czwartek, 13 stycznia 2011

McQueena „Sąd Ostateczny”

Jakoś strasznie dużo czasu zajęło mi zrobienie tego wpisu. Nie tyle z powodu trudności, ile małej ilości czasu ostatnio. Wiem, brzmi banalnie, ale tak jest. W styczniu nikogo nie będę, niestety, rozpieszczał - to jest drugi i prawdopodobnie ostatni post. Powodem jest mój dwutygodniowy wyjazd. Ale w lutym, po powrocie mam nadzieję, że uda się przywrócić stary rytm, czyli dwa razy w tygodniu. Tyle w kwestii formalnej.

Autorka książki, o której ostatnio wspominałem (Alexander McQueen, Genius of a Generation by Kristin Knox) rozważała, że być może pojawiający się w jednej z kreacji „Sąd Ostateczny” Hieronima Boscha był odzwierciedleniem stanu psychicznego projektanta w ostatnim okresie jego życia. Zastanawiałem się też nad tym co nieco. Ale zacznijmy od początku, czyli od samej kreacji:
Oczywiście, gdyby nie zbliżenie w książce (jednak książki górą ;) nigdy w życiu nie zobaczyłbym tam Boscha, więc żeby wszystkim dać szansę, prezentuję także to zbliżenie.

Autorka jednoznacznie rozpoznała w nim obraz piekła – prawego skrzydła tryptyku „Ogród rozkoszy ziemskich” z około 1500 roku. I trudno się z tym nie zgodzić.
Ja jednak wypatrzyłem tam także postać z innego tryptyku – tym razem centralnego panelu „Kuszenia świętego Antoniego” (1505 – 1506).
Cokolwiek by nie mówić o wizjach Boscha, są one pełne fantazji. Najczęściej koncentrują się na ludzkich słabościach, pokusach i ich konsekwencjach. Wizja piekła, która sama w sobie nie jest przecież charakterystyczna tylko dla tego malarza, zyskuje jednak u niego niespotykany wówczas repertuar postaci, tortur, okrucieństwa. Co warto jednak zauważyć, to to, że przedstawieniu piekłu w tryptyku „Ogród ziemskich rozkoszy” przeciwstawiona jest wizja nieba (raju). Jeśli bowiem jest kara, jest i nagroda. Choć trzeba też powiedzieć, że Bosch do niepoprawnych optymistów nie należał – drugi, bowiem z przywołanych przeze mnie obrazów, nie pozwala bohaterowi, Św Antoniemu, na chwilę wytchnienia. Wszystkie trzy skrzydła tryptyku wypełnione „pokusami”. Święty musi więc trzymać się na baczności, by nie ulec nieustannie pojawiającym się zagrożeniom.
Wróćmy teraz do McQueen’a i jego kolekcji (jesień-zima 2010). Wydaje mi się, że pojawienie się w niej obrazu Boscha niekoniecznie jest związane z tym, jak projektant czuł się w okresie jej tworzenia. Po pierwsze nigdy nie stronił on od mrocznych klimatów i to znacznie „ciemniejszych” niż wizja Boscha. Poza tym Sąd ostateczny, jako motyw ikonograficzny jest nierozłącznie powiązany z okresem średniowiecza. Wykorzystując, więc tę epokę jako źródło inspiracji nie mógł nie przywołać tego motywu. Poza tym, patrząc już na samą kreację, widać, że wizja piekła została przez projektanta także zrównoważona, może nie tak wprost, jak w przypadku tryptyku, ale jednak. Chodzi o oczywiście o elementy złota, które tam się pojawiają. Jeśli trzymalibyśmy się, bowiem średniowiecznej ikonografii, to przecież właśnie ten kolor odnosił się do sfery niebiańskiej. W tym też objawia się moim zdaniem wartość tej kolekcji (oczywiście poza znakomitym krawiectwem) – na przemyceniu mistyki średniowiecza i zaklęciu jej w nowoczesnej formie.
Źródło ilustracji: www.style com Kristin Knox, Alexander McQueen, genius of a generation http://www.artrenewal.org

2 komentarze:

  1. Super, że piszesz o MCQUEEN'ie. Miał niesamowite pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  2. interesujący wpis, warty przeczytania

    OdpowiedzUsuń