piątek, 30 grudnia 2011

Tulipany


Kwiaty, jak wiadomo, są jednym z najpopularniejszych motywów używanych jako wzór tkaniny. Mogą być potraktowane naturalistycznie lub też stylizowane - czasem tak mocno, że z trudem rozpoznajemy gatunek. To nie znaczy jednak, że chciałbym teraz dać przegląd takich wzorów. Ograniczę się do jednego, ale za to spektakularnego.
Te dwa zdjęcie powyżej wyglądają jak XVII wieczne holenderskie obrazy, ale tylko jeden z nich wyszedł faktycznie spod pędzla malarza. Po lewej stronie mamy fragment martwej natury Hansa Gillisz. Bollongier’a z 1639 z Rijksmuseum, po prawej zaś fragment tkaniny zaprojektowanej w lyońskiej fabryce (manufaktura Morel, Poeckès &; Paumlin). Była ona prezentowana na paryskiej Wystawie Światowej w 1889 roku, gdzie zdobyła główną nagrodę. Jej inspirację ujawnia już sama nazwa - Tulipes Hollandaises. Ten duży wzór z bukietem papuzich tulipanów ułożony został na czarnym tle w wijący się wzór. Czyni to już samą tkaninę niezwykle oryginalną i przyciągającą oko. By ją właściwie wykorzystać potrzeba dobrego projektanta. A któż w tym czasie mógłby lepiej wiedzieć, jak ją skroić niż Charles Frederick Worth? Uszył on z tej tkaniny niezwykły, wieczorowy płaszcz. Ograniczył w nim ilość cięć, by jak najlepiej wyeksponować wzór. Cóż więcej pisać – proszę podziwiać.


Źródło ilustracji:
http://en.wikipedia.org/wiki/Hans_Gillisz._Bollongier
www.metmuseum.org

czwartek, 15 grudnia 2011

Projektant – artysta

Nazywanie dziś projektanta mody artystą dziwi już niewielu. Początki tego zawodu wyglądały jednak inaczej. Uznawany za pierwszego z kreatorów mody, Charles Frederick Worth (1825 – 1895) wiele czynił, by zająć miejsce w poczcie artystów. W porównaniu do zastanych standardów, polegających na zanoszeniu zakupionej tkaniny do krawcowej, która była jedynie wykonawczynią woli swoich klientek, zmienił niemal wszystko. Worth zaczynał podejmować „artystyczne” decyzje na bardzo wczesnym etapie – jako znany i ceniony kupiec, potrafił przeforsować u producentów tkanin swoje nowe wzory. Następnie to on proponował klientkom fason i co jeszcze ważniejsze – także dodatki. Nie był zatem wykonawcą i odtwórcą, ale kreatorem i dyktatorem mody. To jednak nie wystarczało Worth'owi. Pieniądze i sława, jaką przyniosły mu jego kreacje, dały jednocześnie wstęp na salony. By wzmocnić swoją pozycję w towarzystwie rozbudowywał posiadłość - zamek położony w Suresnes (pod Paryżem) wypełniając go (zbyt) licznymi dziełami sztuki. Wśród gości odwiedzających to niezwykłe miejsce były postaci z arystokratycznej śmietanki.
Zagadnienia związane z promocją, czy może ściślej, autopromocją, nie były obce Worth’owi. Jego posiadłość mająca zachwycać była jednym z ważnych elementów tej układanki. Innym istotnym zagadnieniem był strój, w jakim projektant pokazywał się paryskiemu światkowi. Tu chciałbym przywołać dwa zdjęcia, dwa portrety prezentujące jego postać. Jedno pochodzi z 1858 roku, drugie, bardziej znane, autorstwa Felix’a Nadar’a, z 1892 roku.
To zestawienie w sposób niezwykle syntetyczny (i zapewne też nieco uproszczony) pokazuje przemianę Worth’a z kupca i businessman’a w artystę. Na pierwszym zdjęciu nie dostrzegamy niczego specjalnego - ot, przedstawiciel klasy posiadającej, ale nie arystokratycznej (był to rok usamosdzielnienia się przy pomocy wspólnika, niejakiego Bobergh’a). Fotografia po prawej zaś jest wizerunkiem artysty, nawiązującym chociażby do słynnych płócien Rembrandt’a (poniżej chyba najsłynniejszy z nich, z National Gallery w Londynie)Zabiegi czynione przez Worth’a wydały plon. Po pierwsze we wspomnieniach pojawiających się po jego śmierci określenie jego osoby jako artysty pojawiało się często i na zawsze zostało z nim złączone. Po drugie zaś, za jego przykładem poszli i inni projektanci – w tym, można powiedzieć, następca Worth’a – Paul Poiret.

Źródło ilustracji:
Diana de Marly, Worth. Father of Haute Couture, 1980

sobota, 26 listopada 2011

Dla młodych dam


Dzisiejsza suknia jest bardzo prosta w kroju. Ozdób też nie znajdziemy na niej wiele. Przyszyte u dołu sukni na przemian przejrzyste i złote taśmy, powtórzone są przy ramionach. Kropką nad i są perełki tworzące linię oddzielającą czewień sukni od zdobiących taśm. Dodać należy, że to suknia dla dziewczynki. I to nie byle jaka suknia, ale jeden z wielu projektów Jeanne Lanvin. Jak już kiedyś wspominałem (tutaj), zaczynała ona swoją karierę właśnie od szycia dla młodych dam z czasem podbijając także serca ich matek. Przywołana sukienka pochodzi z 1925 roku. Jej forma wydaje się być oczywista, jeśli pomyślimy w kategoriach odzieży dziecięcej. Projektantka nadała jej jednak niemal królewskiego splendoru wybierając kolor i wspomniane ozdoby. Warto przywołać tu portret Diego Velazqueza przedstawiający Infanta Filipa Prosper’a z 1659 roku (zbiory KHM w Wiedniu)Przedstawia on chłopca ubranego w sukienkę, co było wówczas standardem (ale „bogactwo” sukienki było charakterystyczne tylko dla królewskich potomków). Ponadto dziecko ma na sobie fartuszek i liczne talizmany mające go ochronić przed chorobami, czy złymi oczami (niestety, chłopiec zmarł w wieku 4 lat). Sztywność ubioru i pozy przytłacza nieco młodego dziedzica. Portret ożywia siedzący na fotelu piesek z wpatrzonymi w widza zachwycającymi oczami. Nawet, jeśli Lanvin nie inspirowała się bezpośrednio tym obrazem, to nawiązał do niego słynny wówczas ilustrator Georges Lapape.Dostrzegamy zmianę kształtu sukienki, która nabiera wielkości, upodabniając się tym samym do tej z portretu. No i nie przypadkowo pojawia się także piesek. Oczywiście są to luźne nawiązania, ale jednak. Z resztą, o czym także wspominałem (tutaj), ilustratorzy wielokrotnie inspirowali się malarstwem tworząc swoje kompozycje.
Do tej części projektów Jeanne Lanvin, jak się domyślam, nawiązał jakiś czas temu projektujący dla tego domu mody Alber Elbaz tworząc suknie dla dziewczynek. Tu jednak, wydaje mi się miało miejsce, coś dokładnie odwrotnego, tzn. o ile Jeanne Lanvin lekki, dziewczęcy styl przeniosła do mody dla dorosłych kobiet, o tyle Elbaz ubrał dzieci w miniaturki kobiecych sukni....
Cóż... jednak wolę Lanvin. Jeanne Lanvin.

Źródło ilustracji:
Dean L. Merceron, Lanvin, Rizzoli, New York 2007
http://www.khm.at

czwartek, 10 listopada 2011

Ubiór i iluzja

Naśladowanie natury było jednym z najważniejszych postulatów nowożytnego malarstwa. Artyści renesansowi przywoływali pochodzącą ze starożytności anegdotę mówiącą o pojedynku pomiędzy słynnymi malarzami Zeuksisem i Parrasjosem. Pierwszy z nich malując winogrona zwiódł ptaki, które zlatując się do obrazu dziobały je. Drugi zaś oszukał ludzi czekających na odsłonięcie malowidła. Nie zauważyli oni bowiem, że zasłona osłaniająca je to właśnie wyczekiwany obraz. Tak określony ideał był punktem odniesienia kolejnych pokoleń nowożytnych artystów. Wśród nich możemy wskazać Corneliusa Gijsbrechts’a (ok. 1630 – 1675). W 1670 roku namalował on obraz przedstawiający… Odwrocie obrazu.

(Statens Museum for Kunst, Kopenhaga)

Nie jest to oczywiście jedyne płótno namalowane tak, by oszukać oko widza, jednak jest jednym z moich ulubionych i dlatego je tu przywołuję. Malarz wykazał się poza dowcipnym pomysłem także fantastyczną techniką malarską. Udało mu się bowiem odtworzyć na płótnie fakturę płótna, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało. Poza tym gdyby spojrzeć na samą kompozycję, to obraz kojarzyć się może ze słynną pracą Kaimierza Malewicza „Czarny kwadrat na białym tle”. Czas jednak zwrócić się ku modzie i tam poszukać efektu trompe l'oeil.
Nie zależy mi dziś na oryginalności i zamierzam zaprezentować
klasyk, czyli sweter Elsy Schiaparelli z fałszywą kokardą z 1927 roku. Dzięki takiemu rozwiązaniu sweter zachował swą prostą, nowoczesną formę i jednocześnie miał łagodzący ją kobiecy akcent. Popularność tego rozwiązania sprawiła, że projektantka wymyśliła i inne jego wersje, np. z krawatem, czy chustą. Skłonność do odważnych i łamiących reguły pomysłów pozwoliła Schiaparelli kilka lat później współpracować z surrealistami. Sukces był murowany.
W podobnym tonie, lecz zdecydowanie bardzi
ej prowokujący jest podkoszulek zaprojektowany w 1997 roku przez Waltera Van Beirendonck.Wielu uznać go może za niesmaczny i nieestetyczny (mam nadzieję jednak, że ktoś go doceni). W czasach gdy w magazynach i telewizji królują nieskazitelnie wyrzeźbione torsy, taki „look” wydaje się co najmniej dziwny. Mężczyzna, który zdecydowałby się na założenie tej koszulki na pierwszym miejscu wykazać by się musiał poczuciem humoru i dystansem do siebie i do swojego ciała. Z resztą nie od dziś wiadomo, że pomysły Van Beirendonck’a są odważne i łamiące mnóstwo reguł. Ale jeśli komuś to odpowiada, warto by wiedział o wystawie jaką przygotowało antwerpskie MoMu. Walter Van Beirendonck: Dream the world awake. Chętni mają czas do 19 lutego.

Źródło ilustracji:
http://www.wga.hu/frames-e.html?/html/g/gijsbrec/index.html
Twentieth-century fashion in detail, Claire Wilcox i Valerie Mendes, V&A Publishing, 2009Art&Fashion, Between skin and clothing, Kunstmuseum, Wolfsburg, 2011

niedziela, 16 października 2011

Versace’ 91

Wypadłem nieco z blogowego rytmu, ale prawda jest taka, od kiedy wszedłem w inny rytm – pisania mojej pracy, nie chcę go już zakłócać, by jak najszybciej się z nią uporać. Trudno mi uwierzyć, jak długo przesuwałem z dnia na dzień moment, kiedy miałem wybrać jeden z tematów czekających w długiej kolejce. Dziś znów będzie Versace. Gianni, oczywiście.
Jego suknia z kolekcji na 1991 rok (wiosnę – lato), już na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo malarska. Jej wzór jest swego rodzaju obrazem, i to nawet sygnowanym – w prawym dolnym rogu jest w ramce podpis: Gianni Versace (wykonanie Manifattura Ratti)Przedstawia on Arlekina w akrobatycznej pozie trzymającego obręcz, ubranego w charakterystyczny kostium o wzorze utworzonym z trójkątów, rombów i czworoboków. Tło składa się z różnego koloru geometrycznych figur. Towarzyszą temu napisy Artista, Pittora, Arte, Atelier Versace. Całość, utrzymana w zdecydowanych barwach, jest niezwykle dynamiczna. Ten barwny wzór tkaniny przywołuje według mnie prace awangardowych artystów z początku XX wieku. Pewne podobieństwo można dostrzec przy porównaniu z płótnem Kazimierza Malewicza zatytułowanym Anglik w Moskwie (1914, zbiory Stedelijk Museum w Amsterdamie).
Tu także mamy postać, wiele różnych przedmiotów nachodzących na siebie oraz napisy. Kształty również są mocno zgeometryzowane. Jednak interpretacja obrazu, zmierza w inną stronę – jego tematem nie jest ani postać artysty, ani sztuka, którą tworzy. Anglik w Moskwie jest raczej próbą pokazania w nowoczesny sposób nakładania się usłyszanych słów, zobaczonych przedmiotów i zdarzeń. Jest ich tak dużo, że niemal przytłoczyły postać.
Wydaje mi się jednak, że znacznie istotniejszą inspiracją dla Versace była Madeleine Vionnet, a w zasadzie ilustracje jej ubiorów wykonywane przez włoskiego futurystę Thayaht’a.
Wpisywanie postaci w geometryczne figury, w wykreślane łuki jest tak wyraźne, że trudno uznać to za przypadek. Tym bardziej, że Versace był projektantem o dużej wiedzy i samoświadomości. No i niesamowitym talencie, który pozwalał mu na miksowanie wielu rozmaitych inspiracji. I to z jakim efektem! Szkoda, że już nie tworzy...

Źródło ilustracji:
The Art and Craft of Gianni Versace, V&A, 1997
http://www.aaronartprints.org/malevich-anenglishmaninmoscow.php
Pamela Goblin (red.) Madeleine Vionnet, Puriste de la mode, Muzeum Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu, katalog wystawy

niedziela, 11 września 2011

Mozaika inspiracji

Ostatnio przyglądałem się nieco wątkom religijnym w modzie i przy okazji znalazłem także i ten wieczorowy zestaw, który składa się z kurtki, topu i spódnicy:
Całość zaprojektowana została przez Gianniego Versace i pokazana w kolekcji na jesień-zimę 1991/92. Jak łatwo zauważyć największą ozdobą tego zestawu jest niezwykle rozbudowana aplikacja przedstawiająca wizerunek Madonny. Jej biała twarz, to nic innego dziesiątki diamencików. Są też kamienie, szkiełka, złoto. Wszystko najznakomitsze, godne Królowej Niebios. Dzięki temu świeci ona własnym blaskiem. Warto jednak zwrócić uwagę, że mimo wszystko jest tu ona tylko, albo aż, dekoracją. Nie towarzyszą jej - jak powinny – blask i światło, ale otacza ją głęboka czerń . W przełamywaniu jej pomagają krzyże znajdujące się na ramionach kurtki.Przyjrzenie się z bliska tej niesamowitej aplikacji zdradza jej inspiracje. To mozaiki bizantyjskie. Poniżej, dla porównania fragment z bazyliki Sant'Apollinare Nuovo w Rawennie.
Oczywiście to nie jedyna inspiracja. Można też dostrzec wpływy wczesnośredniowiecznego złotnictwa – fragment Krzyża Anielskiego z 808 roku.
Versace świetlistość i jasność złota doprawił „ciemnym gotykiem”.
W rezultacie powstała rock’n’roll’owa kreacja, bynajmniej nie dla świętych.

Źródło ilustracji:
The Art and Craft of Gianni Versace, V&A, 1997
http://www.sacred-destinations.com
Sztuka świata, tom 3, wyd. Arkady, 1993
http://motorbikegear.blogspot.com

piątek, 2 września 2011

„Japonisme”

O tym, że wielu artystów drugiej połowy XIX wieku zafascynowanych było grafikami japońskimi nie ma sensu nikogo przekonywać. Te inspiracje objawiały się w rozmaity sposób. Poniżej zaledwie cztery obrazy będące wynikiem tej fascynacji.

James Abbott McNeill Whistler, Symfonia w Bieli, No. 2, 1864, Tate Britain, Londyn

Claude Monet, Portret żony – La Japonaise, 1876, Museum of Fine Arts, Boston

Autoportret z zabandażowanym uchem, Vincent van Gogh, 1889, The Courtauld Gallery, Londyn

Plakat Divan Japonais, Henri'ego de Toulouse-Lautrec , 1892/1893; kolekcja prywatna

Ale dziś zamiast szukać podobieństw, czy analogii w modzie (może następnym razem o tym napiszę?) zachęcam, by podejść do Muzeum Narodowego w Poznaniu na wystawę Z kolekcji artysty. Dar Leona Wyczółkowskiego dla Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu. Tam, po pierwsze, i oczywiste, zobaczyć można, że i arytstów polskich ujęła „japońszczyzna”, po drugie zaś, można samodzielnie się przekonać, co w tych pracach japońskich artystów jest takiego urzekającego. Warto jednak uzbroić się przed wizytą w cierpliwość, ponieważ prace te niestety są porozwieszane w kilku miejscach, czasem mało przyjaznych do oglądania – zbyt nisko. No i niestety jest trochę ciemno więc trzeba wysilić wzrok, by przeczytać podpisy. Cóż, nie jest, to na pewno najlepsza wystawa, jednak, jak wspomniałem, warto się przejść dla obiektów tam pokazywanych (są również tkaniny). Jest jeszcze trochę czasu – wystawa potrwa do 2 października.
Tym, zaś, którzy nabiorą ochoty na więcej japońskich grafik polecam wycieczkę do Berlina, gdyż tam, w Martin Gropius Bau, do 24 października można oglądać prace jednego z najsłynniejszych artystów – Hokusai’a.
Dla jeszcze większych fanów czeka wystawa w Bostonie. No i sama Japonia oczywiście : )

Źródło ilustracji:
http://www.tate.org.uk
http://www.mfa.org
http://www.artandarchitecture.org.uk
http://pl.wikipedia.org

wtorek, 23 sierpnia 2011

Zaproszenie na wykłady


Niestety ostatnio z powodów, których nie będę już powtarzał, wpisy pojawiają się rzadko, ale od października będzie też dodatkowa możliwość kontaktu z modą XX wieku. Otóż, już po raz trzeci mam przyjemność zaprosić na cykl autorskich wykładów do Domu Bretanii w Poznaniu. Odbywać się one będą w czwartki o 18.30 właśnie w Domu Bretanii w Poznaniu, przy Starym Rynku 37
W bieżącym sezonie historia
Haute Couture opowiadana będzie nie poprzez twórczość poszczególnych projektantów, lecz ogólniejsze problemy ujęte w szerszej perspektywie czasowej. Porządek podejmowanych zagadnień wyznacza chronologia, ale tak, by wykłady mogły dać w rezultacie obraz różnorodności i jednocześnie bogactwa Haute Couture jako zjawiska kulturowego.

Na chwilę obecną ustalone są daty do końca roku (patrz menu obok), jednak tematy podaję już wszystkie:

Początki Haute Couture – Charles F. Worth na paryskiej mapie mody
Kreatorzy i kolekcjonerzy - Jacques Doucet i inni
Ilustratorzy paryskiej mody
Moda Art Deco
Jean Cocteau i jego związki z modą
Teatr powojennej mody – Théâtre de la mode
Jean Paul Gaultier – spadkobierca mistrzów krawiectwa

Wstęp będzie wolny. Serdecznie zapraszam.

piątek, 12 sierpnia 2011

“Kubizująca” suknia


Gdybym miał na podstawie tego zdjęcia sukni z lat 20. XX wieku (zbiory MET) powiedzieć coś na temat jej związku z kubizmem, było by mi trudno. W takich sytuacjach na szczęście z pomocą przychodzą książki, w których często można znaleźć zdjęcie innej strony sukni lub detal (pewnie zawsze będę podkreślał przewagę książek wobec internetowej wiedzy). Jednak wybrana przeze mnie pozycja daje znacznie więcej – sama wskazuje te związki. To katalog wystawy z Metropolitan Museum w Nowym Jorku Cubism and Fashion. Oczywiście nie jest tak, że wszystkie prezentowane tam zestawienia czy sugestie mi do końca rozumiem czy czuję. Ale akurat to zestawienie mnie urzekło i postanowiłem je pokazać. Obrazem, który „dopowiada” suknię jest dzieło samego Pabla Picassa.
Autorzy katalogu zwracają uwagę na podobieństwo tego w jaki sposób została pokazana na płótnie tytułowa tkanina i zgeometryzowanego kroju sukni (niestety nie widać jej przodu) i nie ma sensu tu nic więcej dopowiadać. Wystarczy jedynie uzupełnić to zdjęciem detalu sukni, które pokazuje niesamowitą fakturę użytej tkaniny. Teraz znów warto wrócić wzrokiem do kobiety Picassa. Jak wspomniałem – zachwyca mnie to zestawienie. Nie chcę tego psuć niepotrzebnymi, w tym przypadku, komentarzami. Takie jest przynajmniej moje zdanie.

Źródło ilustracji:
Richard Martin, The Metropolitan Museum of Art, Cubism and Fashion (grudzień 1998 – 1999)
http://www.hermitagemuseum.org/