poniedziałek, 28 lutego 2011

W Salonie u Gaultier’a

Nie, nie… to nie o salon firmowy z ubiorami tego Francuza chodzi. Owszem, ubiory są, nawet „modelki”. Tylko adres nie ten. To Salon przy rue des Moulins, jeden z paryskich domów publicznych z końca wieku XIX. Jego bywalcem, znającym znakomicie jego atmosferę był Henri de Toulouse-Lautrec (1864 – 1901). Na tym znanym obrazie z 1894 (w zbiorach Musee Toulouse-Lautrec, w Albi) z pewnością nie dostrzeżemy jego charakterystycznej sylwetki, ani jakiejkolwiek męskiej sylwetki... Mężczyźni są nieobecni. Ten „brak” być może uszedłby uwadze oglądającego, ale z pewnością nie uchodzi uwadze czekających na nich bohaterek obrazu. Znudzone i znużone, w niedbałych pozach czekają na klientów. Ich nieobecność artysta podkreślił zostawiając dużą pustą powierzchnię w lewym dolnym rogu. Pluszowa, purpurowa kanapa czeka, aż ktoś na niej spocznie. Bogate wyposażenie salonu podkreśla tylko mierność i mizerność postaci. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
A jednak obraz ten nieodłącznie kojarzy się z paryskim Montmartre. To właśnie wykorzystała Gladys Perint Palmer, znakomita ilustratorka mody, kiedy współpracowała z Jean Paul Gaultier’em. Poniższa ilustracja pochodzi z 1991, kiedy to projektant wyraźnie odwoływał się w swoich projektach do kultury francuskiej.
Nie ma sof, bogatego wnętrza, poduch, koloru, ale jest klimat Paryża. To świadczy o tym, jak dobrze znany jest ten obraz i jak jednoznaczne skojarzenia wywołuje. Bez dodatkowego komentarza wiemy nie tylko co inspirowało Gaultiera, ale też i dla kogo jest tak kolekcja przeznaczona. Nie, nie dla znudzonych prostytutek. Bynajmniej. Ale dla odważnych młodych kobiet, nieco prowokujących swoim zachowaniem i chcących prowokować swoim ubiorem, nie bojących się ryzyka, no i taktujących modę z odpowiednim dystansem.
A przy okazji możemy podziwiać dobrą, dowcipną i z polotem zrobioną modową ilustrację.

Źródło ilustracji:
http://www.the-athenaeum.org
Colin McDowell, Fashion today, Phaidon Press, 2003

3 komentarze:

  1. Jeżeli można... Obraz wydaje mi się przepełniony nie tylko oczekiwaniem - faktycznie "nie do pozazdroszczenia", ale zarazem nudą, pustką, napięciem. Smutne postacie w negatywnej przestrzeni - niby oswojonej, ale jednak jakoś ciągle nieprzyjaznej. Brak mężczyzn będzie tam zawsze 'obecny'. Oscar Wilde nazwał kiedyś dom publiczny ogrodem, który skrywa najpiękniejsze kwiaty. Chodziło mu oczywiście o jeszcze bardziej "zakazane" miejsce, w którym mężczyźni odwiedzali innych mężczyzn. Jakie to dojmująco smutne. A w temacie stroju, chyba nie tylko młode osoby płci pięknej prowokują ubiorem, dotyczy to także mężczyzn i ludzi dojrzałych niezależnie od tego, kim są. Nadal uważam, że są ciekawsze "prowokacje" - słowo jest trochę nieadekwatne - niż te wyrażane za pomocą kostiumów.... A.P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając Pani komentarze, wydaje mi się, ze spokojnie mogłaby Pani zacząć pisać jakiegoś bloga o literaturze :)

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję, staram się :-) Jeszcze a propos obrazu - podobno nasz świat przypomina niekiedy dom publiczny. Trudno się niestety nie zgodzić, ale dzięki Bogu nie jest to jedyna teoria. Świat to też dom. Bez negatywnych określeń. Chociaż zbyt rzadko nim jest... A.

    OdpowiedzUsuń