piątek, 27 maja 2011

McQueen – „artysta z północy”

W tym roku Dzień Dziecka nadszedł nieco szybciej, niż wynikałoby to z kalendarza - wczoraj do moich rąk trafił katalog wystawy Alexandra McQueen'a z Metropolitan Museum : )))
Niezwykła okładka ukazuje to metaliczną czaszkę, to twarz projektanta sugerując z jednej strony, że książka może pokazywać nie tylko znaną twarz McQueena, ale i sięga głębiej, ujawniając tym samym „wnętrze”, anatomię jego twórczości, z drugiej zaś od razu prezentuje motyw przewodni jego projektów. Odwołanie do śmierci, cierpienie, brzydota, groteska, obecne są przecież niemal we wszystkich kolekcjach, jakie stworzył. Swego rodzaju dopełnieniem jest portret Alexandra McQueen’a znajdujący się wewnątrz, na końcu katalogu. Zdjęcie to zostało zrobione przez Tim’a Walker’a/Art +Commerce. Kiedy przez dłuższą chwilę skupiłem się na nim, dotarło do mnie, że przecież na McQueena można też patrzeć jak na artystę, a nie tylko jak na ekscentrycznego czy genialnego projektanta; artystę wpisującego się pomiędzy tych, którzy tworzyli na północ od Alp – głównie artystów z kręgu niemieckiego, choć nie tylko. Także Holendrzy poszukiwali w swojej twórczości nieco innych wartości i posługiwali się inną estetyką niż ich koledzy zamieszkujący tereny Włoch. To rozróżnienie tak czytelne w okresie renesansu, z czasem się nieco zatarło, ale wciąż pojawiali się artyści zainteresowani otaczającym ich światem, bez wypierania, pomijania tego co brzydkie, brudne, nieprzyjemne. Znakomitym przykładem jest autoportret Arnolda Böcklin’a ze Śmiercią grającą na skrzypcach (1871-74).
Malarz ukazał się z paletą i pędzlem w momencie, gdy na chwilę zastyga i wsłuchuje się. Wydaje się, że jedynym dźwiękiem, jaki może usłyszeć, jest melodia grana na jednej strunie skrzypiec. W ten sposób Böcklin pokazał siebie – artystę nie odwracającego się od śmierci, tego, co nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie wsłuchuje się w jej głos i znajduje w nim natchnienie. Portret McQueen’a jest oczywiście nieco inny w wymowie – przede wszystkim nie jest autoportretem. Inna jest także relacja przedstawionych osób ze „Śmiercią”. U Szwajcarskiego malarza jest ona niemal równorzędną postacią, ukazaną może na drugim planie, ale na tej samej wysokość. McQueen zaś pozuje tylko z czaszką. Opiera o nią swoją lewą rękę, ale nie jest to bynajmniej gest tego, który chciały zapanować nad Śmiercią, okiełznać ją. On ją jedynie w ten sposób oswaja (już oswoił) - w jego spojrzeniu nie ma bowiem ani dumy, ani triumfu. Nie ma też lekceważenia. A co jest?
Na to pytanie niech każdy już odpowie samodzielnie...

Źródło ilustracji:
Archiwum autora
www.wga.hu
Alexander McQueen: Savage Beauty, Katalog wystawy, MET, Nowy Jork 2011

2 komentarze:

  1. Ciekawa jest również kolorystyka zdjęcia- jasne barwy rzadko w naszym kręgu kulturowym są zestawiane z motywami kojarzącymi się ze śmiercią.

    OdpowiedzUsuń