu zawartości tych witryn.
bez tytułu, rysunek

„Słuchający pokój” 1953

Na koniec warto dodać, że niedawno otwarte (2009) Muzeum Rene Magritte’a w Brukseli, wyglądało (nie wiem, czy wciąż tak wygląda, bo niestety tam nie byłem) wówczas w ten sposób:I tak, jak budynek ten jest obietnicą wspaniałej zawartości na którą składają się dzieła sztuki autorstwa Magritte’a, za drzwiami Tiffany’ego możemy również oglądać dzieła sztuki, tyle że jubilerskiej. Wierzcie mi, że wizyta w tym sklepie może dać równie dużo wrażeń co wizyta w muzeum.

Źródło ilustracji:
http://www.moma.org/
http://www.musee-magritte-museum.be/
http://en.wikipedia.org (hasło Rene Magritte)
http://www.oilpainting-frame.com
Archiwum autora