wtorek, 31 sierpnia 2010

Muzealne Mody – suplement

Na modowej mapie Europy z pewnością nie może zabraknąć Sztokholmu. Wymieniając obecnie pokazywane lub mające się odbyć w najbliższym czasie wystawy umknęło mi to. Tym samym nadrabiam to niedopatrzenie. Otóż w Nordiska museet ma miejsce ekspozycja ubiorów zatytułowana znacząco: „Power of Fashion - 300 years of clothing”. Od 26 lutego tego roku, do odwołania oglądać można trzy dekady mody z trzech kolejnych stuleci. Autorzy wystawy wybrali lata 80. XVIII wieku, lata 60. XIX wieku i lata 60. XX wieku by zaprezentować różne problemy, np. socjologiczne, związane z modą. Pomysł by skoncentrować się jedynie na kilku problemach egzemplifikowanych przez trzy dziesięciolecia wydaje mi się ciekawy, choćby dlatego, że faktycznie pozwala on skupić na wybranych zagadnieniach bez zamęczania widza ilością eksponatów i co za tym idzie pobocznych problemów. http://www.nordiskamuseet.se
Jeśli już ktoś zdecyduje się na podróż do tego niezwykle przyjaznego miasta, jakim jest stolica Szwecji, to proponuję zajrzeć też do Dansmuseet, gdzie można zobaczyć chociażby ubiory zaprojektowane dla Baletów Rosyjskich (np. do spektaklu Chout czy Le Pavillon d'Armide). Poza tym można tam zapoznać się ze strojami pochodzącymi z różnych, pozaeuropejskich kultur. http://www.dansmuseet.nu
No i deser, a może jako danie główne – zależy, co kto lubi – Livrustkammaren, czyli Królewska Zbrojownia. Proszę się jednak zbytnio nie sugerować tą nazwą- w stałej ekspozycji oprócz uzbrojenia znaleźć można wspaniałe ubiory królewskie pochodzące od XVII do XX wieku. Osobiście gorąco polecam, bo wystawa robi wrażenie. Przynajmniej na mnie zrobiła.http://lrk.lsh.se

Źrodło ilustracji:
Archiwum autora
Jonas Melin, DIFFUS (ze strony DansMusset)

niedziela, 29 sierpnia 2010

Kees Van Dongen

Ten urodzony w 1877 roku malarz słynął w okresie dwudziestolecia międzywojennego na europejskich salonach. W malowanych przez siebie portretach potrafił w umiejętny sposób połączyć elementy fowizmu, ekspresjonizmu z wymaganiami należących do towarzyskiej śmietanki zamawiających. Jednym z charakterystycznych elementów jego rozpoznawalnego stylu były oczy portretowanych, niemal zawsze wyraźnie podkreślone. Z łatwością można więc wychwycić moment, kiedy któryś z projektantów odwołuje się stworzonych przez artystę wizerunków.
Na pokazie Haute Couture przygotowanej przez Johna Galliano na 60-lecie domu mody Diora (2007 rok), wśród wielu kreacji była i ta…
Nawet, jeśli nie słyszeliśmy o malarzu takim jak Kees van Dongen, to i tak wychwytujemy niemal natychmiast tę niecodzienną stylizację, w której na pierwszy plan wysuwają się oczy i włosy. Gdyby nie one, uznalibyśmy, że po wybiegu sunie duch. Blado wrzosowa kreacja modelki stapia się z kolorem wybiegu. Jakby tego było mało, użyte materiały – tiul, szyfon, futro sprawiają, że jej sylwetka nie posiada wyraźnego konturu. Makijaż wokół oczu jest także „rozmyty”. Zabiera chwilę, by zorientować się, że mamy do czynienia z sylwetką charakterystyczną dla początku XX wieku. To jedna z inspiracji, drugą są kobiety malowane przez van Dongena, właśnie. Jeden z obrazów pochodzi z rzymskiej Galerii Sztuki Nowoczesnej, drugi z kolekcji prywatnej.
Pierwszy prezentuje „Kobietę w bieli” widzianą jakby w świetle rampy. Jest ono tak silne, że twarz portretowanej staje się biała, a sylwetka jej niemal się rozpływa. Czerwone włosy i usta wraz z podkreślonymi na czarno oczami i brwiami są tym, co najbardziej widoczne. Oczywiście poza ciemnym cieniem i rondem kapelusza.
Na drugim, zaś z prezentowanych obrazów widzimy „Elegancką kobietę w kapeluszu” przedstawioną w ruchu, jakby podpatrzoną na ulicy, a nie pozującą w pracowni. Podobnie jak w wyżej omawianym obrazie i tu możemy zobaczyć rozmieszczone wokół i na twarzy kobiety mocne akcenty kolorystyczne, oraz „rozmycie” konturów sylwetki. Pozostaje ona jednak wciąż czytelna i w sumie łatwo dostrzegalna.
Zupełnie niedawno, bo 18 sierpnia, w Museum Boijmans Van Beuningen
w Rotterdamie została otwarta wystawa poświęcona twórczości tego holenderskiego, z urodzenia malarza. Potrwa ona do 23 stycznie 2011 i z pewnością może służyć jako źródło inspiracji dla wielu młodych stylistów i projektantów.

Źródło ilustracji:
www.style.com
Sztuka świata, tom 9, Wydawnictwo Arkady
www.the-athenaeum.org

środa, 25 sierpnia 2010

Czarno - biało

Dom Mody Wortha, założony przez Charlesa Fredericka Worth’a w 1858 roku, działał jeszcze długo po jego śmierci – zamknięty został niemal po stu latach działalności w 1956 roku. Bezpośrednio po założycielu schedę objęli dwaj jego synowie - Gaston i Jean-Philippe. To już z okresu ich rządów pochodzi ta niezwykła suknia, od 1976 roku znajdująca się w zbiorach Metropolitan Museum.
Datowana jest ona na lata 1898 – 1900, a więc na szczytową fazę rozwoju Art Nouveau. Bez problemu rozpoznajemy charakterystyczne cechy tego stylu: płynne, faliste linie czy płaszczyznowość i linearyzm ornamentu. Można powiedzieć, że brakuje jedynie koloru, lecz pozostawienie czarno – białego kontrastu świetnie podkreśla graficzność i czystość linii. Znakomicie wyważony stosunek pomiędzy białą i czarną powierzchnią sprawia, że suknia wydaje się lekka i nieprzytłaczająca.
Równie dobrze rozplanowane biało-czarne akcenty znaleźć możemy w twórczości genialnego ilustratora tamtej epoki, Anglika Aubrey’a Vincent’a Beardsley’a (1872 – 1898). Niektóre jego prace wydają się być zrobione bez jakiegokolwiek wysiłku; czasem wystarcza kilka zaledwie kresek i plam, by wypełnić kartę (poniżej „Spódnica – paw”,1894 i Venus, 1895).
Nie chcę tutaj porównywać tych dzieł w zakresie charakteru czy klimatu, jaki reprezentują, a jedynie wskazać na powinowactwo w ramach jednego stylu. Choć w przypadku Art Nouveau nie powinno nas to dziwić. Dążenie do jedności stylowej w ramach różnych dziedzin plastycznych było ważniejszym z głoszonych przez artystów postulatów. I w ten sposób kobieta ubrana „u Wortha” mogłaby bez problemów wcielić się w „prawdziwą” femme fatale.

Źródło ilustracji:
www.metmuseum.org
www.artrenewal.org

niedziela, 22 sierpnia 2010

Wszystko zaczęło się od Mondriana…

W końcu nadszedł czas, bo przedstawić suknię, która w pewnym sensie przyświeca temu blogowi. Chodzi oczywiście o mondrianowską, jersejową sukienkę.
By nie powtarzać już wielokrotnie przywoływanych w wielu miejscach informacji, skupię się tylko na tym, czemu ta suknia dała początek, cóż takiego się od niej zaczęło. Przede wszystkim sposób patrzenia Yves Saint Laurenta na projektowanie. Jak sam mówi w wywiadzie z 1965 roku, po tym jak jego matka dała mu album z malarstwem Mondriana –
Nagle zdałem sobie sprawę, że suknie nie powinny być dłużej komponowane za pomocą linii, ale za pomocą kolorów. Uświadomiłem sobie, że musimy skończyć układać, tworzyć suknie jak rzeźby, wręcz nieco przekornie, powinniśmy patrzeć na nie jak coś ruchomego. Zrozumiałem, że moda była „nieruchoma” do tej pory, i to właśnie należy musimy zrobić – wprawić ją w ruch.
Suknia – hołd dla Mondriana z 1965 roku była pierwszą z podobnych wyrazów uznania składanych przez projektanta takim artystom jak Van Gogh czy Matisse. Ponadto projekt ten to także początek powszechnego zainteresowania malarstwem Mondriana we Francji. Do tamtej pory był on nieobecny w publicznych francuskich kolekcjach. Popularność jego prac zaczęła wzrastać, a efektem tego procesu była wielka retrospektywna wystawa, jaka odbyła się w 1969 roku w Orangerie.
Jeszcze dla jednej ważnej „rzeczy” Mondrian wyznacza początek. Otóż sam kreator stwierdza, że „Mondrian” był pierwszym „prawdziwym” obrazem w jego kolekcji. Należy dodać, że nie jedynym (temat stworzonej przez niego kolekcji to oddzielny, bardzo ważny wątek, warty jednak osobnego potraktowania). Na stronie internetowej Christie’s można znaleźć co najmniej trzy olejne obrazy autorstwa tego malarza. Wśród nich także i ten, pochodzący z 1922 roku, a zakupiony przez Yvesa i Pierre’a Bergé w 1978 roku, „Composition avec bleu, rouge, jaune et noir”.
I na koniec wątek osobisty. Moje zainteresowanie modą zaczęło się właśnie od Yves Saint Laurenta. Mój zachwyt i podziw dla jego pracy trwa do dziś.

Źródła ilustracji:
www.style.com
www.christies.com

czwartek, 19 sierpnia 2010

Wykłady w Domu Bretanii w Poznaniu

Mam wielką przyjemność ogłosić, że od 21 października znów pojawią się wykłady na temat historii Haute Couture, prezentowanej przez pryzmat twórczości największych kreatorów (i kreatorek), zaczynając od Elsy Schiaparelli.
Wykłady odbywać się będą w Domu Bretanii w Poznaniu (Stary Rynek 37). Wstępnie będą to drugie czwartki w miesiącu, o godzinie 18.30. Wstęp wolny.
O szczegółach i ewentualnych zmianach będę informował na bieżąco.
Wszystkie informacje będzie też można znaleźć na stronie internetowej Domu Bretanii, na którą serdecznie zapraszam.
http://www.dombretanii.org.pl

środa, 18 sierpnia 2010

Moda i sztuka

Zdjęcie Jesse’ego Gerstein’a z 1988 roku, prezentujące żakiet zaprojektowany przez amerykańskiego projektanta, Billa Blass’a, zachwyciło mnie. Czy można w lepszy sposób pokazać jak moda i sztuka się przenikają i jak jedno może inspirować drugie? Nie chodzi tu oczywiście tylko o umieszczenie ubioru w ramie, bo to było by za mało, żeby zachwycić. Ten „obraz” wykracza „poza ramy” sztuki – po pierwsze rękaw, który jest jego częścią, wystaje, po drugie zaś krzesło, na którym wisi żakiet jest krzesłem z „obrazu”. Mamy, więc do czynienia z przekraczaniem granicy. I to podwójnym, bowiem „obraz” w ramie, to przetłumaczone na krawiecki język płótno Henri’ego Matisse’a. Sztuka, zatem „stała się” ubiorem, który z powrotem „stał się” sztuką. Granica została przekroczona!
Przyjrzyjmy się bliżej samemu obrazowi. Namalowany został w Nicei zimą 1918 - 19 roku i przestawia „Wnętrze z futerałem na skrzypce”. W przedstawionym niewielkim wnętrzu dominuje duże, otwarte okno, umieszczone niemal centralnie. Otwiera ono widok na przestrzeń, w którą nasze oko może uciec i nacieszyć się nadmorskim klimatem. Ściany pokoju pokrywają „matissowskie” wzory. Dominują kolory podstawowe – niebieski, czerwony i żółty.
Płótno to zostało przeniesione na żakiet dość wiernie, choć mamy do czynienia z obiciem lustrzanym (niestety nie wiem, co jest „z przodu” – nie znalazłem żadnego zdjęcia). Obraz znajduje się w zbiorach MoMA, więc nowojorski projektant bez większego problemu mógł faktycznie zachwycić się obrazem, a nie jakąś reprodukcją. To oczywiście punkt dla Billa Blass’a. Podoba mi się też to, jak obraz Matisse’a został zinterpretowany – wzory pojawiające się we wnętrzu stają się wzorami użytymi do dekoracji wieczorowego żakietu. No i ta przestrzeń pojawiająca się na zdjęciu, będąca tłem żakietu znakomicie koresponduje z przestrzenią, na którą otwiera się wnętrze uwiecznione przez malarza.
Ech, no mógłbym tak jeszcze długo, ale chcę także i czytelnikom zostawić miejsce na własne spostrzeżenia, refleksje i… mam nadzieję, także zachwyt.


Źródła ilustracji:
Melissa Leventon, Artwear. Fashion and Anti-fashion; Fine Arts Museum, San Francisco, 2005
www.moma.org

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Schiaparelli u Yves Saint Laurenta

Nie jest niczym niezwykłym, że projektant ceni czy nawet podziwia innego kolegę (koleżankę) po fachu. Zupełnie inną jest sytuacja, gdy decyduje się coś u niego zamówić…
Przyznaję, że było dla mnie małą niespodzianką zobaczenie na wystawie Yves Saint Laurenta w Petit Palais, Elsy Schiaparelli wśród „kobiet YSL” (prezentowany na wystawie płaszcz zamówiony był przez nią w 1969 roku). Szybko jednak zacząłem się orientować w pokrewieństwach między tym, co tworzyli ci projektanci.
Najbardziej oczywiste nawiązanie do pracy Włoszki możemy dostrzec w „skandalicznej” kolekcji z 1971, w której Yves nawiązywał do mody z lat czterdziestych. Szukając inspiracji w tej dekadzie nie mógł zignorować jej projektów. Oczywiście nie ona jedna tworzyła wówczas, ale widząc czarny płaszcz wieczorowy wyszywany w różnej wielkości usta z cekinów, nie mamy wątpliwości, że to „jej ślad”.

Jednak zainteresowie jej projektami było znacznie głębsze i ślady tego odnajdujemy na przestrzeni niemal całej kariery Yves Saint Laurenta. Wystarczy choćby zadać sobie pytanie, jaki był jego ulubiony kolor. Odpowiedź brzmi „Zaraz po czerni moim ulubionym kolorem jest różowy”. Nie zawsze jest to „shocking pink”, ale odcienie tego koloru pojawiały się w wielu kolekcjach. Poniżej suknie z dwóch różnych dekad (z 1978 po lewej i z 2002 obok).
Wśród projektów inspirowanych twórczością Schiaparelli wyróżniają się także żakiety o bogatej, „barokowej” i „rokokowej” ornamentyce. Poniżej, po lewej możemy zobaczyć ornament projektu Schiaparelli z 1935 roku, obok zaś żakiet z kolekcji Yves’a z 1984 roku. Wkomponowane w złoty ornament kamee z koralu robią niesamowite wrażenie.
Kolejne „pokrewieństwo” odkryłem zupełnie niedawno, już po wystawie w Petit Palais. Kiedy wśród zbiorów Brooklińskiego muzeum zobaczyłem garnitur uszyty „u Schiaparelli” (po lewej), nie muszę już chyba dodawać, dokąd pobiegły moje myśli. Garnitur YSL, to wynalazek z 1967 roku, a jedną z inspiracji dla projektanta była Marlene Dietrich. Kto zaś szył dla niej garnitury? Oczywiście Schiaparelli. Poniżej prezentowany model, obecnie w zbiorach MET, należał do Millicent Rogers, obok zaś jeden ze słynnych garniturów Yves Saint Laurenta (tu model z 1978 roku).

No i na koniec wspólne inspiracje. To, że surrealiści niemal jednym tchem są wymieniani wraz ze Schiaparelli, wiedzą wszyscy. To, że Yves Sint Laurent również do ich twórczości sięgał, nie jest już tak oczywiste. Umieszczenie poety z kręgu surrealistów, Louisa Aragona, wśród artystów, którym składał hołd swoją kolekcją z 1980 roku, pokazuje to jednoznacznie.

Pozostaje jedynie pytanie, przynajmniej u mnie; kiedy pojawi się projektant, lub kolekcja, która twórczo zinterpretuje dzieło Yves Saint Laurenta?
Łatwe to nie będzie…

Źródło ilustracji:
Yves Saint Laurent, katalog wystawy retrospektywnej, Petit Palais, Paryż 2010
High Style, katalog wystawy w Brooklyn Museum, Nowy York, 2010
www.style.com
www.metmuseum.org

środa, 11 sierpnia 2010

Muzealne mody


--> -->
Zastanawiałem się czy ma sens podawanie informacji o wystawach podejmujących tematykę mody, ubioru, ale odbywających się w szerokim i dalekim świecie (np. w Australii). Doszedłem jednak do wniosku, że przecież nie tylko chodzi o możliwość oglądania tych wystaw, choć to pewnie byłoby najprzyjemniejsze, ale liczy się też sama świadomość, ile takich wystaw się odbywa, gdzie są odbywają czy jakie problemy podejmują. Wydało mi się to ważne, bo po pierwsze, pokazuje, jak zmienia się status mody jako zjawiska, tzn. jest traktowany coraz poważniej, ponadto jest także świadectwem zwiększającego się zainteresowania tym tematem. Od razu jednak uprzedzam, że lista ta nie jest z pewnością kompletna. To w pewnym sensie nawet mnie cieszy, bo świadczy o dużej, w sumie, ilości i różnorodności wystaw.
Zacznę od Europy:
1) Viktoria i Albert Museum, Londyn http://www.vam.ac.uk – tu wydarzenie sezonu:
Diaghilev and the Golden Age of the Ballets Russes, 1909 – 1929 (25.09.2010 – 9.01.2011)
2) Somerset House, Londyn http://www.somersethouse.org.uk
Maison Martin Margiela '20’ (do 5.09.2010)
Dior Illustrated: René Gruau and the Line of Beauty (10.11.2010 – 9.01.2011)
3) Muzeum Ubioru, Bath http://www.museumofcostume.co.uk
Photographing Fashion: British Style in the 1960s (trwa do końca roku 2010)
Suknie Księżnej Diany (17.07. 2010 – 9.01.2011)
4) National Museums, Liverpool http://www.liverpoolmuseums.org.uk
Wedding clothes and customs (23.07.2010 – 27.02.2011)
5) MoMu, Antwerpia http://www.momu.be
Stephen Jones & The Accent of Fashion (8.09.2010 – 13.02.2011)
6) Petit Palais, Paryż http://www.yslretrospective.com/
Yves Saint Laurent, wystawa retrospektywna (do 29.08.2010)
7) Les Arts Décoratifs, Paryż http://www.lesartsdecoratifs.fr
Histoire idéale de la mode contemporaine vol. I : 70-80 (do 10 października )
Histoire idéale de la mode contemporaine vol. 2 : 1990–2000 (25.11.2010 – 8.05.2011)
Poza Europą:
8) Museum of Fine Arts, Boston http://www.mfa.org
Avedon Fashion: 1944-2000 (10.08.2010 – 17.01.2011)
Scaasi: American Couturier (25.09.2010 – 19.06.2011)
9) Fashion Institute of Technology, Nowy York http://fitnyc.edu
Eco-Fashion: Going Green (do 13.11.2010)
Japan Fashion Now (17.09.2010 – 8.01.2011)
10) Gallery of Modern Art (GoMA), Brisbane, Australia http://qag.qld.gov.au
Valentino, Retrospective: Past/Present/Future (do 14.11.2010)
Oczywiście, jeśli ktoś wie o innych wystawach i chciałby się podzielić tą wiadomością, to proszę pisać, a ja napiszę suplement do tej listy.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Lalki...

Pierwsze skojarzenie wiedzie nas oczywiście do zabawek dla dzieci, ale nie o takich lalkach chciałbym dziś mówić. W historii mody lalki odgrywały czasem istotną rolę. Jednym z ciekawszych zjawisk był powojenny Teatr Mody (The Théâtre de la Mode) prezentujący paryską modę nie tylko w miastach europejskich, ale i za oceanem. Co niezmiernie interesujące, a znacznie mniej znane, to fakt, że niedługo potem, w 1949 roku francuskie domy mody ponownie stworzyły „modowe” lalki. Ich konstrukcja wykonana została z drutu, twarze z gipsu, do stworzenia fryzur, zaś użyto ludzkich włosów. Podobnie jak w przypadku Teatru Mody, „nieme modelki” miały wysokość stanowiącą ok. 1/3 wzrostu człowieka. Tym razem jednak były to ubiory historyczne, prezentujące 200 lat (1715 – 1906) paryskiego krawiectwa. Projektanci mogli wybrać z tego okresu moment w modzie, jaki chcieliby przedstawić.

Wykonane z niezwykłą starannością lalki stanowiły część daru, jaki złożyli Francuzi Stanom Zjednoczonym. Był to tzw. Pociąg „Merci” składający się z 48 wagonów, który stanowił odpowiedź na pomoc Amerykanów. Komplet lalek trafił wówczas do Brooklyn Museum w Nowym Jorku. W ubiegłym roku lalki te, wraz z innymi obiektami, zostały przekazane do Instytutu Ubioru w Metropolitan Museum. W tej chwili w muzealnej bazie danych znajdują się 42 sztuki. Pierwsza chronologicznie lalka (1715 rok) wykonana była przez dom mody Marcela Rochasa, ostatnią zaś, reprezentującą 1906 rok zaprojektowała Elsa Schiaparelli.
Ciekawe jest to, że kreatorzy mieli się inspirować wybranym okresem mody, by stworzyć „swoją” lalkę. W rezultacie większość z nich wybrała moment w modzie, kiedy talia była mocno podkreślona, co oczywiście łączyło się z ówcześnie (1949) panującą linią. Przykładem może być projekt Jacquesa Fatha, który wybrał rok 1867.
Inny projektant, dziś już mniej znany, Jean Dessès, wybrany przez siebie rok 1774 nieco uwspółcześnił. Można to dostrzec porównując jego lalkę z pierwowzorem – ryciną wykonaną wg Jean-Michel Moreau (1741-1814) zatytułowaną Les Adieux.
Madame Grés, za to, wybrała rok 1808, który wykazywał duże podobieństwo do tego, co robiła i z czego była najbardziej znana. I znów powstała lalkowa suknia, która choć odnosi się do historii, to przemyca ducha ówczesnej mody.
Nie miejsce to i czas, by analizować dokładnie wszystkie powstałe wówczas projekty (z resztą trzeba by je wszystkie obejrzeć na żywo, a nie tylko na zdjęciu), jednak trzeba przyznać, że jest to niezwykle intrygujące zjawisko. Mnie najbardziej fascynuje to, jak mocno, mimo zamierzenia, lalki te stanowią odbicie paryskiej mody, ale nie tej sprzed wieków, lecz tej z końca lat czterdziestych.
Może wrócę jeszcze kiedyś do tego tematu…

Źródło ilustracji:
www.metmuseum.org
http://www.wga.hu/frames-e.html?/html/l/launay/adieux.html

piątek, 6 sierpnia 2010

"Czterolistna koniczyna"

Wystawy ubiorów z reguły wypełnione są manekinami ubranymi w suknie, płaszcze, żakiety, itd. Eksponuje się czasem także zdjęcia, filmy, dodatki. Jednak bardzo rzadko możemy zobaczyć na nich rysunki i szkice, no chyba, że same w sobie mają wartość artystyczną, jak np. rysunki Leona Baksta. W dużej mierze wynika to z tego, że takie szkice nieczęsto się zachowują, a poza tym jest przecież wielu projektantów, którzy w ogóle nie rysują, ale od razu kroją czy drapują, jak Chanel na przykład. Dlatego też wydaje mi się niezmiernie ciekawe pojawienie się na wystawie sukni i szkiców z nią związanych. Tak właśnie się zdarzyło na wystawie prezentowanej w Brooklyn Museum w Nowym Jorku (American High Style: Fashioning a National Collection, 7 maja – 1 sierpnia tego roku). Wspominany przypadek dotyczył twórczości amerykańskiego projektanta (urodzonego w Wielkiej Brytanii), Charlesa Jamesa (1906 – 1978). Nie jest on w tej chwili bardzo znany, nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie ubierał elitę. Właśnie ten zamknięty krąg klientek, jest jednym z najważniejszych powodów dla których jego nazwisko kojarzone jest głównie przez zajmujących się modą. Warto jednak wiedzieć, że w czasie swoich największych sukcesów podziwiany był nawet przez Balenciagę. Hiszpan powiedział o nim, że jest tym, „który zdołał z tej sztuki stosowanej uczynić czystą formę artystyczną”.
Pora zaprezentować jeden z najbardziej znanych jego projektów, ”Czterolistną koniczynę”. Poniże
j jedna z kilku sukien wykorzystujących tę formę. Od razu widać, że nazwa sukni odnosi się od kształtu dolnej części. By przybrał on taką formę projektant zastosował niemal inżynieryjny system usztywnień, o wiele bardziej skomplikowany niż krynolina. Oczywiście uzyskany efekt zachwyca, bo trudno, by było inaczej. Nota bene patrząc na tą prostą, ale jakże wyszukaną formą, nie może dziwić, że Balenciaga wyrażał się o Charlesie Jamesie tak pochlebnie. Żeby jednak nie odbiegać od tematu poniżej zobaczyć można dwa ze szkiców wiązanych z tym projektem.
Pierwszy (po lewej) pokazuje m.in. rzut z góry. To najlepiej pokazuje formę czterolistnej koniczyny, która dała nazwę sukni. Drugi zaś (po prawej) wydaje się być wcześniejszy, gdyż linia sukni nie uzyskała jeszcze ostatecznego, tj. znanego z gotowej sukni kształtu. Mogę sobie jedynie wyobrazić, jak fascynujące jest badanie procesu twórczego artysty – projektanta, bo już samo oglądanie jego efektów daje sporo radości.

Wszystkie prezentowane zdjęcia obiektów, jak i one same należą do Metropolitan Museum (wcześniej w Brooklyn Museum).
www.metmuseum.org
www.brooklynmuseum.org

niedziela, 1 sierpnia 2010

Art Déco

Nawet, jeśli ktoś nie jest miłośnikiem Art Déco, trudno pozostać obojętnym wobec tego stylu będąc w Nowym Jorku. Niemal symbolem Art Déco w tym mieście jest wieżowiec Chrysler’a ukończony w 1930 roku. Charakterystyczne, zmniejszające się ku szczycie łuki wieńczące budynek są natychmiast rozpoznawalne.
Oglądając w Metropolitan Museum wystawę American Woman: Fashioning a National Identity, jedną z sukni prezentowanych na niej od razu skojarzyłem z elegancką sylwetką wspomnianego drapacza chmur.

Suknia będąca w zbiorach MET od niedawna (wcześniej należąca do Brooklyn Museum) pochodzi z Francji i jest datowana na 1925 rok, a więc na czas na szczytowej fazy Art Déco (jest to rok, w którym odbyła się słynna paryska Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa). Suknia, o charakterystycznej dla połowy lat 20. linii uszyta jest z jedwabiu w kolorze delikatnego, pudrowego różu. Uwagę przyciąga „dół” sukni wykończony pracowicie naszytymi elementami, nachodzącymi na siebie jak łuski. Pojawiająca się w ten sposób mozaika łuków, trójkątów i promieniście rozchodzących się, delikatnie zarysowanych linii, od razu powiodła moje myśli do zwieńczenia Chrysler Building.
To znakomicie pokazuje jedność stylistyczną Art Déco, ale też i to, jak za pomocą różnych środków wyrazu można osiągnąć podobny efekt. Z jednej strony cegły, stal nierdzewna i szkło, z drugiej tkanina, nici i... także „szkło”. Dodatkowe walory dekoracyjne obydwu „dzieł” wydobywa światło. W przypadku sukni możemy sobie jedynie wyobrazić jak światło obijało się w rytm Charlestona w naszytych ozdobach. Chrysler Building zaś, w dzień świeci odbitym światłem, w nocy natomiast własnym, wyróżniając się na tle ciemnego krajobrazu.
I na szczęście nie trzeba sobie tego wyobrażać...
Źródło ilustracji:
Archiwum autora