środa, 30 marca 2011

Tancerka


Dziś będą porównania i interpretacje podpatrzone na dwóch nowojorskich wystawach - w Copper-Hewitt, National Design Museum i w Fashion Institute of Technology. Punktem wyjścia w obydwu przypadkach jest obraz Nicolasa Lancreta z 1730 przedstawiający tancerkę, Mademoiselle de Camargo (obraz w zbiorach Wallace Collection w Londynie).
Artysta pokazał tę gwiazdę Paryskiej Opery na tle przyrody, ale w taki sposób, że równie dobrze możemy to interpretować jako teatralną dekorację. Jej poza, wydająca się naturalna i spontaniczna zwłaszcza w zestawieniu z tłem, jest baletową pozycją „à demi-pointe”. Z całą pewnością jednak nie można jej odmówić wdzięku. To zapewne on ujął projektanta, który stworzył tę niezwykłą broszę dla Van Cleef & Arpels.
Pochodzi ona z 1942 roku i jest stworzona z platyny, diamentów, rubinów i szmaragdów. Myślę, że podobieństwo jest dla wszystkich oczywiste. Nawet jej nazwa, „Camargo” odwołuje nas w sposób bezpośredni do obrazu. I tak srebrzysty blask tkaniny zalśnił diamentowym blaskiem, a kwiaty zdobiące suknię tancerki zamieniły się w oszlifowane rubiny i szmaragdy. Robi to takie wrażenie, że trudno tu cokolwiek jeszcze dopowiadać.
Inną interpretację tej sukni można znaleźć w kolekcji
Vivienne Westwood zatytułowanej „Time Machine” z 1988 roku. Tytuł w tym wypadku może być mylący, bo brzmi... „Statue of Liberty”.
Projektantka zrezygnowała z kwiatowych girland, dając za to spódnicy zwiewność tak kojarzoną z baletnicą. Jednak pod tym tiulem kryją się fałdy srebrnej tkaniny. Podobieństwo kształtu i długości spódnicy, jak i delikatna, utrzymana w srebrzystych tonach kolorystyka pokazuje nam wyraźnie, który rok wybity został na Wehikule Czasu Westwood – 1730. I oczywiście płótno Lancreta jako źródło inspiracji.

Źródło ilustracji:
http://wallacelive.wallacecollection.org/
http://cooperhewitt.org/
http://fitnyc.edu/3662.asp

7 komentarzy:

  1. Faktycznie... Na obrazie jest ukazana niezwykła korespondencja między naturą i kulturą. Wydaje mi się, że tancerka kryje w sobie, a właściwie ujawnia nam widzom, swoją ambiwalencję: z jednej strony wydaje się być sentymentalną panną, twórczynią, artystką, dla której grają muzycy - spowinowaceni przez kostiumy z naturą... ale z drugiej strony centralna postać chyba może być uznana za, pomimo swojej łagodności, nie do końca obecną w tej przestrzeni, będącą "tu i teraz" gościnnie, na chwilę, ulotnie, z lekką melancholią wpisaną w mowę ciała i może także wnętrze... A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani pisze takie komentarze, że ja już nie mam nic do dodania...

      Usuń
  2. Nieprawda :-( Zawsze czekam na odpowiedź :-) Nie wiem czy mam rację, ale wydaje mi się, że język nieraz, zamiast być naszym sprzymierzeńcem, staje się - może nie naszym wrogiem, ale utrudnieniem dla nas :-( Język powinien nam wszystkim pomagać otwierać się na innych ludzi, a czasem wikłamy się w gąszcz słów i potem nie umiemy z tego wybrnąć. Wielokrotnie miałam takie poczucie chaosu - chciałam coś powiedzieć, mówiłam coś innego - nie było to działanie zamierzone, to by znaczyło, że czasem taka siła jak język, w połączeniu ze świadomością i podświadomością, może nas w pewnym sensie kontrolować, a to my powinniśmy zawsze zachować kontrolę. Trochę to wszystko smutne. A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego smutne? Tak po prostu bywa. Doskonale zdaję sobie sprawę i rozumiem, że można się zgubić w gąszczu słów, dlatego czasem wybieram milczenie.

      Usuń
  3. A jednak wydaje mi się, że smutne. TO, że coś jest, bywa itd. TO chyba nie musi znaczyć, że przestaje owo TO być melancholijne, radosne, dobre lub kontrowersyjne albo zwyczajne złe. My wszyscy czasem za łatwo godzimy się na obojętność, neutralność, chociaż z drugiej strony - podobno wszystko ma swoją drugą stronę - TO jest nie tylko wygodne, łatwiejsze, ale również bardziej bezpieczne lub po prostu wynika z naszego wyboru i oczywiście mamy do tego prawo. Podobno milczenie jest złotem, "reszta jest milczeniem". Chociaż akurat bohater, który wypowiedział te słowa (wiem, fikcyjny, jednak tacy ludzie żyją nie tylko w literaturze) jest postrzegany jako idealista, ale niekiedy ujawnia swoją drugą stronę. Cynicznego, wyrachowanego, okrutnego manipulatora i prowokatora. Może więc lepiej próbować - lecz TO niezmiernie trudne w praktyce - zachowywać ów tajemniczy "złoty środek". Ani za dużo nie mówić, ani za dużo nie milczeć, choć mam świadomość, że mój komentarz to 'paplanina'. Pytanie brzmi czy przeszkadza to Autorowi bloga... A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że nie wiem o jakim bohaterze Pani mówi...
      Tu nie chodzi o przeszkadzanie, ile o to, że, jak wspomniałem, im bardziej rozbudowany jest Pani komentarz, im bardziej rozkłada on na czynniki pierwsze jakiś temat, tym trudniej jest cokolwiek do niego dodać. Oczywiście dodać coś sensownego, co wniesie nową wartość, tym bardziej, że moje obycie z literaturą jest zdecydowanie mniejsze niż Pani. Dlatego napisałem, że czasem wybieram milczenie. Poza tym przyjmuję zasadę, że na blogu nie piszę na dany temat absolutnie wszystkiego co wiem, bo nie uważam tego za słuszne z wielu powodów. Tylko tyle, albo aż tyle :)

      Usuń
  4. Hamlet - to miał być tylko przykład, zresztą nie lubię go zbytnio i zachwyty nad nim uważam za lekko przesadzone. Wolę zdecydowanie autora sztuki oraz innych jego bohaterów. Ma Pan rację, może zasługuję na takie krytyczne słowa. Także uważam, że nie należy pisać o wszystkim, ale zawsze miałam i mam problem z dygresyjnością. To taka romantyczna przypadłość. A.P.
    P.S. Proszę w wolnej chwili sprawdzić swoją skrzynkę na listy - tę podaną na blogu.

    OdpowiedzUsuń