poniedziałek, 28 czerwca 2010

Śladem YSL

Wystawa retrospektywna Yves Saint Laurenta jest z pewnością wydarzeniem. Pokazuje przede wszystkim to, co Yves wniósł do mody damskiej – garnitur, smoking, kombinezon, kurtkę marynarską, przeźroczystości. Podczas zwiedzania wystawy niesamowite wrażenie robiły sale, gdzie prezentowano suknie będące efektem „podróży w wyobraźni” (Chiny, Rosja, Maroko, Indie, Hiszpania), ubiory bezpośrednio wchodzące w dialog ze sztuką (tam między innymi była mondianowska sukienka) oraz, bardzo efektowna, sala „Ostatni Bal”, gdzie można było oglądać rozmieszczone na podium najpiękniejsze suknie wieczorowe i balowe z kolekcji Haute Couture. Łącznie 307 kreacji niemal wyłącznie Haute Couture. Słyszalne prawie na każdym kroku westchnienia zwiedzających kobiet mówiły same za siebie.
Rewolucyjność jego projektów i faktyczny wpływ na modę II połowy XX wieku pokazuje także inna paryska wystawa, którą zobaczyć można w Muzeum Sztuk Dekoracyjnych mieszczącym się w budynku Luwru – „Histoire idéale de la mode contemporaine vol. I 70-80”. Poświęcona jest ona modzie współczesnej. W zasadzie to pierwsza odsłona poświęcona latom 70. i 80. To właśnie kreacje YSL pochodzące ze skandalizującej kolekcji z 1971 roku ją otwierają. By doprecyzować, powiem, że to ubiory z kolekcji prêt-à-porter, która, podobnie jak Haute Couture inspirowana była modą lat 40. XX w. Nie był to bynajmniej jedyny moment, kiedy na tej wystawie pojawiły się jego kreacje. Wystarczy wspomnieć, oprócz wymienionej, kolekcję nawiązującą do twórczości Picassa, Matisse’a czy garnitury. Jednak całą paletę zasług dla mody damskiej prezentuje, rzecz jasna monograficzna wystawa w Petit Palais. Przy okazji wizyty na wystawie można podejść także na Avenue Marceau 5 i zobaczyć siedzibę Domu Mody YSL i jednocześnie Fondation Pierre Bergé - Yves Saint Laurent.

Nieco bardziej zdeterminowanym i wytrwałym polecić mogę odwiedziny innego, dalszego, adresu – Rue Spontini 30 bis, gdzie mieściła się pierwsza siedziba tego Domu Mody i gdzie 29 stycznia 1962 pokazana została pierwsza kolekcja Yves’a pod własnym nazwiskiem.

Fotografie autora.

czwartek, 24 czerwca 2010

Mistrz Yves Saint Laurent


-->
-->
Od 11 marca bieżącego roku w Petit Palais, w Paryżu odbywa się wielka, retrospektywna wystawa poświęcona twórczości tego znakomitego, francuskiego kreatora. W 15 salach tematycznych zaprezentowane jest szerokie spektrum jego talentu. Pokazywane tam projekty pochodzą z lat 1958 – 2002, czyli od czasów pierwszej kolekcji dla Domu Mody Diora do 2002 roku, czyli odejścia na emeryturę zawodową. Mam niebywałą przyjemność i okazję odwiedzenia tej wystawy. Wrażeniami z pewnością podzieję się tu, na forum bloga. Proszę jedynie o chwilę cierpliwości, a „sprawozdanie" z wystawy na pewno się pojawi.

Szczegóły pod adresem: http://www.yslretrospective.com

Na marginesie…


--> Miłośnikom mody (zwłaszcza tej z lat 60. ubiegłego wieku) proponuję do obejrzenia film Toma Forda (tak, TEGO Toma Forda) pt. A Single Man. Polski tytuł to Samotny mężczyzna. Oczywiście to, że za robienie kina bierze się projektant, nie jest wystarczającym powodem, by obraz ten zobaczyć. Tym bardziej, że nie on, a Arianne Phillips była odpowiedzialna za kostiumy (Tom Ford odpowiadał jedynie za garnitur Colina Firth’a). Zupełnie serio, jednak, powodem, dla którego warto zobaczyć ten obraz jest przede wszystkim jego estetyczna, wizualna wartość. Treści, oczywiście, także warto się poświęcić. Film opowiada o jednym dniu z życia profesora literatury, George’a Falconera. Jego przyjaciółkę gra, jak zawsze wspaniała Julianne Moore. Z pewnością nie jest to film akcji i być może nie wszystkim się spodoba. Należy jednak docenić kunszt pracy operatora, scenografa i przede wszystkim gry aktorskiej znakomitego duetu Firth – Moore. Naprawdę polecam. Poniżej kilka zdjęć – kadrów z filmu.

Źródło ilustracji:
www.film.onet.pl

niedziela, 20 czerwca 2010

Śniadanie na trawie…


Edouard Manet (1832 – 1883) obrazem przedstawiającym „Śniadanie na trawie” nawiązywał dialog z twórczością renesansowych mistrzów - z obrazem przypisywanym obecnie Tycjanowi (ok. 1488-1576) przedstawiającym „Koncert wiejski”, oraz ze sztychem Marcantonia Raimondiego (1480 -1534) „Sąd Parysa” wykonanym według pracy Rafaela Santi.

Manet w twórczy sposób przetworzył wspomniane pierwowzory. Co według mnie najistotniejsze, to fakt, że powstało dzieło nowoczesne, odwołujące się do rzeczywistości otaczającej malarza. To z resztą było jednym z głównych powodów tak mocnej krytyki obrazu. Na szczęście czas zrobił swoje i kiedy już rozpłynęła się atmosfera skandalu, możemy docenić piękno płótna. Teraz ono, podobnie, jak wcześniej dzieła renesansowe, inspiruje współczesnych twórców. Może nie malarzy, ale fotografów i projektantów mody z pewnością. Poniżej dwa tego przykłady. Wbrew chronologii jako pierwszą chciałbym zaprezentować fotografię Annie Leibovitz, jaka pojawiała się na okładce magazynu Vanity Fair w roku 2006.

Z łatwością rozpoznajemy głównych bohaterów – leżącą na brzuchu Scarlett Johansson, siedzącą Keirę Knightley oraz jedynego mężczyznę, Toma Forda. Zdjęcie jest swobodną interpretacją obrazu Maneta. Artystka umieściła swoich modeli na neutralnym, czarnym tle, pozbawiając w ten sposób scenę „śniadaniowego” kontekstu. Pozy gwiazd również nie naśladują rygorystycznie gestów swoich malarskich pierwowzorów. Mimo to bez problemu znajdujemy w fotografii piętno (i piękno) Śniadania na trawie. Okazuje się, bowiem, że to, co tak oburzało, czyli naga kobieta przeciwstawiona kompletnie ubranym mężczyznom, jest najbardziej charakterystyczne i kojarzone przez odbiorców. I to właśnie wykorzystała Annie Leibovitz dodając jednocześnie wiele od siebie. Przede wszystkim „wątek pożądania”, który jest nieobecny na płótnie, tu zaś wyraża się wyraźnie w geście Toma Forda względem Keiry, która nota bene wydaje się to ignorować. W ogóle kobiety te, choć nagie, nie wydają się bierne, po prostu obecne. Są one świadome swojej urody i tego, w jaki sposób działają na mężczyzn. To dodaje im nad nimi przewagę i w rezultacie czyni je silnymi. Mamy, więc przed sobą zdjęcie, które, podobnie do obrazu odzwierciedla rzeczywistość. Z pewnością jednak nie możemy powiedzieć, byśmy czuli się takim przedstawieniem zszokowani. Cóż, rzeczywistość się nieco zmieniła od czasów, kiedy tworzyli impresjoniści.
Drugi z przykładów, o których wspominałem, rzeczywistość chce wręcz zmieniać.

Należy ono do serii zdjęć autorstwa Mario Sorrenti’ego wykorzystanych w kampanii reklamowej kolekcji Rive Gauche by YSL w 1998 roku. Widzimy zupełne odwrócenie sytuacji. To mężczyźni są nadzy, kobieta (Kate Moss) zaś ubrana. Trzymając się, zatem bardzo mocno wzoru, jakim był bez wątpienia obraz Maneta („śniadaniowy” kontekst, niemal identyczne pozy, martwa natura na pierwszym planie) autor wchodzi z nim w dyskusję i odwraca przedstawiony tam porządek. Fotografia, więc, może z pewnością wielu oburzać. Zwłaszcza tych przywiązanych do tradycyjnie rozpisanych ról płciowych, według których to kobieta jest niemal biernym obiektem pożądania mężczyzny. Na fotografii kobieta wchodzi w rolę mężczyzny i to podwójnie. Nie dość, bowiem, że jest ubrana wobec nagich mężczyzn, to ubrana jest w garnitur. Co ciekawe jednak, wciąż zajmuje ona miejsce w kompozycji przeznaczone przez Moneta dla kobiety. Podobnie też jak w obrazie tylko ona patrzy na widza, jakby znajdujący się obok niej modele nie interesowali jej zupełnie. Wydają się oni być wręcz dekoracją, kompozycyjnym uzupełnieniem. A jednak model umieszczony z prawej strony wyraźnie swój wzrok kieruje ku kobiecie, ona zaś go ignoruje przenosząc swoją uwagę na widza. My zaś, możemy to zignorować lub odpowiedzieć pozytywnie dając się wciągnąć w wykreowaną przez fotografa „alternatywną rzeczywistość”.
Żródła ilustracji:
http://www.wga.hu
http://www.artrenewal.org
http://www.vanityfair.com
http://shortstories.blogs.com

czwartek, 17 czerwca 2010

Z czytelni


Niedawno pojawiła się w księgarniach nowa książka dotycząca mody. Mody męskiej konkretnie. Pozycja ta odnosi się bezpośrednio do wystawy, jaka miała miejsce nie tak dawno w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Zatytułowana była ona "Fashionable, dandys, elegant. Moda męska w XIX i na początku XX wieku w czasopismach ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie". Wystawę tę przygotowała Lilianna Nalewajska, która jest jednocześnie autorką wspomnianej książki.
Co należy podkreślić , i co jest jednym z atutów omawianej pozycji, to bogactwo ilustracji; nie tylko ubiorów, co oczywiste, ale też licznych reklam, szyldów, co znakomicie uzupełnia obraz mody dziewiętnastego wieku. Drugą ważną jej zaletą jest intensywne posługiwanie się językiem ówczesnej prasy. Sprawia to, że możemy książkę tę traktować również jako źródło, a nie tylko opracowanie. Z pewnością po lekturze „Mody męskiej w XIX wieku…” przestaniemy widzieć ją jak nudną i bezbarwną. Z pomocą autorki dostrzeżemy wiele interesujących detali, które myślę, że w wielu rozbudzą ciekawość i chęć dalszego zapoznawania się z modą tego czasu.
Krótko mówiąc polecam, zwłaszcza, że cena nie jest wygórowana – 39 PLN.


Źródło ilustracji:
http://www.wuw.home.pl

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Renesans w modzie…

Chciałbym dziś pokazać inny sposób „przetworzenia” renesansowego ubioru męskiego. Przykłady pochodzą z kolekcji Johna Galliana dla domu mody Christiana Diora na sezon jesień-zima 1998/99. Kolekcji Haute Couture, rzecz jasna.
Jako odwołanie posłużą mi dwa porterty – malowany przez Tycjana portret Pietra Aretina (1548 rok) oraz płótno Jörga Breu Starszego przedstawiające nieznanego mężczyznę (1533 rok).


Galliano w swoich projektach powtórzył przede wszystkim to, co najbardziej charakterystyczne, czyli mocno zaakcentowaną górną część ciała. Z męskiego stroju zaczerpnięte są też miękkie berety zdobiące głowy modelek, jak i widoczne spod nich fryzury. Może wydają nam się one kobiece z dzisiejszego punktu widzenia, ale były typowe dla mężczyzn. Właśnie podobne „przesunięcia”, jak to, są dla mnie bardzo interesujące. Przecież wiele elementów dawnych ubiorów męskich zawiera w sobie cechy, które dziś odczytujemy jako ewidentnie damskie. Wynikać może to przede wszystkim z prostego faktu ograniczenia ozdób i uczynienia ubrania dla mężczyzn bardziej praktycznym. Tym samym podkreślanie statusu społecznego ubiorem zostało przeniesione w inne obszary (np. kobieta mogła swoim strojem prezentować własną pozycję, ściśle związaną przecież ze statusem mężczyzny). Oczywiście to znacznie bardziej skomplikowany proces, któremu z pewnością poświęcę więcej uwagi, teraz zaś wrócę do kolekcji dla Christiana Diora.


Zaproponowanie futra na nagim ciele, w połączeniu z taką ilością złotej biżuterii z pewnością nie nazwiemy dziś męskim (choć pewnie niektórzy raperzy nie zgodziliby się ze mną ; )) Drugi z projektów poprzez użyte kolory także zmniejszył optycznie swoją wagę i wydaje się delikatniejszy… Co jednak pozostało niezmienne, to majestat ubioru, który tym razem służy kobietom.

Źródło ilustracji:
http://www.artrenewal.org
Anne Hollander, Fabric of Vision, National Gallery, London, 2002
http://www.corbisimages.com

czwartek, 10 czerwca 2010

Szesnastowieczne, męskie, kobiece…


-->
To, że projektanci inspirują się modą minionych stuleci nie jest dla nikogo niespodzianką. Również to, że projektując ubrania dla kobiet sięgają do niewieścich sukien i analogicznie przy tworzeniu mody męskiej. Czasem jednak kreatorzy łamią tę regułę sięgając po repertuar odzieżowy przeciwnej płci. Kiedy dodadzą do tego nutę ironii, bądź poczucia humoru robi się naprawdę ciekawie.
Znakomity tego przykład można znaleźć w kolekcji Alexandra McQueena na wiosnę 2003.
Inspirację modą męską XVI wieku widać od razu. Projektant doskonale uchwycił najbardziej charakterystyczne cechy takiego stroju, choć nie trzymał się uparcie jednego ubioru. „Wziął”, co najbardziej mu odpowiadało – krezę, dopasowany wams bogato zdobiony pasmanterią, krótki płaszcz o hiszpańskiej proweniencji oraz wyeksponowane nogi odziane w pończochy. Poniżej można zobaczyć przykłady tej mody – portret Henryka II przypisywany F. Clouet’owi (ok. 1550) oraz miniaturę N. Hilliarda przedstawiającą nieznanego mężczyznę (1588).
O ile pierwszy z tych portretów podkreśla męskość modela (nie mam na myśli jedynie fragmentu podkreślającego przyrodzenie, ale pozę, spojrzenie, broń u boku ), drugi z nich prezentuje mężczyznę o wiele bardziej delikatnego, dziś powiedzielibyśmy romantycznego. Co trzeba podkreślić, to fakt, że spodnie są silnie zredukowane i pozbawione już detalu podkreślającego męską anatomię. Z dzisiejszego punktu widzenia ubiór ten jest mało męski. I to zapewne stało się punktem zaczepienia dla projektanta. Z tych zredukowanych spodni stworzył mini. Nóg modelki nie odział też w pończochy, ale pozostawił je gołe, a na stopy założył delikatne szpilki. W ten sposób zaakcentował kobiece nogi i jednocześnie przywrócił dobrze nam znany porządek – to płeć piękna eksponuje dolne kończyny (nawiasem mówiąc nie trwa to długo, jeśli spojrzymy na historię mody). Na szczęście McQueen nie jest grzecznym twórcą, który przywraca porządek. On go burzy. Tym razem również. Na twarzy modelki pojawiają się „wąsy”, co ją wyraźnie maskulinizuje. Również jej poza wydaje się męska, zdecydowana. Brakuje tylko przypiętej u boku szpady… :)))
W tej samej kolekcji pojawił się też inny, choć podobny projekt. Tu, przy rozpuszczonych blond włosach i bardzo kolorowej spódnicy z wysokim rozcięciem na prawej nodze, męskość pierwowzoru rozpuszcza się niemal całkowicie. Artysta – projektant wprowadzając inny, jasny kolor bluzki „zmiękczył” jej sztywny charakter i stworzył tym samym, już bez żartów, nowoczesny ubiór inspirowany historią. On to doskonale potrafił…


Źródło ilustracji
www.style.com
http://www.louvre.fr

sobota, 5 czerwca 2010

W stylu lat pięćdziesiątych…


Ostatni, podwójny numer Harper’s Bazaar (czerwiec–lipiec 2010) prezentuje na okładce zdjęcie Katherine Heigl, aktorki znanej głównie z serialu Chirurdzy. Jej obecność na pierwszej stronie jest zapowiedzią sesji znajdującej się wewnątrz magazynu. Klasyczna uroda „modelki” znakomicie wypadła w wybranym przez fotografa, Alexi’ego Lubomirskiego, stylu lat 50 tych ubiegłego wieku. Ja chciałbym przywołać jedno ze zdjęć.

Aktorka siedzi na łóżku ubrana w Marc’a Jacobs’s (trzeba to powiedzieć, bo w końcu o to chodzi w magazynie związanym z modą). Zdaje się, że czyta na głos, a może „głośno myśli” zainspirowana lekturą... Jest słoneczny dzień. Za jej plecami, spokojnie siedzi psi towarzysz, który, dla odmiany, patrzy wprost na nas. Wystylizowane pomieszczenie wraz z psem dużej urody, siedzącym na łóżku obok kobiety ubranej w bluzkę i spódnicę od znanego projektanta sprawia wrażenie sztucznie stworzonego „raju”. Choć zdjęcie jest znakomite, to wydaje się bardzo odległe od rzeczywistości (przynajmniej tej, którą znam :)) Jest jednak powód, dla którego właśnie to zdjęcie i tę sesję tu przywołuję. Otóż zdjęcie Lubomirskiego wchodzi bezpośrednio w dialog ze słynną fotografią Richarda Avedona z 1955 roku, przedstawiającą znaną wówczas modelkę, Dovimę ubraną u Balenciagi.
Podobieństwo widać od razu – w temacie, w kompozycji, no i ci psi bohaterowie… U Avedona modelka również nie patrzy na nas. Coś poza kadrem wyraźnie zwraca jej uwagę, ba nawet uwagę psa. To sprawia, że trudno oderwać się od tego zdjęcia. Spojrzenie modelki, „zdublowane” spojrzeniem zwierzęcia zyskuje jeszcze większą moc. Wróćmy w tym momencie do zdjęcia z Harper’s Bazaar. Spojrzenie aktorki, wraz z otwartymi ustami ma pełnić dokładnie taką samą - przyciągającą uwagę i intrygującą widza – rolę. Jednak u Avedona przedstawiona historia tocząca się na paryskiej ulicy, a nie w stylizowanym wnętrzu, zawiera w sobie jakiś rodzaj napięcia, który sprawia, że nie zapomnimy szybko tej fotografii w przeciwieństwie do tej z Katherine Heigl. A może się mylę? O tym przekonamy się za jakieś …dziesiąt lat.
Źródło ilustracji:
http://www.harpersbazaar.com
http://theinvisibleagent.wordpress.com

środa, 2 czerwca 2010

„Ptaki” … Alexandra McQueena


Alfred Hitchcock stworzył na początku lat 60 tych (1963) film, który należy do klasyki kina. Ten pełen napięcia obraz wciąż i fascynuje i inspiruje.
Niezależnie od tego, czy to świadome nawiązanie, chciałbym przywołać projekt Alexandra McQueena z 2001 roku. Prezentacja tej kolekcji przygotowanej na sezon wiosenny przypominała bardziej wizytę w zakładzie dla umysłowo chorych niż klasyczną prezentację na wybiegu.
Jedna z modelek prezentowała dwuczęściową suknię złożoną z „koszulki” i długiej spódnicy z piór. Jednak to to, co dzieje się wokół jej głowy jest najbardziej niesamowite. Otacza ją pięć ptaków „szarpiących” jej włosy i suknię. „Obłęd” „pacjentki” z łatwością nam się udziela. Dla wielu mogło by to być ilustracją najgorszego z koszmarów.
Motyw atakujących „Ptaków”, tu już bezsprzecznie świadomie, wykorzystała firma Mattel™ wypuszczając w 2008 roku, w 45 rocznicę premiery filmu, lalkę Barbie™, wzorowaną na bohaterce filmu Melanie Daniels graną przez Tippi Hedren.
Widzimy ją atakowaną przez trzy czarne ptaki, próbującą uciec i odgonić się od nich. W prawym ręku trzyma torebkę, która jest uzupełnieniem stroju wystylizowanego na lata 60 te. Inne wcielenie Tippi Hedren możemy zobaczyć w kolekcji McQueena na jesień/zimę 2005, gdzie całość, choć mocno inspirowana modą wspominanej dekady, jest na wskroś nowoczesna.
Źródło ilustracji:
www.imdb.com
www.style.com
http://babyfashiondolls.com/